Sztuka współczesna coraz częściej wkracza do historycznych wnętrz

Współczesność wkracza do królewskich rezydencji oraz muzeów poświęconych dziełom powstałym przed wiekami. Czy sztuka dawnych mistrzów nam nie wystarcza?
Czyta się kilka minut
Nicolas Grospierre, „Heliogramy w Sali Salomona. W poszukiwaniu światła”, Łazienki Królewskie w Warszawie // materiały prasowe
Nicolas Grospierre, „Heliogramy w Sali Salomona. W poszukiwaniu światła”, Łazienki Królewskie w Warszawie // materiały prasowe

Na Zamku Królewskim w Warszawie obrazy czterdziestoletniego Łukasza Stokłosy zawisły obok dzieł Jana Matejki. Inne prace artysty można znaleźć w apartamentach Stanisława Augusta Poniatowskiego. Nie jest to pierwszy taki przypadek: w ubiegłym roku prace tego samego malarza oglądaliśmy na Wawelu

To nie tylko polska moda. W paryskim Luwrze wystawiono obrazy Marlene Dumas, artystki urodzonej w RPA w roku 1953, mieszkającej na stałe w Holandii. Dumas została tym samym pierwszą współczesną malarką, której prace włączono do stałej kolekcji tego muzeum, zasadniczo prezentującego sztukę powstałą do połowy XIX stulecia. W zeszłym roku Luwr nabył także pierwszą pracę wideo – dzieło urodzonego w Algierii w 1978 r. Mohameda Bourouissy.

Legendarne francuskie muzeum nie jest jedynym, które od pewnego czasu coraz odważniej prezentuje współczesną twórczość. Od lat robi to na przykład Pałac w Wersalu. Emocje, a nawet mały skandal, wywołało pokazanie w nim prac Jeffa Koonsa, jednej z ikon współczesnej sztuki. Potem przyszła kolej na ekspozycje innych topowych postaci, takich jak Takashi Murakami, Joana Vasconcelos czy Anish Kapoor. 

Z kolei w 2022 r. obrazy Anselma Kiefera zapełniły Salę dello Scrutinio weneckiego Pałacu Dożów. Specjalnie z tej okazji namalowane, weszły w dialog z historycznym dziełami Tintoretta czy Palmy młodszego, które od wieków zdobią jedno z najpiękniejszych wnętrz tej rezydencji. A dwa lata później prace głośnego niemieckiego malarza wypełniły florenckie Palazzo Strozzi.

Sztuka współczesna na Wawelu: czy na dzieła z XX wieku jest tam miejsce?

Polskie muzea mieszczące się w historycznych zamkach czy pałacach wydają się na razie bardziej zachowawcze. A przynajmniej tak są postrzegane. A przecież już w latach 60. wykonano wyposażenie kilku wawelskich pomieszczeń według projektu prof. Mariana Sigmunda – zachowane do dziś meble są bardzo cennym przykładem designu tego czasu. Organizowano też wystawy aktualnie powstającej sztuki, a nawet nabyto obrazy Tadeusza Brzozowskiego, Jerzego Nowosielskiego i Jonasza Sterna (choć przez lata ich nie prezentowano). 

Dopiero po latach Wawel nam o nich przypomniał. To jednak nie wszystko. Wielką, zorganizowaną w 2021 r. wystawę „Wszystkie arrasy króla” otwierała przecież instalacja wideo Mirosława Bałki oraz obraz Marcina Maciejowskiego. Trzy lata później obrazy tego ostatniego zostały skonfrontowane z wizerunkami przedstawicieli szlachty, dworzan i urzędników królewskich.

Zawieszenie prac Maciejowskiego m.in. w sali Pod Ptakami przypominało, że również sto lat temu, restaurując Wawel po zniszczeniach z czasów zaborów, zwrócono się do współczesnych artystów. Malowidła w historycznych wnętrzach wykonali m.in. Felicjan Szczęsny Kowarski, Józef Pankiewicz czy Zygmunt Waliszewski. To dziś największy zachowany zespół polskiego malarstwa monumentalnego z czasów II RP. 

Wystawy ostatnio zorganizowane na Wawelu sprawiły, że ważnym stało się pytanie, czy sztuka współczesna powinna znaleźć swe stałe miejsce w rezydencji, w której przechowywane są jedne z najważniejszych historycznych i artystycznych świadectw polskiej przeszłości. 

To pytanie dotyczy także innych ważnych muzeów

Dawna twórczość we współczesnym kontekście

„Współczesna twórczość może stać się dla dzieł z przeszłości rodzajem kontrapunktu” – tłumaczył na łamach „Tygodnika Powszechnego” Andrzej Betlej, dyrektor Wawelu. Wypowiedź towarzyszyła zorganizowanej w krakowskiej rezydencji indywidualnej wystawie Łukasza Stokłosy. 

Niedługo potem w Sali Senatorskiej znalazła się ekspozycja „Abakanowicz. Bez reguł”, w której abakany zestawiono z arrasami z kolekcji Zygmunta Augusta. Dzieła artystki zawisły obok werdiur o tematyce animalistycznej i pejzażowej. Na wystawie znalazła się też monumentalna tapiseria „Bóg błogosławi rodzinę Noego”.

Wystawa na Wawelu po raz pierwszy zestawiała abakany z wybitnymi przykładami tkactwa z przeszłości. Pozwalała odmiennie spojrzeć na dzieła Magdaleny Abakanowicz, zobaczyć je w innym, niecodziennym kontekście. Jednak, co chyba najważniejsze, dała nam szansę inaczej spojrzeć też na renesansowe arrasy. 

W tym roku Wawel będzie kontynuował swój dialog z aktualną twórczością. W kwietniu w zamkowych ogrodach będzie prezentowana praca Joanny Rajkowskiej. Po dzieła współczesnych artystek i artystów coraz częściej sięgają także Łazienki Królewskie w Warszawie. W królewskim parku można było oglądać m.in. rzeźby amerykańskiej artystki o polsko-ukraińskich korzeniach Ursuli von Rydingsvärd. Obecnie zaś w Pałacu Myślewickim prezentowany jest obraz popularnej na świecie malarki Ewy Juszkiewicz „Bez tytułu (Za Abrahamem van den Templem)”. 

Jak współcześni artyści wypełnili pustkę po zniszczonych dziełach Bacciarellego

Jednym z najwspanialszych wnętrz w Pałacu na Wyspie była Sala Salomona. Zapełniały ją powstałe w latach 1788-1793 obrazy Marcella Bacciarellego przedstawiające historię biblijnego króla. Jej program wpisywał się w kreowany przez Stanisława Augusta Poniatowskiego wizerunek roztropnego władcy, który w swej polityce odwołuje się do kluczowych postaci z historii. 

Niestety w 1944 r. Niemcy podpalili pałac. Po wojnie salę starannie odnowiono, jednak nie zdecydowano się za rekonstrukcję zniszczonych w płomieniach dzieł Bacciarellego. Sala Salomona pozostała jedynie bogatą oprawą nieistniejących malowideł. Ich rekonstrukcja byłaby zresztą bardzo trudna. Pokazuje to przykład plafonu Sali Balowej Zamku Królewskiego, także autorstwa Bacciarellego – zdecydowano się na jego odtworzenie, ale efekt tej pracy jest bardziej niż kontrowersyjny.

W przypadku Sali Salomona sięgnięto wiele lat później po nieoczywisty ruch: poproszono współczesnych artystów i artystki, by wypełniły pustą przestrzeń po obrazach. Pierwszym artystą, który odpowiedział na zaproszenie, jest urodzony w 1975 r. Nicolas Grospierre. Wykorzystał on heliogramię, mało znaną technikę fotograficzną, w której obraz powstaje bez użycia aparatu, filmu i papieru. To promienie słoneczne „rysują” kształty na aksamicie. 

W ten sposób powstały dwa abstrakcyjne obrazy, jeden utrzymany w ciepłych, drugi w zimnych barwach – oba nieoczywiste, tajemnicze. Przypominające o trwałości i przemijaniu świata.

Kontrowersje wokół obecności sztuki współczesnej w historycznych wnętrzach

„Lśnienie” Łukasza Stokłosy na Zamku Królewskim w Warszawie to z kolei dialog z przeszłością. Przede wszystkim z malarstwem historycznym, które od wieków było obecne w tych wnętrzach, a dzisiaj w znacznej mierze określa jego tożsamość jako „świątyni pamięci i nieśmiertelnej chwały”. 

Nie jest to klasyczna wystawa obywająca się w wydzielonej części rezydencji. Obrazy Łukasza Stokłosy „zainfekowały” apartamenty królewskie i sale matejkowskie. Znalazły się obok klasycznych, niekiedy ikonicznych dzieł, jak „Batory pod Pskowem” i „Konstytucja 3 maja”. 

Część zwiedzających może być nawet zaskoczona wystawieniem sztuki współczesnej akurat w tych wnętrzach. U niektórych sprzeciw wywołuje sam pomysł jej obecności w królewskiej rezydencji, co pokazywały komentarze w mediach społecznościowych. 

Łukasz Stokłosa „Lśnienie”, Zamek Królewski w Warszawie // materiały prasowe

A jednocześnie twórczość Stokłosy jest przecież dość „bezpiecznym” wyborem, bo wydaje się wręcz demonstracyjnie nienowoczesna. Zanurzona w tradycji, nieustająco odwołująca się do przeszłości i jej materialnych świadectw, ale też do pamięci historycznej. Historia jest zawsze „rekonstrukcją tego, czego już nie ma” – podkreślał wybitny francuski historyk Pierre Nora. Odtwarzaniem ułomnym, problematycznym, tworzonym z resztek tego, co pozostało. Stokłosa od dawna przygląda się pozostałościom przeszłości. W przypadku obrazów pokazanych na „Lśnieniu” szczególnie związanych z władzą i jej splendorem.  

Na płótnach widzimy wnętrza, pejzaże, pojedyncze przedmioty. Zanurzone w mroku, czasami rozmyte, niczym uchwycone w przelocie kadru. Wyglądają, jakby były jedynie niepewnym wspomnieniem tego, co artysta zobaczył. I, co najważniejsze, ludzie są w nich zazwyczaj nieobecni. Wnętrza zostały opuszczone, a przedmioty porzucone.

Tym bardziej uderzające jest zestawienie jego obrazów z tym, co na stałe eksponuje Zamek Królewski. Te nieoczywiste sąsiedztwa mogą wymuszać pytania o to, czym dla nas jest przeszłość przedstawiana na obrazach współczesnego malarza. Przede wszystkim zaś zachęca do pytań o nasz stosunek do historii, która bywała tutaj bardzo różnie opowiadana. 

Nicolas Grospierre, Heliogramy w Sali Salomona. W poszukiwaniu światła, Warszawa, Łazienki Królewskie, czynna do 30 sierpnia

Łukasz Stokłosa. Lśnienie, Warszawa, Zamek Królewski, wystawa czynna do 31 października

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 14/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Światło i lśnienie