Dekada po „Damy radę” Angeli Merkel. Czy Palestynka z Libanu dała radę w Niemczech

Późnym latem 2015 roku w Europie zaczął się wielki kryzys migracyjny. W kolejnych latach przybyły tutaj następne setki tysięcy uchodźców i migrantów. Wśród nich ona: 17-letnia Bajan, Palestynka z Libanu.
z Magdeburga
Czyta się kilka minut
22-letnia dzisiaj Bajan w Hamburgu, sierpień 2025 r. // Fot. Archiwum prywatne
22-letnia dzisiaj Bajan w Hamburgu, sierpień 2025 r. // Fot. Archiwum prywatne

Bajan ma dziś 22 lata i studiuje architekturę na uniwersytecie w niemieckim Brunszwiku. Tak, jak marzyła w dzieciństwie. Właśnie zaczęła trzeci rok, do końca licencjatu zostały jej dwa semestry.

Przeszła długą drogę, odkąd przybyła do Niemiec w 2020 r., w wieku 17 lat. Na fali tego, co dziś złowrogo nazywa się w Europie wielkim kryzysem migracyjnym. – Wtedy myślałam, że trafiliśmy do raju – mówi mi Bajan. – Ale to, co zastaliśmy, nie miało z rajem nic wspólnego.

Gdy zaczynała studia, marzyła, by zostać drugą Zahą Hadid. To najsłynniejsza architektka w świecie arabskim, która zyskała sławę w męskim świecie, zdobywczyni światowych nagród i autorka ikonicznych budowli. Idolka dla młodej, ambitnej Palestynki.

Bajan dorastała w Szatili, palestyńskim obozie w Libanie

Bajan wcześnie zapoznała się z architekturą, szczególną. Gdy miała osiem lat, wraz z rodzicami – palestyńskimi bezpaństwowcami z Syrii – uciekła do sąsiedniego Libanu, szukając schronienia przed wojną. Jak wielu Palestyńczyków, osiedlili się w Szatili – jednym z tuzina oficjalnych obozów, które funkcjonują w Libanie od 1948 r., gdy izraelskie wojska wypędziły setki tysięcy Palestyńczyków z ich domów.

Palestyńscy uchodźcy, którzy osiedlali się w Libanie, Syrii i Jordanii, próbowali odtwarzać architektoniczny układ ulic swoich miasteczek. Sąsiedzi często zamieszkiwali koło siebie, by stworzyć wrażenie ciągłości, zachować pamięć i nie stracić resztek nadziei na powrót. Wiele rodzin do dziś przechowuje klucze do swoich domów, których już nie ma.

W ciągu kolejnych dekad te prowizoryczne obozy przeistoczyły się w stałe struktury. Dziś są jednymi z najgęściej zaludnionych miejsc na świecie.

W takich warunkach Bajan, jej matka Najwa, jej siostry Amneh i Rawan, a także rodziny wujostwa przeżyli wiele lat. W ścisku, biedzie i lepkiej wilgoci południowego Bejrutu. To tam Bajan zamarzyła, by studiować architekturę.

Marzyła o majestatycznych budowlach, jak te Zahy Hadid. O przestrzeni, której w jej życiu było mało. O pięknie, którego w Szatili jak na lekarstwo. O godnej przyszłości. Choć Palestyńczycy są w Libanie od dekad, nie mają prawa do obywatelstwa ani do wykonywania większości lepiej płatnych zawodów. Nawet jeśli kończą dobre studia, zwykle są skazani na życie w obozie.

Rok 2015: ojciec Bajan rusza w drogę do Niemiec

Ojciec Bajan, Sulejman, wyjechał jako pierwszy. W 2015 r. za sumę 5 tys. dolarów (całe oszczędności rodziny) opłacił podróż do raju. Do lepszego życia dla swojej rodziny.

Jednak jego droga do raju nie miała w sobie nic niebiańskiego. W grupie uchodźców przebył mało popularną trasę: przez Egipt i libijską pustynię, a potem łódką przez Morze Śródziemne do Włoch. Stąd przez Austrię i Niemcy miał dotrzeć do Holandii, do dalszej rodziny.

Po miesiącu i pięciu dniach tułaczki zatrzymał się jednak w niemieckim Stuttgarcie. Tam złożył wniosek o azyl. Został skierowany do ośrodka w Magdeburgu, w byłej NRD.

Lato 2015 r. uznawane jest za początek wielkiego kryzysu migracyjnego: do Europy trafiła wtedy rekordowa liczba uchodźców i migrantów. Głównie z Syrii, ale też z Iraku, Afganistanu, Erytrei. Według UNHCR, organizacji ONZ ds. uchodźców, w 2015 r. do Europy przybyło ponad milion osób. Największa wędrówka ludzi od II wojny światowej.

Prawie 480 tys. z nich poprosiło o azyl w Niemczech (o 135 proc. więcej niż w 2014 r.; w kolejnych latach przybyły następne setki tysięcy). Ponad jedną trzecią wniosków z 2015 r. złożyli przybysze z Syrii. Wtedy to, późnym latem 2015 r., 10 lat temu, Angela Merkel wypowiedziała słynne słowa: „Damy radę”.

Rok 2018: poznaję Bajan w Libanie

Sulejman nie jest pewien, czy dał radę. Gdy pytam go o to w sierpniu tego roku – w mieszkaniu, które jego rodzina wynajmuje na obrzeżach Magdeburga – zaciąga się papierosem i nie daje jasnej odpowiedzi.

Da mi ją potem jego najmłodsza córka. – Ojciec nigdy nie czuł się tu dobrze. Nie nauczył się języka, od początku ciężko pracował jako magazynier. Tęskni za domem – mówi mi Rawan. Choć dziś nie wiadomo już, gdzie jest dom.

Gdy Sulejman otrzymał azyl, po ośmiu miesiącach oczekiwania, jego żona Najwa i ich córki zaczęły odliczać dni do przeprowadzki do Niemiec.

Proces łączenia rodzin zawsze się dłuży. Przed nimi było jeszcze parę lat w Szatili.

Pamiętam, jak poznałam je tam w 2018 r.

Matka, Najwa, pracowała w organizacji pozarządowej wspierającej palestyńską społeczność i dorabiała jako pielęgniarka. Radziła sobie. W Szatili miała rodzinę i przyjaciół. Ciągle ktoś zapraszał ją na herbatę czy kawę, na urodziny czy ślub.

W niektóre dni ramadanu Szatila jadła wspólnie. Palestyńscy biznesmeni, którzy przebili się w dyskryminacyjnym systemie Libanu, fundowali iftar: posiłek, który podczas tego miesiąca postu muzułmanie spożywają wieczorem, w gronie społeczności. Na główny plac Szatili, przy którym Najwa mieszkała z córkami, wystawiano długie stoły i dzielono się jedzeniem.

Nie brakowało jednak konfliktów. Brat Najwy, który pracował w ochronie obozu, został zastrzelony przez miejscowych dilerów. W obozach nigdy nie było bezpiecznie, zawsze była broń, zwalczające się palestyńskie frakcje, narkotyki, beznadzieja i przemoc. Ale była też wspólnota, miłość i rodzina. I marzenie o powrocie do Palestyny, które jednoczyło.

Spacer z Bajan po dachach Szatili

Po raz pierwszy zobaczyłam Bajan, gdy tańczyła dabke, tradycyjny lewantyński taniec. Na prowizorycznej scenie na placu w Szatili, w keffiyeh – czarno-białej chuście, symbolu walczącej Palestyny. Potem deklamowała wiersz, który sama napisała.

15-letnia Bayan tańcząca dabke, tradycyjny lewantyński taniec, na prowizorycznej scenie na placu w Szatili, w obozie dla uchodżcow z Palestyny. Liban 2018 r. // Fot. Agnieszka Pikulicka-Wilczewska

Było w niej coś magnetycznego. Miała 15 lat, była śliczna, pełna energii, utalentowana. Wyróżniała się na tle nastolatków: ambicją, wiarą w siebie. Miała w sobie dojrzałość. Poza tańcem i teatrem, jej pasją była piłka nożna, w którą grała z miejscowymi chłopakami. Od wielu była lepsza. W szkole prymuska, mózg matematyczny. Świetnie mówiła po angielsku.

Marzyła, by studiować architekturę. Był rok 2018 – i Bajan była bohaterką jednego z moich reportaży dla „Tygodnika”. O młodych, ambitnych Palestyńczykach, którym Liban nie ma nic do zaoferowania. Już wtedy mówiła, że niedługo wyjedzie do Niemiec.

Gdy widziałyśmy się tam po raz ostatni, chodziłyśmy po dachach Szatili i puszczałyśmy w niebo gołębie. Ich właściciel, którego imienia nie pamiętam, miał ich całą masę. Jeden miał być nawet z Niemiec.

Gołębie leciały wysoko, szybowały po niebie, ale zawsze wracały do swojego pana. I do swoich klatek. Szatila to było wszystko, co znały. Nie miały zamiaru poznawać reszty świata. Bajan nie chciała takiego życia.

Rok 2019: Bajan robi karierę, którą przerywa telefon od ojca

Miesiące mijały, a Bajan rozwijała skrzydła. Podczas jednego ze spektakli teatralnych, w którym grała główną rolę, zauważył ją reżyser filmowy i postanowił zaangażować do swojej kinowej produkcji. Miała grać młodą Palestynkę. Film miał przedstawić libańskim widzom sytuację palestyńskiej młodzieży. Na końcu filmu dziewczyna wylatywała do Europy.

– To był film z dużym elementem komediowym. Byłam dziewczyną z obozu, której historia miała zobrazować realia życia Palestyńczyków. To był bardzo prawdziwy film. Tak naprawdę grałam siebie. To była historia o mnie – mówi mi Bajan.

Gdy nagrywano zdjęcia, w Bejrucie trwała już rewolucja – ta, która wybuchła jesienią 2019 r. przeciw skorumpowanemu systemowi. W protesty włączyły się niemal wszystkie grupy wyznaniowe i etniczne Libanu, w tym Palestyńczycy. Przez chwilę była nadzieja, że w systemie, który wykluczał pokaźne grupy, w tym Palestyńczyków, coś się zmieni.

Bajan też miała nadzieję, a jej kariera nabierała kolorów. Dopiero co film z jej udziałem trafił na ekrany, a już dostała propozycję objazdu pięciu libańskich miast z nowym spektaklem, w którym miała grać główną rolę. – To był wyjątkowy moment, bo po raz pierwszy miałam otrzymać gażę za występy teatralne – wspomina.

Ale wtedy zadzwonił telefon. To był ojciec. Powiedział, że dziewczyny wreszcie mogą dołączyć do niego w Niemczech. Bajan: – Byłam w szoku. Tak strasznie chciałam wystąpić w tym spektaklu, tak ciężko na to pracowałam. Miałam też zacząć dwunastą, ostatnią, klasę. Byłam zrozpaczona.

Rok 2020: Bajan trafia do Niemiec i ma depresję

Nie tylko dlatego, że tęskniła za ojcem, który przecież także dla niej przebył drogę do Niemiec i teraz tam harował.

Wiedziała, że mimo świetnych ocen, talentu i już aktorskiego doświadczenia, w Libanie nigdy nie będzie grać głównej roli: 

– Zawsze będę tam Palestynką. Nigdy nie dostanę takiej pracy, jaką chcę, nigdy nie będę panią swojego losu. Nawet jak skończę architekturę, nie będę mogła otworzyć swojego biznesu. Może mogłabym być aktorką, ale nie taką, jaką bym chciała być. W Libanie nie ma palestyńskich gwiazd.

Bajan wraz z matką i siostrami dotarły do Niemiec w czasie pandemii. Nie mogła wychodzić do ludzi, poznawać miasta ani chodzić do szkoły. Magdeburg wydał się jej obcy i ponury. Zdiagnozowano u niej depresję.

Gdy pandemiczne obostrzenia zelżały, Bajan dostała wiadomość z urzędu: od początku roku szkolnego miała dołączyć do szkoły zawodowej.

Wspomina: – Bardzo mnie to zabolało. Miałam w końcu świetne oceny, w Libanie został mi rok do pójścia na studia, co było dla mnie ważne. A w Niemczech nie pozwolono mi się dalej uczyć. Wysłano mnie do szkoły, gdzie uczono mnie pracy z drewnem i metalem. Nikt mnie nie zapytał o zdanie.

Ten rok w Niemczech wspomina jako najgorszy w swoim życiu. Nie znała niemieckiego, jej koledzy z klasy to byli ludzie po dwudziestce, którzy chcieli zdobyć jakiekolwiek wykształcenie. Nauczyciele nie wspierali jej ambicji.

Bajan: – Na początku roku szkolnego powiedziałam mojemu wychowawcy, że chcę się przenieść do normalnej szkoły, a potem iść na architekturę. Odparł, że nie jestem dość mądra. Oraz że i tak będę kiedyś czyścić kible. To bolało. To samo powiedział mojej jedynej szkolnej przyjaciółce, która przyjechała z Syrii.

Lata 2020-2023: obelgi na ulicy i spór o Holokaust

Dyskryminacja nie ograniczała się do szkoły. W Magdeburgu, w byłej NRD, rasizm był na porządku dziennym.

Bajan: – Na ulicach stale doświadczałam dyskryminacji. Raz jeździł za mną samochód z logo Alternatywy dla Niemiec, a ludzie siedzący w nim krzyczeli na mnie obelgi. Nic nie zrobiłam, po prostu wyglądam inaczej.

Dodaje, że jej doświadczenie i tak jest niczym w porównaniu z tym, co przeżyły matka i siostry, które noszą hidżab (ona wtedy nie nosiła). Wobec nich leciało najwięcej obelg.

Po roku w szkole zawodowej trafiła w końcu do liceum, znowu do jedenastej klasy. Była o dwa-trzy lata starsza od kolegów i koleżanek. Ale najważniejsze było dla niej, że po ukończeniu tej szkoły będzie mogła iść na studia.

Jej niemiecki był już świetny. Z matematyki była najlepsza w klasie. Jej życie trochę się poprawiło, zaczęła mieć znajomych. Ale nikt nie dał jej zapomnieć, że jest Palestynką.

Bajan: – Miałam nauczyciela, który powtarzał, że to Żydzi, a nie Palestyńczycy mają prawo do Palestyny, bo Izrael to ich ziemia obiecana. Mówił też o Holokauście. Stale się z nim kłóciłam, bo przecież każdy może powiedzieć, że jakaś ziemia jest mu obiecana. I co ja mam wspólnego z Holokaustem? Przecież to nie Palestyńczycy są za niego odpowiedzialni.

Wspomina: – Znam mój naród i próbowałam mu tłumaczyć, że nie mamy nic przeciw Żydom, mieszkaliśmy w końcu obok siebie setki lat. Mam za to problem z ruchem syjonistycznym, który pozbawił nas domu. Ale zazwyczaj starałam się go ignorować.

Egzaminy na studia zdała celująco. Dostała się na wszystkie trzy wydziały architektury, na które aplikowała. Wybrała Brunszwik, bo to najbliżej domu i może odwiedzać rodzinę w weekendy.

Brunszwik, zachodnie Niemcy, różni się od Magdeburga diametralnie: – Ludzie tu nie patrzą na ciebie z nienawiścią, nawet jak nie mówisz po niemiecku. Tu czuję się bardziej akceptowana. To tylko 80 km od Magdeburga, ale tu nikt nikogo nie wyzywa.

Ramadan 2025: Bajan zakłada hidżab

Na studiach poznała nowych ludzi. Są mili, ale Bajan nie czuje się akceptowana. – To dobrzy ludzie, szanują cię, ale nie akceptują do końca. Ja nie piję, nie imprezuję i nie pasuję do ich towarzystwa. Mamy oddzielne życia – mówi.

Studia dały jej śmiałość, aby bardziej wyrażać siebie. Chodzi na propalestyńskie demonstracje, które zwykle są brutalnie tłumione przez niemiecką policję.

W czasie ramadanu, w marcu tego roku, zdecydowała się założyć hidżab. Mówi, że zawsze chciała to zrobić, ale w Magdeburgu się bała. W Brunszwiku nabrała pewności siebie.

Niemcy nie są jednak rajem: – Nie wierzę już w wolność słowa w Niemczech. Nie mogę publicznie wywieszać mojej flagi. Wszystkie inne narody mogą, a Palestyńczycy nie.

Keffiyeh to kiedyś była dla mnie po prostu chusta, coś, co nosili wszyscy Palestyńczycy. Dziś nie mogę jej już nosić – mówi. Ale w Niemczech jest bezpiecznie. Nie spadają bomby. A to najważniejsze. Może przyjmę niemieckie obywatelstwo, żeby więcej się nie bać, że w razie zagrożenia za granicą nikt się za mną nie wstawi.

Rok 2025: Bajan nie wie, czy chce zostać w Niemczech

Gdy pytam Bajan, gdzie jest jej dom, nie wie, co odpowiedzieć. Domem nie jest Syria, gdzie się urodziła (prawie jej nie pamięta). Nie jest nim Liban, skąd zawsze chciała uciec. Ale nie są nim też Niemcy, gdzie, jak mówi, zawsze będzie się czuć obywatelką drugiej kategorii.

Bayan puszcza gołębie na dachu obozu w Szatili. Liban 2018 r. // Fot. Fot. Agnieszka Pikulicka-Wilczewska

– W Libanie nie miałam przyszłości, ale miałam życie. W Niemczech jest przyszłość, ale nie ma życia – ocenia.

Dlaczego? – Bo tu jesteś maszyną, od której wymaga się, by spędzała cały swój czas w pracy. Jak nie pracujesz, nie jesteś nikomu potrzebny. Pragnęłabym zamieszkać w Palestynie, to tam jest dom. Ale to na razie nie jest możliwe.

W przyszłości nie wie, czy zostanie w Niemczech. Może uda jej się wyjechać do Kuwejtu czy Kataru? Czyli do bezpiecznego kraju arabskiego, gdzie będzie czuć się bardziej u siebie niż w Niemczech. Może tam będą potrzebować palestyńskiej architektki z niemieckim dyplomem?

Tyle że Bajan nie chce być już jak Zaha Hadid. Jej rozczarowanie architekturą przyszło stopniowo, tak jak rozczarowanie Niemcami.

Dziś uważa, że projekty Hadid – wyróżniające się rozmachem i futurystyczną formą – służą głównie zaspokajaniu ego zamawiających (czy byli nimi autokraci z Kaukazu i Bliskiego Wschodu, czy ludzie z Zachodu) wszyscy mamy dość.

Tymczasem Bajan uważa, że architektura to zadanie odpowiedzialne społecznie. – Gdy budujesz np. reprezentacyjny pawilon, zwykle ktoś na tym traci, bo kogoś trzeba wysiedlić. Reprezentacyjne budowle kosztują masę pieniędzy, a służą głównie inwestorom. Nie spełniają wielu funkcji społecznych – przekonuje Bajan.

– Wolałabym zajmować się zrównoważoną architekturą – dodaje. – Taką, która służy ludziom.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 37/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Jedna z miliona