Właściwie to ona powinna być kardynałem” – powiedział kiedyś „Tygodnikowi” o s. Małgorzacie Chmielewskiej kard. Konrad Krajewski, i w zasadzie to zdanie mogłoby posłużyć za całą odpowiedź tym, którzy próbują pozbawić ją (jak to czyni np. poseł Michał Woś) „habitowego autorytetu Kościoła”. Papieski jałmużnik mówił jednak dalej: „Naraża życie dla Ewangelii. Gdy otrzymywałem kardynalski biret, przyrzekałem wierność Chrystusowi aż do przelania krwi. Przyrzekałem, że będę dbać o Kościół – a to znaczy: o drugiego człowieka. Ona właśnie to robi, narażając się na wyśmianie i drwiny”.
Wyśmianie i drwiny spotykają w tych dniach s. Małgorzatę za list otwarty do polskich władz w sprawie prezydenckiego weta do ustawy dotyczącej pomocy obywatelom Ukrainy; nie tylko Woś, ale wielu polityków PiS i publicystów wspierających to ugrupowanie podnosi w odpowiedzi, że powinno się ją traktować jak działaczkę społeczną, a nie siostrę zakonną.
Problem w tym, że s. Małgorzata nie posługuje się „autorytetem Kościoła”; raczej korzysta z przysługujących jej praw, wielokrotnie potwierdzanych przez polskich biskupów z diecezji, na których terenie działa kierowana przez nią wspólnota Chleb Życia. I raczej tego „autorytetu” broni, niosąc pomoc osobom w kryzysie bezdomności, ofiarom przemocy, wykluczenia, także wojny w Ukrainie.
Nie jest to łatwa służba – miałem okazję się o tym przekonać, towarzysząc jej przy pracy nad książką „Wszystko, co uczyniliście…”, bagatela, ćwierć wieku temu. Podkreślam ten upływ czasu, bo kiedy decydowała się na życie wśród bezdomnych, posła Wosia i wielu jej dzisiejszych krytyków nie było jeszcze na świecie.
Mówiła mi wtedy, że jest „osobą świecką, która w sposób szczególny poświęciła się Panu Bogu poprzez śluby: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa”. Nie miejsce tu na tłumaczenie, czym powstające po Soborze Watykańskim II nowe wspólnoty różnią się od dawnych zakonów (jeśli ktoś chętny, odsyłam do ostatniego rozdziału książki); dość powiedzieć, że nigdy nie udawała kogoś, kim nie jest. I choć tyle towarzyszących jej osób wybrało przez te lata prostszą drogę – została wierna swojemu powołaniu.
„Wiele osób jej nie rozumie. Mówią: co to za zgromadzenie, skoro jest sama? Co to za zakonnica, skoro adoptowała dziecko? Argumenty bezsensowne. Czasem, by ratować drugiego człowieka, trzeba go adoptować” – zauważa trzeźwo kard. Krajewski. Równie trzeźwo można by dodać, że habit siostry Małgorzaty – taki mamy kraj – naraża ją raczej na antyklerykalne docinki, niż daje jakiekolwiek przewagi. I że gdyby nie to, iż w kwestii stosunku do najuboższych, wykluczonych, uchodźców i migrantów nauczanie Kościoła różni się czasem od doraźnych interesów polityków powołujących się na chrześcijaństwo, nikt by jej nie zaatakował.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















