Miłosz nie od razu wybrał Kraków. Zdecydował się tu zamieszkać po śmierci żony Carol, by stąd wyruszyć w swą ostatnią podróż

„Czułość”, ulubione słowo Czesława Miłosza, dobrze opisuje jego małżeństwo z Carol.
Czyta się kilka minut
Czesław Miłosz z żoną Carol
Czesław Miłosz z żoną Carol w ogrodzie na Grizzly Peak // Fot. Elżbieta Sawicka / Materiały prasowe wyd. ZNAK

Słoneczne popołudnie na Rynku Głównym. Nagle od strony ulicy Szewskiej jakaś kobieta woła po angielsku: „Uwaga! Z drogi! Jestem niebezpieczna!”.

Dziennikarz Tomasz Fiałkowski i jego znajomi odwracają się za siebie. To roześmiana Carol Miłosz, jadąca prosto na nich na rowerze. Wybrała się zapewne na zakupy, bo za siodełkiem miała wiklinowy koszyk. Był to jej kolejny rower w Krakowie, bo poprzednie jej kradziono, nim nauczyła się zabezpieczać je łańcuchem zamykanym na kłódkę, nawet na chwilę kiedy wchodziła do sklepu po butelkę mleka. Dzięki temu jeździła na obecnym już dwa lata. Fiałkowski lepiej zachował w pamięci jej pogodne usposobienie niż rower. 

„Spotykając ją choćby na chwilę – energiczną, promienną, tryskającą optymizmem, zawsze chętną do rozmowy – miało się wrażenie, że wszystko jest OK, że świat został właściwie poukładany, a jeśli nawet coś w nim jeszcze szwankuje, od nas zależy, by to poprawić. Radość życia, którą umiała zarazić innych (…)”, nawet w Polsce. Umiała nie tylko zaradzić czarnym myślom męża, ale podnosiła na duchu również innych ludzi. 

Choć nigdy nie nauczyła się polskiego i nie zawarła w Krakowie głębszych przyjaźni, potrafiła komunikować się w inny, może nawet bardziej skuteczny sposób: okazując entuzjazm typu „ależ da się!” i szczerą ciekawość ludziom – wieloletnim znajomym Miłosza, a nawet sąsiadom z kamienicy na Bogusławskiego 6. W roli żony sławnego poety udzielała wywiadów mediom i polskim czasopismom; na pewno znalazła sobie miejsce w Krakowie, choć czasem musiała czuć się samotna. Bo jakżeby inaczej?

Przenosząc się z Miłoszem stopniowo do Polski, wkładała mnóstwo pracy w stworzenie prawdziwego domu. Założyła ogród na porośniętym bluszczem podwórzu kamienicy, położonym dwa piętra niżej, i podlewała go przy pomocy węża ze specjalną nasadką, opuszczając go w dół z okna kuchni. Początkowo mieli mieszkanie dwupokojowe – dużą sypialnię połączoną z gabinetem i niewielką niszę – Carol przebudowała je, żeby mieli więcej przestrzeni.

Czuł się tam całkowicie u siebie, jak w domu. Zachwycał się architekturą, atmosferą, rozmowami w kawiarniach i dawnymi przyjaciółmi. „To ludzie, z którymi odbył tysiące dyskusji i wieczorów autorskich”, mówiła Kosińska. Do tego doszło niczym niezmącone szczęście małżeńskie. „Czułość” to było, według Kosińskiej, jego ulubione słowo i opisuje ono ich małżeństwo.

Czesław Miłosz

Może Carol sama stawała się Polką, po trosze amerykanizując Polskę. Na Polakach robiła wrażenie jej biznesowa sprawność wzięta z Uniwersytetu Emory – śledziła wydania Miłosza na całym świecie, negocjowała umowy, dyskutowała z grafikami o projektach okładek – a nawet wspólnie z Miłoszem tłumaczyła niektóre jego wiersze na angielski. Nie bała się też go krytykować. Zakwestionowała jego ujęcie kobiecości w „Traktacie teologicznym” (bo nie utożsamiała się ani z Ewą, ani z Maryją), a ponieważ była Amerykanką i protestantką, sprzeciwiała się rygorystycznie dogmatycznej odmianie katolicyzmu, z którą zetknęła się w Polsce.

Była sceptyczna względem religii, ale chodziła z nim do kościoła Świętego Idziego, klejnotu architektury sakralnej na Grodzkiej, sięgającego XI wieku. Dla Miłosza jego główny urok polegał na tym, że w całym Krakowie tylko tam odprawiano msze w języku angielskim, co mogło być nęcącą opcją dla Carol i może, choć w inny sposób, również jej zamerykanizowanego męża. Okazało się z biegiem czasu, że rodzinny kraj Miłosza nie był tak obcy, jak mogła przypuszczać. Po podróży na Litwę powiedziała Joannie Gromek, żonie wydawcy Miłosza, Jerzego Illga, jak bardzo ten kraj przypomniał jej amerykańskie Południe i wczesne dzieciństwo:

„Dla mnie rzeczą szokującą było uświadomienie sobie, jak podobne były światy naszego dzieciństwa… spichlerze ze zbożem, konie, pola z pługami i wozami (…)”.

Potrafiła sobie wyobrazić życie dawnych mieszkańców Litwy, podobnie jak swych przodków w Karolinie Północnej. Zarazem jednak nie przemogła tęsknoty za niektórymi aspektami życia na Zachodnim Wybrzeżu. Pewnego razu miała ochotę na coś bardziej w kalifornijskim stylu i złożyła zamówienie w uroczej wegetariańskiej restauracji na ulicy świętej Gertrudy. Na widok dań bezmięsnych Miłosz zaprotestował: „Ależ Carol, ja chcę jeść jak Polak!”. Jedzenie było wyśmienite.

Czesław Miłosz mural

Joanna Zach uważa, że Miłosz nie od razu wybrał Kraków – nie wtedy, gdy przyjechał do Polski w czasie triumfów Solidarności, ani gdy miał dom przy Bogusławskiego 6. „Nie, w istocie wybrał go dopiero po powrocie z pogrzebu swej żony w 2002 roku, ze świadomością, że to stąd wyruszy w swą ostatnią podróż”. Zach, pracownicę Uniwersytetu Jagiellońskiego, łączyła z Miłoszem długa znajomość, szczególnie bliska pod koniec jego życia.

Miłosz zaczął pisać „Orfeusza i Eurydykę”, swoje późne arcydzieło, na pokładzie samolotu, którym wracał do Polski z San Francisco. Zach twierdzi, że musiał już wcześniej myśleć o wierszu in memoriam, a jego treść przyszła do niego w jednym momencie, linijka za linijką: „Powiedział mi później, że to bardzo trudne pisać takie wiersze, bo bez względu na to, jak wielki i szczery jest ból, forma wykorzystuje tę emocjonalną sytuację do własnych celów, »moralnie podejrzanych«”. (…)

Mit, który wybrał, opowiada o Orfeuszu usiłującym odzyskać swą ukochaną zmarłą żonę Eurydykę z królestwa Hadesa. „Ten utwór ma pewien klucz. Leciałem z Krakowa do San Francisco, wiedząc, że Carol umiera i że koniec jest nieunikniony; jedyne, o co chodziło, to, żeby zdążyć do szpitala przed jej śmiercią”, mówił Miłosz. „I właściwie ta podróż po Hadesie to jest moja podróż do San Francisco i wędrówka po szpitalu. W scenerii poematu znajdzie pan elementy nowoczesnego szpitala, jak elektroniczne roboty, które przesuwają się bezszelestnie korytarzami”. (…)

Pamiętał jej słowa: „Jesteś dobrym człowiekiem”.

Nie bardzo w to wierzył. Liryczni poeci

Mają zwykle, jak wiedział, zimne serca.

To niemal warunek. Doskonałość sztuki

Otrzymuje się w zamian za takie kalectwo.

Tylko jej miłość ogrzewała go, uczłowieczała.

Kiedy był z nią, inaczej też myślał o sobie.

Nie mógł jej zawieść teraz, kiedy zmarła.

Cz. Miłosz, Orfeusz i Eurydyka, w: tegoż, Wiersze wszystkie, Kraków 2021, s. 1325


Niniejszy tekst jest fragmentem książki „Miłosz w Kalifornii”, która ukazała się w czerwcu 2024 r. Tekst drukujemy dzięki uprzejmości wydawnictwa ZNAK. Tytuł pochodzi od redakcji.

Miłosz w Kalifornii

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”