W boksie nie chodzi o ciosy. Czego Polacy szukają w ringu

Jeszcze w latach 90. boks kojarzony był głównie jako sport dla półświatka i twardych chłopaków z niedobrych dzielnic. Dziś pięściarstwo łączy różne pokolenia i pomaga rozładowywać stres.
[ tekst ]
[ zdjęcia ]
Czyta się kilka minut
Trening grupy początkującej w krakowskiej Boxerni. Kraków, 13 listopada 2025 r. // Fot. Jacek Taran
Trening grupy początkującej w krakowskiej Boxerni. Kraków, 13 listopada 2025 r. // Fot. Jacek Taran

Lewy, unik, prawy, hak... Tata, mama, siostra, brat... Skąd ten fenomen? Dlaczego mężczyźni, kobiety i dzieci coraz liczniej gromadzą się w salach treningowych? 

Boxernia na krakowskim Podgórzu

Przy Placu Niepodległości w krakowskim Starym Podgórzu jest witryna, wobec której trudno przejść obojętnie. Za podłużną ścianą ze szkła grupa ludzi „tańczy” w kręgu. Krążenia ramion, walka z cieniem, bieg tyłem, skipping. Nieraz tam stawałem, przyglądając się ich zmaganiom, zanim w końcu zdecydowałem się wejść do Boxerni. 

Na powitanie – podziemna szatnia z poobijanymi szafkami, kibel z napisem: „szczotka nie granat, ręki nie urwie”, oraz panowie w wieku od piętnastu do pięćdziesięciu kilku lat zbijający piątki. Potem podziemne przejście obok spartańskiej siłowni i wreszcie sala treningowa.

Rubikon przekroczony. Jestem po drugiej stronie szklanej witryny: miękka pianka pod stopami, zapach potu i dźwięk gruszki miarowo uderzającej pod naporem ciosów o deskę. Na ścianie flaga w niebiesko-brązowych barwach z napisem: „Bijące Serca Krakowa”. Barczysty, krótko ostrzyżony facet nawołuje do odbijania karnetów. Opieprza kogoś za spóźnienie.

Trening w krakowskiej "Boxerni". Na zdjęciu Bartosz Janik - jeden z trenerów. Kraków, 13 listopada 2025 r. // Fot. Jacek Taran

Zaczynamy długą rozgrzewką – owym tańcem w przestrzeni pomiędzy workami a ringiem. Wokół mężczyźni z szatni, kilkoro zawodników i zawodniczek w barwach klubowych, trzy zaprzyjaźnione ze sobą studentki. Polacy, Włosi, Ukraińcy, Hindusi, jeden Angolczyk. Krążenia ramion, bieg bokserski, rozciąganie... rozgrzewka w tym sporcie to wyzwanie samo w sobie. Ciężki pot.

Gdy przechodzimy do technik – kombinacji ciosów i uników w parach – spotyka mnie miłe zaskoczenie. Ludzie są pomocni i serdeczni. Nie czuć napięcia. Wysoki blondyn, z którym trafiam do pary, porusza się niezwykle miękko. Widać, że boksuje od dawna. Nie przejmuje się moim wahaniem ani błędami, cierpliwie powtarza kombinacje. Lewy prosty, prawy, zejście, lewy hak na głowę, prawy prosty. I od nowa.

Dla mnie boks jest jak medytacja

Po ukończeniu socjologii na UJ, Łukasz wybrał karierę w gastronomii jako kelner i sommelier. Trenuje cztery, pięć razy w tygodniu. Mówi, że Boxernia go zbudowała.

– Chodzi o mental i radzenie sobie ze stresem w życiu codziennym. Nikt tutaj nie podstawia sobie nóg ani nie rywalizuje nieczysto. Wspieramy się i spotykamy poza treningami – opowiada. I dodaje, że tutaj nie jest się dyrektorem z korpo ani taksówkarzem, tylko Darkiem czy Michałem. Jeden ma dobry lewy prosty, a drugi obronę.

Darek Felix Dębiec i Natasza Kosiec, mistrzyni Polski kadetek, brązowa medalistka mistrzostw Europy. Kraków, 13 listopada 2025 r. // Fot. Jacek Taran

Obok nas ćwiczy Wojtek – facet po czterdziestce o posturze zawodowego koszykarza, na co dzień dyrektor sprzedaży i customer success w firmie IT. Gdy w czasach studenckich na oczach dziewczyny zaatakował go pijak, postanowił nauczyć się kickboxingu. Kontuzje wykluczyły go na chwilę ze sportu, ale twardo trzymał się sztuk walki i w końcu trafił do Boxerni.

Wróciłem oszukać proces starzenia śmieje się Wojtek. Dla mnie to jest jak medytacja, wyłączenie się z innych spraw. Wychodzę stąd z czystą głową  mówi.

I znowu: lewy prosty, prawy, zejście, lewy hak na głowę, prawy prosty. Po katorżniczej końcówce treningu – worki, skakanki, brzuszki – w szatni poznaję jeszcze Dymitra, Ukraińca, który za kilka miesięcy wyjeżdża do pracy w Maroko. I Cemala z Turcji, który został w Polsce po studiach i założył rodzinę. Do Boxerni przychodzi, żeby poczuć się pewniej.

Zbijamy piątki z miłym odczuciem zmęczenia. W drodze do domu myślę, że z wszystkich miejsc świata najmniej spodziewałbym się tak przyjaznej atmosfery akurat w klubie bokserskim. Co się za tym kryje? 

Boks cię nauczy, jak być fair 

Boxernię założył Darek Felix Dębiec, ów barczysty facet, który prowadził mój pierwszy trening. To były zawodnik bokserski i kickboxerski, dawny nauczyciel plastyki oraz trener Polskiego Związku Bokserskiego klasy mistrzowskiej. 

Jego klub działa pod egidą stowarzyszenia o nazwie Bractwo Boxernia, Bijące Serca Krakowa. Darek sam zaprojektował barwy, herb, symbole. Napisał statut, w którym przeczytać można m.in., że bez względu na pochodzenie i status społeczny czy majątkowy, wartością bezwzględną i warunkiem członkostwa jest wyznawanie i praktykowanie szlachetnych wartości moralnych w duchu braterstwa i wzajemnej pomocy.

Zamysłem jest budowanie wspólnoty, która ma pomagać młodym oraz dorosłym wychodzić z uzależnień i wykluczenia społecznego przy pomocy sportu, przyjaźni i samodyscypliny.

Dopóki żyję, nie będziemy klubem komercyjnym, w którym płaci się za karnet i robi, co chce. Ludzie wiedzą to od wejścia – podkreśla Dębiec. – Mamy tu ludzi z kadry Polski, mistrzynie i mistrzów województwa i kraju. Od kilku lat jesteśmy w czołówce punktacji młodzieżowej w boksie olimpijskim w Polsce, najlepsi w Małopolsce. Natasza Kosiec, mistrzyni Polski kadetek, została niedawno trzecią rękawicą Mistrzostw Europy Kadetek. Poza regularną rutyną treningową, zawodnicy ćwiczą także z amatorami. I jeżeli ktoś z nich zostanie wspaniałym sportowcem – to świetnie. Ale przede wszystkim mają być dobrymi ludźmi, którzy są wobec siebie fair powtarza z naciskiem.

Jego idealizm bywa przedmiotem żartów wśród osób z Bractwa, do którego zapraszani są tylko najbardziej zaangażowani bywalcy Boxerni i zawodnicy. Niektórzy nazywają je „sektą”. A jednak – to działa.

Boks to nie mordobicie, a raczej szermierka

– Byłem takim ćpunem jak z filmów mówi Michał, kierownik logistyki w rodzinnej firmie budowlanej. Kokaina, amfetamina, mefedron. W końcu terapeutka uzależnień poleciła mi sport jako ważny element leczenia. Boks pomógł mi wyczyścić głowę, która była zaburzona, dał satysfakcję z postępów. Mogę spojrzeć w lustro opowiada.

Jego marzeniem jest wygrana w amatorskich zawodach. Chciałby mieć zdjęcie z sędzią trzymającym jego rękę w górze.

– On sam sobie zawdzięcza, że z tego wyszedł mówi Darek Felix Dębiec. – Klub był dla niego odpowiednim środowiskiem, ale musiał się dostosować do naszych reguł. Znalazł w sobie samodyscyplinę mówi trener. – Członkowie stowarzyszenia zobowiązują się do lojalności i wzajemnego wsparciadodaje. 

To czuć na sali treningowej.

– Boks to nie mordobicie, lecz szlachetna sztuka walki, którą można porównać do szermierki. Tyle że nie ma tu przedłużenia ramienia. Operujemy pięściami. Darek twardo trzyma się zasad etycznych mówi dyrektor Filharmonii Krakowskiej, Mateusz Prendota, który zasiada w zarządzie stowarzyszenia Bijące Serca Krakowa i trenuje w Boxerni.

Jego zdaniem mężczyźni potrzebują dzisiaj takiej pozytywnej identyfikacji, bo powracają do konserwatywnych wartości. Walka, fizyczność i ból w odpowiednim kontekście kształtują charaktery i zbliżają do siebie. Dla niego samego w treningach trudniejsze od przyjęcia ciosu było przełamanie lęku przed uderzeniem kogoś. To nauczyło go o sobie więcej niż niejedne studia. 

– Myślę, że treningi bokserskie są wyrazem tęsknoty każdego człowieka za przynależnością do grupy. Nie chodzi tylko o sport, ale o atmosferę kończy. 

Kluby bokserskie w Polsce

W Szczecinie atmosfera od wejścia krzyczy: zwycięstwo! Hasło reklamowe: „Najlepszy Klub Bokserski w Polsce” dobrze opisuje PGE BKS Skorpion. To jedno z najlepiej zorganizowanych „przedsiębiorstw pięściarskich” w kraju. W rozmowie z założycielem Skorpiona, Marcinem Stankiewiczem, ciągle wraca jedno słowo: wynik. 

– Ciężka praca i dyscyplina równa się wynik powtarza.

Stankiewicz zaczynał na początku lat 90. jako zawodnik Sztormu Szczecin. Potem kilkuletnia tułaczka po klubach w Polsce i Niemczech; powrót do Sztormu w roli trenera. Wypowiedzenie – i praca w podstawówce. Ktoś inny mógłby się załamać. 

Stankiewicz stworzył klasy o profilu sportowym, nie wiedząc jeszcze, że kładzie podwaliny pod Szkołę Mistrzostwa Sportowego oraz Klub Bokserski Skorpion Szczecin, które do dzisiaj prowadzi z przyjacielem Karolem Chabrosem. Potem dołączył do nich trener Patryk Tkaczyk.

Natasza Kosiec, mistrzyni Polski kadetek, brązowa medalistka mistrzostw Europy. Kraków, 13 listopada 2025 r. // Fot. Jacek Taran

– Od początku w 2007 roku byliśmy najlepsi w Polsce, mieliśmy też bardzo mocną grupę dziewczyn mówi Stankiewicz. 

System szkolenia kadry od pierwszych klas podstawówki, przez liceum, aż do profesjonalnej kariery zawodniczej w barwach klubu świetnie się sprawdził. 

– Mateusz Bereziński awansował na igrzyska olimpijskie, Fabian Urbański został mistrzem świata kadetów, Katarzyna Brodacka historyczną mistrzynią Europy kadetek, Daria Parada dwukrotną młodzieżową mistrzynią Europy, były jeszcze medale mistrzostw świata Patrycji Kiwak, Hanki Soleckiej... Wiktoria Rogalińska wywalczyła złoty medal Pucharu Świata...wylicza jednym tchem Stankiewicz.

– Byłam bardzo nieśmiałą osobą z małą wiarą w siebie – opowiada Wiktoria Rogalińska. – Pójście na boks było dla mnie próbą charakteru. Małymi kroczkami zaczęłam wzmacniać wiarę w swoje umiejętności i stałam się bardziej otwarta. Trenerzy namówili mnie na liceum sportowe zamiast zawodówki. Jestem im wdzięczna mówi zawodniczka i studentka dietetyki.

Dwudziestoczterolatka mieszka w Szczecinie z matką i siostrą, ojciec niedawno zmarł. Jej życie toczy się w rytmie: zawody, chwila odpoczynku w domu, powołanie do kadry, przygotowania do walk, dieta, sparingi, zawody i... od nowa. 

– Dla mojej rodziny to już normalne, że „Wiktoria jedzie na turniej”, „Wiktoria jedzie na obóz”, „Wiktoria będzie boksować”. Mama i siostra mnie wspierają, choć rzadko przychodzą na walki przyznaje.

Boksowanie jest dla każdego

W podobny sposób żyje coraz więcej dzieci i młodych osób w kraju. W spisie Polskiego Związku Bokserskiego widnieje blisko tysiąc licencjonowanych klubów bokserskich, ponad 300 amatorskich i 25 tys. komercyjnych ośrodków sportowych. 

Zawodniczki i zawodnicy rywalizują w setkach turniejów, rozgrywek lokalnych, wojewódzkich, krajowych... w ligach, na olimpiadach, mistrzostwach. Polska, Europa, świat. Sukcesy MKSW Pomorzanin Toruń, BB Bijące Serca Krakowa, KS Concordii Knurów czy rodzimego klubu Wiktorii Rogalińskiej – PGE BKS Skorpion Szczecin przyciągają na salę treningową coraz więcej amatorów.

W Szczecinie szkolą się panowie i panie w średnim wieku, studenci, menadżerki, budowlańcy, taksówkarze. 

– To jest wszechstronny trening, można odreagować, przekraczać bariery, wzmocnić samodyscyplinę. Myślę, że amatorów przyciąga marka i chęć przełamania barier mówi Marcin Stankiewicz.

Pytam Wiktorię Rogalińską, co radzi nowicjuszom, którzy borykają się z lękiem przed ciosem lub z nadmierną tuszą. 

– Najważniejsze to dać sobie szansę i pamiętać, że każdy potrzebuje tyle czasu do przełamania się, ile potrzebuje. Cierpliwość jest kluczem odpowiada.

Tuż przed końcem rozmowy Stankiewicz dodaje jeszcze, że w miejscu dawnego Szczecińskiego Ośrodka Sportu powstanie niebawem hala sportowa zdolna pomieścić kadry zawodników z całej Europy. 

– Będą tu przyjeżdżały mocne teamy z Niemiec, Belgii, Czech oraz Irlandii. Dzięki temu i my podniesiemy poziom podsumowuje.

Boks na nadwagę i autyzm

– Mnie nie zależało na wynikach. Nie marzyłem nawet, żeby zostać zawodnikiem – mówi siedemnastoletni Marcel Włodarczak. – Chciałem tylko, żeby koledzy przestali się ze mnie śmiać, bo byłem mocno otyły. Grałem ciągle w „Fortnite’a” i nie wychodziłem z domu. 

Trudno mi w to uwierzyć, gdy widzę go w hali treningowej klubu BKS Smok Zabierzów, jak okłada worek treningowy z zimną precyzją zawodowca. Rosły i pewny dziś w ruchach Marcel trafił tu w piątej klasie podstawówki, po stanowczej rekomendacji fizjoterapeuty. Podobnie jak wiele innych dzieciaków z problemami zdrowotnymi.

BKS Smok Zabierzów to mały lokalny klub bokserski mieszczący się pod Krakowem w niepozornej hali, nieopodal centrum naprawy ciężarówek. Pedantycznie wyznaczone miejsca parkingowe, przejrzyste wnętrza, uprzejma obsługa. Nawet worki i ringi rozmieszczone są symetrycznie. Bardziej przypomina to salę fitness dla pracowników korporacji niż zwykły klub bokserski. 

Marcel Włodarczak, trenuje w klubie Smok Zabierzeów // Fot. Marcin Tusiński

Grzegorz Zbroja, który stworzył to miejsce od podstaw z żoną Agnieszką (trenerką jest tu m.in. niezwykle utytułowana Monika Puzio-Nieszporek), postawił na boks dla całych rodzin jako formę rehabilitacji i dbania o zdrowie. 

– Jeśli przy okazji wyrosną z tego zawodnicy, to dobrze – mówi. – Mamy treningi personalne i grupowe: dla dorosłych, młodzieży i zawodników z niemałymi sukcesami. Przychodzą do mnie dzieci z problemami ruchowymi czy integracyjnymi. Wzmacniają się psychicznie, fizycznie i społeczne tłumaczy.

Zbroja zaczynał jako trzynastolatek u boku słynnego kickboxera Andrzeja Firsta. 

– Do klubu trafiłem na fali mody na Bruce’a Lee. Szybko zostałem zawodnikiem, potem trenerem – opowiada. 

Karol i Grzegorz Zbroja // Fot. archiwum prywatne

23 listopada 1996 r. First został brutalnie zamordowany na klatce schodowej swojego bloku w Krakowie, najprawdopodobniej na zlecenie mafii, próbującej przejąć kontrolę nad lokalem, który ochraniał. Kiedy wiadomość spadła na osiemnastoletniego wówczas Zbroję, zareagował decyzją o kontynuowaniu działalności jego klubu o nazwie „Smok”. Uhonorował mentora.

Potem przyszły studia, rodzina, kariera menadżerska w banku. Sport i klub poszły w odstawkę. Aż do narodzin pierwszego syna Zbrojów – Andrzeja. Gdy u chłopca zdiagnozowano autyzm, ojciec rzucił karierę ekonomisty, żeby opiekować się dzieckiem. Szybko wpadli z żoną Agnieszką na pomysł założenia w Zabierzowie Centrum Boksu i Kickboxingu dla całych rodzin. W klubie trenują obaj synowie Zbrojów. Dla jednego to rehabilitacja, dla drugiego pasja.

– Jestem z nich dumny – mówi Zbroja. Boks i kickboxing to sporty walki, które angażują cały układ nerwowy, mięśniowy, szkieletowy. Jest wiele badań naukowych, które pokazują, że trening beztlenowy na wysokim tętnie wpływa na szybsze odnawianie komórek – tłumaczy trener.

Dzięki ćwiczeniom dzieci rozwijają małą i dużą motorykę – zwiększają zakres ruchów, budują wytrzymałość i zżywają się ze sobą. Wszystko w formie treningu sportowego. Młodzi trenują obok zawodników i swoich rodziców. Efekty widać po jednych i drugich. 

– Rodzice po czterdziestce przychodzą tu często w słabej kondycji fizycznej. Po kilku miesiącach ruszają się, jakby trenowali od zawsze – mówi Zbroja. – A ja czuję, że robię coś dobrego dla nich i dla dzieciaków – puentuje. 

Za i przeciw pięściarstwu

Dużo tu dobrego. Nie sposób jednak nie wspomnieć o tym, czym uprawianie boksu grozi. Z opublikowanych w czasopiśmie „Seminars in Neurology” badań naukowych Barry’ego D. Jordana z University of Columbia wynika, że wieloletnia ekspozycja na ciosy prowadzi do uszkodzeń w płatach czołowych i skroniowych mózgu, zaniku neuronów, trudności z koncentracją, depresji czy zaburzeń pamięci. Zawodowcy ryzykują zdrowiem, ale nikogo to nie zniechęca.

Z drugiej strony, pojawia się coraz więcej publikacji dowodzących zbawiennego wpływu tego sportu na zdrowie. Naukowcy University of Minneapolis dowiedli poprawy równowagi, mobilności i jakości życia pacjentów z chorobą Parkinsona, którzy uprawiali boks jako element kuracji. 

W czasopiśmie naukowym „American Journal of Occupational Therapy” grupa badaczy z University of Columbia opisała z kolei znaczącą poprawę zdolności planowania, umiejętności społecznych i zwiększenie stabilności ciała u dzieci ze spektrum autyzmu uprawiających pięściarstwo w ramach terapii. Wiele wskazuje na to, że wpływ boksu na zdrowie zależy nie od tego czy, ale jak go uprawiamy.

– To wyjątkowy sport, bo daje satysfakcję po treningu, ale też niesamowitą pewność siebie – podsumowuje Marcel Włodarczak. – Świadomość, że masz te umiejętności i robisz postępy, daje takie fajne poczucie dystansu do problemów. Od tego robi się lżej.

Trening grupy początkującej w krakowskiej "Boxerni". Kraków, 13 listopada 2025 r. // Fot. Jacek Taran

A ja wracam na kolejny trening do klubu za witryną przy Placu Niepodległości w krakowskim Starym Podgórzu. Miękka pianka pod stopami, zapach potu i dźwięk gruszki miarowo uderzającej pod naporem ciosów o deskę. Stukot skakanek o podłogę. Lewy, unik, prawy, hak...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 03/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Spokój i boks