Reguły są wrogami wyobraźni, także na Wawelu

Andrzej Betlej, dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu: Nasza publiczność nie musi oglądać wciąż tego samego. Znajdujemy sposoby na dotarcie do osób, które do tej pory tylko raz czy dwa razy w życiu były na Zamku.
Czyta się kilka minut
Wystawa „Elegie. Łukasz Stokłosa. Malarstwo", Zamek Królewski na Wawelu // Fot. Adam Golec / ZKnW
Wystawa „Elegie. Łukasz Stokłosa. Malarstwo", Zamek Królewski na Wawelu // Fot. Adam Golec / ZKnW

Piotr Kosiewski: Niedawno na Wawelu otwarto wystawę Łukasza Stokłosy. Dlaczego w rezydencji królewskiej pokazywać dzieła niespełna 40-letniego malarza?

Andrzej Betlej: Zamek jest muzeum-rezydencją. Pomnikiem historii i miejscem szczególnym dla naszego dziedzictwa. To wszystko wielkie słowa, ale trzeba o tej szczególnej roli Wawelu nieustannie przypominać. Jest to też jednak muzeum, które posiada bogate zbiory sztuki dawnej. A współczesna twórczość może stać się dla nich rodzajem kontrapunktu…

…lub komentarza.

Sztuka współczesna mówi o tych samych kwestiach, co sztuka dawna, ale dzisiejszym językiem. Jej pokazywanie na Wawelu nie jest zresztą nową ideą. Za czasów prof. Jerzego Szabłowskiego, kierującego muzeum od 1952 r. przez blisko 40 lat, odbywały się tu wystawy pokazujące Wawel we współczesnym malarstwie i grafice współczesnej. 

Jego następca, prof. Jan Ostrowski, zorganizował wystawę prac Edwarda Dwurnika. Jednak – i to jest rzeczywiście nowość – tym razem pokazujemy aktualnie powstającą twórczość we wnętrzach zamkowych: w reprezentacyjnych pokojach drugiego piętra. Chcemy w ten sposób podkreślić, że sztuka, dawna czy współczesna, tak naprawdę jest jedna.

Jest jeszcze jeden ważny aspekt: poprzez tę twórczość chcemy przyciągnąć nową publiczność, pokazując, że Wawel, jak mówi inny współczesny artysta, Marcin Maciejowski, jest „żywym” pretekstem i powodem, rezonuje z otaczającą nas rzeczywistością.

Jednocześnie pokazujecie twórczość osadzoną głęboko w przeszłości, nie tylko sztuki.

Obrazy Łukasza Stokłosy są dziełami wyjątkowymi. Pokazują bardzo dobry warsztat malarski, a jednocześnie odnoszą się do historii monarchii w nowożytnej Europie. Opowiadają o niej poprzez przedmioty czy miejsca związane z dawnymi władcami. W sposób niezwykły: elegijny. To obrazy przeznaczone do kontemplacji.

Wspomniał Pan o przyciągnięciu nowej publiczności. W ubiegłym roku Zamek zwiedziła rekordowa liczba ponad 3 mln osób. Czy zwiększanie publiczności nie grozi zabytkowi oraz zgromadzonym w nim dziełom sztuki?

Od dwóch-trzech lat bardzo starannie monitorujemy obecność turystów na Wzgórzu i w samym Zamku. Wiemy, kiedy przychodzą i gdzie przebywają. Ile czasu u nas spędzają. Dlatego mamy wiedzę pozwalającą odpowiedzialnie powiedzieć, gdzie i kiedy możemy pozwolić sobie na przyjęcie większej, a kiedy mniejszej liczby osób, by móc spełnić wszystkie wymagania związane z wymogami konserwatorskimi, przepisami BHP etc.

Wawel, ale też cały Kraków musi sobie poradzić z problemem masowej turystyki. Zdajemy sobie sprawę, że obecnie nie jesteśmy w stanie zagospodarować czasu wszystkich osób chcących nas odwiedzić. Dlatego mocno rozbudowujemy wystawy stałe, tworząc nowe przestrzenie i tym samym dać zwiedzającym więcej możliwości.

I zerwać z tradycją muzeum, które zwiedza się raz, najwyżej dwa razy w życiu? 

Staramy się zaoferować odbiorcom, zwłaszcza mieszkającym lub studiującym w Krakowie, nowe doznania muzealne. Temu służą wystawy czasowe, dyskusje czy festiwale. Bardzo się cieszę, słysząc od dawno niewidzianych osób, że po 30 latach ponownie byli na Wawelu. Mówią mi: zrobiliście fajne rzeczy, to coś całkowicie nowego i angażującego.

Muszę podkreślić, że te zmiany to zasługa całego zespołu pracującego w muzeum. To wyjątkowi specjaliści. Doskonale znają zbiory, a jednocześnie potrafią znaleźć sposoby na dopełnienie tego, co pokazujemy w zamkowych salach. Sztuka współczesna daje tu ogromne możliwości, które zaczęliśmy, ostrożnie, wykorzystywać.

Zorganizowaną w 2021 r. wielką wystawę „Wszystkie arrasy króla” otwierał obraz Marcina Maciejowskiego oraz instalacja wideo Mirosława Bałki, a także jego artystyczna interwencja w architektoniczną przestrzeń dziedzińca arkadowego. W 2023 r. na zewnętrznym dziedzińcu Zamku ustawiliśmy wielką instalację Kingi Nowak „Wyspia”, zainspirowaną twórczością Stanisława Wyspiańskiego. Była ona nieoczywistą zapowiedzią otwartej w kolejnym roku wystawy autora „Wesela”. 

Wreszcie, zaczęliśmy wprowadzać współczesną twórczość – jako rodzaj interwencji – do historycznych wnętrz. Pojawiły się w nich obrazy Maciejowskiego i Stokłosy. Wszystkie te działania były rodzajem gry z widzem, ale tak naprawdę pozwały wprowadzać dodatkowe konteksty do tego, co pokazujemy na naszych stałych ekspozycjach.

Wawel należy do grupy kilku muzeów w Polsce, które mają zapewnioną bardzo liczną publiczność: ze względu na swoją historię, rangę i rozpoznawalność. Jakie funkcje dziś ma pełnić Wawel poza byciem narodowym pomnikiem, miejscem edukacji czy atrakcją turystyczną?

Chcemy, by był miejscem żyjącym. Oznacza to, że w programie wystawienniczym nie koncentrujemy się wyłącznie na jednym czy dwóch tematach, lecz znajdujemy sposoby – przez odpowiedni dobór problematyki na wystawach czasowych etc. – na dotarcie do osób, które do tej pory tylko raz czy dwa razy w życiu były na Zamku.

Dlaczego obok portretu Anny Jagiellonki nie zawiesić infantki Tadeusza Kantora? Oba dzieła reprezentują podobny sposób myślenia o sztuce. W ten sposób można pokazać jedność sztuki, mimo wszystkich jej odmienności. 

Wiele muzeów, zwłaszcza historycznych, organizuje wystawy czasowe, które przez swą atrakcyjność, nazwiska artystów czy modę mają przede wszystkim przyciągnąć publiczność. Bez zwracania uwagi na tożsamość miejsca, jego przeszłość.

Uważam, że można godzić obie potrzeby: zachować własną tożsamość i przyciągnąć odbiorców. Możemy pokazywać własną przeszłość, a jednocześnie mówić w sposób atrakcyjny i zrozumiały dla zwiedzających. Przygotowujemy teraz wystawę poświęconą Annie Jagiellonce. Chcemy pokazać w 2026 r. jej rolę historyczną jako kobiety, ale interpretować ją ze współczesnej perspektywy.

Nie ograniczamy się jednak do wystaw czasowych. Właśnie otwieramy ekspozycję stałą poświęconą wawelskiemu miasteczku. Na dziedzińcu przedzamkowym były kiedyś zabudowania, stały dwa kościoły, były ulice z kamienicami. Mieszkali tu dworzanie, bawiły się ich dzieci. 

Wystawa „Miasteczko wawelskie”, Zamek Królewski na Wawelu // Fot. Jeremi Dobrzański / ZKnW

Chcemy opowiedzieć o tym zwyczajnym Wawelu – ludziach żyjących w cieniu Zamku, o których nikt wcześniej nie opowiadał. A jednym z elementów tej wystawy będzie praca Agaty Kus. Uzupełniamy historyczną opowieść o sztukę współczesną, bo ona może pomóc dzisiejszemu widzowi zrozumieć przeszłość, zachęca do stawiania pytań i odkrywania odpowiedzi. Nie chcę odwoływać się do popularnego storytellingu, ale wystawa jest udana, jeżeli potrafi o czymś dobrze opowiedzieć.

Agnieszka Morawińska, była dyrektorka Muzeum Narodowego w Warszawie, mówiła, że program muzeum narodowego musi być eklektyczny, bo tylko w ten sposób da możliwość oglądania siebie, swej przeszłości i teraźniejszości z różnych perspektyw. Wawel jest muzeum o randze narodowej i mam poczucie, że czasami lepiej, czasami gorzej, ale udaje się w ten sposób o sobie opowiadać.

A jaką publiczność Wawel chce przyciągnąć?

Nie ma jednego odbiorcy. Wawel jest miejscem otwartym, choć oczywiście tworzymy wystawy również dla sprofilowanych zwiedzających. Ze względu na charakterystykę naszych zbiorów jest to publiczność wykształcona, specjalistyczna, erudycyjna, której możemy pokazać większą złożoność historii i sztuki. To jedna grupa. Druga to osoby otwarte na nowe doznania, które chcą się czegoś dowiedzieć, nie mając wykształcenia z zakresu historii i historii sztuki. My nie uciekamy od naszego DNA. Nasze zbiory i ich historia nas definiują. Wszyscy wiedzą o tym, że na Wawelu jest szczerbiec, arrasy Zygmunta Augusta i głowy wawelskie. Możemy jednak opowiedzieć o ich znaczeniu, ale też sprawić, że odbiorcy będą nimi zachwyceni. Wawel daje takie możliwości. 

Wydaliśmy właśnie niezwykły utwór rysunkowo-literacki Marcina Maciejowskiego. Jest to olbrzymia 300-stronicowa książka, będąca zapisem subiektywnego odbioru tego miejsca przez jednego z najbardziej znanych artystów sztuki współczesnej. Ten artbook pokazuje, jak Wawel rezonuje, jak różnie można na niego patrzeć. Nie tylko o zachwyt tu chodzi. Sztuka współczesna pomaga nam stale się uczyć.

Coraz częściej się mówi o starzeniu się publiczności muzeów poświęconych sztuce dawnej – z wyjątkiem miejsc, które są „obowiązkowe” na turystycznych listach. Młodzi częściej wybierają miejsca ze sztuką nowoczesną i współczesną.

Pamiętam rysunek Andrzeja Mleczki, na którym padają słowa skierowane do Kazimierza Wielkiego: „Zastałeś Polskę drewnianą, Kazik, i ja cię proszę, ty nic więcej nie kombinuj”. Zrozumiała jest pokusa, by wszystko pozostało „po staremu”. 

Jeżeli jednak Wawel ma być miejscem łączącym, publiczność nie musi cały czas oglądać tego samego. Dlatego organizujemy wystawy, czasami nawet bardzo specjalistyczne, jak ubiegłoroczna, poświęcona koronacjom Sasów na Wawelu. To niewielki wycinek naszej historii, ale ta ekspozycja przyciągnęła publiczność.

Podobnie jak niedawna prezentacja prac Tadeusza Kuntzego, polskiego malarza działającego w Rzymie w 2. połowie XVIII wieku, znanego dziś przede wszystkim historykom sztuki. A jednak była oglądana. Dlaczego? Ponieważ my nie ograniczamy się do pokazywania obiektów, ale za ich pomocą opowiadamy historie.

Patrzymy na Zamek Wawelski jako na obiekt z przeszłości. Tymczasem ten, który znamy, jest dziełem dość nowym. Mam na myśli nie tylko wnętrza, bo nawet jedno z jego skrzydeł jest wynikiem przebudowy z czasów okupacji niemieckiej, a ostateczny kształt uzyskało dopiero w tym stuleciu.

Od czasu opuszczenia Wzgórza przez wojska austriackie w 1911 r. kolejne pokolenia starały się odtworzyć dawną rzeczywistość, ale ona jest jedynie przybliżonym obrazem tego, jak Wawel mógł wyglądać za czasów I Rzeczypospolitej. Ze Złotego Wieku Wawelu pozostały nam tylko niektóre obiekty z królewskiego skarbca, na czele ze szczerbcem, głowy wawelskie i oczywiście arrasy Zygmunta Augusta.

I w tym odtwarzaniu przeszłości w dwudziestoleciu wojennym ważną rolę, o czym się dziś rzadko pamięta, odegrała sztuka współczesna.

Tak, stropy wawelskie to przegląd najlepszego malarstwa tego czasu. Malowidła do nich wykonali m.in. Felicjan Szczęsny Kowarski, Józef Pankiewicz czy Zygmunt Waliszewski. Wiele rozwiązań architektonicznych w Zamku to kreacje Adolfa Szyszko-Bohusza z okresu przedwojennego.

W zbiorach wawelskich, o czym niewiele osób wie, jest także polska sztuka powojenna.

Ten zbiór ma ciekawą historię. Na Wawelu funkcjonowała instytucja Kierownictwa Odbudowy Zamku Królewskiego, która opiekowała się szeregiem obiektów, w tym zamkiem w Suchej Beskidzkiej. Prof. Szabłowski chciał w nim utworzyć galerię polskiego malarstwa. Na jej potrzeby nabył prace m.in. Janiny Kraupe-Świderskiej, Alfreda Lenicy czy Henryka Stażewskiego. W ten sposób powstała niewielka, ale podręcznikowa kolekcja naszej sztuki 2. połowy XX wieku.

W naszych zbiorach są też grafiki będące pokłosiem wspomnianych już wystaw prof. Szabłowskiego. Mamy meble wykonane dla Wawelu w latach 60. według projektu prof. Mariana Sigmunda. To bardzo cenny przykład designu tego czasu. Wreszcie, nabyte po wystawach obrazy Edwarda Dwurnika, Marcina Maciejowskiego i Łukasza Stokłosy.

W ostatnim kwartale roku planowana jest wystawa dzieł z tego zbioru.

Tak. I będzie miała prowokacyjny tytuł: „A może by coś innego?”. Ekspozycję kończyć będzie sondaż, w którym zapytamy publiczność, czy Wawel ma zbierać sztukę współczesną.

Wcześniej odbędzie się podwójna wystawa Magdaleny Abakanowicz. Od kwietnia jej rzeźby można oglądać w ogrodach zamkowych. Jesienią abakany zostaną zawieszone w zamkowych salach.

Co najważniejsze, pokażemy je obok wawelskich arrasów. Abakanowicz świadomie odwoływała się do tradycji dawnych wielkich tapiserii. Tymczasem nikt nie pokazał dotąd jej dzieł w tym kontekście. Znaczący jest też tytuł wystawy, będący cytatem z artystki: „Bez reguł”. Rzeźbiarka powiedziała w jednym z wywiadów: „Nie lubię reguł. Są wrogami wyobraźni”. Ależ otwierające stwierdzenie, prawda? Te wystawy są dla nas jak eksperyment, ale tylko w ten sposób będziemy mogli nadać Wawelowi nowe znaczenia. Dla dobra tego miejsca.

Prof. dr hab. Andrzej Betlej, dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu // Fot. Fot. Jeremi Dobrzański / ZKnW

Prof. Andrzej Betlej jest historykiem sztuki. Dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu, wykładowca w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 2016-2019 dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 19/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Wawel inaczej