„Gram w drużynie pod tytułem Polska”. Jerzy Owsiak i fenomen WOŚP

Od karnawału pomagania i wolontariatu, przez rewolucję w ochronie zdrowia, po spory i cenę bycia symbolem. Historia Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy to opowieść o III RP – jej nadziejach, sukcesach i pęknięciach.
Czyta się kilka minut
Jerzy Owsiak podczas 31 Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Warszawie. 29 stycznia 2023 r. // Fot. Paweł Wodzyński / East News
Jerzy Owsiak podczas 31 Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Warszawie. 29 stycznia 2023 r. // Fot. Paweł Wodzyński / East News

Wyrwa, próżnia. Odwołana wiosna, dom bez umeblowania – mówi o wyobrażonych dziejach III RP bez WOŚP Jakub Wygnański, jeden z liderów polskiego ruchu pozarządowego.

Rozmowę z samym szefem WOŚP zaczynam właśnie od tego: co by było, gdyby nie było Orkiestry? Gdzie byłby Jerzy Owsiak? Siedziałby w pracowni witrażowej, w której spędził lata? Waliłby w perkusję, którą też kocha? Mówił do ludzi przez radio z prędkością, jak porównał współautor ich książki Bartłomiej Dobroczyński, większą niż prowadzący licytację bydła w Teksasie? 

A może – to jego nieznane oblicze z lat 80., gdy przeszedł kurs na terapeutę – zamiast psuć sobie nerwy w polskim życiu publicznym, koiłby emocje klientów w gabinecie?

Jerzy Owsiak przed Orkiestrą: witraże, perkusja i niespełnione scenariusze

Widzimy się w drugim tygodniu stycznia w siedzibie WOŚP, na dwa tygodnie przed 34. Finałem Orkiestry. Za oknami biało i mroźno, Owsiak przyjmuje mnie w studio przystosowanym do radiowych i telewizyjnych wywiadów. Mamy rozmawiać o historii, więc pokazuję mu pierwszą i ósmą stronę „Tygodnika” z 16 listopada 1997 r.

Na pierwszej jest głośny tekst ks. Stanisława Musiała o grzechu antysemityzmu „Czarne jest czarne”, a w rubryce „Obraz Tygodnia” można m.in. przeczytać, że desygnowany na premiera Jerzy Buzek wygłosił exposé. 

Uruchamianie odtwarzacza...

U dołu zaczyna się artykuł „Witraż ze św. Jerzym” – zapis monologu Owsiaka. „Kiedy mam wszystkiego dość, myślę o powrocie do dwóch rzeczy: do perkusji i witrażu” – mówi świeży laureat prestiżowej nagrody „TP” – Medalu Świętego Jerzego.

– To zdjęcie z Jarocina – uśmiecha się do 40-letniego okularnika w chuście i t-shircie ze str. 8 tamtego wydania „TP” szef WOŚP. 

– A jeśli chodzi o moje alternatywne scenariusze, wszystkie by były możliwe. Może jednak perkusja byłaby moim światem, bo mocno się wokół niej zakręciłem. Jeszcze w poprzednich siedzibach WOŚP jedna leżała w piwnicy, w przerwach schodziłem i grzałem. W PRL-u próbowałem parę razy zdawać na ASP, bezskutecznie. Nigdy bym nie uwierzył, gdyby ktoś mi powiedział, że w 2025 r. jako szef WOŚP będę przemawiał na inauguracji roku ASP w Warszawie.

Początki WOŚP: improwizacja, puszki po farbie i serduszka z problemami

Niedziela, 7 stycznia 1996 r., Mielec (półtora miesiąca wcześniej wybory wygrał Aleksander Kwaśniewski, a Polska żyła aferą wokół jego wykształcenia). Na zdjęciu widać stojącą po kostki w śniegu nastolatkę w ciepłej kurtce i grubej wełnianej czapce. W ręku wielka puszka, w tle ludzie wchodzący do ceglanego kościoła. 

– Wtedy największe tłumy były pod świątyniami, więc szło się właśnie tam. W Mielcu w niedzielę nigdzie indziej nic się nie działo – opowiada Joanna Wardęga, wtedy licealistka i wolontariuszka WOŚP, dziś politolożka i mama licealisty, obecnego wolontariusza. – Pełna partyzantka: serduszek było za mało, niektóre się nie odklejały, puszki były np. z pojemników po farbie. Pieniądze w sztabie przeliczały panie z PKO.

Atmosfera? Joanna uwieczniła ją w pamiętniku prowadzonym w czasach liceum. „Najcudowniejszy dzień w moim życiu” – pisała. I dalej: „Wspaniałe, że Mielec zebrał prawie 150 milionów starych złotych, i to wszystko dla dzieciaków. Chciałabym zawsze być nastawiona do życia i ludzi jak dziś”.

– Pamiętam, że w poniedziałek po przebudzeniu włączałam radiową Trójkę, by usłyszeć, ile pieniędzy zebrano – opowiada dziś. – I że nauczyciele zwalniali nas tego dnia z odpytywania.

Joanna wspomina jeszcze coś: Orkiestra ze swoim karnawałem pomagania weszła w społeczną próżnię miasteczek połowy lat 90., gdy niewiele się działo, a mieszkańcy odczuwali upadek przedsiębiorstw organizujących ich życie przez lata, takich jak mielecki WSK-PZL. – To może nie była pustynia, bo sama należałam do harcerstwa, były też inne organizacje. Ale szukaliśmy czegoś spektakularnego, co można by robić dla innych ludzi. I w tę lukę weszła Orkiestra. 

Jak Orkiestra nauczyła Polaków pomagania

Co dała Polakom w latach 90.? Możliwość zagrania innej niż przez poprzednie półwiecze roli. „Nikt wcześniej nam na taką skalę nie powiedział: hej, stoicie już na nogach, wy też możecie dawać, bo dawanie jest poza wszystkim fajne, dowartościowujące, budujące. Owsiak pozwolił nam zobaczyć siebie na nowo. Zobaczyć w lustrze kogoś innego niż ubogiego kuzyna otwierającego paczkę z Ameryki” – mówiła mi dwa lata temu, też przy okazji Finału, Róża Rzeplińska, ekspertka ds. III sektora.

Jak zmieniała się ta pomagająca Polska przez lata? To historia bogacącego się społeczeństwa, które może już czasami spuścić wzrok z własnych lodówek i ogródków, a rozejrzeć się w poszukiwaniu kogoś potrzebującego. 

To również dzieje III sektora: od rozczulającej dziś prowizorki z wymiętymi banknotami na stołach WOŚP po obrazki, które widzę w Fundacji, czekając na spotkanie z Owsiakiem: tętniącej życiem, ale jednak ujętej w organizacyjne karby korporacji NGO z kilkudziesięcioma pracownikami i starannie rozpisanymi rolami.

W 2024 r. Polacy przekazali z tytułu 1,5 proc. podatku rekordowe 1,9 miliarda złotych. Coraz więcej dajemy też w darowiznach – z badań Stowarzyszenia Klon / Jawor wynika, że w roku 2024 udział datków w budżetach organizacji NGO wyniósł 15 proc., podczas gdy poprzednie pomiary pokazywały wartości jednocyfrowe. 

III RP to też krzywa wznosząca zaangażowania w pomoc. O ile w 2006 r. (pierwszy z cyklicznych pomiarów CBOS-u) wskaźnik wpłacających choć raz w roku na dobroczynność nie przekraczał 50 proc., w 2024 r. było to 72 proc. Podobnie jest z przekazywaniem rzeczy, np. ubrań (wzrost z ponad 40 do niecałych 60 proc.) i wolontariatem (z 5 do 10 proc.). 

Za ten ostatni wskaźnik musi zresztą w dużej mierze odpowiadać Orkiestra, angażująca przecież rokrocznie 120 tys. osób.

Akcyjne pomaganie po polsku: insurekcja, która wraca co roku

Tak, polskie pomaganie można – i to akurat się nie zmienia – uznać za akcyjne. Czy też, jak mówi Jakub Wygnański, insurekcyjne: nawet wolontariat, jak pokazują dane Klon / Jawor, jest dla większości osób w skali roku jednorazowym wyskokiem. – Ale Jurkowi udało się zaprząc tę insurekcyjność w ramy kalendarza: zryw, ale co roku o tej samej porze – zastrzega Wygnański. – Nawet jeśli insurekcja, to regularna, radosna i zwycięska.

Kolejna cecha naszej dobroczynności: w Polsce trudno o rozpoznawalną organizację bez rozpoznawalnego lidera – tę zasadę zdają się potwierdzać wyraziste postacie III sektora w III RP, jak Marek Kotański, Janina Ochojska czy wciąż aktywni Anna Dymna, Małgorzata Chmielewska i sam Owsiak. – Fenomen Jurka, nie licząc energii Stinga, którą nie wiadomo skąd bierze, polega też na jego subtelnej grze między luzem i pajacowaniem a powagą związaną z celami zbiórek – ocenia Wygnański. 

– Owsiak przylgnął do Orkiestry jak Święty Mikołaj do Bożego Narodzenia. A że w Polsce nie mamy zaufania do instytucji jako takich, zapowiadane przez niego powolne oddawanie obowiązków [szef WOŚP stwierdził, że „zrobił swoje” i będzie coraz mniej aktywny – red.] będzie dla Orkiestry wyzwaniem.

Sam Owsiak reaguje sprzeciwem na obie tezy: i tę o „zrywowym” pomaganiu, i tę głoszącą prymat lidera nad organizacją. – Nasze pomaganie ma się świetnie, a jeśli nie wychodzi, to z innych powodów – uważa szef Orkiestry. 

– Grzech numer jeden to brak konsekwencji w działaniu. Numer dwa: brak precyzyjnej informacji, co się dzieje ze zorganizowaną pomocą. Rzecz kolejna: wiele organizacji nie potrafi opowiadać o sobie ludzkim językiem. Sami uczymy lekarzy, by mówili: respirator to pudło z rurą, które daje człowiekowi oddech i życie. Ostatnio czekałem na wejście antenowe w jednej z telewizji, przede mną o ochronie zdrowia mówili politycy. To był taki bełkot, że nie dało się słuchać. Podobnie bywa z organizacjami. 

Niektóre, co pokazują badania, mają jednak pod górkę: choć Polacy uchodzą za owładnięty polityką naród, konsekwentnie odmawiamy datków na cele z tą polityką kojarzone – prawa mniejszości czy demokrację. Top trzech tematów kruszących nasze serca to od lat prawa zwierząt, choroby i bieda, co tłumaczy też częściowo sukces takich marek jak WOŚP czy Szlachetna Paczka.

– Jestem jednym z założycieli Funduszu Obywatelskiego im. Henryka Wujca, który buduje społeczeństwo obywatelskie – opowiada Wygnański. – W kapitule były i są prawnicze sławy, jak prof. Zoll, prof. Łętowska czy prof. Strzembosz, a przez pięć lat zebraliśmy 5 mln zł. W kraju, w którym wydajemy 80 mld rocznie na gorzałę i inne alkohole! Zróżnicowanej filantropii musimy się nadal uczyć, podobnie jak zaufania.

Pierwsze „czterdzieści baniek”. Jak WOŚP weszła do ochrony zdrowia

Grudzień 1991, telewizyjna Dwójka (pierwsza komercyjna, ogólnopolska stacja TV, czyli Polsat, powstanie za rok; Polska żyje upadkiem rządu Jana Krzysztofa Bieleckiego i powołaniem gabinetu Jana Olszewskiego). Trwa pierwsza emisja programu o absurdalnie długiej nazwie – „Róbta co chceta, czyli rockandrollowa jazda bez trzymanki” – i równie dziwnym przebiegu. 

40-latek w okularach i żółtej koszuli siedzi w towarzystwie „sekretarki” (Agata Młynarska). Są w malutkim pomieszczeniu, do którego wpadają goście. Programowy chaos i abstrakcyjny dowcip, w przerwach muzyka, m.in. z Jarocina.

Owsiak wcześniej związany był z radiem, gdzie uzbierał stare 4 mln zł na chore dzieci, o których usłyszał w rozmowie Alicji Resich-Modlińskiej z lekarzami Centrum Zdrowia Dziecka. Teraz, będąc już w TVP, chce zebrać więcej, i mu się to udaje: na konta Centrum trafia 40 mln starych złotych. 

„Mamy czterdzieści baniek, jedno dziecko już żyje!” – tak Owsiak wspomni swoją reakcję na efekt zbiórki w wywiadzie-rzece ze wspomnianym Bartłomiejem Dobroczyńskim, opowiadając też, że namówił lekarzy na podanie orientacyjnego kosztu jednej operacji ratującej życie.

Pierwszy finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy prowadzą Jerzy Owsiak, Agata Młynarska i Walter Chełstowski (po lewej). Warszawa, Studio Telewizji Polskiej, 3 stycznia 1993 r. // fot. Jan Bogacz / PAP

Od tych „czterdziestu baniek” można zacząć historię związków Owsiaka i WOŚP z polską służbą zdrowia. Historię znaczoną z początku brakiem infrastruktury, odrapanymi ścianami szpitali i przychodni, bałaganem i łapownictwem. „Cały czas jest we mnie taka chęć, żeby w którymś Finale powiedzieć: Lekarze, przestańcie brać łapówki, dobrze? Po prostu proszę, bo przychodzą do was często biedni ludzie” – pogrozi Owsiak w książce.

– Akurat pod tym względem, lekarskiej empatii, zmieniło się najmniej – mówi mi ponad ćwierć wieku później. 

– Nadal zdarzają się łapówy i znieczulica. Nadal nie uczymy lekarzy i studentów etosu zawodu. Do tego dochodzą szalone nierówności w zarobkach. Najbardziej zmieniły się wnętrza szpitali, w których można kręcić niemieckie telenowele o wspaniałej opiece zdrowotnej. I sprzęt, którego mogą nam zazdrościć bogate kraje. 

Onkologia dziecięca, ortopedia, noworodki: konkretne efekty zbiórek

Jakiej skali to postęp, tłumaczą mi dwaj lekarze związani z Orkiestrą: onkolog i hematolog dziecięcy prof. Wojciech Młynarski, a także ortopeda prof. Jarosław Czubak. – To są rewolucje. Właśnie tak, w liczbie mnogiej, bo mówimy o skokowym postępie co roku. Gdy mówię Amerykanom, że jesteśmy w stanie zebrać dziesiątki milionów dolarów na onkologię jednego dnia, ciężko im uwierzyć – słyszę od Młynarskiego.

Te „rewolucje” to życia, których przed 2015 r. nie udałoby się uratować. 

– Przed tą datą wszystkie przypadki ostrej białaczki limfoblastycznej, na którą w Polsce zapada 200-250 dzieci rocznie, leczyliśmy wedle podobnego schematu – referuje Młynarski. – A każdy z tych przypadków to może być inna zmiana genetyczna, która doprowadziła do choroby. 

By to specyficzne uszkodzenie wychwycić, potrzebujemy zaawansowanej technologii. Ona jest dostępna dzięki Orkiestrze od 2015 r. W roku kolejnym powstało centralne laboratorium OncoLab im. WOŚP. Dzięki temu po dekadzie wyniki leczenia tego schorzenia w Polsce są lepsze niż średnia unijna!

Jak mówi onkolog, przez dekadę wyleczalność samej białaczki limfoblastycznej w Polsce wzrosła u dzieci z ponad 80 do 95-96 proc., co oznacza kilkanaścioro dodatkowo uratowanych istnień rocznie. 

– A że podobny postęp dokonał się dzięki temu sprzętowi także w przypadku innych nowotworów, możemy mówić o około setce ocalonych dzieci każdego roku, czyli tysiącu w ciągu dekady – precyzuje Młynarski.

„Nie mógłbym wykonać połowy operacji ratujących życie dzieci, gdyby nie sprzęt otrzymany od Fundacji” – to z kolei zdanie wypowiedziane lata temu przez Jarosława Czubaka, które widnieje nadal na stronie WOŚP. 

– I tak też było w 2006 czy 2007 r., gdy byliśmy jako specjalizacja na zupełnie innym niż dzisiaj etapie, nie mając nawet wystarczającej liczby sal operacyjnych – mówi lekarz. – Pierwsza zbiórka, na której skorzystała dziecięca ortopedia, oznaczała nagły cywilizacyjny skok, podobnie jak każda kolejna. Mogliśmy na nowoczesnym poziomie leczyć deformacje kończyn, za sprawą WOŚP powstał krajowy program leczenia wad ubytkowych i wydłużania kończyn.

W 2024 r. prof. Czubak ogląda w Szwajcarii symulatory endoskopowe służące do nowoczesnego kształcenia lekarzy. Dzwoni do Owsiaka, ten zapala się do pomysłu kupienia ośmiu maszyn. – Dzięki takiemu symulatorowi, z wirtualnym światem stworzonym przez twórców gier, ortopeda może ćwiczyć operacje nieróżniące się właściwie od prawdziwych, ale bez udziału chorych! – tłumaczy ortopeda. I dodaje: – Wszystkie skoki cywilizacyjne w naszej specjalizacji były jakoś związane z WOŚP.

A to tylko dwie przykładowe dziedziny: Orkiestra przez trzy i pół dekady grała m.in. dla noworodków, dziecięcej kardiologii, okulistyki. Uruchomiła w 2002 r. – niedostępny w wielu krajach Zachodu – ogólnokrajowy program badań przesiewowych słuchu noworodków.

WOŚP a państwo: synergia czy wyręczanie systemu?

Mimo to WOŚP także na polu medycznym dorobiła się grupy sceptyków. Opisujących świat polityków wolących wyprać sobie wizerunek (określenie Jakuba Dymka w „Kanale Zero”) podczas Finału, niż dosypać pieniędzy do NFZ. I rozleniwione przez Orkiestrę ministerstwo, które może traktować zbiórki jako alibi dla własnej bezczynności.

Eksperci i sam Owsiak odpowiadają na te głosy różnie. – Z mojego punktu widzenia są po prostu nietrafione – ocenia prof. Młynarski. – Relacja WOŚP–państwo to przykład synergii, a nie wyręczania. WOŚP kupuje bardzo szybko coś, czego zakup zgodnie z procedurami ministerialnymi trwałby dwa, trzy lata. A ministerstwo po jakimś czasie dostaje od Fundacji na tacy dane, jaka jest skuteczność tego sprzętu czy technologii, i na tej podstawie podejmuje decyzję, czy daną terapię refundować.

– Owszem, jestem wściekły, gdy do protestujących na korytarzu Sejmu opiekunów osób z niepełnosprawnościami wychodzą politycy i mówią: „Przecież macie półtora procent” – przyznaje Jakub Wygnański. 

– Podobnie jak widzę, że rzadkie choroby, zamiast przez państwo, są leczone ze zbiórek na portalach, co wygląda czasami jak okrutny bazar, na którym jedno nieszczęście konkuruje z innym. Ale nie mamy dowodów, że gdyby nie było Orkiestry, nakłady na ochronę zdrowia byłyby większe. A co do „prania wizerunku”, filantropia zawsze zawierała w sobie element ostentacyjnych, faryzejskich zachowań, z czego też nie robiłbym WOŚP-owi zarzutu.

Sam Owsiak mówi spokojnie: – Być może ci krytycy mają częściowo rację. Ale na pewno mamy nad NFZ jedną przewagę: oni 90 proc. środków przeznaczają na koszty, takie jak wypłaty, my możemy wydać wszystko na leczenie i sprzęt. Poza tym już 30 lat temu powiedzieliśmy sobie: nie bijemy piany, tylko działamy.

Owsiak, Pospieszalski i polskie podziały

Połowa lat 80.: od karnawału Solidarności już daleko, do przełomu 1989 r. jeszcze sporo. 30-letni witrażysta spotyka zupełnym przypadkiem uzdolnionego kontrabasistę zespołu Marek & Wacek. Ten pierwszy ma wielki samochód, drugi właśnie się przeprowadza – obu kojarzy więc ze sobą ich wspólny znajomy. Tak zaczyna się przyjaźń Owsiaka i Jana Pospieszalskiego, której burzliwy rozpad po ponad dekadzie będzie można uznać za symbol polskich podziałów przerywających nawet najmocniejsze więzi.

Ich drogi, połączone przez muzykę, zaczną się rozjeżdżać już w latach 90., a dwie dekady później prowadzący „Warto rozmawiać” będzie mówił o swoim byłym przyjacielu z niechęcią. Np. w kanale Otwarta Konserwa: o „demoralizacji” WOŚP-owych festiwali, o „upadku” i domniemanej wierze samego Owsiaka w bycie „zbawcą świata”.

– Ach, Janek – wzdycha trochę z uśmiechem, trochę z zamyśleniem Jerzy Owsiak, gdy pytam go o Pospieszalskiego. – Mówię o nim często: „Przyjaciel, który jeszcze do nas wróci”. Pamiętam taką scenę z pierwszego Finału. „Janek – pytam – muszę mieć czerwone spodnie, gdzie kupić czerwone spodnie?”. 

Janek na to, że mam mu dać jakieś jasne dżinsy, a on już załatwi, że będą czerwone, bo zna „fantastyczną farbiarnię”. I załatwił te spodnie! Wracam z Finału, rozbieram się, i wpadam w panikę, bo myślałem, że coś mi się stało – cały jestem we krwi! Dopiero później się okazało, że ta farba puściła. Dzwonię do Janka, mówię mu, co się stało, a on tylko: „Octu za mało”.

– Ilekroć słyszę Janka mówiącego o mnie te wszystkie rzeczy, odnoszę wrażenie, że wyszedł z jakiejś kabiny, w której się o mnie nasłuchał najgorszych rzeczy – dodaje Owsiak.

Co się w Polsce przez te trzy dekady z nami stało, że ciężko rozmawiać bliskim sobie kiedyś ludziom? – pytam szefa WOŚP. 

– Nie mam oporów, by się spotkać i pogadać, ale odpowiedzi na twoje pytanie nie mam. Chętnie sam bym się dowiedział – mówi. 

WOŚP i Kościół: od konfliktów po ciche sąsiedztwo

Lata 90. i wczesne dwutysięczne to apogeum sporu Owsiaka z Kościołem. Jeśli szefa Orkiestry potraktować jako barometr społecznych zjawisk, pokaże z jednej strony ówczesną – dziś nieaktualną – siłę oddziaływania katolicyzmu, z drugiej jego zróżnicowanie. Owsiak będzie hołubiony przez część katolików otwartych (najpierw wspomniany Medal od „TP”, później wizyta na Woodstocku abp. Józefa Życińskiego, jeszcze później innych duchownych), a odsądzany od czci i wiary przez kościelny mainstream (sam prymas Glemp powie o Woodstocku „Przystanek błoto”). 

– Sprzed jednego z kościołów przepędził nas ksiądz, chcąc na nas nasłać policję – wspomina Joanna Wardęga. – Intepretowaliśmy to wtedy jako reakcję na finansową konkurencję, co zresztą nie było dalekie od prawdy. Ludzie mówili: „Miałem dać na tacę, dam wam”.

Jerzy Owsiak nie pozostaje Kościołowi dłużny: w 2003 r. wyrzuca oficjalny namiot „Przystanku Jezus” z festiwalu Przystanek Woodstock, nie chcąc nawet specjalnie słuchać tłumaczeń ks. Andrzeja Draguły, byłego rzecznika ewangelizacyjnej inicjatywy, który w ich wspólnym wywiadzie dla „Tygodnika” próbuje wykładać ugodowe nastawienie ewangelizatorów do Orkiestry.

– Ja pamiętam dobre rzeczy z relacji z duchownymi – mówi mi Owsiak po 22 latach od tamtych zdarzeń. – Np. świętej pamięci ks. Jana Kaczkowskiego, który przyjechał na Przystanek Woodstock. Skończył już występ na Akademii Sztuk Przepięknych, ale nadal siedzimy i rozmawiamy. „A ty nie musisz już jechać do domu?” – pytam, na co on: „Jeszcze się z wami napiję, posiedzę, tak mi tu dobrze”. 

Albo wspomnienie z wczoraj. Przyszedł przedstawiciel sąsiadujących z nami dominikanów z pytaniem, czy może ktoś od nich wpaść do nas po kolędzie. Umówiliśmy się, wpadną. Innym razem przychodzą, pożyczają od nas defibrylator i gaśnicę na Jarmark Dominikański. Złych rzeczy pamiętać nie chcę.

Hejt, polityka i cena bycia symbolem przez trzy dekady

Te złe rzeczy nie tracą jednak z czasem na sile. Jeśli coś się zmienia, to kanały anty-Owsiakowego hejtu: do tracącego na znaczeniu Kościoła, a także prawicowo-narodowych mediów doszły platformy społecznościowe, co uchwycił w styczniu raport Instytutu Monitorowania Mediów: na 20 najaktywniejszych profili na X, TikToku, FB i YouTubie wzmiankujących o Owsiaku tylko trzy opowiadały o nim pozytywnie. 

Pytam Owsiaka o grubą skórę, mając w pamięci i jego kilkudniową rezygnację z szefowania WOŚP-em po śmierci prezydenta Adamowicza, i zamalowany całkiem niedawno przez kogoś płot na jego posesji. Pytam też, czy pamięta, by sam przesadził w publicznych wypowiedziach, np. popierając jedną ze stron politycznego sporu albo krytykując polityków PiS.

– Widzisz taki zabazgrany płot i serce ci staje – mówi Owsiak. 

– Zdarza mi się nie móc zasnąć, ale nawet nie z lęku, tylko dlatego że nie potrafię zrozumieć: kto i dlaczego może mnie tak nienawidzić? Sam nie mam poczucia, bym kiedykolwiek przesadził. Choć najbliżej do tego odczucia byłem wtedy, gdy skrytykowałem publicznie ówczesnego rzecznika praw dziecka Mikołaja Pawlaka, pisząc, by rodzice uważali na tego pana. 

 Orkiestra międzypokoleniowa: dzieci i wnuki wolontariuszy

Końcówka stycznia 2024, 32. Finał (miesiąc wcześniej Donald Tusk został po raz kolejny premierem). Kraków, Galeria Kazimierz niedaleko centrum, na zewnątrz wśród setek wolontariuszy z puszką stoi – w towarzystwie rodziców – 13-letni Jaś Pipała. – Zbierał dwa razy, i dwa razy pod galerią, bo w odróżnieniu od Mielca lat 90. to właśnie tu gromadzi się najwięcej ludzi – opowiada jego mama. 

– Zmianą w stosunku do tzw. naszych czasów byłam nawet nieco rozczarowana: to chyba technologia sprawiła, że atmosfera nie jest już taka radosna i spontaniczna. Wiele osób tłumaczy, że wspiera WOŚP, ale już przelali pieniądze online i odchodzą. Choć zapamiętałam też uśmiechniętych ludzi, którzy wrzucają i mówią, że sami w tym wieku stali z puszką. 

Na międzypokoleniowy wymiar Orkiestry zwraca też uwagę Jakub Wygnański: – To mógł być 10. Finał, mój syn był bardzo mały, poszliśmy razem do warszawskiego sztabu WOŚP. Jurek do nas podszedł, dostaliśmy koszulkę. Mój syn powiedział wtedy o nim: „pan w czerwonych okularach”, i tak o nim nadal zdarza nam się mówić.

„Pan w czerwonych okularach” zdaje się nie mieć na kartach historii III RP odpowiednika. Te 36 lat to okres rozpoznawalnych sportowców, jak Małysz czy Lewandowski. Czas ikon popkultury, jak Bogusław Linda u zarania III RP, wielkich pisarzy i reżyserów, jak Szymborska, Tokarczuk, Wajda czy Holland, okres wymieniających się przez dwie dekady władzą Kaczyńskiego i Tuska. 

Nie ma jednak poza Owsiakiem bodaj nikogo, kto przez trzy i pół dekady utrzymałby na podobnym poziomie nie tylko tempo mowy, ale i rozpoznawalność oraz wpływ na polską rzeczywistość. Zatem nawet jeśli Owsiak jak niemal wszyscy znani dzieli Polaków światopoglądowo, łączy nas generacyjnie – któż poza nim jest dzisiaj nad Wisłą na równi rozpoznawalny przez 15-letnią „zetkę” i 90-latka urodzonego przed wojną? 

„Gram w drużynie pod tytułem Polska”. Owsiak o kraju po 30 latach

Na odchodne czytam Jerzemu Owsiakowi jego własne słowa z wywiadu-rzeki – pytając o ciągi dalsze. „Proszę państwa, ja gram w drużynie pod tytułem Polska, a to są zawodnicy bardzo różni: bydło, złodzieje, piękni ludzie, bardzo czyści, bardzo wrażliwi (…) Taki jest ten kraj, i ja się go nie wypieram, ja chcę grać z taką drużyną” – mówił. 

– Polska się zmieniła: świat podziwia nasz rozwój, nasze PKB, ale też naszą odporność na kryzysy – mówi Owsiak. – Powiem tak: Polska przez te 30 lat mnie pozytywnie zaskoczyła. Duch porządku, jaki widzę na naszym festiwalu, te zmieniające się miasta i miasteczka. Mimo PESEL-u, mimo deklaracji, że będę powoli oddawał zabawki, nadal chcę grać w tej drużynie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 04/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Efekt Owsiaka