Wiesz, nawet w Połądze dużo się dzieje! – pisze litewski znajomy Dainius Stonys. Połąga – miasteczko nad Bałtykiem, kilkunastotysięczne, ale za to będące najbardziej znanym litewskim kurortem – stało się ostatnio areną poważnych politycznych wystąpień.
Do protestów, które miały tu miejsce, przyłączyły się nie tylko partie opozycyjne wobec centrolewicowej koalicji, która rządzi krajem – tworzą ją socjaldemokraci i kilka mniejszych ugrupowań, w tym populistyczna i antysystemowa partia Świt Niemna. Udział wzięły też tutejsze muzea: Muzeum Bursztynu (mieści się w Pałacu Tyszkiewiczów), Muzeum Kurortu (w willi Anapilis), a także Muzeum Sztuki im. Antanasa Mončysa.
Wreszcie, Połąga „strajkowała” jako całość. Mieszkańcy gromadzili się wokół lokalnego kurhauzu. Przemawiał burmistrz Šarūnas Vaitkus – konserwatysta, przedstawiciel partii, która w grudniu 2024 r. oddała władzę, a teraz należy do najgłośniejszych krytyków Świtu Niemna.
Co wywołało protesty nie tylko w Wilnie, Kownie czy właśnie Połądze, ale właściwie w całym kraju?
Skąd się wzięła litewska partia Świt Niemna
Cofnijmy się do poprzedniej kadencji Sejmu, gdy Litwą rządzili konserwatyści i liberałowie, a sprawujący dziś władzę socjaldemokraci byli w opozycji. Wtedy to „gwiazdą” parlamentu – w negatywnym tego słowa znaczeniu – stał się nagle 43-letni Remigijus Žemaitaitis. Nagle, choć posłem jest długo, bo od 2009 r.
Wiosną 2024 r. jego wpisy na Facebooku rozgrzały internet, a także łącza między ambasadami Izraela, USA i Niemiec a władzami Litwy. Komentując konflikt palestyńsko-izraelski, w tym zburzenie przez armię izraelską szkoły w Palestynie, poseł napisał, że „oprócz Putina na świecie pojawiło się jeszcze jedno zwierzę – Izrael”.
Žemaitaitis zaczął też atakować miejscową społeczność żydowską, oskarżając litewskich Żydów o kolaborację z Sowietami w czasie II wojny światowej.
„Kultura litewska idzie drogą Węgier i Gruzji” – protestowali działacze społeczni, porównując Litwę do państw rządzonych autorytarnie.
Wileńska prokuratura wszczęła w maju 2024 r. postępowanie przeciw posłowi pod zarzutem propagowania i podżegania do nienawiści. On sam zaczął wspominać o możliwości założenia nowej partii. W końcu ją stworzył, a nazwał ją Świt Niemna (lit. Nemuno Aušra). Jesienią 2024 r. partia ta uzyskała w wyborach 15 proc. głosów, tylko o 4 punkty mniej niż zwycięscy socjaldemokraci.
W nowym rządzie Litwy ekstremiści objęli resort kultury
Początkowo wydało się, że lewica pod wodzą premiera Gintautasa Paluckasa wejdzie w bezpieczną koalicję: z demokratami byłego szefa rządu Sauliusa Skvernelisa oraz Związkiem Chłopów i Zielonych oligarchy Ramūnasa Karbauskisa. Jednak w związku z konfliktem między dwoma ostatnimi liderami lewica zdecydowała się zaprosić do rządu partię Žemaitaitisa.
W ten sposób nowa koalicja osadzona została na porozumieniu dwóch sił: lewicy i właśnie Świtu Niemna. Wprawdzie latem tego roku zmienił się premier (Paluckas musiał odejść po skandalu, a premierką została Inga Ruginienė) i skład koalicji nieco rozszerzono (do rządu dołączyła polska partia AWPL-ZChR, a także „chłopi” Karbauskisa), lecz wciąż opiera się ona na sojuszu tych dwóch głównych ugrupowań.
Tu dochodzimy do punktu, który wkrótce miał wywołać polityczne wstrząsy: w nowym rozdaniu Świt Niemna przejął od socjaldemokratów ministerstwo kultury.
Dotychczasowego ministra Šarūnasa Birutisa zastąpił „świtowiec” Ignotas Adomavičius: 40-latek, który choć ukończył Narodową Szkołę Sztuk Pięknych im. Mikalojusa Konstantinasa Čiurlionisa (znanego litewskiego malarza i kompozytora, w tym roku obchodzimy 150. rocznicę jego urodzin), to doświadczenie zawodowe zdobywał, kierując firmami produkującymi mrożonki i makarony.
Protesty na całej Litwie
Tego już było za dużo i dla opozycji, i dla świata kultury. O ile po grudniu 2024 r., po powstaniu nowego rządu, wiele osób tolerowało egzotyczną koalicję lewicy ze skrajną prawicą, to mianowanie Adomavičiusa na szefa resortu kultury przelało czarę goryczy.
W całym kraju rozpoczęły się demonstracje. „Rozpolitykowało się” nie tylko Wilno, ale także mniejsze miejscowości, jak wspomniana Połąga.
Zaczęło się od „feralnego czwartku” 25 września, czyli momentu zaprzysiężenia rządu Ingi Ruginienė. Na placu Szymona Dowkonta przed Pałacem Prezydenckim zebrało się kilkuset protestujących. Trzymali transparenty z napisami: „Społeczność Akademii Sztuk Pięknych w żałobie”, „Čiurlionis przewraca się w grobie!”, „Ministerstwo chałtury”, „Kultura jest żywa”.
Pretensje adresowano do socjaldemokratów, ale też do prezydenta Gitanasa Nausėdy, który zatwierdził skład rządu. Przedstawiciele świata kultury stworzyli petycję, postulując, by żaden członek Świtu Niemna nie został mianowany ministrem. Dokument podpisało ponad 60 tys. osób – w kraju, który liczy 2,8 mln mieszkańców.
Ostatecznie w skład rządu Ruginienė weszły trzy osoby powiązane z partią Žemaitaitisa. Ten zaś w kilkanaście dni po pierwszych demonstracjach „odpalił” kolejną bombę: byłego ministra kultury Litwy i członka Ruchu Liberalnego Arūnasa Gelūnasa nazwał „Aronem Gelbachem”, czyniąc aluzję do jego rzekomo żydowskiego pochodzenia.
Czy partia Žemaitaitisa to „rosyjski projekt”?
Ponadto Žemaitaitis oskarżył Gelūnasa, który dziś pełni funkcję dyrektora Narodowego Muzeum Sztuki, o przygotowywanie „zamachu stanu” (partia Gelūnasa jest od 2024 r. w opozycji, a jej szefowa Viktorija Čmilytė-Nielsen popiera społeczne protesty, które rozpoczęły się pod koniec września).
„To jest oburzające i absolutnie nie do przyjęcia. To nie odzwierciedla wartości Litwy (...). Walka polityczna w żadnych okolicznościach nie może przerodzić się w to, co widzimy i słyszymy w ostatnich dniach” – stwierdził już po czasie prezydent Nausėda.
Korygując swój błąd, prezydent dodał, że nie zatwierdzi w roli ministra kultury kolejnego przedstawiciela Świtu Niemna.
W międzyczasie Adomavičius podał się bowiem do dymisji – nie wytrzymał krytyki społecznej i „wysokiego ciśnienia” w litewskiej polityce. Zdążył oburzyć bowiem nie tylko przedstawicieli świata kultury, ale także przeciwników rosyjskiej agresji na Ukrainę. W jednym z wywiadów nie potrafił bowiem powiedzieć jasno, „czyj jest Krym”.
Dodajmy, że partię Žemaitaitisa bardzo często określa się na Litwie jako „rosyjski projekt”, choć sam jej lider unika jednoznacznie proputinowskich deklaracji, koncentrując się na tematyce żydowskiej. Nikt nie złapał go także „za rękę” na przyjmowaniu pieniędzy z Kremla.
Organizatorzy protestów
Tymczasem wysoka kultura odegrała swoją rolę w protestach przeciw skrajnej prawicy. W niedzielę 5 października w wielu miastach Litwy odbył się strajk ostrzegawczy pod hasłem „To może być ostatni raz” (lit. Tai gali būti paskutinis kartas).
Nie tylko w kurhauzie w Połądze, ale także w innych miejscach zabrzmiał poemat symfoniczny Čiurlionisa „Morze”, który miał być przypomnieniem, że może to być ostatni raz, gdy społeczność kultury spotyka się jako wspólnota w pełni wolna. Pojawiały się aluzje do tego, co przeżywają obecnie Węgrzy, Słowacy czy Gruzini. Większość mieszkańców Litwy nie chce podążać drogą Orbána, Ficy czy Kobachidzego.
Jednym z czołowych organizatorów jesiennych protestów jest 38-letni Karolis Kaupinis. Pytam go, co dalej – jakie są plany na przyszłość, skoro już wiadomo, że ministrem kultury znów zostanie socjaldemokrata.
– Nie ma mowy o czasie „po protestach”, ponieważ nasz ruch wciąż rośnie. Teraz ogłosiliśmy nowy protest 21 listopada, który pod hasłem „Kultura to my” zaangażuje więcej grup społeczeństwa litewskiego – mówi „Tygodnikowi” Kaupinis, reżyser i scenarzysta, autor słynnego filmu „Nova Lituania” (2019).
Jest przekonany, że socjaldemokraci wraz z partią Žemaitaitisa wpędzają kraj w otchłań.
– Wierzę, że wyjdziemy z tego zwycięsko i silniejsi jako społeczeństwo, ale ten pojedynek wstrząśnie naszym systemem politycznym. To jedno z głównych wyzwań dla naszej demokracji od początku lat 90. XX wieku – uważa Kaupinis.
Nowa fala demonstracji na Litwie zacznie się w listopadzie
Nowa fala demonstracji, właśnie pod hasłem „My jesteśmy kulturą”, miała się rozpocząć w Kownie 15 października, jednak przesunięto ją na kolejny tydzień. Finał, zgodnie z tym, co zapowiada Kaupinis, będzie mieć miejsce 21 listopada w Wilnie.
Wtedy też zjadą do centrum stolicy traktory.
– Chodzi o pokazanie, że włączamy w protesty różne grupy społeczne – mówi mi Kaupinis. Z perspektywy Polski może wydawać się to egzotyczne, że rolnicy wystąpią na jednej scenie z jazzmanami i grupami muzyki nowoczesnej. Tutaj sojusz ten tłumaczy fakt, że Litewski Związek Chłopów i Zielonych jest znów w koalicji.
Demonstrujący wciąż domagają się od socjaldemokratów oddzielenia Świtu Niemna od wpływu na kulturę – bo o ile partia Žemaitaitisa nie będzie mieć już ministra, to jednak nadal ma szansę na stanowisko wiceministra tego resortu.
W to, że socjaldemokraci zerwą koalicję ze Świtem Niemna, raczej mało kto wierzy. Choć raz po raz mówi się na Litwie o przedterminowych wyborach, po których do władzy mogliby wrócić konserwatyści. Takie przedterminowe wybory odbyły się wcześniej tylko raz, w 1992 roku.
Nadbałtycka Połąga szykuje się do nowych protestów
Tymczasem Remigijus Žemaitaitis marzy o stanowisku burmistrza Połągi, od której zaczęliśmy tę opowieść.
– Nie jest mu pisane zostać marszałkiem Sejmu ani nawet wicemarszałkiem, ponieważ nie ma dostępu do informacji niejawnych. A stanowisko burmistrza Połągi jest dość lukratywne – pisze do mnie Dainius Stonys.
Nadmorski kurort przygotowuje się już do kolejnych demonstracji. Bez traktorów, ale chodzi o to, by pokazać, że miasto Tyszkiewiczów nie godzi się ani na oddanie kultury w ręce nacjonalistów, ani na burmistrza Žemaitaitisa.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















