Ile daje nam przyjaźń? Czy da się jej nauczyć?

Dr Grzegorz Mączka, psychoterapeuta: Serdeczne relacje z innymi mają dwukrotnie większe znaczenie dla zdrowia niż aktywność fizyczna. Góry wydają się dzięki temu łatwiejsze do pokonania, a wyzwania życiowe mniej groźne.
Czyta się kilka minut
ilustracja: Joanna Szlembarska dla „TP"
ilustracja: Joanna Szlembarska dla „TP"

MARCIN TUSIŃSKI: Początki przyjaźni bywają burzliwe.

Grzegorz Mączka Poznałem cię we wspólnocie buddyjskiej i dosyć szybko się spięliśmy, bo bardzo mnie dociskałeś w dyskusji. Mieliśmy szczerą konfrontację. I wtedy pomyślałem: powiem temu gościowi, co mi leży na sercu! Zareagowałeś z zaskakującą otwartością. Chciałem tylko mieć z tobą spokój, ale okazało się, że było to zarzewiem naszej przyjaźni.

Potem założyłem grupę studiującą buddyzm i zaprosiłem do niej ludzi, których lubiłem, w tym Ciebie.

W duchu pukałem się wtedy w głowę.

A jednak tu dzisiaj siedzimy. Jak to się stało?

Z perspektywy czasu powiedziałbym, że byłeś wytrwały, wykazałeś serdeczną inicjatywę i przez dłuższy czas robiliśmy razem rzeczy dla nas ważne. Patrząc okiem psychologa, myślę, że te czynniki były istotne: inicjatywa, serdeczność, wspólne wartości, czas i poczucie wspólnoty.

Można powiedzieć, że nauczyliśmy się przyjaźnić?

Przyjaźnienie się to złożona umiejętność, której uczymy się całe życie. Stopniowe ujawnianie się przed drugim człowiekiem, które wymaga odwagi. Kluczowe są zainteresowanie, słuchanie, dzielenie się osobistym doświadczeniem w sposób, który jest adekwatny do etapu znajomości. Więc tak – zdaje się, że uczymy się przyjaźni.

Czasami relacja zaczyna się po prostu od powiedzenia: „Cześć, jestem Grzesiek, a ty jak masz na imię?”. W świecie dziecięcym występują naturalne warunki ułatwiające zawiązywanie przyjaźni. Dzieci chodzą razem do szkoły, bawią się, siedzą razem w ławce i przeżywają wyzwania. W dorosłości jest znacznie trudniej. Element aktywnej inicjatywy jest więc nieodzowny.

Dlaczego to takie trudne?

Tęsknimy za przyjaźnią, brakuje nam jej. Badania tego zjawiska przytoczone przez dr Marisę G. Franco w książce „Przyjaźń w czasach samotności” wskazują, że od lat 80. sieć przyjacielskich więzi się kurczy. Dostęp do ludzi, z którymi możemy się zaprzyjaźnić, jest trudniejszy. Model społeczny promujący indywidualizm i jednostkowe osiągnięcia jest jedną z przyczyn. Wiele więzi ucierpiało podczas pandemii, gdyż przez długi czas trwaliśmy w izolacji. Jesteśmy także świadkami pogłębiającej się polaryzacji społecznej, w której dużą rolę odgrywają media społecznościowe. Zamykamy się w bańkach i dzielimy świat na moje i cudze plemię.

Przyjaźń to szczególny rodzaj relacji, który uważam za jedno z najwyższych osiągnięć gatunku ludzkiego. Mamy twarde dane, które pokazują, że jednym z najsilniejszych czynników redukujących ryzyko wystąpienia zaburzeń depresyjnych jest obecność w naszym otoczeniu osób, które przyjmują nas serdecznie i życzliwie. Przyjaźń to superszczepionka.

Kiedyś, żyjąc we wspólnotach plemiennych, mieliśmy dostęp do niewielkiej liczby osób, z którymi tworzyliśmy bliższe relacje. Media społecznościowe bardzo zaburzyły te proporcje, dając nam fałszywe poczucie, że mamy kilkuset znajomych. Jakość naszych relacji się przez to rozcieńcza. Spotkanie online, choćby w jakości high definition, nie zastąpi żywego kontaktu z człowiekiem.

Czy da się żyć bez przyjaźni?

Arystoteles umiejscawiał przyjaźń pośród cnót – bardzo cennych jakości do pielęgnowania. To, co starożytni rozpoznawali dawno, współczesna medycyna i psychologia potwierdza naprawdę dobitnie. Ludzie pytani o to, co determinuje nasz dobrostan, zwykle wymieniają dietę, czyste powietrze i aktywność fizyczną. Tymczasem wyniki badań wskazują, że to właśnie przyjaźń jest w absolutnej czołówce. Posiadanie serdecznych relacji z innymi ma dwukrotnie większe znaczenie dla zdrowia niż regularna aktywność fizyczna.

Zachwycił mnie eksperyment, który wykazał, że gdy stoimy w górskim terenie i oceniamy, na ile strome jest zbocze, w obecności przyjaciela postrzegamy je jako mniej strome. Za sprawą przyjaźni góry wydają się łatwiejsze do pokonania, a wyzwania życiowe mniej groźne.

Osoby nawiązujące przyjaźnie w dzieciństwie i adolescencji lepiej funkcjonują społecznie w dorosłości. Ewolucyjnie nie jesteśmy przystosowani do znoszenia samotności. Izolacja jest wręcz wczesnym sygnałem alarmowym, który mówi, że coś jest nie w porządku. Jako ludzie jesteśmy zwierzętami niezwykle stadnymi i społecznymi. Nasze przetrwanie było uzależnione od współpracy i dobrych relacji.

Stąd lęk przed odrzuceniem i jego pochodna: wstyd?

Postępowanie wbrew regułom danej wspólnoty i narażanie się na wykluczenie mogło oznaczać śmierć. W tym sensie wstyd jest emocją społeczną sygnalizującą ryzyko odtrącenia. Rozmawianie z bliskimi, zaufanymi osobami o tym, co jest dla nas wrażliwe i wstydliwe, służy temu, żeby czuć się przyjętym. Akceptacja jest lekarstwem na wstyd.

Na początku bałem się, że Ty, taki oczytany i mądry, na pewno mnie przejrzysz. Wstydziłem się też własnej bezsilności i to chyba było najtrudniejsze: pokazać drugiemu człowiekowi, że czuję się bezsilny i nie wiem, co robić.

Ja obawiałem się wyśmiania, unieważnienia mojej wrażliwości, która wydawała mi się w porównaniu z twoją energią jakoś nie na miejscu. Odkrywanie, że nie tylko nie jest to śmieszne, ale jest dla ciebie cenne, było istotnym fragmentem mojego scalania siebie.

W Polsce mamy na to ładne powiedzenie: „zjeść razem beczkę soli”. Myślę, że poznanie wzajemnych cnót i słabości jest nieodzowną częścią procesu budowania zdrowych relacji.

Pomyśl: istnieją osoby, wobec których mogę mówić bez zahamowań, być sobą, wyrażać uczucia, pokazywać wrażliwość. Duża rzecz, prawda? W skali świata to nie jest oczywiste. Myślę, że przyjaźń sama w sobie jest niezwykle cennym zasobem.

Jak się przyjaźnić w spolaryzowanym społeczeństwie?

Jesteśmy w gorącym politycznie czasie w Polsce. Wspominana wcześniej dr Marisa G. Franco przytacza badania ilustrujące wpływ przyjaźni w skali makro. Jeżeli zaprzyjaźnimy się z kimś spoza naszej bańki społecznej, o odmiennych wartościach czy poglądach politycznych, to ta relacja może zmienić naszą postawę wobec całej grupy społecznej, zmniejszyć wrogość i poczucie odmienności względem tej grupy. Tym większa wydaje się rola przyjaźni, która ma moc budowania połączeń i dialogu w Polce, gdzie zaufanie społeczne utrzymuje się na niskim poziomie.

To przypomina mi słowa antropolożki Margaret Mead: „Nigdy nie wątp, że mała grupa zaangażowanych obywateli może zmienić świat. W istocie to jedyna instancja, która kiedykolwiek tego dokonała”. Kiedy grupa ludzi działa wspólnie dla jakiegoś dobra, siła i skuteczność ich działań się potęguje.

Polaryzację widać w każdym domu.

Pamiętam takie doświadczenie, kiedy ze starą przyjaciółką weszliśmy na tematy polityczne i zorientowaliśmy się z obustronnym zaskoczeniem, że myślimy bardzo różnie i popieramy różnych kandydatów. Przeżyłem intensywne wzbudzenie emocjonalne, które mówiło mi: „Ojej! Niebezpieczeństwo! Odsunąć się!”. Ale dzięki temu, co było między nami, byliśmy w stanie pozostać razem, oddychać, rozmawiać i uszanować te obszary, co do których się nie zgadzamy.

Czego Cię to nauczyło?

Przyjaźń jest spoiwem, pomostem, czymś, co pozwala łagodzić kanciastości i ostrości różnic międzyludzkich.

Arystoteles mówił o trzech rodzajach przyjaźni. Pierwszy jest w pracy: w naszym interesie jest żyć dobrze z innymi ludźmi. Drugi to wspólne hobby: dopóki jeździmy razem na rowerach, jest dobrze, ale jak jeden złamie nogę, to po przyjaźni. To bardzo charakterystyczne dla mężczyzn. Trzecim rodzajem przyjaźni jest ta oparta na wspólnych wartościach: wiara w wyższy ideał, uosobienie miłości, empatii, współczucia... Obaj należymy do szkoły buddyjskiej, w której kładzie się duży nacisk na przyjaźń duchową. Co to znaczy?

W buddyzmie znana jest przypowieść o rozmowie Anandy z Buddą. Uczeń i przyjaciel zapytał Nauczyciela: „Panie mój, wydaje mi się, że przyjaźń to połowa życia duchowego”. Budda odpowiedział: „Nie, Anando, przyjaźń to całe życie duchowe”.

Kiedy pierwszy raz spotkałem się z tymi słowami, pomyślałem: ładnie powiedziane, chwytliwe, ale przecież nie dosłowne. Tymczasem założyciel szkoły Triratna – Sangharakshita traktował tę przypowieść naprawdę serio. To nie jest jedynie figura retoryczna. Praktyka przyjaźni może być całą praktyką duchową.

Niezależnie od tego, czy mówimy o greckich filozofach, niektórych odłamach filozofii chrześcijańskiej czy buddyzmie, przyjaźń wydaje się drogą do oświecenia, relacji z absolutem, dotknięcia czegoś, co jest boskie. Ja to rozumiem jako rodzaj spotkania, w którym praktykujemy serdeczność, empatię, otwartość, nieosądzanie. Stopniowo uczymy się bycia przyjaznymi dla innych, świata i siebie samych.

Nie ma wiary bez wątpienia, ludzie wątpią i się boją – a przyjaźń jest po to, żeby pomóc sobie przez to przejść?

Pełna zgoda. Dodałbym, że stawanie się człowiekiem bywa trudne, rozwijanie potencjału wymaga determinacji. Przyjaźń nas w tym wspiera.

W buddyzmie mówi się o przyjaźni wertykalnej i horyzontalnej. Co to znaczy?

Przyjaźń horyzontalna odnosi się do relacji pomiędzy osobami na podobnym etapie ścieżki duchowej. Opisuje współpraktykujących. O przyjaźni wertykalnej mówimy w kontekście relacji z nauczycielem lub też z ideałem – chodzi mi o rodzaj uznania, że ludzie są na różnych etapach rozwoju duchowego. Może to dlatego ważne są dla ciebie rozmowy z księdzem Adamem Bonieckim?

Ks. Bonieckiego charakteryzuje rodzaj serdeczności, pokory, i cierpliwości, które dla mnie są nieosiągalne, ale chcę się uczyć.

Spotykanie na mojej drodze terapeutycznej, psychologicznej, ludzi, którzy byli na istotnie dalszym etapie rozwoju osobistego i uosabiali inspirujące jakości, było dla mnie bardzo ważne. Patrzyłem na nich i myślałem: to tak można? Ja też tak chcę! To było otwieranie jakiejś potencjalności, wyobrażenia, do czego można aspirować. W tym sensie przyjaźń wertykalna buduje naszą tożsamość.

Nawiasem mówiąc, liderzy społeczni, nauczyciele i duchowni, mogą promować dobre postawy, ale i szkodliwe. Kiedy prezydent mówi o kandydacie na prezydenta, że jego udział w ustawce jest normalny, bo młodzi mężczyźni tak robią, mnie to głęboko niepokoi. Powiedzenie tego przez głowę państwa jest normalizowaniem przemocy i niesie negatywne skutki społeczne. Dlatego tak ważne jest, jaką postawę promują liderzy. Nie tylko to, co mówią, ale przede wszystkim to, jak się zachowują.

Mam wrażenie, że wiele osób cierpi na taki deficyt bycia słuchanym i widzianym, że gdy już dorwie kogoś, kto słucha, to wysysa z niego, ile się da. Co byś poradził w takim wypadku?

Potrzeba bycia widzianym i uznanym jest głęboko ludzka. Jeśli przez lata nie mieliśmy dostępu do tego rodzaju relacji, to stajemy się ich głodni. Równocześnie, taki „wygłodniały” sposób wchodzenia w relację będzie dla obu stron co najmniej niesatysfakcjonujący. Wtedy pomocne może być podjęcie psychoterapii.

Ludzie przychodzą do mnie, bo się boją, jest im smutno, są samotni, wstydzą się siebie, nie mogą się dogadać z drugim człowiekiem. Kluczowe jest przyjęcie postawy, w której można czuć się bezpiecznie, nieosądzanym i mile widzianym. Jakikolwiek krok zostanie podjęty, odbywa się za porozumieniem stron.

Pracuję w nurcie terapii dialektyczno-behawioralnej (DBT), w której duży nacisk kładzie się na to, żeby terapeuci pomagali sobie nawzajem w grupach i odwoływali się do tego, co w nich i w pacjentach, z którymi pracują, jest najmądrzejsze. Przyświeca nam cel wspierania pacjentów w budowaniu „życia wartego przeżycia”. Dlatego ważnym elementem terapii jest nie tylko budowanie wspólnoty terapeutów, lecz także grup pacjentów.

Możliwość spotkania innych osób, które zmagają się z podobnymi trudnościami, pozwala im zobaczyć, że nie są w tym sami, dziwni, wadliwi ani odszczepieni. Mało co boli człowieka tak bardzo, jak poczucie wyobcowania i izolacji. Poczucie przynależności, działania razem i bycia częścią to warunki niezbędne do pracy terapeutycznej.

Założycielka DBT Marsha Linehan powiedziała, że gdyby miała zabrać na bezludną wyspę jedną ważną umiejętność, byłoby to „uprawomocnienie”, czyli empatia. Dlaczego?

Wyobraź sobie, że bliska ci osoba wraca do domu zatroskana i mówi: „to był trudny dzień, pokłóciłam się z koleżanką w pracy”. Jeśli zareagujesz zwracając się do niej serdecznie: „przykro mi, kłótnie potrafią dać w kość, chcesz opowiedzieć więcej?”, to w języku DBT zachowasz się uprawomocniająco. Wyślesz komunikat: „widzę cię, to, czego doświadczasz, jest zrozumiałe”. Badania pokazują, że taka postawa pomaga regulować wzbudzone emocje, sprzyja budowaniu bliskości i dialogu.

Wariant drugi. Mówisz: „Nie widzisz, że jestem zajęty? A tak w ogóle to musisz tyle narzekać?!”. W języku DBT zachowasz się unieważniająco, komunikując: „nie widzę cię i nie rozumiem”, a dyskomfort emocjonalny twojego rozmówcy nasili się, utrudniając dalszą konstruktywną rozmowę.

W DBT uprawomocnienie to zarówno umiejętność, której uczymy w grupowym treningu, jak i kluczowa strategia terapeutyczna. Co istotne, uprawomocnienie to nie to samo, co zgoda. Można uznać czyjeś emocje, ale niekoniecznie zachowanie: „to musiało być bardzo przykre – równocześnie nazwanie jej wariatką chyba nie pomogło?”.

Ten przykład dowodzi, że jeżeli w dialogu z drugim przyjmujemy postawę empatyczną i uprawomacniającą, to pomagamy odzyskać dostęp do siebie i tego, co w nas mądre, umiejętne i skuteczne.

Jesteś obrońcą tezy, że aby uczyć się relacji, trzeba być w relacji. Co to znaczy?

Nasze życie jest w dużej mierze odzwierciedleniem historii naszych relacji z ludźmi. Suma interakcji z rodzicami, opiekunami, rodzeństwem, rówieśnikami, nauczycielami, kształtuje naszą tożsamość. Zgadzam się w pełni z terapeutką Esther Perel, która twierdzi, że jakość naszych relacji determinuje jakość naszego życia. Nauka przyjaźni jest zatem niezwykle istotna.

Myślę, że umiejętności relacyjnych uczymy się podobnie, jak np. jazdy samochodem. Trzeba wsiąść za kierownicę i próbować. Z początku na placu manewrowym i pod okiem instruktora. Z czasem – na autostradzie. Trzeba popełniać błędy, wyciągać wnioski i powoli doskonalić umiejętność obcowania z drugim.

Przeżyłeś kiedyś rozczarowanie w przyjaźni?

Każdy przeżywa zawody w relacjach. Rozczarowania mogą nas uczyć tego, że rzeczywistość nie jest taka, jak chcemy, tylko taka, jaka jest. Przyjaźń jest szansą na praktykowanie akceptacji i wybaczenia.

Tylko zawsze musi być ten pierwszy, który odważy się uśmiechnąć.

Można ćwiczyć na drobiazgach. Zachowywać się przyjaźnie w codziennych sytuacjach: przy kasie w sklepie, w piekarni, u lekarza, podczas spotkania rodzinnego. Przyjazna postawa jest zaproszeniem do przyjaznej postawy. Chodzi mi po głowie tekst Taco Hemingwaya z ostatniej płyty: „Jak ci brakuje ziomka / to mu napisz »Siema, tęsknię« / zrobisz mu dzień tym pewnie”.

Grzegorz Mączka i autor artykułu Marcin Tusiński // archiwum prywatne

Dr n. med. GRZEGORZ MĄCZKA jest psychoterapeutą, psychologiem klinicznym i superwizorem. Współautor podkastu „Kurs na DBT”.


PSYCHE: nowy dział „Tygodnika”

Co dwa tygodnie (a na początek nawet częściej) będziemy rozmawiać z ekspertami i terapeutami o tym, jak troszczyć się o siebie i relacje, jak odpowiadać na wyzwania codzienności, od presji czasu po głód duchowości, i jak szukać spokoju w świecie nadmiaru bodźców i obaw. Zapraszamy do wspólnej lektury, a jeśli nurtuje Cię konkretny temat i chciał/a/byś, żebyśmy się nim zajęli, napisz do nas na redakcja@tygodnikpowszechny.pl

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Przyjaźń to superszczepionka