Polacy na Łotwie są lojalni, mimo to Łotwa ogranicza ich prawa. Warszawa nie protestuje

Kilkadziesiąt tysięcy Polaków żyjących nad Dźwiną nie budzi takiej uwagi polskiego rządu, jak ich rodacy na Litwie. Sprzeciwu nie wywołuje nawet ograniczanie ich stanu posiadania przez państwo łotewskie.
z Łotwy
Czyta się kilka minut
Łotewscy Polacy są lojalni wobec państwa, w którym żyją, mimo że ich prawa są ograniczane. Na zdjęciu: sala pamięci w polskiej szkole w Rzeżycy, listopad 2025 r. // Fot. Tomasz Otocki
Łotewscy Polacy są lojalni wobec państwa, w którym żyją, mimo że ich prawa są ograniczane. Na zdjęciu: sala pamięci w polskiej szkole w Rzeżycy, listopad 2025 r. // Fot. Tomasz Otocki

Mimo ciosów wymierzonych w działalność polonijną – takich jak przekształcenie polskich szkół w łotewskojęzyczne czy likwidacja audycji radiowej założonej jeszcze przez Itę Kozakiewicz, zmarłą w 1990 r. legendarną założycielkę Związku Polaków na Łotwie – tutejsi Polacy mają sukcesy. Właśnie zakładają Związek Młodych Polaków, a w stołecznej Rydze rozwija się stowarzyszenie „Silesia”.

W dwumilionowym kraju żyje ich ok. 38 tysięcy. Opowiedzmy o ich kłopotach.

Władze Łotwy dokręcają śrubę łotewskiej Polonii

 – Trochę mnie poniosło, chyba się rozpisałam – przyznaje w wymianie zdań Krystyna Kunicka-Dzalbe, sekretarz Związku Polaków na Łotwie.

Jednak ma ona prawo do emocji. Wylicza: – Władze łotewskie, kolokwialnie mówiąc, dokręcają nam śrubę w wielu dziedzinach. Od 1 stycznia 2026 r. nie będzie nadawana w Łotewskim Radiu audycja „Nasz Głos”, stworzona 36 lat temu przez Itę Kozakiewicz. Nie będzie funkcjonować polska strona portalu LSM, czyli państwowe medium nie chce już polskich tekstów, bo niby nie ma takiej potrzeby.

Krystyna Kunicka-Dzalbe, sekretarz Związku Polaków na Łotwie, na uroczystościach w miejscowości Likśnie // Fot. Związek Polaków na Łotwie

Kunicka-Dzalbe mówi, że pewne zjawiska na Łotwie zaczynają przypominać jej okres międzywojennej dyktatury Kārlisa Ulmanisa, gdy po 1934 r. prawa mniejszości polskiej zostały ograniczone.

Media to nie jedyny problem. Rok temu została zamknięta polska szkoła podstawowa w Krasławiu, jedna z czterech funkcjonujących dotąd w kraju. Nie z powodu złośliwości samorządu – po prostu, miejscowi Polacy nie posyłali do niej dzieci, szkoła od lat była „na kroplówce” łotewskich władz, a przede wszystkim państwa polskiego.

Mimo wszystko to poważna strata. Krasław, historyczne gniazdo Platerów, to ważny punkt na mapie polskości w dawnych Inflantach Polskich, obecnie zwanych Łatgalią. Wciąż działa tu lokalny oddział Związku Polaków na Łotwie, a Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą wysyła nauczycielkę z Polski, by wykładała język w miejscowej szkole mniejszościowej „Varavīksne”.

Prawo wymierzone w Rosjan uderzyło także w Polaków

Większą stratą niż zamknięcie małej szkoły w Krasławiu jest całkowite przejście szkół mniejszości na nauczanie w języku państwowym. Stosowna ustawa, uchwalona kilka lat temu, w swojej intencji wymierzona jest w mniejszość rosyjską (stanowiącą jedną czwartą populacji; to głównie potomkowie ludzi osiedlonych tu w czasach sowieckich – część z nich bywa nielojalna wobec państwa). Jednak uderzyła rykoszetem w mniejszości narodowe, które odrodziły się po 1989 r.

Odrodzenie polskiej społeczności to zasługa m.in. wspomnianej Ity Kozakiewicz: patriotki Polski i Łotwy, działaczki Łotewskiego Frontu Narodowego, pierwszej prezeski odrodzonego Związku Polaków. Wraz z Łotyszami, 4 maja 1990 r. zagłosowała w ówczesnej Radzie Najwyższej łotewskiej republiki za niepodległością kraju od Związku Sowieckiego.

– Mam żal do władz za wszystkie wdrożone w ciągu ostatnich 30 lat reformy. Doprowadziły do tego, że w szkołach polskich język polski jest nauczany w takim samym wymiarze jak język obcy. Moja córka na przykład w siódmej klasie ma tygodniowo trzy lekcje polskiego i trzy lekcje angielskiego – mówi w rozmowie z „Tygodnikiem” Kunicka-Dzalbe. To żal wielu Polaków nad Dźwiną, mało słyszalny w Warszawie.

Pomijając kwestie proporcji językowych w szkole, polscy nauczyciele starają się je uczynić polskimi szkołami „z ducha”. – Mamy imprezy patriotyczne, świetlice, zespoły, harcerzy, lecz to już nie to samo, co kiedyś – dodaje sekretarz Związku Polaków na Łotwie, narzekając jednocześnie na słaby udział lokalnych pedagogów w życiu polonijnym.

Nowe inicjatywy łotewskich Polaków

Podsumowując: Polacy nad Dźwiną rzeczywiście dostali ostatnio w kość. Jedna sprawa to szkoły, druga – media polonijne. Na ograniczenie ich praw nie zareagowała Warszawa, zajęta tematyką choćby Polaków na Litwie, mających większą siłę przebicia.

Nie oznacza to jednak, że Polacy na Łotwie się poddają.

Mariusz Duka, Polak z Górnego Śląska, który kilkanaście lat temu osiedlił się w Rydze i znalazł tu łotewską żonę, właśnie sfinalizował imprezę, którą prowadzi od kilku lat w ramach swojego Stowarzyszenia na rzecz Relacji Polsko-Łotewskich „Silesia”.

To festiwal filmów polskich w Rydze. Odbywa się regularnie jesienią i jest oczkiem w głowie Duki (choć „Silesia” prowadzi jeszcze masę innych aktywności kulturalnych w stolicy). Jako jeden z ekspatów, którzy są aktywni w Rydze, Duka patrzy w przyszłość optymistycznie – inaczej niż Kunicka-Dzalbe (jej rodzina od pokoleń mieszka w Inflantach).

– Uważam, że polskość na Łotwie ma się dobrze, jest widoczna, aktywna i obecna w życiu publicznym. Choć zamknięcie szkoły w Krasławiu było symbolem zmieniających się czasów, równocześnie rozwijają się nowe ośrodki, jak Polskie Centrum im. Jana Pawła II w Rydze, pełniące ważną rolę w życiu kulturalnym i edukacyjnym – mówi Mariusz Duka w rozmowie z „Tygodnikiem”.

Według niego największym wyzwaniem jest dziś utrzymanie kontaktu z młodzieżą i docieranie do nowych pokoleń.

Młodzi łotewscy Polacy organizują się na nowo

Młodzi Polacy na Łotwie ostatnie lata nieco przespali. Kiedyś aktywnie funkcjonował założony w 1998 r. w Rydze Związek Młodych Polaków na Łotwie; później zaprzestał działalności. 

– Młodzi Polacy mają obecnie tyle zajęć, tyle możliwości, że po prostu przez lata ignorowali działalność polonijną – mówi mi jedna z nauczycielek polskich szkół na Łotwie (trzy obecnie istniejące są w Rydze, Rzeżycy i Dyneburgu).

Teraz kilku młodych entuzjastów z Gimnazjum Polskiego im. Stefana Batorego w Rzeżycy chce odrodzić organizację. Wspiera ich Związek Polaków na Łotwie, kierowany obecnie przez Pēterisa Dzalbego, lokalnego polityka z Łatgalii. Jest on przedstawicielem młodego pokolenia działaczy, w 2023 r. zastąpił Ryszarda Stankiewicza w roli prezesa.

– Pomysł wyszedł od nas. Potrzebowaliśmy miejsca, gdzie młodzi Polacy mogliby działać razem, rozwijać zainteresowania i dbać o polską kulturę. Na początku chcieliśmy stworzyć małe stowarzyszenie tylko dla Rzeżycy. Ale po rozmowie z pierwszą dyrektorką naszej szkoły, Walentyną Szydłowską, zdecydowaliśmy, że lepiej będzie działać w całym kraju – mówi „Tygodnikowi” Renāts Kondrovs.

Ten 18-letni uczeń szkoły polskiej właśnie został prezesem organizacji.

Władze sowieckie pozbyły się Polaków z przestrzeni publicznej

Organizacja młodych ma historycznych poprzedników. W okresie międzywojennym na Łotwie działał Związek Polskiej Młodzieży Katolickiej. Po 1940 r., gdy kraje bałtyckie zostały anektowane przez Związek Sowiecki, cała działalność polska została stopniowo skasowana. Polskie szkoły na Łotwie przetrwały gdzieniegdzie tylko do 1948 r.

Dlatego tak trudno było odrodzić polskość nad Dźwiną. Inaczej niż w sąsiedniej litewskiej republice sowieckiej – gdzie przed upadkiem komunizmu w 1991 r. istniały polskie szkoły i zespoły ludowe, a w kioskach można było nabyć „Czerwony Sztandar” (propagandowy, ale polskojęzyczny), łotewska republika sowiecka całkowicie pozbyła się Polaków z przestrzeni publicznej.

Dopiero w latach 70. XX w. zaczął działać „Polonez”, stowarzyszenie Polaków z Rygi, w którym swe pierwsze kroki stawiała Ita Kozakiewicz. To m.in. dzięki niej odrodziło się tu szkolnictwo polskie, w latach 90. XX w. działające jeszcze ze sporym polskim komponentem, a dziś właściwie całkowicie złotyszyzowane.

Od czasu reformy oświatowej, która weszła w życie kilka lat temu, język polski wykłada się w tych szkołach jako przedmiot. To odróżnia polskie szkoły nad Dźwiną od tych na Wileńszczyźnie, gdzie młodzi Polacy uczą się po polsku matematyki, geografii czy chemii.

Tamtejsi Polacy są lojalni wobec łotewskiego państwa

Dyrektorka polskiej szkoły w Rzeżycy, Olga Burowa, w rozmowie z „Tygodnikiem” ma zresztą wątpliwości, czy przeniesienie modelu litewskiego na Łotwę miałoby sens.

– Sytuacja szkół polskich w obu krajach różni się pod względem uwarunkowań prawnych, historycznych i demograficznych. Model nauczania z szerszym wykorzystaniem języka polskiego, podobny do tego funkcjonującego na Wileńszczyźnie, niewątpliwie sprzyjałby pielęgnowaniu języka, tradycji i tożsamości polskiej – przyznaje Burowa.

Jest jednak małe „ale”: – W warunkach łotewskiego systemu edukacji najbardziej właściwy pozostaje model zintegrowany: szkoła, w której nauczanie odbywa się w języku łotewskim, przy równoczesnym utrzymaniu silnego komponentu polskiego w zakresie języka, historii, kultury i działalności pozalekcyjnej.

Trochę brzmi to jak wypowiedź poprawna politycznie – nauczyciele polscy nie lubią wychylać się z krytyką władz łotewskich. Co odróżnia ich od pedagogów rosyjskich, którzy brali udział w protestach przeciw reformie oświaty na Łotwie.

Polacy przyjęli inną taktykę. „Nie jesteśmy krzywdzeni” – podkreślała wiele razy w rozmowie z mediami nieżyjąca już była prezeska Związku Polaków na Łotwie, Wanda Krukowska, gdy Łotysze wprowadzali kolejne reformy.

To charakteryzuje łotewskich Polaków od dawna: pełna lojalność wobec państwa, w którym mieszkają, nawet za cenę rezygnacji z części swoich praw. Podczas moich kolejnych podróży miałem możliwość usłyszeć wiele razy, jak Polacy znad Dźwiny dziwili się rodakom z Litwy, „zadzierającym” z władzami w Wilnie.

Co dalej z polskością na Łotwie?

Mimo gorzkich słów pod adresem państwa, Krystyna Kunicka-Dzalbe stara się o pogodę ducha. Choćby za sprawą aktywnej działalności Związku Polaków na Łotwie, który w 2022 r. obchodził stulecie i jest jedną z najstarszych organizacji polonijnych działających w regionie.

– Polskość na Łotwie powinna się dostosowywać do współczesnych warunków, możliwości i potrzeb. Wybitny Łotysz Rainis mówił: „Będzie istniał ten, kto się zmieni”. W tej chwili nie chodzi o to, abyśmy mieli liczbowo więcej członków jako Związek Polaków. Chodzi bardziej o jakość, o osoby, które będą aktywnie działać albo przynajmniej aktywnie uczestniczyć w wydarzeniach dla nich organizowanych – mówi „Tygodnikowi” sekretarz polonijnej organizacji.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 49/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Lojalni przez łzy