Józiu, jak ty się poznałeś ze swoją żoną?
– Po rozstaniu z dziewczyną, w 2006 roku, zacząłem codziennie rano chodzić na msze do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. Do św. Faustyny. I modliłem się o dobrą żonę – mówi Józef Pasek, przedsiębiorca z małopolskich Koninek.
Na podłodze jasnego mieszkania piętrzą się stosy klocków i pluszaków, jakby ktoś wrzucił granat do pudła z zabawkami.
Wśród nich Pasek, który opowiada, że jedna z zakonnic, pracujących w sanktuarium, zaprosiła go na pielgrzymkę. Musiał jechać aż do Rzymu, żeby poznać Jurka, który z kolei przedstawił go dziewczynie z Torunia, także singielce. No i się w sobie z tą dziewczyną zakochali.
– Gdy się poznaliśmy, zabrałem Natalię do św. Faustyny na poranną mszę o siódmej. Opowiedziałem jej, że chodziłem tam codziennie przez trzy lata i modliłem się o żonę. A ona na to: „Wiesz co? Ja mam na drugie Faustyna”.
Dziś Józef i Natalia mają dwoje dzieci. Od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie prowadzą wspólnie ośrodek dla uchodźców.
Ludzi takich jak oni, którzy pragną wymodlić sobie żonę lub męża, jest w Polsce coraz więcej. W internecie mnożą się katolickie portale i fora randkowe. Niemal w każdym dużym mieście prowadzone są msze dla singli czy spotkania zakochanych. Nikogo nie dziwi wyprawa na pielgrzymkę w celach matrymonialnych ani nawet katolicki speed dating (szybkie randki).
Dlaczego w dobie kryzysu Kościoła coraz więcej ludzi właśnie za jego pośrednictwem poszukuje pary?

Na msze dla singli trudno się wcisnąć
Powietrze wypełnia zapach perfum, pasty do butów i szamponów. Szpilki, krawaty, fryzury. Ludzie wyglancowani, wyprostowani i wyraźnie pobudzeni, rozglądają się mniej lub bardziej dyskretnie dookoła. Pytam blondynki, która ustawiła się tuż przede mną, czy chce usiąść. – Przecież nie jestem babcią, żeby mi ustępować! – słyszę w odpowiedzi. – Bądź tu miły w tych czasach – komentuje pani w futrzanej czapie, jedna z nielicznych starszych osób w tym towarzystwie. Czuję na sobie palący wzrok brunetki w szarej mini. Czas na zmianę miejsca.
Msze dla singli w krakowskim kościele św. Barbary odbywają się w ostatnie wtorki miesiąca i przyciągają tylu chętnych, że trudno się wcisnąć. Atmosfera jak na dyskotece w liceum – myślę. Ale przestaje mnie to bawić, gdy uświadamiam sobie, że stoję w kościele pełnym samotnych ludzi w średnim wieku. Przyszli tu w nadziei, że ktoś ich zauważy, doceni, wyjdzie naprzeciw.
Z ambony pada: „Jeśli słuchamy Słowa Bożego i wypełniamy je, to wchodzimy w taką relację z Panem Bogiem, w jaką wchodzi człowiek w momencie współżycia. I podobnie jak relacja współżycia ma zaskakującą moc stworzenia nowego życia, tak samo człowiek przyczynia się do powstania nowego życia, kiedy wypełnia słowa Chrystusa”.
Po mszy chętni zbierają się przed kościołem, żeby wspólnie przejść do sali gimnastycznej w pobliskiej szkole sióstr prezentek. Tam czeka ich dyskoteka. To impreza zamknięta, organizatorzy odmawiają nawet rozmowy na ten temat. Podobnie jak ksiądz, który odprawia msze. W zwięzłym mailu napisał jedynie, że odkąd przejął stery, dzięki spotkaniom zeszło się ze sobą ponad dwadzieścia par. Był już jeden ślub.
Single w Polsce
Główny Urząd Statystyczny nie liczy singli w Polsce. Podczas narodowych spisów powszechnych zbiera jedynie dane na temat zadeklarowanego stanu cywilnego (panna, kawaler, wdowa, wdowiec). Określony w ten sposób stan cywilny nie oznacza, że badana osoba jest singlem. Podczas ostatniego narodowego spisu powszechnego (2021 r.) jako osoby stanu wolnego zadeklarowało się 32,95 proc. (8 826 147) dorosłych Polaków.
Odsetek ten jest wyższy wśród mieszkańców miast (33,57 proc.) niż wsi (22,86 proc.). Więcej jest też w naszym kraju kawalerów (35,75 proc.) niż panien (29,99 proc.). W porównaniu do danych sprzed dekady odsetek osób niebędących w małżeństwie nieznacznie spadł. Podczas narodowego spisu powszechnego w 2011 r. stan wolny zadeklarowało 34,06 proc. Polaków (36,77 proc. panów i 31,12 proc. pań).
Spada liczba zawieranych małżeństw. W roku 2023 było 145,9 tys. ślubów. Jest to druga najniższa liczba w okresie powojennym (niemal tyle samo, bo równe 145 tys. małżeństw zawarto w 2020 r.). Z tej grupy jedynie 47,6 proc. nowożeńców zdecydowało się na ślub kościelny – w 2023 r. sakramentalny związek zawarło 74 227 par.
Pięciominutowe randki
– Jak się państwo mają? Burzliwy początek dnia?
– Ciężko trochę, tak.
– Niezłe tam macie stadko.
– Najmłodszy ma miesiąc, ale w domu mamy go dopiero od piątku. Urodził się jako wcześniak. Jest trudniej, ale dajemy radę.
Iza i Sławek Cieszyńscy z Gdańska są małżeństwem od sześciu lat. Mają troje dzieci. Wśród stosów pieluch, grzechotek i wózków prowadzą firmę Svatka.pl, która organizuje speed dating w kilku największych miastach Polski. Single poszukujący pary ustawiają się w kolejce do singielek i z każdą odbywają pięciominutowe konwersacje. Po spotkaniu informują prowadzących, kto im się spodobał. Na tej podstawie organizatorzy wysyłają osobom, które „się zmaczowały” (czyli zainteresowały sobą nawzajem), dane kontaktowe. A dalej – niech się dzieje wola nieba...
Iza tłumaczy, że ta formuła to szansa na poznanie się twarzą w twarz, w przeciwieństwie do anonimowych i nienaturalnych kontaktów za pośrednictwem platform randkowych.
Pytam, na jakie zapotrzebowanie odpowiada oferta chrześcijańskich „szybkich randek”.
– Jesteśmy osobami wierzącymi – mówi Iza. – Dla nas tematyczne randki, a więc na przykład chrześcijańskie, ale też podróżnicze czy dla osób z wyższym wykształceniem, są priorytetem. Chrześcijańskie szybkie randki nie różnią się niczym od innych poza tym, że dają pewność, że druga osoba jest wierząca, ma podobne wartości, podobne poglądy na życie.
Sławek dodaje, że na tym samym fundamencie łatwiej się buduje. To załatwia wiele problemów, które zwykle wychodzą na jaw dopiero po okresie zauroczenia – kwestie podejścia do wiary, dzieci czy rodziny. W przeciwieństwie do Tindera, gdzie można z kimś fajnie pisać, ale potem, na żywo, przeżyć rozczarowanie, u nich od razu wszystko jest jasne.
– Czy utkwiła wam w pamięci jakaś szczególna historia?
– Tak, nasza własna.
Sławek poznał Izę właśnie podczas szybkich randek. Po spotkaniu podeszła i zapytała, czy chce z nią iść na pizzę.
– Odpowiedziałem: „A co, stawiasz?”. Poleciałem sucharem, bo akurat niespecjalnie miałem ochotę, byłem trochę cięty po złych doświadczeniach z Tindera.
Z randki nic nie wyszło, ale zaczęli do siebie pisać i potem już popłynęło.
– Pamiętam, jak byłem u kumpli i zapytali, co nas łączy. Powiedziałem, że ona też ma problemy z kręgosłupem i tankuje na Orlenie – śmieje się Sławek. A Iza dopowiada poważnie: – Wszystko mi się w nim podobało. Jest wierzący, ma podobne podejście do rodziny, ważna była dla niego relacja z rodzicami, dziadkami, rodzeństwem. Myślę, że to nas połączyło.

Zasady katolickiej randki
Wiesław Gajewski z Bydgoszczy: wysoki siwy pan, elegancki. Jest prezesem fundacji Czyste Serca, pedagogiem seksualności z ponad czterdziestoletnim doświadczeniem, wodzirejem bezalkoholowych wesel, wielbicielem Jana Pawła II i założycielem jednego z pierwszych katolickich portali randkowych w Polsce. „Przystań Czystych Serc” powstała w 2009 roku, czyli w czasach Naszej Klasy, na kilka lat przed Facebookiem.
– Dawniej, jak panny i kawalerowie szukali swoich drugich połówek, to szli do remizy na zabawę. Teraz zakładają konta w internecie. Wyszliśmy naprzeciw tej potrzebie. Już wtedy było jasne, że można w ten sposób ludziom służyć, a portal jest zbieżny z celami fundacji – mówi Gajewski. W jej credo napisano: „Podejmujemy działania, aby każde małżeństwo było sakramentalne. Małżonkowie odnosili zwycięstwa w walce o swoją miłość. Rodzice potrafili wychowywać swoje dzieci na dobrych i odpowiedzialnych ludzi. Nauczyciele stawali się autorytetami dla młodzieży w jej życiu uczuciowym i seksualnym. Jak największa liczba dziewcząt i chłopców rozpoczynała życie seksualne po ślubie”.
Jak to osiągnąć online?
– Tworzymy formularze i skrypty, jak to się mówi w języku informatycznym. Ustawiliśmy jeden kluczowy warunek, by zapisać się do portalu: każdy, kto ma zamiar założyć konto, odpowiada na pytanie, czy nie ma przeszkód do zawarcia małżeństwa sakramentalnego w Kościele katolickim. Nie pytamy o przekonania ani poglądy, tylko o to. Chrystus umarł na krzyżu jako oblubieniec za swoją oblubienicę – wyjaśnia Gajewski. – To jest teologia, która opisuje stan faktyczny. Mówię o zdarzeniu, które miało miejsce i które dla każdej pary małżeńskiej jest ofertą zakorzenienia się w miłości.
Portal Gajewskiego jest niewielki. Nawet nie próbuje stawać w szranki z bardziej popularnymi, jak „Singlowanie”, „Przeznaczeni”, „Katolikus” czy „Zapisani Sobie”. Największy wydaje się międzynarodowy gigant „Eden – portal randkowy Chrystus”. Nowoczesna aplikacja randkowa, która działa jak katolicka wersja Tindera. Tygodniowa subskrypcja kosztuje 49,99 zł – wpisujesz imię, nazwisko, wzrost, wiek i wyznanie, do wyboru: protestant, katolik albo prawosławny. A potem przeglądasz galerie zdjęć pań i panów.
Prezes Fundacji Czyste Serca mówi, że z jego portalu korzystają najczęściej ludzie po trzydziestce. Sześć na dziesięć osób to kobiety. Większość wstydzi się zamieszczania swoich fotografii.
– Pamiętam historię Andrzeja, o którym ludzie z fundacji wiedzieli, że jest na portalu, że ma konto, ale długo szuka partnerki. W końcu znaleźli mu żonę w realu, Annę. Byłem wodzirejem na ich weselu, bezalkoholowym oczywiście. Potem dowiedziałem się, że są rodziną wielodzietną. Mają chyba czwórkę dzieci.
Internet oferuje także niezliczone fora katolickie i grupy na Facebooku, na których młodzi chrześcijanie i chrześcijanki reklamują swoje przymioty i wyznawane wartości. Najbardziej utkwił mi w pamięci następujący wpis: „Kobieta słucha się mężczyzny. Mężczyzna miłuje kobietę. Dzieci słuchają się rodziców. Mężczyzna swoim zachowaniem nie zgorszy kobiety i dzieci. Może jest jakaś pani dla której wiara nie jest powierzchowna i chce ją zgłębiać i żyć w prawdzie”.
Samotność w erze Tindera. Jak to możliwe?
„Dlaczego w Polsce jest coraz więcej singli?”. „Epidemia samotności odbija się na gospodarce”. „Singli w Polsce jest więcej niż par?”. „Samotne pokolenie Z. Niepokojące wyniki badań”. „Ponad połowa młodych mężczyzn czuje się samotna”. To tytuły zaledwie kilku publikacji na temat samotności Polek i Polaków, które niemal codziennie ukazują się w prasie. Samotność w erze Tindera? Jak to możliwe?
– Paradoks polega na tym, że media społecznościowe i współczesna technologia ułatwiają kontakt, ale nie zastępują głębokich, realnych więzi – mówi psycholog i terapeuta dr n. med. Grzegorz Mączka. Jego zdaniem nadmierne używanie mediów społecznościowych może prowadzić do izolacji, wyobcowania i poczucia pustki.
– Ewolucja przygotowała nas do funkcjonowania w niewielkiej grupie społecznej, tymczasem na Facebooku, czy innych komunikatorach, mamy setki znajomych. Dla naszego systemu nerwowego to nie jest typowa sytuacja. Wyobrażam sobie, że ta ilość danych może być niekiedy przytłaczająca i trudniej w niej realizować potrzebę autentycznej intymności i przynależności. Do tego współczesne społeczeństwa Zachodu kładą nacisk na indywidualizm, samorealizację i niezależność, co także mocno osłabia tradycyjne więzi społeczne – mówi Mączka.
Myślę o tezie ostatniej książki Tomasza Stawiszyńskiego pt. „Powrót fatum”, że w obliczu trudności współczesnego świata szukamy ratunku u trzech źródeł: w wierze w naukę, wierze w ezoterykę lub wierze w Boga i powrocie do Kościoła. Zdaniem Mączki poszukiwanie wsparcia w różnego rodzaju wspólnotach i grupach modlitewnych może być próbą reparacji tego, co utracone.
Czy stąd taki wysyp wszelkiego rodzaju inicjatyw Kościoła, pozwalających łączyć się w pary?
– Pomimo romantycznego wyobrażenia, że przeciwieństwa się przyciągają, to, co najczęściej wydaje się łączyć ludzi i budować bliskość, to poczucie podobieństwa, także w zakresie światopoglądu czy stylu życia. Wyobrażam sobie, że trend we współczesnym świecie, by szukać bliskości w grupie ludzi wyznających podobne wartości, może się nasilać – puentuje dr Mączka.
Bez łaski – coraz mniej ludzi myśli o sakramentalnym małżeństwie
– Na szczęście są jeszcze ludzie, którzy wierzą, że jedną ze ścieżek realizacji ich drogi życiowej jest małżeństwo. I chcą budować na fundamencie głębokiej relacji osobowej, wiary i sakramentu, dzięki którym można otrzymać od Pana Boga łaskę jedności – mówi o. Mirosław Pilśniak, dominikanin, współprowadzący m.in. „Wieczory dla Zakochanych”.
– Pracuję teraz w Łodzi i mogę powiedzieć, że osób, które szukają małżeństwa sakramentalnego, jest coraz mniej. To nawet nie połowa szukających pary – dodaje.
„Wieczory dla Zakochanych” organizowane są przez ruch katolików świeckich Spotkania Małżeńskie w dwudziestu ośmiu ośrodkach w całej Polsce. Celem spotkań jest „pomoc w rozpoznaniu aktualnej sytuacji, odpowiedź na pytanie, czy relacja, w której jesteśmy, może być podstawą do zbudowania małżeństwa”. Dla wielu odpowiedź brzmi: „tak”, ale przecież zdarza się, że ludzie się rozchodzą. Uczestnikami „Wieczorów” są pary zdecydowane na zawarcie małżeństwa, które chcą porozmawiać na tematy dotąd zbyt dla nich trudne.
– Jedną z takich spraw jest relacja z rodzicami. W jaki sposób poradzić sobie z tym, kim dla ciebie są twoi rodzice? Czy mają zamiar wpływać na twoje dorosłe życie? W jaki sposób się od tego uwolnić? To jeden z tematów, który budzi masę kontrowersji – mówi o. Pilśniak.
Marysia i Mateusz mają po 25 lat i są zaręczeni. Poznali się w Fundacji Nowego Tysiąclecia, która wspiera zdolne dzieci z mniej uprzywilejowanych rodzin. Przez dziesięć lat byli jej stypendystami i – jak mówią – formowali się w diecezjach: jeździli na wspólne obozy, modlili się.
– To był bardzo fajny czas nawiązywania przyjaźni. Znamy wiele par, które poznały się tak jak my i do dzisiaj są razem, zawarli małżeństwa, mają dzieci. Miło to wspominamy – mówi Marysia, dziewczyna o serdecznym usposobieniu i nieposkromionej chęci mówienia. Studiowała dietetykę w Krakowie, a Mateusz, jej narzeczony, cichy i poważny, inżynierię zarządzania w Warszawie. Są razem, ale na odległość. Tak będzie aż do ślubu.
– Czasami się kłócimy, ale wiara pozwala nam zachować równowagę – mówi Mateusz. – Czasem jest tak, że jedna osoba niedomaga i druga wyciągnie ją do góry, a czasem odwrotnie. Nawet jak coś ci nie wyjdzie, to ktoś cię zmotywuje.
– Znasz tę piosenkę? „Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty. / To też nie diabeł rogaty. (...) Ale miłość – kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze”.
– Dokładnie, dokładnie. To bardzo dobre podsumowanie. Fajnie, jak masz takie oparcie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z 
- Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
- Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
- 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
Najniższa cena przed promocją 29,90 zł




















