Czy sztuka współczesna ma prawo zamieszkać wśród arrasów, sarmackich portretów i królewskich plafonów? To pytanie – pozornie retoryczne – wybrzmiało podczas debaty w Zamku Królewskim na Wawelu, z udziałem Andrzeja Betleja, Doroty Folgi-Januszewskiej, Piotra Korduby, Jarosława Trybusia, Jarosława Suchana i Andrzeja Starmacha. Dyskusję prowadził Piotr Sarzyński z „Polityki”.
Nowa wrażliwość
Już pierwsze głosy pokazały, że spór „czy warto” jest dziś właściwie nieaktualny. – Wchodzimy w epokę neuromuzeologii – mówiła Dorota Folga-Januszewska. – Nie chodzi o to, czy coś jest stare czy nowe, lecz czy nas „zaczepia”, czy uruchamia reakcję poznawczą i emocjonalną. Dla współczesnego widza, przyzwyczajonego do wielozmysłowych bodźców, sztuka dawna potrzebuje nowych impulsów, by naprawdę działać.
Piotr Korduba przypomniał, że dawne malarstwo utraciło czytelność dawnych znaczeń. – Treści, które poruszały widzów sprzed wieków, dziś są nieczytelne. Dlatego nowa sztuka nie jest ozdobnikiem, lecz koniecznym tłumaczem – mówił. Z kolei Jarosław Trybuś zauważył, że sztuka współczesna pozwala odnaleźć język porozumienia z młodą publicznością – tak jak profesor, który co roku musi na nowo dostosować wykład do pokolenia studentów.

Wątek ekonomiczny i kuratorski wprowadził Jarosław Suchan, przywołując brytyjskie doświadczenia setek „interwencji” współczesnych w zabytkowych rezydencjach. Część z nich – mówił – była błyskotliwa, inne kończyły się „pustym gestem” lub marketingowym efektem. W najlepszych przypadkach jednak współczesność „uruchamia interpretację”, zmusza do ponownego odczytania miejsca.
Muzeum jako mediator
Andrzej Starmach przypomniał, że takie eksperymenty mają długą tradycję – od salonów w Luwrze po wystawę „Bacon–Velázquez” w Wiedniu, która przywróciła widzów starym mistrzom. Zwrócił też uwagę, że w Polsce brakuje odwagi, by podobne projekty włączać na stałe do muzealnych ekspozycji – choć precedens stworzył już Mieczysław Porębski w 1975 roku, zapraszając Kantora, Nowosielskiego i Pawłowskiego do dialogu z malarstwem dawnym.
Z dyskusji wyłonił się obraz muzeum jako przestrzeni mediacji – między przeszłością i teraźniejszością, między różnymi sposobami widzenia. Jak podkreśliła Folga-Januszewska, „naszym zawodem jest mediacja – uczenie ludzi refleksji”. A Trybuś dodał: „Musimy nieustannie reinterpretować przeszłość i mediować ze współczesnością”.
Wniosek? Sztuka współczesna w muzeach dawnej nie jest gościem, lecz współgospodarzem. To ona otwiera historyczne wnętrza na przyszłość – nie przez destrukcję, lecz przez rozmowę.
Arrasy i abakany
Najlepszą ilustracją tego, o czym mówiono na Wawelu, jest sama przestrzeń, w której odbyła się debata – i trwająca tam wystawa „
Abakanowicz. Bez reguł. Arrasy i abakany na Wawelu”. To niezwykle ciekawe zestawienie dwóch odległych światów: XVI-wiecznych arrasów tkanych dla Zygmunta Augusta i monumentalnych tkanin Magdaleny Abakanowicz. Dzieli je epoka, język i funkcja, ale łączy – jak podkreślali uczestnicy rozmowy – materia, faktura, zmysłowość tkaniny. W tej konfrontacji nie chodzi o kontrast, lecz o rezonans: o subtelne przesunięcia znaczeń, które pozwalają zobaczyć obie tradycje na nowo.
Abakany rozwieszone między arrasami nie burzą harmonii wawelskich wnętrz – przeciwnie, wydobywają z nich rytm, ruch i niemal muzyczną głębię. Zmuszają do innego rodzaju kontaktu z przestrzenią – nie frontalnego, lecz cielesnego, opartego na chodzeniu, zbliżaniu się, obserwowaniu zmieniających się perspektyw.
Właśnie taka, wielozmysłowa obecność współczesności wśród dzieł dawnych wydaje się dziś najbardziej przekonującą odpowiedzią na pytanie z tytułu debaty: dlaczego warto. Bo to, co współczesne, nie tylko interpretuje przeszłość, ale pozwala ją na nowo przeżyć.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















