Jedyne, co zastanawia w awanturze wokół nowego dokumentu episkopatu, to fakt, że w ogóle wybuchła. Przecież w zgodnej opinii komentatorów z lewa i prawa głos biskupów w laicyzującym się kraju traci na znaczeniu, a wśród topniejącej liczby uczestników niedzielnych mszy listy pasterskie to symbol ogólnie słusznego banału. Ba, zdarza się, że zatroskani o ewangelizację kaznodzieje rezygnują z lektury albo – jak robił śp. ojciec Kłoczowski – ograniczają się do odczytania „istotnych myśli”, znajdując ich w tekście jedną czy dwie.
W tę niedzielę rezygnujących – jak wnoszę z gwałtownych reakcji w mediach społecznościowych – było jednak więcej niż kiedykolwiek, ale powodem nie było poczucie, że z duszpasterskiego punktu widzenia szkoda czasu na lekturę. Dokument zresztą wychodzi od czytań na 5. niedzielę Wielkiego Postu, czyli jesteśmy tam, gdzie powinniśmy być: przy rozumieniu Słowa (co pozwala zresztą zidentyfikować osobę autora: kard. Grzegorza Rysia).
Opór związany był z tematem listu: z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze biskupi przypomnieli podstawowe kwestie związane ze stosunkiem Kościoła do Żydów i judaizmu; stosunkiem, dla którego kontekstem od stuleci jest antysemityzm.
To nie herezja, tylko nauczanie Kościoła
Dlaczego awantura wokół listu jest ciekawsza niż jego treść? Bo wbrew jeremiadom tradycjonalistycznego komentariatu nie mamy tu do czynienia z próbą podważenia fundamentów tradycji apostolskiej czy wręcz herezją, a raczej z dość elementarnym przypomnieniem o zmianie, która w nauczaniu Kościoła dokonała się na Soborze Watykańskim II po przyjęciu deklaracji „Nostra aetate”, a którą wizyta papieża w synagodze tylko symbolicznie potwierdziła.
To nie herezje, a oczywistości, solidnie już osadzone w nauczaniu: dokumentach Soboru, wystąpieniach papieży (z których jeden został ogłoszony świętym), a także w Katechizmie Kościoła Katolickiego, który zresztą w punkcie dotyczącym nieobwiniania Żydów za śmierć Jezusa odwołuje się do bliskiego tradycjonalistom Katechizmu Rzymskiego.
Jakie to oczywistości? Antysemityzm jest grzechem przeciwko Bogu i ludzkości, jak zresztą każdy przejaw nienawiści. Kościół, próbując zrozumieć siebie samego, spotyka judaizm (jak powiedział Jan Paweł II do zgromadzonych w rzymskiej synagodze: „Religia żydowska nie jest dla naszej religii zewnętrzna, lecz w pewien sposób wewnętrzna. (...) Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi”).
Zawsze wierny swoim obietnicom Bóg nie odwołał Pierwszego Przymierza, mówienie o Żydach jako narodzie wybranym jest więc wciąż uprawnione (co – na marginesie – nie osłabia prawdy o zbawieniu dokonanym za sprawą Jezusa).
To oczywistości teologiczne, ale są też te związane z historią Kościoła i jego wpływem na dzieje ludzkości. Owszem, błędnie interpretując Pismo Święte, chrześcijanie przez stulecia przyczyniali się do wzrostu antysemityzmu. Żeby znów odwołać się do papieża Polaka: z odpowiedzialnością za prześladowania Żydów, pogromy, w końcu zaś za Zagładę, Jan Paweł II mierzył się tak jak np. z krucjatami, inkwizycją, dyskryminacją rasową czy nierównością płci podczas zamykającego drugie tysiąclecie wyznania win.
Antysemityzm znów jest politycznym paliwem
Dlaczego przywołanie tych oczywistości wywołuje burzę? Skąd wrażenie regresu, jaki dokonał się w ciągu ostatnich lat?
Hipotez jest kilka, jedna wiąże się oczywiście z tym, że antysemityzm znów okazuje się w Polsce politycznym paliwem; na elektorat, który zgromadził Grzegorz Braun, chętnych jest więcej, a oktanów dodały mu także (nie tylko u nas zresztą) izraelskie zbrodnie w Gazie.
Inna mówi, że to, co uważam za oczywistości, wciąż się u nas nie przyjęło – i może trudno się dziwić, bo kilkadziesiąt lat to na tle kilkunastu wieków niewiele, a nie brakuje biskupów i księży, którzy te akurat wątki nauczania, nawet jeśli płynęły z ust Świętego Rodaka, pomijali.
Kolejna to związany z pojawieniem się mediów społecznościowych kryzys komunikacji: mocne sądy, radykalne opinie w tej przestrzeni rozchodzą się szerzej niż cichy głos oparty na przykazaniu miłości. Jeśli chrześcijaństwo w dzisiejszym świecie, np. wśród władców Ameryki, wydaje się atrakcyjnym narzędziem, to właśnie w wydaniu „inkwizycyjnym”, chętnym do sięgania po przemoc w imię – dość osobliwie zresztą – rozumianej Prawdy.
„Idźmy do synagogi” – tu robi się ciekawie
Bądźmy jednak sprawiedliwi: w jednym punkcie list episkopatu nie jest oczywisty: tam, gdzie streszczenie nauczania przechodzi w zaproszenie. Biskupi zachęcają, by odwiedzać wciąż istniejące w Polsce synagogi: „Wspomnijmy mężczyzn i kobiety, których modlitwami przez wieki nasiąkały mury bożnic. A tam, gdzie jest to możliwe, spotkajmy się z żydowskimi siostrami i braćmi”.
Tak, samo nazwanie ludzi sobie nieznanych, innych i wierzących w kompletnie coś innego, „siostrami i braćmi” może się wydawać w dzisiejszych czasach dziwne. W sumie trochę jak chrześcijaństwo.
Fakt nadprzyrodzony
W 1997 r., mówiąc o korzeniach antyjudaizmu w środowisku chrześcijańskim, św. Jan Paweł II nazwał trwanie Izraela „faktem nadprzyrodzonym”. „Ten lud trwa na przekór i wbrew wszystkiemu dlatego, że jest ludem Przymierza” – stwierdził papież. Powrót do źródeł i teologiczna refleksja nad tajemnicą trwania Izraela, podjęta w XX wieku – szczególnie wobec straszliwej tragedii Szoah (Zagłady), jaka dokonała się w Europie – zaowocowały nowym, zakorzenionym w apostolskiej tradycji nauczaniem Kościoła o Żydach i judaizmie.
Zainspirowana soborową deklaracją refleksja Kościoła ukazuje coraz wyraźniej więzi łączące Żydów i chrześcijan. Są nimi szczególnie: cześć dla Słowa Bożego, modlitwa i liturgia, a także mesjańska nadzieja przyszłości. Bo „gdy lud Boży Starego i Nowego Przymierza rozważa przyszłość, zmierza on – nawet jeśli wychodzi z dwu różnych punktów widzenia – ku analogicznym celom: przybyciu lub powrotowi Mesjasza”.
Fragment listu KEP z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















