Wiosna roku 2006 była na Bałkanach wyjątkowo gorąca. Wtedy to, na początku czerwca, Czarnogóra ogłosiła niepodległość. Ale zanim się to stało, w maju przeprowadzono referendum. Od niego zależał los tej ostatniej z republik dawnej Jugosławii, która jeszcze nie zdecydowała o swej przyszłości. Wszystko mogło się zdarzyć.
W tygodniu poprzedzającym referendum brałem udział w tych przełomowych wydarzeniach. Zrobiłem wówczas zdjęcie dziewczyny owiniętej w ogromną czarnogórską flagę. Nie miałem wątpliwości, na kogo głosowała, o ile miała już prawo głosu. Pewnie nigdy nie dowiedziała się, że jej fotografia została opublikowana w pewnej polskiej gazecie. Zdjęcie to ilustrowało mój reportaż, który ukazał się wówczas w „Tygodniku” (nr 23/2006).

Czarnogóra przed referendum 2006: napięcie, emocje i polityczna gorączka
Przed referendum sytuacja była napięta. Uczestniczyłem w wiecach poparcia na rzecz niepodległości i przeciwko niej. Skrajne emocje kumulowały się, jakby miały eksplodować.
Na wiecach politycy z obu stron nie tonowali nastrojów, przeciwnie. Na jednym z nich z kolumn brzmiała podniosła muzyka, którą grała orkiestra symfoniczna. Śpiewano też pieśni ludowe. Ta pierwsza miała być symbolem Europy (Unia deklarowała, że uzna niepodległość Czarnogóry, jeśli w referendum opowie się za nią co najmniej 55 proc. głosujących). Ta druga – symbolem rodzimości.
Synteza obu tonów miała w zamierzeniu stworzyć harmonijną kompozycję o takiej oto rytmicznej treści: nowoczesna Czarnogóra to naród europejski, który szanuje swoją odrębność.
To samo dało się wyczuć z wykrzykiwanych ze sceny słów: były to cytaty z poematu czarnogórskiego władyki Petara II Petrovicia-Njegoša, romantyka i wielkiego, choć kontrowersyjnego poety wolności. Ale padały też takie hasła jak humanizm, godność jednostki, cywilizacja europejska, antyfaszyzm. Ludzie machali flagami.
Bywało, że wiece „za” i „przeciw” odbywały się naprawdę blisko siebie – wtedy obok czerwonego sztandaru Czarnogóry pojawiała się trójkolorowa serbska flaga.
Dlaczego w Czarnogórze nie wybuchła wojna? Bałkański wyjątek
Widziałem prowokacje. Obok wiecujących przejeżdżały kawalkady samochodów na pełnym gazie z insygniami jednego z obozów. Ktoś coś krzyczał, płonęły pochodnie, nawet było słychać strzały. Na szczęście oddawane w powietrze. W pewnym momencie przeleciała nad nami awionetka, zrzucając ulotki. Panował piekielny jazgot i nerwowość.
Zdawało się, że za moment auta się zatrzymają i wysiądą z nich patrioci jednego plemienia, aby bić tych innych. Że zacznie się jatka.
Jednak choć incydenty były, to udawało się je powstrzymać. Także media były powściągliwe, jakby i one żywiły obawę, że wystarczy iskra. Bo wystarczyłaby. Ale jej nie było.
Wcześniej we wszystkich pozostałych republikach Jugosławii wojny zaczynały się właśnie od incydentów: ktoś niósł flagę i ją wieszał, ktoś inny ją zdejmował i palił. Wkraczała policja, potem wojsko. Obie strony zaczynały się zbroić i nie były już w stanie się zatrzymać.
Tutaj tak się nie stało. Choć wydawało się, że musi się stać – właśnie tu, bardziej niż gdzie indziej. Bo tutaj relacje są bardziej powikłane niż w innych regionach byłej Jugosławii. Czarnogórców i Serbów wiążą bliskie więzi, tradycja, prawosławne wyznanie.
Rok 1918 i utracona suwerenność: historyczne źródła konfliktu z Serbią
Skoro taka ich bliskość, to skąd konflikt? Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba cofnąć się o ponad stulecie, do roku 1918 r.
Wtedy to, za sprawą porozumień po I wojnie światowej, Czarnogóra stała się częścią Serbii. Rządząca nią dotąd królewska dynastia Petrović-Njegoš została zmuszona do abdykacji i emigracji. Zmusili ją do tego jej krewni, serbska dynastia Karađorđević. Zlikwidowano wówczas także odrębną czarnogórską Cerkiew: została wcielona do Cerkwi serbskiej, a jej majątek zawłaszczony.
Rok 1918 to bolesny moment w relacjach serbsko-czarnogórskich. To, co Serbowie uważają za zjednoczenie, dla Czarnogórców – tych świadomych swojej odrębności – oznacza utratę suwerenności, własnej dynastii i Cerkwi, amputację pamięci, wręcz: serbską okupację.
Dla tych Czarnogórców referendum z maja 2006 r. było zatem nie tylko szansą na odnowienie niepodległości. Było też wyrównaniem rachunków, symbolicznym zwycięstwem nad ciemiężycielami, odzyskaniem całej czarnogórskiej historii, licząc od średniowiecza – tej historii, którą Serbowie uznają za własną. To pokazuje, jak głęboko tkwi spór. Jego temperatura musi być wysoka, bo w Czarnogórcach płynie gorąca krew.
„Serbski mir” na Bałkanach: Rosja, Serbia i geopolityka regionu
20 lat temu ogłoszenie niepodległości było legalne. Jej zwolennicy wygrali: w referendum „za” opowiedziało się 55,5 proc. jego uczestników (pół procent ponad większość kwalifikowaną), a 44,5 proc. przeciwko. Spełniony został warunek postawiony przez Unię – nawet jeśli przesądziło tak niewiele.
Dziś, po dwóch dekadach, widać, że podział między zwolenników i przeciwników zachowuje aktualność. Przepływy elektoratów powodują, że niewielką przewagę uzyskuje raz blok czarnogórski, a innym razem ten drugi, patrzący chłodnym okiem na niepodległe państwo czy wręcz mu przeciwny.
To zaś oznacza, że Czarnogóra jako państwo nie zbudowała tego, co ojcowie niepodległości obiecywali: państwa obywatelskiego, w którym wszyscy będą się czuli jak w domu.
Najbardziej ten projekt torpedowali Serbowie. Ściślej: ci Serbowie, którzy nie traktują Czarnogóry jak własnego państwa i chcieliby przyłączenia do „matki Serbii”. Wspierają ich w tym Serbowie z Republiki Serbskiej w Bośni. Pytanie, czy kiedyś powstaną warunki dla realizacji tej idei, jest nadal otwarte.
Na razie jest ona jednak mało realna. Zachód broni obecnych granic konsekwentnie. Sytuację mogłaby zmienić chyba tylko wyraźna wygrana Rosji z Ukrainą i większe zaangażowanie Putina na Bałkanach. Rosja popiera bowiem dążenie do zjednoczenia Serbów w jednym państwie. Odpowiada to idei jednoczenia całej historycznej Rusi pod egidą Kremla. „Serbski mir” to bałkański odpowiednik „ruskiego miru”.
Czarnogóra jest na styku płyt tektonicznych Rosja-Zachód
Wprawdzie Czarnogóra jest dziś członkiem NATO (od 2017 r.), a także kandyduje do Unii. Otwarte jest jednak również i to pytanie, na ile Sojusz byłby gotowy – zwłaszcza dziś, gdy w Białym Domu urzęduje Trump – zaangażować się militarnie w obronę jej niepodległości.
Tymczasem ten skrawek ziemi, o wielkości podobnej do województwa lubuskiego, jest kolejnym polem bitewnym, na którym Zachód ściera się dziś z Rosją. Nie tylko o wpływy, także o architekturę porządku Europy. Czarnogóra jest na styku obu płyt tektonicznych.
Jest też nadal głęboko podzielona – nie tylko w kwestii niepodległości. Ale czy może być inaczej, skoro spory narodowościowe i społeczne dotyczą tu pryncypiów?
Według spisu z 2023 r. w Czarnogórze 41 proc. mieszkańców deklaruje się jako Czarnogórcy, 33 proc. jako Serbowie, 10 proc. jako Boszniacy (muzułmanie), 5 proc. jako Albańczycy, 2 proc. jako Rosjanie, a półtora procenta jako muzułmanie bez identyfikacji narodowej. Gdy idzie o wiarę, 71 proc. to prawosławni, 20 proc. muzułmanie, 3 proc. katolicy, a 2 proc. ateiści.
Jeśli dodać, że Czarnogóra ma nieco ponad 600 tys. mieszkańców (tyle co Poznań), jest to niebywała różnorodność na bardzo małej przestrzeni, niespotykana nigdzie indziej w Europie. Do tego zaś dochodzą walki o wpływy plemion – bo społeczeństwo, w pewnych przynajmniej obszarach, zachowuje strukturę klanową.
„Serbska Sparta”: dlaczego część Czarnogórców czuje się Serbami
Czarnogórcy w Czarnogórze nie mają więc bezwzględnej większości. Jest ich wręcz jeszcze mniej, niż wynika z przywołanego powyżej spisu, jeśli uwzględni się fakt, że część z nich uważa język serbski za własny. Tak deklaruje np. obecny prezydent, 39-letni Jakov Milatović.
Część Czarnogórców uznaje się równolegle za Serbów. Uważają, że kultura czarnogórska to regionalna odmiana kultury serbskiej, Czarnogóra to region Serbii, a Czarnogórcy to najlepszy szczep narodu serbskiego. Słowem: że Czarnogóra to taka „serbska Sparta”.
Ta podwójna identyfikacja to wynik zaszłości historycznych, biorących się z procesów kulturotwórczych i ambicji niektórych władców Czarnogóry, którzy pretendowali do serbskiego tronu (na przełomie wieków XIX i XX).
Także główna oś sporu politycznego przebiega między Czarnogórcami a Serbami. Ci ostatni głosowali w 2006 r. zwykle przeciw niepodległości, a dziś robią wszystko, by osłabić tożsamość i suwerenność państwa – z nadzieją, że ułatwi to kiedyś jego reintegrację z Serbią.
Aby skomplikować ten obraz: nie ma jednak pewności, czy wszyscy, którzy czują się Serbami, głosowaliby przeciw suwerenności w ponownym referendum (o ile takie zostałoby rozpisane). To niewiadoma. Być może woleliby, by kraj pozostał odrębny, a Serbia sprawowała nad nim kontrolę podobną do tej, jaką Rosja ma nad Białorusią.
Egzotyczne alianse w czarnogórskiej polityce
Ponieważ ani Czarnogórcy, ani Serbowie nie mają większości, kluczem są mniejszości. Zwłaszcza najliczniejsze: boszniacka i albańska (łącznie 20 proc. ludności). Gdy idzie o religię, w znakomitej większości to muzułmanie. Oni zdecydowali w 2006 r. o wyniku referendum: w niepodległości Czarnogóry zobaczyli szansę na całkowite odcięcie się od Serbów, którzy w Bośni i Kosowie zgotowali ich krajanom krwawą wojnę.
Zdawałoby się, że taki sojusz musi być trwały. Jednak późniejsze wybory parlamentarne – głównie z 2020 i 2023 r. – pokazały, że i to się zmienia. Wprawdzie żaden poważny polityk reprezentujący obie mniejszości nie podważa niepodległości Czarnogóry. Ale nie przekłada się to na alianse polityczne, zawierane na poziomie państwowym i lokalnym.
Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy była zapewne kompromitacja środowiska, które niepodległość zrealizowało, ale – jak twierdzą jego przeciwnicy – utonęło w nepotyzmie i korupcji. Jego przywódca Milo Đukanović, siedmiokrotny premier i dwukrotny prezydent Czarnogóry, niemal „ojciec narodu”, przegrał w 2023 r. wybory prezydenckie i oddał władzę. Trzy lata wcześniej oddała ją też jego formacja – Demokratyczna Partia Socjalistów (DPS).
Odtąd rządy sprawują egzotyczne koalicje. Do obecnej większości wszedł np. Andrija Mandić, dziś przewodniczący parlamentu, znany z radykalnych proserbskich wystąpień (włącznie ze ściągnięciem flagi Czarnogóry w hallu parlamentu). Jego partia stworzyła rząd pod przewodnictwem Milojko Spajicia z Ruchu Europa Teraz! (w skrócie: PES).
Premier deklaruje kurs proeuropejski – podobnie jak prezydent Milatović (także on wywodzi się z PES). Ale opozycja twierdzi, że przymykając oko na kogoś takiego jak Mandić, rząd funduje państwu destabilizację. Ona zaś może oznaczać zbliżenie do Serbii.
Dlaczego obóz proeuropejski nie chce szybkiej integracji z Unią
Oba obozy, rządzący i opozycyjny, popierają integrację z Unią. Wydaje się ona na wyciągnięcie ręki: kraj ma otwarte wszystkie 33 rozdziały negocjacyjne, a trzynaście już zamknął. Jednak to jednomyślność pozorna. Partie serbskie, dziś u władzy, traktują integrację tylko jako szansę na rozwój ekonomiczny. Sprzyjają reżimowi w Serbii, po cichu popierają Putina. Upadek idei liberalnej demokracji traktują jako szansę na przebudowę Europy.
Natomiast obóz czarnogórski, przeważnie proeuropejski, od Unii oczekuje nie tylko integracji, ale też „europeizacji” Czarnogóry. To właśnie blok czarnogórski, ten najgłębiej proeuropejski, krytykuje Unię – za jej zbyt idealistyczne oceny Czarnogóry w publikowanych raportach. Jego politycy chcą, by Unia, nawet kosztem szybkiej integracji, przyczyniła się do prawdziwych zmian w kraju i wyrwała go z objęć Serbii i Rosji, mentalnie i politycznie.
Mamy więc paradoks: gdy prawdziwi zwolennicy Unii z bloku czarnogórskiego wcale nie przyklaskują zamykaniu kolejnych rozdziałów, blok serbski (i stowarzyszona z nim partia PES, bez jasnej tożsamości) popiera szybką integrację bez żadnych ingerencji ze strony Unii.
Dlaczego Czarnogóra uniknęła wojny? Lekcja dla Bałkanów
Mimo wszystko, mimo tych ogromnych napięć, w których obywatele Czarnogóry żyją od dekad, są podstawy, aby sądzić, iż jest nadzieja dla tego państwa. Powodem do optymizmu może być to, że po 1989 r. Czarnogóra jako jedyny kraj, w którym Serbowie byli zaangażowani po jednej ze stron, uniknęła wojny.
Tymczasem gdyby w latach 80. XX w. ktoś zapytał specjalistów od rozpadającej się Jugosławii, w której republice będzie najtrudniej o rozwód, większość wskazałaby Czarnogórę. Więzi z Serbią wydawały się tu najsilniejsze, tradycje i wyznanie wspólne. Czarnogórcy odgrywali ważną rolę w życiu Serbii (niektórzy Serbowie twierdzą, że za dużą).
Natomiast Słowenia i Chorwacja, jako kraje katolickie, były na tyle odległe kulturowo od Serbii, że ustanowienie ich odrębności zdawało się łatwe (przebieg granic, o które walczono, to inna rzecz).
To samo Kosowo: wprawdzie było uznawane za kolebkę średniowiecznego państwa serbskiego, ale teraz w 90 procentach zamieszkane było przez Albańczyków, odmiennych od Serbów pod każdym względem. Z kolei Bośnia była w dwóch trzecich zamieszkana przez Chorwatów i Boszniaków, katolików i muzułmanów.
We wszystkich tych republikach – wcześniej czy później uznanych za odrębne państwa – Serbowie prowadzili wojnę (pod pretekstem „zagrożenia ludności serbskiej”) i wszędzie przegrali. Także w Czarnogórze – tyle że tu pokojowo. To właśnie daje nadzieję, że problemy można rozwiązywać inaczej.
Czy Czarnogóra przetrwa? Przyszłość państwa w czasach kryzysu Europy
Choć więc głęboki rozłam jest faktem, to eskalacji i krwi udaje się dotąd uniknąć. Nawet w momentach trudnych – jak wtedy, gdy Czarnogóra wstępowała do NATO (dla części serbskich elit Sojusz to „IV Rzesza”), albo gdy niemal doszło do zamachu stanu (w 2016 r.). Kryzysy te, podczas których ujawniały się fundamentalne różnice między Czarnogórcami a Serbami, udało się przetrwać pokojowo.
Czy to dowód, że można w Czarnogórze zbudować drugą Szwajcarię? Może tak, może nie. Ale skoro jest ona ewenementem w tej części Bałkanów, to chyba można z nią wiązać jakieś nadzieje, a Unia taki projekt powinna wspierać.
Pytanie tylko, czy kumulacja frustracji i tektoniczne ruchy w Europie, spowodowane kryzysem demokracji liberalnej, agendą Trumpa i agresją Putina, w końcu nie wysadzą także tego projektu.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















