Gdyby wnioski z zakończonych właśnie manewrów „Zapad 2025” wyciągać tylko na podstawie relacji rosyjskich mediów, można dojść do wniosku, że największym sukcesem ćwiczeń był udział 65 żołnierzy z Indii. Rosji i Białorusi udało się zebrać z tej okazji przy granicy z Polską i Litwą zaledwie kilkanaście tysięcy wojska. Trudno o bardziej czytelny sygnał, że Moskwy, która każdego dnia traci na wojnie w Ukrainie ponad tysiąc żołnierzy, nie stać aktualnie na otwarcie równoległego drugiego frontu. Na przykład w okolicy Suwałk.
Zmiana układu sił po rozszerzeniu NATO
Ćwiczenia „Zapad” przykuwają uwagę opinii publicznej w Polsce i w krajach bałtyckich co najmniej od roku 2015. Wówczas, podczas konferencji bezpieczeństwa CEPA Forum ówczesny głównodowodzący sił amerykańskich w Europie generał Frederick Hodges zdradził, że odcinek polsko-litewskiego pogranicza w rejonie Suwałk, liczący w najwęższym miejscu ok. 70 kilometrów, stanowi dla NATO zagrożenie z uwagi na możliwość odcięcia państw bałtyckich poprzez szybki atak z Białorusi lub obwodu królewieckiego.
Rosja uważa basen Morza Bałtyckiego za swoją strefę wpływów od końca II wojny światowej. Jeszcze w 1989 r. dyktowała tu status quo od Wysocka w Zatoce Fińskiej aż po niemiecką Lubekę. Główną bazą radzieckiej Floty Bałtyckiej był Tallin, okręty pod czerwoną banderą stacjonowały też w Rydze i Kłajpedzie, a turystów na plaży w Kołobrzegu płoszyły przelatujące tuż nad wodą MiG-i z czerwonymi gwiazdami na skrzydłach, startujące z sowieckiej bazy w pobliskim Bagiczu.
Polityczna i militarna neutralność Finlandii i Szwecji czyniła z Bałtyku niemal akwen wewnętrzny Związku Radzieckiego. Rozpad ZSRR, a potem wejście obu skandynawskich krajów do NATO diametralnie zmieniło jednak ten układ sił. Dziś Bałtyk jest de facto morzem wewnętrznym Sojuszu. Na znaczeniu stracił także polityczny straszak, jakim była do tej pory wizja ataku na przesmyk suwalski. Rosja wciąż może w ten sposób odciąć na lądzie trzy kraje NATO od reszty Europy, ale gdyby do tego doszło, Litwa, Łotwa i Estonia nadal miałyby za plecami sojuszników. W rosyjskich analizach często pojawiają się sformułowane wprost obawy o przyszłość obwodu królewieckiego.
Rosja boi się utraty bałtyckiego przyczółka
Od fińskiej granicy, która od dwóch lat jest też granicą z Sojuszem, do Petersburga jest niespełna 30 kilometrów. Stacjonująca w Bałtyjsku flota bałtycka, licząca niespełna 30 okrętów wojennych, może zostać łatwo uwięziona poprzez blokadę Cieśniny Pilawskiej przez siły Sojuszu. W reakcji na tę nagłą zmianę układu sił w regionie, w ub. roku Putin podpisał dekret o odtworzeniu moskiewskiego i leningradzkiego okręgu wojskowego.
W skład tego ostatniego wchodzi także obwód królewiecki, w którym tamtejszy 11. Korpus ma zostać rozwinięty do poziomu armii. Może się to wydawać jedynie semantyczną drobnostką, ale w rosyjskiej doktrynie wojennej oznacza nabycie nowych kompetencji, także w zakresie użycia innych rodzajów broni. W Bałtyjsku trwa rozbudowa ośrodka wywiadu elektronicznego, który – czego Kreml nawet nie ukrywa – ma przechwytywać sygnały emitowane przez siły NATO. Również z obwodu królewieckiego Rosja zakłóca sygnał GPS, utrudniając żeglugę i loty nad Bałtykiem.
Wszystkie ruchy na zachodniej flance Rosji trzeba oczywiście uważnie śledzić, ale nie warto wyciągać z nich pochopnych wniosków. Część tych decyzji jest reakcją na rozszerzenie NATO, czego Kreml zwyczajnie nie wziął pod uwagę, kalkulując atak na Ukrainę. Po drugie, wiele jednostek formalnie osłaniających północno-zachodnią flankę Rosji od dawna walczy w Ukrainie.
Wedle wyliczeń estońskiego wywiadu, pod koniec roku 2021 w obwodzie królewieckim stacjonować miało około 12 tysięcy żołnierzy. Rok później miesięcznik „Foreign Affairs”, analizując sytuację w Królewcu w oparciu o amerykańskie źródła wywiadowcze, pisał o najwyżej sześciotysięcznym korpusie. Latem ub. roku litewski minister spraw zagranicznych oficjalnie przyznał z kolei, że dane litewskiego wywiadu mówią o skierowaniu części wojsk z Królewca do obrony obwodu kurskiego zaatakowanego wówczas przez Ukrainę. Po wyparciu Ukraińców siły te miano następnie przesunąć na front na wysokości Chersonia.
***
Przesmyk suwalski jest więc nadal miejscem, w którym NATO może przejść próbę ognia. Histeryczne reakcje Moskwy na żarty internautów, które kilka lat temu sugerowały, by Kaliningrad przemianować na Kralovec i zmienić w czeską eksklawę nad Bałtykiem, pokazują jednak, że także Rosja nie czuje się tutaj pewnie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















