Co o bezpieczeństwie swoim i Polski mówią mieszkańcy przesmyku suwalskiego

Powietrze rozdziera skowyt syreny. Ale spokojnie, to tylko test... Co myślą ludzie we wsiach i miasteczkach przesmyku suwalskiego, do których zjeżdżają w tych dniach dziennikarze z wielu krajów Europy? Zapytała ich o to nasza autorka.
Czyta się kilka minut
Sowiecka flaga i zasieki na trójstyku granic Polski, Litwy i Rosji // Fot. Antonina Palarczyk
Sowiecka flaga i zasieki na trójstyku granic Polski, Litwy i Rosji // Fot. Antonina Palarczyk

Poniedziałek, 15 września. Trwają ćwiczenia „Zapad 2025” – nie tylko na Białorusi, ale też w rosyjskim obwodzie królewieckim. Nagłówki wielu mediów w Europie rozgrzewa temat pasma ziemi między nimi: przesmyku suwalskiego, który łączy kraje bałtyckie z Polską i resztą NATO. W razie konfliktu to on jest wskazywany jako pierwszy cel.

Tymczasem w miejscu, gdzie przesmyk się zaczyna – na trójstyku Polski, Litwy i Rosji – wetknięta jak świeczka w tort, łopocze flaga Związku Sowieckiego. Powiewa za zasiekami z concertiny, parę metrów od poczciwej polskiej już tablicy z informacją o dofinansowaniu z funduszy unijnych. Znamja Pobiedy, Sztandar Zwycięstwa, opatrzona podpisem wskazującym na 150. Dywizję Strzelecką, która w 1945 r. zdobywała Reichstag.

Puńsk: w cieniu trójstyku Polski, Litwy i Rosji

W Puńsku – niewielkiej, liczącej tysiąc kilkuset mieszkańców wsi na Pojezierzu Suwalskim, cisza po sezonie.

Przygraniczna polska wieś, pół godziny autem od trójstyku i jeszcze mniej od granicy z Litwą, pogrążona jest w drzemce, niezmąconej burzą w mediach. W knajpie z litewskim menu trwa stypa, auta żałobników ciągną się wzdłuż chodnika. 

Młoda kobieta w mundurze Straży Granicznej czeka przy barze na catering. Pogranicznicy lubią się tu stołować, mówi kelnerka Dominika. Niedługo wraca do Trójmiasta, na studia i do pytań znajomych, czy nie boi się jeździć w rodzinne strony. Wzrusza ramionami.

– Wczoraj widziałam się z kolegą, który jest w armii – opowiada. – Nie wiedziałam, że mamy taki sprzęt i zasoby w polskim wojsku, oni są non stop ćwiczeni. Teraz jest czas, by pokazać gotowość. Myślę, że zaplecze mamy. Ale czy mamy dość ludzi, którzy w razie czego pójdą walczyć?

Dominika twierdzi, że ludzie w tym roku boją się spędzać wakacje na Suwalszczyźnie. – Rozmawiałam z mnóstwem klientów, którzy mieli tu przyjechać całą paczką znajomych, a ostatecznie odważyli się pojedynczy turyści.

Puńska gmina kupuje agregaty prądotwórcze

Mówi się, że przesmyk suwalski to pięta achillesowa NATO – Witold Liszkowski jest wójtem i Litwinem, jak 80 proc. mieszkańców Puńska. – Nie zgadzam się. Piętą achillesową jest brak porozumienia między politykami w Polsce, Unii i NATO. I oczywiście nieprzewidywalność prezydenta Trumpa. Jeśli jako kraje NATO pokażemy jedność, nikt nas nie napadnie. Nikt nie wygra na dwóch frontach. Dlatego trzeba skupiać się na pomocy Ukrainie. Oni tam oddają krew, a my tylko pieniądze. Kto tego nie rozumie, jest podnóżkiem Putina – wójt jest stanowczy.

Pytany o przygotowania w razie, nazwijmy to, niepokojących aktywności wojska w obwodzie królewieckim i na Białorusi, wójt żartuje, że pierwszą myślą jest uciec jak najdalej. Ale zaraz poważnieje: – Jeśli chodzi o obronę cywilną, do końca września musimy przygotować gminny plan, który będzie spójny z planami wojewódzkimi. W maju rząd przyjął Program Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej, teraz my się dostosowujemy.

Witold Liszkowski jest wójtem Puńska i Litwinem. Mówi, że jeśli jako kraje NATO pokażemy jedność, nikt nas nie napadnie. Nikt nie wygra na dwóch frontach. Dlatego trzeba skupiać się na pomocy Ukrainie. 15 września 2025 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Co przewiduje gminny plan? Wójt: – Na przykład przygotowanie infrastruktury krytycznej. Jeśli padną wodociągi, mamy odpowiadać za zastępcze dostawy wody, zapewnienie mobilnej stacji uzdatniania i zbiorników. Musimy też przygotować magazyny żywności. Niekoniecznie, rzecz jasna, dla wszystkich mieszkańców, ale przynajmniej dla części i dla państwowych pracowników, bo urząd musi pracować. Odpowiadam za to, by pracować i pomagać. Właśnie kupujemy dwa agregaty prądotwórcze.

Czy mieszkańcy się boją? Liszkowski: – Żyjemy, rodzimy, prowadzimy inwestycje, uprawiamy ziemię. Niepewność jest, ale strachu nie ma. Myślę, że to nie nasze przygotowania budzą panikę, ale że odpowiadają za to media. Nieodpowiedzialnie żerują na niepokojach.

Wójt przyznaje, że jest mniej turystów i inwestorów: – Mamy fajne działki przy jeziorach, których nikt nie kupuje. Bywa, że niektórzy turyści, jak już się pojawią, to z przygotowanym plecakiem ewakuacyjnym. Niektórzy ludzie, którzy chcą przyjechać z dalszych części Polski, dzwonią i pytają, czy u nas nie ma wojny, czy nie widzieliśmy ruskich.

Sejny: dobra opowieść na ciemne czasy

Przyjeżdżając do Sejn z pytaniem o życie na pograniczu, wyjedzie się pełnym zachwytu wobec multikulturalnego tygla, jaki można tu zastać. Niepewność ulatuje, a pojęcie granicy nabiera jakby ciepłego brzmienia.

Od ponad 30 lat działa tutaj, a także w Dworze Miłosza w Krasnogrudzie, „Ośrodek Pogranicze – sztuk, kultur, narodów”. Ma misję: łączenie pracy w społeczności pogranicza z diagnozą współczesnej kultury i refleksją nad problemem tożsamości i pamięci. Tak to opisują na swojej stronie.

Tu przenikają się religie, zwyczaje, tradycje muzyczne – opowiada Piotr Szroeder, członek zespołu „Pogranicza”. – W Sejnach gra nasza klezmerska orkiestra, obok w Żegarach można usłyszeć litewskie pieśni polifoniczne. Naprzeciw synagogi jest cerkiew, a z meczetu tatarskiego niedaleko na cmentarz staroobrzędowców. Wszystko to się przenika i to jest piękne.

Szroeder: – Z drugiej strony pogranicze zawsze było miejscem trudnym, o skłóconej sąsiedzkiej pamięci, której dziś próbujemy nadać artystyczną formę. Nasza praca w dużej mierze oparta jest na młodych. I na sztafecie pokoleń: młodzi ludzie zbierają opowieści dziadków i później je opowiadają.

Józef w ogródku piwnym na deptaku w Suwałkach mówi, że przesmyk suwalski to dziś najbardziej bezpieczne miejsce na świecie. 15 września 2025 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Czasem ich praca to także zaopiekowanie się pustką. Jak w samych Sejnach, kiedyś miasteczku żydowskim, gdzie Żydów już nie ma – została pusta Biała Synagoga. Odbywają się tu koncerty klezmerskie i inne imprezy organizowane przez ośrodek. – Przywołujemy tamten świat za pomocą muzyki – mówi Piotr Szroeder. – Tworzymy dobre opowieści, które pozwalają żyć w sąsiedztwie. Zwłaszcza w takich czasach jak teraz, ciemnych i niepewnych.

Suwałki: ludzie pytają, kto dziś obroni Europę

Wróćmy jednak do tu i teraz. 

Syn Andrzeja znalazł w swoim polu kukurydzy dwóch czarnoskórych uchodźców – w porę zdołali uciec, bo nie ręczył za siebie. Dwaj synowie Józefa są w wojsku, jeden jako oficer. Andrzej i Józef siedzą w ogródku piwnym na deptaku w Suwałkach, przy czarnej kawie. Żywiołowo odpowiadają na pytania. Wyjaśniają, że przesmyk to dziś najbardziej bezpieczne miejsce na świecie.

– Po pierwsze, jesteśmy w NATO. Po drugie, Matka Boska jest naszą królową, więc nie ma czego się bać. Ona jest oficjalnie królową Polski i nas obroni – mówi Józef, a Andrzej kiwa głową. – Putin z Łukaszenką mają za krótkie rączki dla nas.

– Słyszałam dziś na mieście plotki, że niby jacyś młodzi uciekli na Rumunię, obawiając się mobilizacji do wojska – dopytuję.

– Bzdury! Kobieto, jak to my, Polacy, uciekniem? My tu skurwysynów będziemy…

– Józef, po co takie rzeczy – Andrzej mityguje kolegę.

– Ja po prostu nie jestem dyplomatą. Mówię, jak jest. My na ruskich wychowani. Jak był rok 1920, to daliśmy im popalić. My, Polacy, obroniliśmy całą Europę. Jak Turkami była zagrożona, to co Sobieski zrobił z husarią? Rozwalił ich i obronił Europę.

Taksówkarz Henryk uważa, że NATO powinno jak najszybciej wprowadzić swoje wojsko, żeby zakończyć ten dramat, który przeżywa Ukraina. Wigry, 15 września 2025 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Wigry: Henryk uważa, że NATO powinno wejść

Mój dziadek poszedł do Legionów Piłsudskiego, kiedy miał 18 lat. Skoro dziadek nie bał się pójść na wojnę, to wnuk też się nie boi agresji, nawet Rosji. Będę pierwszą osobą, która chwyci za broń i spróbuje najeźdźcę wygnać. Jeśli zajdzie taka potrzeba – Henryk odkłada gazetę i gramoli się ze swojej taksówki, oldskulowego mercedesa.

Ma 67 lat, do tego zgrabnego wąsa, bo wąsy się po prostu kultywuje, przechodzą z ojca na syna, a później na wnuka, jak tłumaczy. Henryk czeka na zakończenie mszy przed klasztorem w Wigrach, ma odwieźć solenizantkę do domu. Wieczór kładzie się na okalającym klasztor jeziorze. Robi się chłodno.

– Czyta pan wiadomości?

– Niezbyt, ale my tu się w ogóle nie boimy, proszę mi wierzyć. Myślę, że wojny nie będzie. I myślę, że NATO powinno jak najszybciej wprowadzić swoje wojsko, żeby zakończyć ten dramat, który przeżywa Ukraina. Jestem za tym, żeby pokazać Rosji, nawet zbrojnie, gdzie jest jej miejsce.

Sokółka: jaki strop najlepszy w piwnicy

– Amelia na komunię dostała drona – zza fotela w cukierni w Sokółce, rzut beretem od zamkniętego na głucho przejścia granicznego z Białorusią, dobiegają strzępki intensywnej dyskusji trzech kobiet. – Może ten dron, co latał nad Belwederem, to sobie dla zabawy ktoś puszczał? Ci chłopacy, co ich zatrzymali, mieli po szesnaście lat. Podobno.

Ich znajomi ze stolika obok dyskutują o Staszku, który od niedawna się buduje. Ktoś uważa, że mógłby zrobić porządny strop w piwnicy – taki, który nadawałby się na bunkier. Ktoś inny przebąkuje, że myślał o przygotowaniu torby ewakuacyjnej. Na wszelki wypadek.

Wraca temat ataku dronowego sprzed sześciu dni. Jedna z pań wspomina rozmowę ze znajomą Ukrainką: – Mówię jej: Luda, przecież to przyleciało z Ukrainy. I wiecie co? Ona mi wytłumaczyła, że przecież Ukraińcy nie dali rady wszystkiego zestrzelić.

Kuźnica: gdy milkną znajomi z Białorusi

Do końca ćwiczeń „Zapad 2025” zostało kilka godzin. Nad zamkniętym przejściem w Kuźnicy zapada noc. Nie widać już nawet skrawka Białorusi zza szlabanów, płotu i zasieków.

Starszawa barmanka nie jest w humorze. Zza okna widać jak na dłoni przejście, na barowych ścianach wisi gitara pokryta podpisami i oprawione w ramki dwa podziękowania od brygad Wojsk Obrony Terytorialnej, stacjonujących tu w 2021 r. Za czułość i za ciepło okazane żołnierzom podczas wykonywania ich obowiązku obrony polskich granic.

Wspomnienia tamtego przedziwnego czasu mieszają się ze zdawkowymi opowieściami o przemycie papierosów, które snuje wielki jak stodoła gość stojący na zewnątrz.

– Mam dużo znajomych na Białorusi, dużo rozmawiamy, ale ostatnio coś zamilkli. Osiem paszportów zajechałem, zapełniłem pieczątkami – olbrzym ma na imię Mirosław. Od pięciu lat nie był na Białorusi, odkąd po raz pierwszy zamknięto przejście, pozbawiając zajęcia większość mieszkańców Kuźnicy, jak twierdzą Mirosław i Dorota, barmanka.

Od paru dni klientów ma tyle, co kot napłakał, nie ma żadnych kierowców. – Bo wie pani, tym Białorusinom to łatwiej przychodziło rozmawiać z nami niż między sobą. Bo tam u nich człowiek się boi człowieka, że ten doniesie. Nam mogą się wygadać bez strachu – mówi Dorota.

Test w rocznicę sowieckiej inwazji

Pytana o przygraniczną rzeczywistość, Dorota wzrusza ramionami. Ciężko jest i będzie, co tu dużo mówić: – NATO? A czemu NATO miałoby się przejmować Kuźnicą? Ale nie boję się, bo jakby na Polskę napadli, to przez Kuźnicę rosyjskie wojska będą przecież tylko przejazdem. Nic nam się nie stanie.

Środa, 17 września. Poranek przychodzi jak gdyby nigdy nic. Tylko na chwilę powietrze w miejscowościach pogranicza rozdziera przeciągły skowyt syreny. Nie, nic się nie dzieje, to tylko test sprawności systemu alarmowego. Tak przy okazji rocznicy sowieckiej inwazji na Polskę.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Gminny plan obrony