Mapa zbrodni, mapa pamięci: bośniacki Prijedor w byłej Jugosławii

Jak co roku w Prijedorze, w północnej Bośni, upamiętniono ponad setkę dzieci, które Serbowie zabili w 1992 roku, podczas wojny domowej w byłej Jugosławii. Ta miejscowość jest „rekordzistą” w skali świata: z 30-tysięcznego miasteczka wywodzi się ponad 60 osądzonych zbrodniarzy wojennych.
Czyta się kilka minut
Fikret Bačić, przewodniczący Stowarzyszenia Rodziców Dzieci Zamordowanych w Prijedorze, na marszu upamiętniającym zabitych w 1992 r. Prijedor, maj, 2024 r. // Materiały prasowe Jer me se tiče
Fikret Bačić, przewodniczący Stowarzyszenia Rodziców Dzieci Zamordowanych w Prijedorze, na marszu upamiętniającym zabitych w 1992 r. Prijedor, maj, 2024 r. // Materiały prasowe Jer me se tiče

To szczególny punkt na mapie dawnej Jugosławii: Prijedor to jedyne dziś miejsce w Republice Serbskiej – części składowej Bośni i Hercegowiny – gdzie rodziny ofiar oraz lokalna społeczność upamiętniają muzułmanów i katolików, niewinnych cywilów, którzy stracili życie ponad 30 lat temu. Także w tym roku, w ostatnią sobotę maja, odbyły się tu obchody – mimo niechęci ze strony serbskich władz, które konsekwentnie nie zgadzają się na budowę pomnika zabitych dzieci.

Prijedor, dziś niespełna 30-tysięczny, to miejsce szczególne również dlatego, że jak w lustrze odbija się tu historia najnowsza tego kawałka Europy. Jego mieszkańcy doświadczali okrucieństw zarówno w czasie II wojny światowej (głównymi ofiarami byli prawosławni Serbowie), jak i wojny domowej w Jugosławii w latach 1992-95, gdy największe straty poniosła społeczność muzułmańska.

Symbolami tamtej wojny są dziś masakra w Srebrenicy i oblężenie Sarajewa. Mniej obecne w świadomości świata są losy ludności północnej Bośni i Hercegowiny – choć to zdjęcia z obozów w Omarskiej i Trnopolju trafiły na czołówki gazet już latem 1992 r.

Miasto w imperium Habsburgów i komunistycznej Jugosławii

Prijedor rozwijał się od XIX w., a miejski charakter nadała mu realizacja planów urbanistycznych w czasie, gdy należał do Austro-Węgier. Potem, po wejściu w 1918 r. do Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców, miasto dzieliło problemy Jugosławii. Zamieszkiwali je prawosławni Serbowie, Muzułmanie i mniej liczni katoliccy Chorwaci. Region był ubogi, nawet na tle zacofanego Królestwa Jugosławii. Kryzysy polityczne i gospodarcze stały się, jak w całej Europie, źródłem wzrastającej frustracji mieszkańców.

Gdy w latach 1941-45 Prijedor został wcielony do Niezależnego Państwa Chorwackiego, współpracującego z III Rzeszą, represje dotknęły głównie Serbów. Strategiczne znaczenie Prijedoru, położonego blisko węzłów komunikacyjnych, sprawiło, że niemieccy okupanci i chorwaccy kolaboranci byli tu wyjątkowo brutalni wobec cywilów.

Właśnie w tej okolicy doszło do bitwy na Kozarze, gdy komunistyczni partyzanci zdołali, mimo dotkliwych strat, uciec przed okrążeniem Niemców i Chorwatów. Po 1945 r. komunistyczna propaganda wykreowała tę bitwę do rangi legendy. Bośnia i Hercegowina, za sprawą jej wieloetnicznego charakteru, miała symbolizować hasło „braterstwa i jedności” proklamowane przez komunistów. Ci wypierali jednocześnie z przestrzeni publicznej pamięć o brutalnych walkach etnicznych.

Muzułmanie i Chorwaci w Prijedorze

Dawna wrogość ożyła, gdy także w Jugosławii upadać zaczął system komunistyczny, a na jego gruzach kształtować zaczęły się nowe państwa. Serbscy politycy i intelektualiści przestrzegali przed „nowym ludobójstwem Serbów”. Manipulacja żywą pamięcią o ludobójstwie z lat 1941-45 doprowadziła do eskalacji nastrojów nacjonalistycznych, którą serbski socjolog Nebojša Popov łączył z nieprzepracowaną traumą.

W 1991 r. Prijedor liczył 34 tys. mieszkańców, z czego 14 tys. stanowili Serbowie; niewiele mniej było Muzułmanów. Chorwaci w liczbie ok. 1,6 tys. stanowili najmniejszą, choć też istotną grupę społeczną. Aż 16 proc. deklarowało się jako „pozostali” – byli to albo ludzie z rodzin mieszanych, albo/i ci identyfikujący się z pojęciem Jugosłowianina, jak też mniejszości narodowe, obecne tu od czasów habsburskich.

Prijedor znalazł się w granicach Republiki Serbskiej, której samozwańczy lider Radovan Karadžić nie uznał decyzji o niepodległości Bośni i Hercegowiny. Siły serbskie opanowały miasto w 1992 r. Wtedy to, 31 maja, tutejsze samozwańcze władze Serbskiego Sztabu Kryzysowego na czele z Milomirem Stakiciem (związanym z Serbską Partią Demokratyczną Karadžicia) nakazały ludności muzułmańskiej i katolickiej wywiesić białe płótna na fasadach domów, w oknach i na balkonach. Ponadto musieli oni odtąd, wychodząc z domu, nosić na ramieniu białą opaskę.

Był to początek ludobójstwa. W tym regionie przeszło 30 tys. osób wypędzono z domów, ok. 6 tys. osadzono w obozach Trnopolje, Keraterm i Omarska (najbardziej znany z okrutnych praktyk stał się ten ostatni). Ponad 3 tys. ludzi zginęło w wyniku represji stosowanych przez serbską administrację miasta. Z tej liczby co najmniej 842 osoby znaleziono potem w masowych grobach w okolicznych miejscowościach Tomašica i Jakarina Kosa, na terenie kopalni rud żelaza Ljubija.

Upamiętnienie dzieci ofiar konfliktu na moście w Prijedorze. Na barierkach umieszczono białe wstążki z imionami dzieci. Maj, 2023 r. // Materiały prasowe Jer me se tiče

Rekord w Prijedorze: najwięcej osądzonych zbrodniarzy wojennych

Niemal wszystkich zbrodni dokonano między końcem maja a końcem sierpnia 1992 r. Wśród ofiar było 102 dzieci (najmłodsze miało dwa miesiące) i to one są w centrum uwagi organizowanych od lat obchodów Dnia Białych Opasek (Dan bijelih traka), zawsze 31 maja. Najważniejszą zaś inicjatywą jest budowa pomnika poświęconego tym dzieciom, która pojawiła się już 11 lat temu.

Dziennikarz Al Jazeery Nihad Kreševljaković zauważa, że skazanie ponad 60 osób w związku ze zbrodniami w Prijedorze i okolicy sprawia, że miasto to jest swoistym rekordzistą: ma największą liczbę zbrodniarzy wojennych na świecie. Wyroki zapadły m.in. wobec samozwańczego prezydenta miasta Stakicia czy odpowiedzialnych za represje we wspomnianych obozach Radoslava Brđanina i Zorana Žigicia (skazanych przez Międzynarodowy Trybunał Karny ds. byłej Jugosławii).

Mimo wyroków – obok Trybunału w Hadze wydawanych też przez sądy w Bośni i Hercegowinie – trudno jednak mówić o zadośćuczynieniu wobec ofiar i ich rodzin. Inicjatywa budowy pomnika pomordowanych dzieci z Prijedoru jest ignorowana przez władze miejskie.

Dzień Białych Opasek w Prijedorze

Uczestnicy uroczystości w sobotę 31 maja zrobili to, co robią od lat: na rynku złożyli 102 białe róże, a na moście przewiązali na barierkach białe wstążki z imionami ofiar. Mirsad Duratović ze Związku Więźniów Prijedor 1992, mówił w telewizji N1, że ma obowiązek przypominać o tym, co przeżył: „W połowie poszedłem do przodu, lecz druga połowa mojego ciała, duszy i egzystencji została w roku 1992”.

Niezależny portal Buka przytaczał wypowiedzi osób, które straciły wtedy dzieci. I tak, przewodniczący Stowarzyszenia Rodziców Dzieci Zamordowanych w Prijedorze Fikret Bačić – ojciec sześcioletniej Nerminy i dwunastoletniego Nermina, zabitych w 1992 r. – nie krył rozczarowania wobec postępowania władz miejskich, które nie chcą zgodzić się na pomnik. Większość dzieci zginęła wtedy razem z rodzicami, ale w dalszym ciągu żyje kilkanaścioro rodziców.

Organizatorzy Dnia Białych Opasek są już przyzwyczajeni, że obchody nie spotykają się z zainteresowaniem lokalnej, dominującej serbskiej społeczności, która zwykle odwraca od nich wzrok. Taka postawa wyparcia jest w dużej mierze pochodną działań bośniackich polityków – zarówno serbskich, jak i chorwackich oraz muzułmańskich – którzy wolą pamiętać jedynie o „swoich” ofiarach.

Widać to zwłaszcza dziś, gdy w Bośni i Hercegowinie narasta napięcie – za sprawą coraz głośniejszych dążeń do secesji Republiki Serbskiej. Jej prezydent Milorad Dodik od lat twierdzi, że wiele postanowień władz centralnych w Sarajewie tutaj nie obowiązuje.

Serbscy mieszkańcy wiedzą, ale wypierają winę

Tegoroczne obchody przebiegały w cieniu tych napięć. Nemanja Tubonjić, aktywista z lokalnej inicjatywy „Gdyż mnie to dotyczy” (Jer me se tiče), podkreślał ich apolityczny charakter. Mówił: „Trzy dekady po wojnie odmienne interpretacje historii wykorzystywane są do dzielenia ludzi. Dzisiejsi politycy, narodowi i wyznaniowi liderzy, poświęcają się dzieleniu narodu tak, jak czyniono to w czasie wojny”. Tubonjić tłumaczył, że „sensem Dnia Białych Opasek jest przypomnienie o ofiarach, których władze lokalne nie chcą pamiętać”.

Ludzie z tej inicjatywy, w tym Serbowie, próbują to zmienić. Jeszcze w 2017 r. Dražen Crnomat, inny jej aktywista, mówił w wywiadzie dla Al Jazeery: „Od momentu, gdy odrzucaliśmy jakiekolwiek stanięcie w prawdzie z faktami, z wojenną przeszłością Prijedoru, doszliśmy dziś do sytuacji, że Dzień Białych Opasek jest instytucją znaną, a upamiętnienie i obecność stały się rzeczami normalnymi i akceptowalnymi”. Crnomat miał nadzieję, że „rozbija się ten gruby lód, ten masywny mur blokady pamięci”.

Crnomat podkreślał, że serbscy mieszkańcy zdają sobie sprawę z tego, co się tutaj stało, nawet jeśli w dalszym ciągu silne jest wypieranie winy.

Wyrazem zmian był też wówczas fakt, iż lokalny dziennik „Kozarski Vijesnik” opublikował w 2017 r. imiona 102 zamordowanych dzieci. Było to wówczas niezwykłe – wobec powszechnego braku rozliczeń i milczenia na temat zbrodni (warto dodać, że w 1992 r. „Kozarski Vijesnik” angażował się w serbską propagandę).

Prijedor dzisiaj: typowy i wyjątkowy

Tamta wojna zmieniła Prijedor. Za jej sprawą, a także wypędzeń i wyjazdów za granicę za pracą, miasto liczy dziś jedynie ok. 29 tys. mieszkańców. Spis z 2013 r. wykazał, że Serbowie stanowią 75 proc. mieszkańców, a liczba Muzułmanów zmniejszyła się do jednej trzeciej przedwojennej populacji – jest ich niecałe 5 tysięcy. Warto więc zauważyć, że mimo wszystko do miasta i w jego okolice wróciła całkiem liczna społeczność muzułmańska.

Z jednej strony Prijedor mierzy się z typowymi dla Bośni i Hercegowiny problemami: biedą, bezrobociem, kryzysem demograficznym. Z drugiej – coroczne obchody Dnia Białych Opasek sprawiają, że to miejsce wyjątkowe w całym kraju. Podobnie jak fenomenem pozostaje organizacja „Gdyż mnie to dotyczy”, skupiająca ludzi różnych narodowości i starająca się przypominać o ofiarach, o których wielu Serbów wciąż woli nie pamiętać.

Już sama powtarzalność tych obchodów i zaangażowanie w nie także Serbów pozwalają mieć nadzieję.

MATEUSZ SOKULSKI jest historykiem, pracuje w Instytucie Historii Uniwersytetu Śląskiego; zajmuje się Bałkanami.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Dzień białych opasek