Na Zamku Królewskim w Warszawie obrazy czterdziestoletniego Łukasza Stokłosy zawisły obok dzieł Jana Matejki. Inne prace artysty można znaleźć w apartamentach Stanisława Augusta Poniatowskiego. Nie jest to pierwszy taki przypadek: w ubiegłym roku prace tego samego malarza oglądaliśmy na Wawelu.
To nie tylko polska moda. W paryskim Luwrze wystawiono obrazy Marlene Dumas, artystki urodzonej w RPA w roku 1953, mieszkającej na stałe w Holandii. Dumas została tym samym pierwszą współczesną malarką, której prace włączono do stałej kolekcji tego muzeum, zasadniczo prezentującego sztukę powstałą do połowy XIX stulecia. W zeszłym roku Luwr nabył także pierwszą pracę wideo – dzieło urodzonego w Algierii w 1978 r. Mohameda Bourouissy.
Legendarne francuskie muzeum nie jest jedynym, które od pewnego czasu coraz odważniej prezentuje współczesną twórczość. Od lat robi to na przykład Pałac w Wersalu. Emocje, a nawet mały skandal, wywołało pokazanie w nim prac Jeffa Koonsa, jednej z ikon współczesnej sztuki. Potem przyszła kolej na ekspozycje innych topowych postaci, takich jak Takashi Murakami, Joana Vasconcelos czy Anish Kapoor.
Z kolei w 2022 r. obrazy Anselma Kiefera zapełniły Salę dello Scrutinio weneckiego Pałacu Dożów. Specjalnie z tej okazji namalowane, weszły w dialog z historycznym dziełami Tintoretta czy Palmy młodszego, które od wieków zdobią jedno z najpiękniejszych wnętrz tej rezydencji. A dwa lata później prace głośnego niemieckiego malarza wypełniły florenckie Palazzo Strozzi.
Sztuka współczesna na Wawelu: czy na dzieła z XX wieku jest tam miejsce?
Polskie muzea mieszczące się w historycznych zamkach czy pałacach wydają się na razie bardziej zachowawcze. A przynajmniej tak są postrzegane. A przecież już w latach 60. wykonano wyposażenie kilku wawelskich pomieszczeń według projektu prof. Mariana Sigmunda – zachowane do dziś meble są bardzo cennym przykładem designu tego czasu. Organizowano też wystawy aktualnie powstającej sztuki, a nawet nabyto obrazy Tadeusza Brzozowskiego, Jerzego Nowosielskiego i Jonasza Sterna (choć przez lata ich nie prezentowano).
Dopiero po latach Wawel nam o nich przypomniał. To jednak nie wszystko. Wielką, zorganizowaną w 2021 r. wystawę „Wszystkie arrasy króla” otwierała przecież instalacja wideo Mirosława Bałki oraz obraz Marcina Maciejowskiego. Trzy lata później obrazy tego ostatniego zostały skonfrontowane z wizerunkami przedstawicieli szlachty, dworzan i urzędników królewskich.
Zawieszenie prac Maciejowskiego m.in. w sali Pod Ptakami przypominało, że również sto lat temu, restaurując Wawel po zniszczeniach z czasów zaborów, zwrócono się do współczesnych artystów. Malowidła w historycznych wnętrzach wykonali m.in. Felicjan Szczęsny Kowarski, Józef Pankiewicz czy Zygmunt Waliszewski. To dziś największy zachowany zespół polskiego malarstwa monumentalnego z czasów II RP.
Wystawy ostatnio zorganizowane na Wawelu sprawiły, że ważnym stało się pytanie, czy sztuka współczesna powinna znaleźć swe stałe miejsce w rezydencji, w której przechowywane są jedne z najważniejszych historycznych i artystycznych świadectw polskiej przeszłości.
To pytanie dotyczy także innych ważnych muzeów.
Dawna twórczość we współczesnym kontekście
„Współczesna twórczość może stać się dla dzieł z przeszłości rodzajem kontrapunktu” – tłumaczył na łamach „Tygodnika Powszechnego” Andrzej Betlej, dyrektor Wawelu. Wypowiedź towarzyszyła zorganizowanej w krakowskiej rezydencji indywidualnej wystawie Łukasza Stokłosy.
Niedługo potem w Sali Senatorskiej znalazła się ekspozycja „Abakanowicz. Bez reguł”, w której abakany zestawiono z arrasami z kolekcji Zygmunta Augusta. Dzieła artystki zawisły obok werdiur o tematyce animalistycznej i pejzażowej. Na wystawie znalazła się też monumentalna tapiseria „Bóg błogosławi rodzinę Noego”.
Wystawa na Wawelu po raz pierwszy zestawiała abakany z wybitnymi przykładami tkactwa z przeszłości. Pozwalała odmiennie spojrzeć na dzieła Magdaleny Abakanowicz, zobaczyć je w innym, niecodziennym kontekście. Jednak, co chyba najważniejsze, dała nam szansę inaczej spojrzeć też na renesansowe arrasy.
W tym roku Wawel będzie kontynuował swój dialog z aktualną twórczością. W kwietniu w zamkowych ogrodach będzie prezentowana praca Joanny Rajkowskiej. Po dzieła współczesnych artystek i artystów coraz częściej sięgają także Łazienki Królewskie w Warszawie. W królewskim parku można było oglądać m.in. rzeźby amerykańskiej artystki o polsko-ukraińskich korzeniach Ursuli von Rydingsvärd. Obecnie zaś w Pałacu Myślewickim prezentowany jest obraz popularnej na świecie malarki Ewy Juszkiewicz „Bez tytułu (Za Abrahamem van den Templem)”.
Jak współcześni artyści wypełnili pustkę po zniszczonych dziełach Bacciarellego
Jednym z najwspanialszych wnętrz w Pałacu na Wyspie była Sala Salomona. Zapełniały ją powstałe w latach 1788-1793 obrazy Marcella Bacciarellego przedstawiające historię biblijnego króla. Jej program wpisywał się w kreowany przez Stanisława Augusta Poniatowskiego wizerunek roztropnego władcy, który w swej polityce odwołuje się do kluczowych postaci z historii.
Niestety w 1944 r. Niemcy podpalili pałac. Po wojnie salę starannie odnowiono, jednak nie zdecydowano się za rekonstrukcję zniszczonych w płomieniach dzieł Bacciarellego. Sala Salomona pozostała jedynie bogatą oprawą nieistniejących malowideł. Ich rekonstrukcja byłaby zresztą bardzo trudna. Pokazuje to przykład plafonu Sali Balowej Zamku Królewskiego, także autorstwa Bacciarellego – zdecydowano się na jego odtworzenie, ale efekt tej pracy jest bardziej niż kontrowersyjny.
W przypadku Sali Salomona sięgnięto wiele lat później po nieoczywisty ruch: poproszono współczesnych artystów i artystki, by wypełniły pustą przestrzeń po obrazach. Pierwszym artystą, który odpowiedział na zaproszenie, jest urodzony w 1975 r. Nicolas Grospierre. Wykorzystał on heliogramię, mało znaną technikę fotograficzną, w której obraz powstaje bez użycia aparatu, filmu i papieru. To promienie słoneczne „rysują” kształty na aksamicie.
W ten sposób powstały dwa abstrakcyjne obrazy, jeden utrzymany w ciepłych, drugi w zimnych barwach – oba nieoczywiste, tajemnicze. Przypominające o trwałości i przemijaniu świata.
Kontrowersje wokół obecności sztuki współczesnej w historycznych wnętrzach
„Lśnienie” Łukasza Stokłosy na Zamku Królewskim w Warszawie to z kolei dialog z przeszłością. Przede wszystkim z malarstwem historycznym, które od wieków było obecne w tych wnętrzach, a dzisiaj w znacznej mierze określa jego tożsamość jako „świątyni pamięci i nieśmiertelnej chwały”.
Nie jest to klasyczna wystawa obywająca się w wydzielonej części rezydencji. Obrazy Łukasza Stokłosy „zainfekowały” apartamenty królewskie i sale matejkowskie. Znalazły się obok klasycznych, niekiedy ikonicznych dzieł, jak „Batory pod Pskowem” i „Konstytucja 3 maja”.
Część zwiedzających może być nawet zaskoczona wystawieniem sztuki współczesnej akurat w tych wnętrzach. U niektórych sprzeciw wywołuje sam pomysł jej obecności w królewskiej rezydencji, co pokazywały komentarze w mediach społecznościowych.

A jednocześnie twórczość Stokłosy jest przecież dość „bezpiecznym” wyborem, bo wydaje się wręcz demonstracyjnie nienowoczesna. Zanurzona w tradycji, nieustająco odwołująca się do przeszłości i jej materialnych świadectw, ale też do pamięci historycznej. Historia jest zawsze „rekonstrukcją tego, czego już nie ma” – podkreślał wybitny francuski historyk Pierre Nora. Odtwarzaniem ułomnym, problematycznym, tworzonym z resztek tego, co pozostało. Stokłosa od dawna przygląda się pozostałościom przeszłości. W przypadku obrazów pokazanych na „Lśnieniu” szczególnie związanych z władzą i jej splendorem.
Na płótnach widzimy wnętrza, pejzaże, pojedyncze przedmioty. Zanurzone w mroku, czasami rozmyte, niczym uchwycone w przelocie kadru. Wyglądają, jakby były jedynie niepewnym wspomnieniem tego, co artysta zobaczył. I, co najważniejsze, ludzie są w nich zazwyczaj nieobecni. Wnętrza zostały opuszczone, a przedmioty porzucone.
Tym bardziej uderzające jest zestawienie jego obrazów z tym, co na stałe eksponuje Zamek Królewski. Te nieoczywiste sąsiedztwa mogą wymuszać pytania o to, czym dla nas jest przeszłość przedstawiana na obrazach współczesnego malarza. Przede wszystkim zaś zachęca do pytań o nasz stosunek do historii, która bywała tutaj bardzo różnie opowiadana.
Nicolas Grospierre, Heliogramy w Sali Salomona. W poszukiwaniu światła, Warszawa, Łazienki Królewskie, czynna do 30 sierpnia
Łukasz Stokłosa. Lśnienie, Warszawa, Zamek Królewski, wystawa czynna do 31 października
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















