Kolejne państwa umawiają się z Ukrainą na budowę bezzałogowców. Polski nie ma w tym gronie

Incydent z Osinowa obnażył naszą słabość. Co by się stało, gdyby pewnego dnia do Polski wleciał nie jeden rosyjski dron, ale kilkaset, i to uzbrojonych?
Czyta się kilka minut
Prezentacja bezzałogowego sprzętu wojskowego w Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych. Warszawa, 30 lipca 2025 r. // Fot. Leszek Szymański / PAP
Prezentacja bezzałogowego sprzętu wojskowego w Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych. Warszawa, 30 lipca 2025 r. // Fot. Leszek Szymański / PAP

Czy Polska przygotowuje się do wojny przyszłości, czy raczej do tej, która już była? – zdają się coraz częściej zastanawiać eksperci ds. wojskowości patrząc na to, w jaki sposób wydajemy miliardy z budżetu na zbrojenia. Najczęściej słyszymy bowiem o ciężkim sprzęcie: czołgach, śmigłowcach i myśliwcach bojowych, które dają Polsce ogromną siłę rażenia, ale wciąż jeszcze stanowią elementy nieskładające się na spójny system gwarantujący nam bezpieczeństwo.

Dron ze wschodu nad Polską

Mogliśmy się o tym przekonać przy okazji historii z rosyjskim (lub białoruskim) dronem, który wleciał niepostrzeżenie na terytorium Polski, przebył 85 km i eksplodował w Osinach na Lubelszczyźnie. Nie był to zapewne przypadkowy lot, ale misja obserwacyjna, cały zaś incydent każe postawić dwa pytania. Dlaczego drona nie wykryto i co by się stało, gdyby pewnego dnia takich obiektów (uzbrojonych) wleciało do nas kilkaset?

Nowa wojna, stare przygotowania

To o tyle istotne, że zdaniem Walerija Załużnego, byłego dowódcy ukraińskiej armii, małe drony odpowiadają dziś za dwie trzecie zadawanych strat. Ich produkcja zaś idzie w obu walczących krajach w miliony i obejmuje drony rozpoznawcze, przechwytujące, kamikaze, bombowe etc. W Polsce jest ona śladowa (i nie będzie szybko większa), a zakupy zdecydowanie niewystarczające.

Używane przez nas systemy radarowe (wspierane przez natowskie AWACS-y) bywają bezradne wobec małych dronów, lecących na niskiej wysokości, ale nie jest to zaskakująca wiadomość, gdyż zaprojektowano je do wykrywania większych obiektów. Nie mamy systemu takiego, jaki posiadają Ukraińcy, bazujący dziś głównie na 10 tysiącach czujników akustycznych, wykrywających zagrożenie z kilku kilometrów i chroniących głównie miasta oraz ważne dla kraju zakłady. 

System bezpieczeństwa, którego nie mamy

U nas tę rolę ma pełnić system Barbara, ale stanie się to najwcześniej za dwa lata – trochę za późno, biorąc pod uwagę skalę zagrożenia oraz niepewność ochrony ze strony USA pod rządami Donalda Trumpa.

Niepokój może budzić zwłaszcza słabość polskiego przemysłu zbrojeniowego oraz zapaść naszej współpracy z Ukrainą. Tymczasem Wołodymyr Zełenski właśnie zaproponował USA wart 50 mld dolarów kontrakt na produkcję 10 mln dronów dla amerykańskiej armii. Umowy na wspólne wytwarzanie bezzałogowców podpisały już z Ukrainą Francja i Niemcy. W sobotę list intencyjny o wspólnej produkcji uzbrojenia parafowali z kolei ministrowie obrony Szwecji i Ukrainy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 35/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Kraj bez dronów