Wawelskie debiuty
Pomysł zestawienia fragmentu kolekcji flandryjskich tapiserii z kontrastującymi gobelinami i pracami Magdaleny Abakanowicz wydawał się prowokujący i inspirujący. Abakany stanowią rozbudowane kompozycje przestrzenne. To właściwie rodzaj rzeźb, które dzięki barwie i fakturze materiału oddziałują nie tylko na zmysły wzroku i dotyku, ale także na emocje.
Towarzyszące Abakanom na wystawie arrasy, wykonane w brukselskich warsztatach (jeden z nielicznych zachowanych elementów wyposażenia wawelskiego zamku z czasów jagiellońskich), do dziś świadczą o splendorze dworu ostatniego Jagiellona. Zdobiono nimi ściany, a podczas „wawelskiego debiutu”, czyli ślubu Zygmunta Augusta z Katarzyną Habsburżanką w 1553 roku, budziły powszechny zachwyt gości.
Choć funkcja renesansowych tapiserii była całkowicie odmienna od dzieł Abakanowicz, to – podobnie jak wielkoformatowe Abakany – także arrasy skupiały w sobie esencję światopoglądu: wizję świata oraz refleksję nad ludzką kondycją. Jedne i drugie oferują komentarz do rzeczywistości, w której powstały.

Tkanina jutra
W drugiej połowie XX w. polska tkanina artystyczna zaczęła zajmować ważne miejsce w europejskiej sztuce, a polscy artyści tkacze należeli do czołówki światowej awangardy. Charakterystyczne połączenie roli projektanta i wykonawcy sprzyjało doskonaleniu warsztatu: eksperymentowaniu z różnorodnymi formami wypowiedzi artystycznej, a przede wszystkim badaniu granic medium.
Przyczyniło się to do nobilitacji tkaniny artystycznej i podniesienia jej do rangi sztuki czystej, a więc takiej, która przestała być podporządkowana celom czysto utylitarnym. W tym procesie niezwykle istotna była właśnie twórczość Magdaleny Abakanowicz.
Artystka, odcinając się od tradycji, tworzyła „tkaniny jutra”, odrzucając użytkowy charakter gobelinu. „Od czasów Zygmunta Augusta, który sprowadził arrasy, do niedawna w tej dziedzinie mieliśmy niewiele do powiedzenia. Obecnie można powiedzieć, że przeżywamy rozkwit” – mówiła, przyrównując swoje dzieła do królewskich tkanin.
W czasach, gdy jej sztuka dojrzewała, arrasy wracały właśnie po wojennej tułaczce do kraju. Ich obecność w polskiej świadomości mogła stać się dla artystki punktem odniesienia, impulsem do podjęcia dialogu między dawnym a współczesnym rozumieniem tkaniny. To właśnie ten dialog stanowił punkt wyjścia dla nas – kuratorów wystawy.

Nowe życie
Zaproponowaliśmy spotkanie tradycji z nowoczesnością, w którym arrasy, pełne symboliki i podporządkowane estetyce dworskiej, zestawione zostają z organicznymi, monumentalnymi, trójwymiarowymi abakanami, ukazując ewolucję podejścia do materii, formy i funkcji tkaniny. Jesteśmy świadkami podróży: od dekoracji podporządkowanej architekturze po autonomiczną rzeźbę czy instalację.
Co istotne, ekspozycja skupia się na trzech etapach twórczości Abakanowicz: wychodząc od płaskich, jeszcze tradycyjnych tkanin, prowadzi przez formy bardziej przestrzenne, aż po monumentalne dzieła, które „schodzą ze ścian” i zaczynają żyć własnym rytmem.
Wczesne prace, jak „Anita” (1965) czy „Dorota III” (1965), ujawniają rodzącą się potrzebę trójwymiarowości. Choć na płaskiej powierzchni, sploty zdają się już uciekać z płaszczyzny, a nieregularność faktury ożywia tkankę dzieła. W zestawieniu z bogactwem wawelskich wnętrz stają się one odbiciem organicznej natury – żyjącej, poruszającej się wraz z powietrzem, oddychającej. Abakany zdają się „żywymi organizmami”, zapraszającymi do intymnego doświadczenia, pobudzają pracę pamięci i emocje.
Na ekspozycji znalazły się też czarne tkaniny z lat 70. – „Black Garment 8” (1977), „Abakan Ètroit” (1970) czy „Abakan with Ropes” (1970). Zawieszone pomiędzy oknami, w kontraście do pełnych barw werdiur o krajobrazowo-zwierzęcej tematyce, tworzą wizję kosmicznej przestrzeni. Dla artystki czerń była nie barwą żałoby, lecz tajemnicy. „Czarne tkaniny są abstrakcyjne, stanowią fragmentaryczny absolut, który wypełnia i otacza salę” – pisała. To przestrzeń ciszy i skupienia, w której człowiek staje się częścią wszechświata, zanurzony w jego nieskończoności.
Kulminacją wystawy są wielkoformatowe abakany – „Red-Brown” (1969), „Lady” (ok. 1970-1980) czy „Orange with Black” (ok. 1970-1980). Wysokie na kilka metrów, miękkie i jednocześnie monumentalne, tworzą wokół widza swoisty kokon. „Tworzyły monumenty i przestrzenie rzeczywiste, magiczne wnętrza otwarte na penetrację” – wspominała Abakanowicz. Te organiczne formy, o barwach ziemi i ognia, przypominają żywioły: ziemię, ogień, powietrze.

Faktura i temperatura
Sztuka Abakanowicz jest jednocześnie potężna i delikatna. Opowiada o przemocy i bezpieczeństwie, potrzebie schronienia. „We wszystkim, co tworzę, to, co trwa i jest potrzebą stałą, to poszukiwanie i ujawnianie tajemnic, także tych tkwiących w strukturze będącej fenomenem łączącym wszystko, co organiczne na naszej planecie” – przyznawała artystka. Jej tkaniny są zapisem duchowego doświadczenia, próbą uchwycenia tego, co niewidzialne, wyobrażone, intuicyjnie odczuwalne.
Tworząc, artystka sięgała po nietypowe materiały – jutę, sizal, końskie włosie, sznurki. „Nie lubię ani zasad, ani instrukcji – tych wrogów wyobraźni. Korzystam z techniki tkania, przystosowując ją do własnych idei” – mówiła. Każdy abakan był dla niej eksperymentem, nowym początkiem. Odrzucała powtarzalność, traktując ją jako zaprzeczenie twórczego poznania, co widoczne jest także w dziełach prezentowanych na wawelskiej ekspozycji.
Szczególne znaczenie w jej sztuce miał dotyk – zarówno w procesie tworzenia, jak i w odbiorze dzieła. „Dotykam i dowiaduję się o temperaturze... Jaka jest naprawdę? Nie dotknąwszy, nie wiem” – pisała. Dla Abakanowicz dotykanie było sposobem poznania świata, jego faktury i prawdy. Artystka potrafiła wytworzyć iluzję zmysłowego doświadczenia – wyobrażeniowego dotyku, który uruchamia pamięć i emocje.

Kształt pustki
I choć w muzeum bezpośredni kontakt z tkaniną jest niemożliwy, wyciszona Sala Senatorska staje się przestrzenią sacrum, miejscem kontemplacji i spotkania ze sztuką współczesną. W tej ciemnej przestrzeni, wśród pulsujących tkanin pochodzących z dwóch różnych światów, odbiorca staje się częścią opowieści. Nić, która łączy przeszłość z teraźniejszością, prowadzi ku poznaniu samego siebie. Miękkie, drgające formy dominują nad otoczeniem, ale zarazem otulają widza, pozwalając mu się w nich „schować”. Artystka pragnęła, by odbiorca uczestniczył w dziele – „by wszedł w porowatość tkanego materiału tak głęboko, by mógł się w nim niemal schować”.
Abakanowicz traktowała wystawy jak samodzielne dzieła sztuki. Z niezwykłą precyzją aranżowała przestrzeń, dbając o światło i proporcje. „Odbieram przestrzeń sal wystawowych jako pustkę o nadanym kształcie. Wbudowuję w nią różne obiekty, aby osiągnąć jak najwyższy poziom napięć” – opowiadała. Na Wawelu napięcie to osiągnięto poprzez wprowadzenie abakanów w istniejącą już przestrzeń ekspozycyjną i muzealną, tworząc dialog między dawnym i nowym, królewskim i współczesnym, dekoracyjnym i surowym.
Dr Bogumiła Wiśniewska, Natalia Koziara-Ochęduszko, Andrzej Szczepaniak – kuratorzy wystawy „Abakanowicz. Bez reguł. Arrasy i abakany na Wawelu”, otwartej do 6 stycznia 2026 r.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














