Historyczny zwrot Niemiec. Chadecja z pomocą AfD pogrzebała politykę migracyjną Angeli Merkel

Nieznaczna, ale jednak większość posłów do Bundestagu przegłosowała wniosek o zaostrzenie niemieckiej polityki migracyjnej i azylowej. Po wyborach, które odbędą się pod koniec lutego, Niemcy mogą wzmocnić kontrole graniczne i faktycznie zawiesić prawo do azylu.
z Niemiec
Czyta się kilka minut
Przemówienie lidera CDU/CSU Friedricha Merza w Bundestagu. Berlin, 29 stycznia 2025 r. // Fot. JOHN MACDOUGALL / AFP / East News
Przemówienie lidera CDU/CSU Friedricha Merza w Bundestagu. Berlin, 29 stycznia 2025 r. // Fot. JOHN MACDOUGALL / AFP / East News

Ten dzień zapisze się w historii współczesnych Niemiec. W środę 29 stycznia 2025 r. po południu Bundestag przegłosował – większością zaledwie trzech głosów (348 do 345), ale jednak większością – wniosek dotyczący zaostrzenia polityki migracyjnej.

Dokument przygotowała i przedstawiła pod głosowanie opozycyjna chadecja (CDU/CSU). Chadecy postulują stałe kontrole graniczne i niewpuszczanie do kraju osób, które nie mają odpowiednich dokumentów, w tym także tych, które chciałyby wnioskować o azyl. Dodatkowo migranci, którzy otrzymali decyzję o deportacji, mają zostać pozbawieni wolności aż do czasu wydalenia z kraju, a rząd federalny ma ułatwić władzom landów egzekwowanie nowych przepisów.

Na czym polega polityczno-psychologiczny zwrot w Niemczech?

To decyzja o symbolicznym znaczeniu, i to z dwóch powodów.

Po pierwsze: parlamentarna większość w Niemczech ogłosiła koniec polityki migracyjnej, która trwała przez kilka ostatnich dekad, a której apogeum nastąpiło w 2015 r. za sprawą ówczesnej kanclerz Angeli Merkel. W efekcie przez ostatnie 10 lat wiele milionów ludzi przedostało się do Niemiec, żeby złożyć tu wniosek o azyl.

W ostatnich latach nasilały się jednak głosy, że tak bardzo liberalna polityka i tak szeroko rozumiane prawo do azylu są wykorzystywane – czytaj: nadużywane – przez migrantów de facto ekonomicznych, a także przez osoby wprost niebezpieczne: ekstremistów i terrorystów.

W ostatnich miesiącach szereg zbrodni popełnionych przez imigrantów ostatecznie doprowadził do dzisiejszej politycznej wolty. Kroplą, która przelała czarę goryczy, było niedawne podwójne zabójstwo w bawarskim mieście Aschaffenburg: 28-letni chory psychicznie Afgańczyk zaatakował bawiące się w parku przedszkolne dzieci. Zabił nożem 2-letniego chłopczyka oraz mężczyznę, który ruszył grupie z pomocą, i ranił kilka kolejnych osób.

Friedrich Merz chce radykalnej zmiany w polityce migracyjnej

Już po fakcie okazało się, że Afgańczyk od dawna nie powinien przebywać na terenie Niemiec – jego wniosek azylowy został bowiem formalnie odrzucony. Zgodnie z prawem powinien zatem zostać deportowany. Tak się nie stało, odpowiednie urzędy nie zadziałały. To schemat, który powtarza się przy prawie wszystkich ostatnich zamachach i zabójstwach.

To po tym wydarzeniu Friedrich Merz – przewodniczący CDU i kandydat chadecji na kanclerza w przedterminowych wyborach, rozpisanych na 23 lutego – przedstawił plan radykalnych zmian w niemieckiej polityce migracyjnej.

I tu dochodzimy do drugiego powodu, dla którego głosowanie z 29 stycznia jest tak ważne. Rządzące wciąż jeszcze partie lewicowe i centrolewicowe – Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD) i Zieloni – już wcześniej ogłosiły, że będą głosować przeciw. Wniosek przeszedł więc głównie dzięki wsparciu skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD).

Dla lewicy taktyczny sojusz chadecji z AfD to przełamanie politycznego tabu w powojennej historii Niemiec. Nigdy wcześniej siły nacjonalistyczne nie miały wpływu na politykę krajową. Także partie CDU i CSU (chadeckie) zawsze trzymały się zasady, że „na prawo” od nich może być już tylko ściana. Friedrich Merz zarzeka się, że o żadnej współpracy politycznej nie ma mowy. Faktem jest jednak, że w kwestii masowej migracji – tj. jej zahamowania – chadecję i AfD więcej dziś łączy niż dzieli.

Kto może rządzić Niemcami po wyborach?

Wniosek przyjęty przez Bundestag nie ma mocy prawnej. Jest odezwą izby niższej parlamentu federalnego do rządu. Tyle że rząd kanclerza Olafa Scholza bez wątpienia nic z nią nie zrobi.

Jest to dziś rząd mniejszościowy – koalicja pod wodzą Scholza rozpadła się w listopadzie ubiegłego roku po tym, gdy opuścili ją liberałowie z FDP. Na czele nowego rządu, wyłonionego po wyborach z 23 lutego, może zaś stanąć Merz – chadecja od dawna jest na pierwszym miejscu we wszystkich sondażach, z poparciem rzędu jednej trzeciej głosów.

Friedrich Merz zapowiedział, pozując tutaj trochę na „niemieckiego Trumpa”, że zmiany w polityce migracyjnej wprowadzi w pierwszy dzień sprawowania rządów. Problem jednak w tym, że mając tych trzydzieści kilka procent poparcia, chadecja sama nie jest w stanie utworzyć rządu większościowego.

Z sondażowej arytmetyki wynika, że o przyszłej koalicji chadecy będą musieli rozmawiać najpewniej z SPD lub z Zielonymi – czyli z tymi, którzy obecnie oskarżają ich o „paktowanie z faszyzmem”. A kampania potrwa jeszcze kilka tygodni i przez ten czas może się jeszcze bardziej zaostrzyć. Na koniec może się więc okazać, że utworzenie większościowej koalicji będzie niezwykle trudne.

Jakie skutki dla Polski może mieć zmiana polityki w Niemczech

Polityczne trzęsienie ziemi w Berlinie może mieć poważne konsekwencje także dla Polski. Część nielegalnych migrantów wciąż przedostaje się do Niemiec albo forsując granicę polsko-białoruską, albo przybywając tam poprzez Polskę z Litwy, Słowacji lub Czech. Co jeśli teraz będą oni zawracani na polsko-niemieckiej granicy? W tak emocjonalnej sprawie łatwo o wywołanie kryzysu granicznego – i szerzej: polsko-niemieckiej awantury.

Ponadto, jak już powiedziano, po zbliżających się wyborach w Berlinie nie musi wcale wyłonić się klarowna większość zdolna do rządzenia. Wraz z polityką migracyjną Angeli Merkel do historii mogą przejść zatem polityczna stabilność i przewidywalność, które nie tylko w okresie rządów Merkel, ale także za jej poprzedników wyróżniały Niemcy na tle innych państw. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Berlin: przedwyborcze wstrząsy