Od przeszło piętnastu lat Viktor Orbán kreuje nową węgierską tożsamość – taką, w której nie ma miejsca na słabość i porażkę. Jednym z jej fundamentów jest pisanie historii na nowo. Proces ten odbywa się przez kreowanie Węgier na państwo pokrzywdzone i zdradzone przez wszystkich wokół.
Działanie to ma również usprawiedliwiać politykę całkiem współczesną. Na przykład to, jak węgierski premier traktuje Rosję i Ukrainę.
Viktor Orbán obiecywał, że Węgry przestaną być „ostatnimi frajerami”
Dochodząc w 2010 r. do władzy, Orbán za punkt honoru postawił sobie, jak mówił, przywrócenie Węgrom godności. Przekonywał, że Węgrzy traktowani są jak naród drugiej kategorii, że są oceniani przez otoczenie przez pryzmat historycznych porażek, i że nikt się z nimi nie liczy.
Szeroko rozumiane działania tożsamościowe były wprowadzane przez Fidesz, partię Orbána, niczym terapia szokowa. Na zarzuty, że realizuje wątpliwą politykę – antyunijną, prorosyjską – premier odpowiadał, że skoro inne państwa realizują swoje interesy, to i Węgry mają do tego prawo.
Orbán chciał przy tym, jak deklarował, wyjść z „niedasizmu” i „frajerstwa”. Taką diagnozę postawił w 2015 r., podczas narady ambasadorów w Budapeszcie. W wystąpieniu mówił: „My, Węgrzy, mamy skłonność do postrzegania naszych działań jako cwanych. Ale w międzyczasie, zamiast być cwanymi ludźmi, jesteśmy ostatnimi frajerami”.
Zawsze samotne, zawsze zdradzane: Węgry w wizji Orbána
Z biegiem lat Orbán coraz częściej sięgał w swojej retoryce po figurę Węgrów jako ofiar. Czyich? Rzecz jasna – Zachodu. Systematycznie wprowadzał do politycznego dyskursu opowieść o historycznym osamotnieniu Węgier, wywodząc z tego konieczność rządów silnej ręki – takich, które upomną się o węgierską podmiotowość.
Zbudował takie wyobrażenie o historii, w którym Węgry nie mogą liczyć na żadne sojusze, gdyż te zawsze zawodziły. Unia Europejska przedstawiana jest jako grono urzędników czyhających na węgierski dobrobyt. Debaty o sytuacji na Węgrzech, które odbywały się w Parlamencie Europejskim, Orbán komentował stwierdzeniem, że nie pierwszy raz o losie Węgier decyduje się bez obecności Węgrów.
Zachód zdradził, tłumaczył premier, budując paralele czy to z kryzysem migracyjnym z roku 2015, czy to z rokiem 1956. Wówczas to, podczas antysowieckiego powstania, kraje zachodnie nie udzieliły Węgrom pomocy – z obawy, że sprowokuje to konflikt ze Związkiem Sowieckim.
Zachód czy Rosja: po czyjej stronie stoi Budapeszt?
W ten schemat wpisuje się również sposób, w jaki Budapeszt postąpił (i nadal postępuje) wobec Rosji i Ukrainy po tym, jak 24 lutego 2022 r. Putin zaczął inwazję. Odmowa udzielenia pomocy militarnej, blokowanie dostaw broni przez węgierskie terytorium, ale też blokowanie (do dziś) wypłaty środków unijnych, które mają być rekompensatą dla Polski za sprzęt przekazany Ukraińcom – wszystko to skłania do pytania, po której właściwie stronie są Węgry Orbána.
Gdy Putin zaczął pełnoskalową wojnę, nad Dunajem trwała akurat kampania przedwyborcza (głosowanie zaplanowano na kwiecień). W jej trakcie Orbán sformułował przekaz, który uczynił istotą swej kampanii: że oto „prowojenny” Zachód spróbuje wciągnąć Węgry do wojny.
Wówczas to Orbán zaczął też – coraz częściej i śmielej – opowiadać, że w przeszłości Węgry zostały wciągnięte do dwóch wojen światowych, w obu przypadkach nie ze swej winy.
Lider Fideszu przypomniał ten „fakt” także niedawno, przed miesiącem, w wywiadzie dla publicznego radia Kossuth. Przekonywał, że Węgry zostały „wepchnięte” do dwóch wojen światowych przez zewnętrzne siły. Twierdził, że ani premier István Tisza w 1914 r., ani regent Miklós Horthy w 1939 r. nie chcieli, by ich kraj włączył się do wojny.
Po czym puentował, że szefowa Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, próbuje wepchnąć dziś Węgry w III wojnę światową. Zabrakło tylko, by porównał się z przywołanymi wcześniej przywódcami Węgier – z tą różnicą, że on wciągnąć w wojnę się nie da.
Relatywizowanie historii Węgier
Takie analogie mają na Węgrzech konkretną wymowę.
Pierwsza Wielka Wojna zakończyła się dla kraju katastrofą: w „trianońskim dyktacie” – jak nazywa się na Węgrzech traktat pokojowy, podpisany w 1920 r. w pałacu Grand Trianon w Wersalu – odebrano Węgrom ponad dwie trzecie powierzchni i podobny odsetek ludności. Austria, która podpisała ze zwycięskimi krajami Ententy osobny traktat pokojowy (w 1919 r., w Saint-Germain-en-Laye), została potraktowana niewspółmiernie łagodniej.
Z kolei II wojna światowa, w której Węgry wzięły udział początkowo po stronie III Rzeszy, przyniosła im tzw. małe Trianon. Zgodnie z postanowieniami traktatu paryskiego z 1947 r. granice kraju, określone w 1920 r., zostały potwierdzone (czy też: przywrócone, gdyż w międzyczasie Budapeszt próbował odzyskać to, co wcześniej utracił). A nawet więcej: kolejne trzy węgierskie wsie w okolicach Bratysławy utracono na rzecz Czechosłowacji.
Relatywizowanie historii to na Węgrzech nie figura retoryczna, lecz świadome kształtowanie pamięci zbiorowej. Chodzi o narrację, w której odpowiedzialność za udział w obu wojnach światowych zostaje zepchnięta na margines – ukryta za fasadą rzekomych geopolitycznych konieczności i decyzji mocarstw.
W tej narracji opowiedzenie się Węgier po stronie Hitlera jawi się nie jako wybór, lecz wymuszona reakcja na niesprawiedliwość traktatu z 1920 roku.
Węgry w sojuszu z Hitlerem
Jednym z elementów historycznego sporu są dwa tzw. arbitraże wiedeńskie. Po I wojnie światowej Węgrzy nie pogodzili się z „dyktatem” i długo zabiegali o jego rewizję, aż ich sojusznikiem stał się Hitler. Pierwszy arbitraż wiedeński, który odbył się 2 listopada 1938 r. pod przewodem Niemiec i Włoch, zatwierdził roszczenia Węgier wobec Czechosłowacji (wcześniej ustalone w układzie z Monachium). Węgrom przyznano 12 tys. km kwadratowych na południu Słowacji i Rusi Zakarpackiej, gdzie 59 proc. mieszkańców stanowili Węgrzy.
Kilka miesięcy później – po tym, jak Słowacja ogłosiła niepodległość, a Niemcy zajęły Czechy – 15 marca 1939 r. Ruś Zakarpacka ogłosiła niepodległość jako Republika Karpato-Ukrainy. Tego samego dnia została zaatakowana przez wojska węgierskie. Ukraińcy stawili opór, który został szybko złamany. Ofiarami represji, w tym egzekucji, padły tysiące Ukraińców. Węgrzy zostali na Zakarpaciu do 1944 r., gdy zajęła je Armia Czerwona.
Drugi arbitraż wiedeński z 30 sierpnia 1940 r. rozszerzył terytorium Węgier o ponad 43 tys. km kwadratowych odebranych Rumunii.
Zakarpacie: kość niezgodny między Węgrami a Ukrainą
Spór dotyczący Zakarpacia – widziany z węgierskiej perspektywy – został opisany w komiksie wydanym w 2025 r. przez Muzeum Trianon, które znajduje się w mieście Várpalota. Komiks przedstawia dziesięć historii dotyczących tego regionu – w tym negocjacje węgierskiej delegacji z Hitlerem dotyczące odzyskania tej ziemi.
Skąd takie nagłe zainteresowanie? Zakarpacie jest dziś bowiem kością niezgody między Węgrami a Ukrainą.
Rzecz dotyczy sposobu, w jaki Ukraina – zdaniem Węgrów – traktuje swoją mniejszość węgierską: Kijów ma ograniczać prawo do edukacji i nauki języka węgierskiego. Budapeszt powołuje się przy tym na ostatnie oficjalne dane – spis powszechny w 2001 r., zgodnie z którym na Zakarpaciu żyje 150 tys. Węgrów. Jednak aktualne szacunki wskazują, że liczba ta może być dziś nawet dwukrotnie niższa.
Spierając się z Kijowem, Orbán ustawia się na pozycji „orędownika pokoju”. Krytykuje każdą nową inicjatywę wsparcia dla Ukraińców, przekonując, że wartością jest pokój za wszelką cenę. W tej opowieści chodzi w istocie o taki pokój, który oznaczałby kapitulację Ukrainy, a przynajmniej pójście przez nią na duże ustępstwa.
Niedawno wiceszef węgierskiego MSZ Levente Magyar doradził stronie ukraińskiej: „Ukraina musiałaby oddać dziś jedną piątą swojego terytorium. Nie chcę mówić Kijowowi, co ma robić, mówię tylko, że z naszego doświadczenia wynika, iż pokój bywa bolesny”.
Levente Magyar najwyraźniej wciąż jeszcze nie zauważył (albo nie chce zauważyć), że nadrzędnym celem Putina nie jest zdobycie kolejnego ukraińskiego miasta, lecz przejęcie kontroli nad całym krajem – pozbawienie go niepodległości.
Przeciwko europejskiej solidarności z Ukrainą
Strategia Orbána, oparta na reinterpretacji historii, generuje więc coraz większe napięcia z sąsiadami. Natomiast narracje historyczne, które akcentują motyw Węgrów jako ofiary i motyw „zdrady Zachodu”, są wykorzystywane przez niego do osłabiania poczucia wspólnoty w Europie. Służą do uzasadniania postawy Węgier na arenie europejskiej, w tym do kwestionowania europejskiej solidarności z Ukrainą.
Orbán stara się sprawiać wrażenie, jakby szczerze nosił w sobie głęboki żal w związku z faktem, iż Węgrom w przeszłości nikt nie przyszedł z pomocą – szczególnie w kontekście wsparcia, jakie dziś otrzymuje Ukraina. Jego polityczne gesty mają być gestami buntownika, który nie godzi się z tym, że ktoś inny może otrzymać więcej pomocy niż on sam.
Pewna przewrotność całej tej sytuacji polega na tym, że odmawiając pomocy Ukrainie, to on, Viktor Orbán, przyjmuje w istocie rolę tego właśnie przedstawiciela Zachodu, który w przeszłości bez wahania porzuciłby Węgry.
Ciąg dalszy tej opowieści usłyszymy być może już wkrótce – koniec października, rocznica wybuchu powstania w 1956 r., to moment, w którym Orbán zwykł przedstawiać obywatelom swoją wykładnię ich historii.
Autor jest politologiem, wydał książkę „Węgry na nowo. Jak Viktor Orbán zaproponował narodową tożsamość”. Węgierską rzeczywistość tłumaczy na portalu www.kropka.hu
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















