Zoo w Charkowie. Zwierzęta i ich opiekunowie trwają mimo rosyjskich nalotów

W Charkowie, gdzie mieszkańcy żyją pod stałymi ostrzałami, otwarte zoo pozostało jednym ze znaków codzienności. Zostali tu opiekunowie i zwierzęta, dla których to miejsce jest schronieniem.
z Charkowa
Czyta się kilka minut
Szympans Dżeta w charkowskim ogrodzie zoologicznym, z opiekunką Wiktorią, biolożką po kijowskim uniwersytecie. Ukraina, 2 marca 2026 r. // Fot. Marek Bednarz
Szympans Dżeta w charkowskim ogrodzie zoologicznym, z opiekunką Wiktorią, biolożką po kijowskim uniwersytecie. Ukraina, 2 marca 2026 r. // Fot. Marek Bednarz

W sercu Charkowa żyją surykatki. Ssaki, na wolności występujące w południowej Afryce, to bez wątpienia nie pierwsze skojarzenie, które przychodzi na myśl, gdy mowa o tym mieście – położonym blisko frontu i codziennie atakowanym z powietrza. A jednak: zoo trwa.

Gdy 24 lutego 2022 r. pociski zaczęły spadać na miasto (blisko granicy z Rosją, było jednym z celów tamtej ofensywy), zoo zamknięto dla odwiedzających. – Ale nie mogło się zamknąć całkiem, jak inne miejsca pracy, gdzie starczy zabrać rzeczy i zgasić światło – wspomina Karina, pracowniczka.

– Wywiezienie nawet mniejszych zwierząt byłoby problematyczne, a co dopiero żyraf i słoni. Ich nie można wpakować w kontenerek jak kota. Tu trzeba by specjalnego transportu. Byliśmy w kontakcie z Europejskim Stowarzyszeniem Ogrodów Zoologicznych i Akwariów (EAZA), razem z nimi rozważaliśmy plany ewakuacji. Ale każdy byłby zbyt trudny do wykonania.

Zoo, którego nie dało się zamknąć

Część pracowników ewakuowała się, jak wielu Charkowian. Część zabrała rodziny, psy i koty, i zamieszkali na terenie ogrodu. Karina: – Chcieliśmy być blisko i na posterunku. Gdy robiło się głośno, chowaliśmy się w piwnicach, w chwilach spokoju wychodziliśmy, by karmić zwierzęta. Nawet podczas tego strasznego uderzenia w budynek administracji miejskiej.

Karina, pracowniczka charkowskiego zoo. Ukraina, 2 marca 2026 r. // Fot. Marek Bednarz

W pobliskim gmachu zginęło ok. 30 osób. Karina: – Jakimś cudem żaden pocisk nie spadł dotąd na zoo, choć są uszkodzenia od odłamków i fal uderzeniowych, gdy obrywały domy wokół.

Charków dziś – to stałe ostrzały, częste odcięcia od wody i prądu. Każda kolejna zima przygotowywała ludzi, którzy w nim żyją – także w zoo – na tę ostatnią, najcięższą. Zoo miało już mocne generatory, a ludzie doświadczenie. Przetrwali najcięższe mrozy bez strat. Nawet zwierzęta ciepłolubne przeżyły.

Zamknięte w lutym 2022 r. i otwarte ponownie wiosną 2023 r., zoo pracuje odtąd cały czas. Nie planuje już ewakuacji. Żyje tak jak reszta Charkowa, wciąż pełnego ludzi. Także kulturalne inicjatywy czy koncerty nie opuszczają miasta – choć częstotliwością dorównują nalotom dronów i rakiet.

Karina mieszka w Północnej Saltiwce, dzielnicy wielkich blokowisk, która wyjątkowo ucierpiała: – Mam pięcioletnie dziecko. Ci, co chcieli wyjechać, dawno wyjechali. Reszta przyjęła ryzyko jako element rzeczywistości. Po prostu. Gdy wojnę mamy tak blisko, może to tym ważniejsze, by działały kawiarnie, teatr, żeby można było chodzić do zoo i jakoś dzięki temu się trzymać?

Niedaleko jest szpital wojskowy. Karina: – Wśród odwiedzających zoo często widzę żołnierzy w trakcie leczenia, wraz z rodzinami, które pewnie przyjechały do nich na wizytę. Organizujemy też różne wydarzenia dla dzieci z frontowych miejscowości. Z Wołczańska, z powiatu kupiańskiego.

W 2025 r. charkowskie zoo obchodziło 130-lecie. Jest jednym z najstarszych ogrodów zoologicznych w Europie i najstarszym w Ukrainie. Nie jest za to jedynym w mieście: na północnych peryferiach znajduje się prywatny Ekopark Feldmana – dziś 19 km w linii prostej od rosyjskich pozycji. W 2022 r. Ekopark był na linii walk, ginęli ludzie i zwierzęta. Część zwierząt uratowano, przenosząc je do zoo.

Rodzina szympansów uratowana z Ekoparku. Romeo i Julia (po charkowsku: Roma i Dżeta) z córką Lalą w zoo w Charkowie. Ukraina, 2 marca 2026 r. // Fot. Marek Bednarz

Gdyby charkowskie zoo zdążyło wstąpić do EAZA, do czego się przymierzało, zostałoby włączone do programu hodowlanego i otrzymałoby nowe zwierzęta. Rosjanie pogrzebali te plany. Zamiast pięciu słoni jest więc jeden. Pingwinów Humboldta, jedynych w kraju, zamiast trzynastu jest trójka. Liczbę nadrabiają żwawością: robią w basenie tyle zamętu, jakby było ich cztery razy tyle.

Trzy pingwiny Humboldta, uratowane z Ekoparku i przeniesione do charkowskiego zoo. Ukraina, 2 marca 2026r . // Fot. Marek Bednarz

Rodzina szympansów

W pawilonie sąsiadującym z pingwinami, ogrzanym, żyje rodzina szympansów uratowana z Ekoparku. Choć ten z czasem wznowił działalność, nie wszystkie zwierzęta do niego wróciły. Romeo i Julia (po charkowsku: Roma i Dżeta) oraz ich córka Lala zostały. Dogląda ich Wiktoria, drobna biolożka po kijowskim uniwersytecie.

Małpki siedzą w głębi pawilonu, łypią na nas wielkimi oczami. – Ta rodzina ucierpiała pierwsza – mówi cicho Wiktoria, śledząc Dżetę, siedzącą nieruchomo na gałęzi. – 26 lutego 2022 r. pocisk uderzył w ich dom. Szyby poleciały, na zewnątrz był mróz. One marzły, bały się, trudno było dojść z nimi do ładu. Spisano je na straty. Zabrałam się za nie wraz z kolegą. Ostatnie małpy z Ekoparku udało się nam zabrać 20 marca. Orangutany. W ich pawilonie sterczał niewypał rakiety.

Wiktoria i szympansy

Wiktoria wspomina ewakuację: – Ich rodzina była wystraszona. Trzeba było wziąć je za rączkę i prowadzić do auta. Ewakuowaliśmy ich zwykłą osobówką.

Wcześniej Wiktoria pracowała pięć lat „u Feldmana”, opiekowała się małpami. Te nie urodziły się w niewoli: złowione w dzieciństwie przez kłusowników w Afryce, trafiły do Charkowa. – Nam, pracownikom, przyszło być ich rodziną. Więc gdy przyszła inwazja, mieliśmy ich zaufanie – wspomina.

Szympans Dżeta w Charkowskim ogrodzie zoologicznym, z opiekunką Wiktoria, biolożką po kijowskim uniwersytecie. Ukraina, 2 marca 2026 r. // Fot. Marek Bednarz

Przerywa rozmowę, ilekroć za szybą widać ruch i któryś z szympansów zbliża się do niej. Patrzą jej w oczy, wyciągają dłonie. Uśmiechają się. Roma głównie oczami. Wiktoria: – Po przewiezieniu do zoo trzeba było szybko zacząć rehabilitację. Trudno im wyjaśnić, co się dzieje. Lala wyłysiała ze stresu. Tak to wszystko odbiera, jest dzieckiem. Czesze się cały czas rączkami, wszystkie włosy jej wypadły.

Wiktoria uważa, że Dżeta i Roma to najlepsi rodzice na świecie: – Niesamowicie jest patrzeć, jak się bawią z córką. Ona siada na kocyku, a tata ciągnie ją niby na sankach. Samce rzadko się tak zachowują. A Roma kocha ją jak szaleniec. Często siedzą sobie, Roma gładzi Lalę, rozczesuje i całuje w czoło. Dżeta też jest troskliwym rodzicem. Naprawdę wzorowa rodzina.

– Niezbyt lubię ludzi – wyznaje Wiktoria. – A z małpami jest ciekawie. Siadasz z nimi i rozmowa od razu jakoś płynie. Naprawdę, bardzo się Panu Bogu udały te istoty, nasi towarzysze na Ziemi. I tyle się można od nich nauczyć. Naturalności, szczerości, empatii. I poczucia humoru, bo prześmiesznie umieją zażartować. I łzę palcem obetrą.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 14/2026

W druku ukazał się pod tytułem: I łzę obetrą