Syjonizm kojarzy się głównie ze świecką ideologią powstałą w XIX stuleciu w kręgach żydowskich, którym marzyło się stworzenie państwa na tzw. Ziemi Obiecanej. Jednak idea powrotu Żydów na Bliski Wschód – motywowana religijnie – już kilka wieków wcześniej zyskała zwolenników wśród chrześcijan. Książki tych autorów, nawołujące do nowego osiedlenia Żydów w Palestynie, poprzedziły wydany w 1896 r. manifest „Państwo Żydowskie” Theodora Herzla, ideologa nowoczesnego syjonizmu.
To również religijne koncepcje przygotowały grunt pod powstanie w 1922 r. brytyjskiego Mandatu Palestyny, a potem Państwa Izrael. Niektórzy chrześcijańscy syjoniści odegrali też znaczącą rolę w jego historii. O ile rola polityków jest tu bardziej znana, łatwiej mogą umknąć nazwiska dwóch żołnierzy chrześcijan. Opowiedzmy o nich.
Jak narodził się chrześcijański syjonizm
Opowieść tę zacznijmy jednak kilkaset lat wcześniej. Wówczas to chrześcijański syjonizm wyrósł z Reformacji i początkowo znalazł zwolenników w Kościołach protestanckich. Ich poparcie dla powrotu Żydów do Palestyny było związane z taką wykładnią Biblii, która przypisywała im ważne miejsce w perspektywie zbawienia.
Reformacja przyniosła bowiem nie tylko zainteresowanie tekstami biblijnymi, ale też opisaną w nich historią Izraela. Wraz z tym rosło zainteresowanie hebrajskim, uznanie dla dziejów starożytnego Izraela i dla współczesnych Żydów. Zwłaszcza w Anglii i Niderlandach, gdzie łączyło się z wiarą w biblijne proroctwa o końcu czasów i millenaryzmem. Millenaryzm, tj. przekonanie o rychłym ponownym przyjściu Chrystusa, łączył się w tym czasie z poglądem, iż przyjście to nastąpi dopiero, gdy Żydzi wrócą do Ziemi Świętej, uznają Jezusa za zbawiciela i staną się chrześcijanami.
O ile na początku powrót Żydów do Palestyny postrzegano jako akt duchowy, to z czasem zaczęto zastanawiać się, jak można to zrealizować całkiem ludzkimi siłami.
Bliski Wschód „przybliża się” do Europy
Był to też czas, gdy tłumaczenie Biblii na angielski pomogło rozkwitać różnym jej interpretacjom. W tym koncepcji, że Żydzi tymczasowo żyją w Europie, a ich prawdziwą ojczyzną jest Ziemia Obiecana. Zyskała ona popularność zwłaszcza w purytańskiej Anglii: purytanie uznali, że Żydom należy pozwolić na powrót do Ziemi Obiecanej, by doprowadzić do spełnienia się biblijnych proroctw.
Idea ta pozostała jednak marginalna aż do wyprawy Napoleona na Egipt (1798-1801), zakończonej klęską. Wtedy to w Brytanii pojawiły się głosy, że należało przekonać Imperium Osmańskie – sprzymierzone z Londynem – by odstąpiło fragment swej ziemi Żydom. W tym czasie Turcja była cieniem dawnej potęgi, a Bliski Wschód „przybliżył się” do Europy: archeologia i relacje podróżnych rozpalały wyobraźnię protestanckich misjonarzy i polityków, prowadząc też do większego zaangażowania mocarstw w Ziemi Świętej.
W 1809 r. powstało Londyńskie Towarzystwo Szerzenia Chrześcijaństwa wśród Żydów; z niego wyszli liczni zwolennicy osiedlenia Żydów w Palestynie. Najsłynniejszy, lord Ashley-Cooper (szef Towarzystwa) popularyzował pogląd, iż odkupienie dokona się dopiero po sprowadzeniu Żydów do Ziemi Obiecanej. To on ukuł chwytliwy slogan „Kraj bez ludzi dla ludzi bez kraju”. Sugerował on błędnie, że na Żydów czeka niezamieszkana Palestyna.
I wojna światowa: punkt zwrotny dla sprawy syjonistycznej
Plan osiedlenia Żydów w Palestynie wydał się na chwilę namacalny w końcówce lat 70. XIX w., a to za sprawą Laurence’a Oliphanta. Ten dyplomata i dziennikarz (relacjonował polskie powstanie styczniowe) był też gorliwym chrześcijańskim syjonistą. Wierzył, że odbudowa Izraela przyspieszy czasy ostateczne. Jego plan upadł jednak podczas rozmowy Oliphanta z sułtanem – Brytyjczyk nie omieszkał wspomnieć islamskiemu władcy, że osiedlenie Żydów na jego ziemiach spowoduje nadejście Jezusa.
Chrześcijański syjonizm wciąż był popularny w Anglii końca wieku XIX, a więc w okresie, gdy – za sprawą Herzla – upowszechniać zaczął się w Europie świecki syjonizm. Ale dopiero wybuch I wojny światowej stał się punktem zwrotnym, który zmienił sytuację na Bliskim Wschodzie. W tym czasie, a także w kolejnych latach szczególną rolę odegrali dwaj brytyjscy wojskowi – gorliwi chrześcijanie i zwolennicy osiedlenia się Żydów w Palestynie.
Obaj wywodzili się z nurtu, przez niektórych badaczy określanego mianem Syjonizmu Szkółek Niedzielnych (Sunday school Zionism), gdyż ich prożydowskie sympatie miały zrodzić się podczas nauki w jednym z takich miejsc. Obaj, dalecy od świętości, byli barwnymi postaciami – i niezwykle przysłużyli się sprawie syjonistycznej.
Przygody i marzenia podpułkownika Pattersona
John Henry Patterson – rocznik 1867, anglo-irlandzki protestant z Ulsteru – to postać, która może uosabiać wszelkie cechy kolonialnego bohatera Albionu. Zapalony myśliwy, polował na tygrysy w Indiach i zabił dwa lwy-ludojady z Tsawo (opisał to w książce, na motywach której powstał potem film). Podczas wojen burskich, gdy koloniści z Południowej Afryki chcieli wybić się na niepodległość, służył w Imperialnej Kawalerii.
Patterson był zaczytanym w Biblii gorliwym chrześcijaninem. Pisał o sobie: „Jako mały chłopiec pożerałem gorliwie zapisy przygód żydowskich militarnych dowódców jak Jozue, Joab, Gedeon i Juda Machabeusz, marząc trochę, że któregoś dnia w jakiś niewielki sposób i ja stanę się kapitanem zastępów dzieci Izraela”.
Marzenie to spełniło się podczas I wojny światowej: jego znajomość świata Biblii sprawiła, że stał się świetnym kandydatem na dowódcę oddziałów żydowskich tworzonych w armii brytyjskiej. Objął dowództwo najpierw nad Korpusem Mulników Syjonu, z którym walczył pod Gallipoli, a potem tzw. Legionem Żydowskim.
Legion: pierwsze wojsko po wiekach żydowskiego pacyfizmu
Ta idea żydowskiego wojska wyszła od Żydów syjonistów, którzy wierzyli, że zaangażowanie po stronie brytyjskiej pomoże im w utworzeniu państwa na terenie ziem należących do Turcji. Po wiekach żydowskiego pacyfizmu był to projekt rewolucyjny. Rozważano, czy nadać formacji nazwę „Machabeusze”, która łączyłaby ją z czasami starożytnej militarnej świetności Żydów. Wedle Pattersona, Juda Machabeusz czułby się jak w domu w jego obozie, gdzie rozbrzmiewały hebrajskie komendy.
Jednym z pomysłodawców formacji i podoficerem w Legionie był słynny przywódca syjonistyczny Włodzimierz Żabotyński. Wspominał on później, że gdy maszerowali przez osmańską Palestynę, dla Pattersona biblijne nazwy miejscowości były o wiele bardziej znaczące i lepiej znane niż dla niego, niewierzącego Żyda. Kapelan Legionu przegrał zakład z Pattersonem o pewną regułę biblijną: Brytyjczyk ją znał, a on, rabin, nie był jej świadomy.
Żołnierze Legionu nosili naszywkę z menorą. Patterson zadbał o obecność rabina, koszerne jedzenie i zachowanie szabatu (jeśli okoliczności pozwalały). Choć Legion odegrał pewną rolę w kampanii w Palestynie, kluczowy był jego wymiar symboliczny.
Chrześcijański ojciec chrzestny armii izraelskiej
Również po I wojnie światowej Patterson wspierał sprawę syjonistyczną, a później był członkiem tzw. Grupy Bergsona, zaangażowanej w ocalenie Żydów podczas II wojny światowej.
O tym, że Patterson – zmarły w 1947 r., na rok przed powstaniem Izraela – zawsze myślał o państwie żydowskim w kategoriach biblijnych, świadczy jego mowa wygłoszona na 20-lecie Legionu, a dotycząca dalszych losów Mandatu Palestyny, które rozważała wtedy brytyjska Komisja Królewska: „Zawisł nad wami strach przed orzeczeniem Komisji Królewskiej. Zaprawdę, nie to jest ważne, nie to decyduje, ale to, że Palestyna jest dla Żydów i Synowie Izraela odziedziczą ziemię Izraela”.
Wsparcie dla syjonistów i krytyka działań Wielkiej Brytanii w Palestynie kosztowała Pattersona dalszą karierę wojskową, którą zakończył w stopniu podpułkownika. W historii Żydów odegrał on ważną rolę: posiadanie własnej jednostki wojskowej zostało w pamięci syjonistycznych liderów, którzy tworzyli potem podziemne siły zbrojne w Mandacie Palestyny, mające chronić przyszłe państwo.
Beniamin Netanjahu wspominał po latach, że postrzega Pattersona jako ojca chrzestnego izraelskiej armii. Jego starszy brat Jonatan – słynny komandos, poległy w akcji uwolnienia zakładników na lotnisku w Ugandzie – nazwany został właśnie na cześć Johna Pattersona (i dziadka Natana Milejkowskiego). Jonatan, urodzony w 1946 r., jako niemowlę otrzymał od Pattersona srebrny kubek z inskrypcją, w której Brytyjczyk nazwał go swoim chrześniakiem.
Jak Orde Wingate chciał wypełnić proroctwa Biblii
Inną niezwykle wyrazistą postacią, a przy tym chrześcijańskim oficerem syjonistą, był Orde Wingate (1903-44). Był wnukiem jednego ze wspomnianych protestanckich misjonarzy, którzy usiłowali nawracać Żydów. Jego rodzice byli w Indiach misjonarzami z ruchu Braci Plymuckich (Plymouth Brethern). To ugrupowanie propagowało dyspencjonalizm: wiarę, że historia została podzielona przez Boga na siedem okresów-dyspensacji, z których ostatnim miało być tysiącletnie królestwo Chrystusa.
To specyficzne religijne wychowanie sprawiło, że także Orde Wingate został chrześcijaninem syjonistą. On sam łączył to z wpływem matki: „Nauczyła mnie, że muszę żyć według Biblii i muszę dopomóc spełnić biblijne proroctwa. To ona powiedziała mi, że mam przyjaźnić się z Żydami i pomóc wypełnić im biblijne proroctwo i wrócić do Palestyny”.
Jego pierwszym namacalnym kontaktem ze wschodem był kurs arabskiego, który ukończył w Londynie. Później był oficerem armii brytyjskiej w Sudanie, gdzie walczył z kłusownikami. Podczas pobytu w Afryce jego romantyczno-orientalistyczne inklinacje skłaniały go do poszukiwania śladów zaginionej starożytnej armii Kambzyzesa i legendarnej, pełnej skarbów oazy Zerzura (tej, której poszukiwał „angielski pacjent” László Almásy). Relacja z tej wyprawy została opublikowana w Royal Geographical Magazine w 1934 r.
Specjalne Oddziały walczą z Arabami
Wingate bezkrytycznie uznawał Stary Testament za niezawodne źródło historyczne i traktat polityczny. Gdy zaś jako oficer wywiadu brytyjskiego trafił z żoną Lorną do Mandatu Palestyny, potraktował dosłownie wskazówki matki.
W 1936 r. wybuchło tam powstanie arabskie przeciw Brytyjczykom i Żydom. Wśród żydowskich osadników nie było zgody, jak odpowiedzieć. Z początku lewicowi syjoniści chcieli zachować powściągliwość i nie odpowiadać przemocą na przemoc. Wkrótce, wobec nasilających się ataków arabskich, nawet dla nich stało się jasne, że nie da się uniknąć walki.
O ile brytyjscy wojskowi byli podzieleni, gdy idzie o ich sympatie, o tyle Wingate opowiedział się z całą gorliwością po stronie Żydów. Wspomógł żydowskich mieszkańców Palestyny, tworząc tzw. Specjalne Oddziały Nocne, które walczyły z Arabami. Jako bazę dla nich wybrał nieprzypadkowo Ein Harod – miejsce kojarzone z biblijnym sędzią Gedeonem, który miał tam wybrać swoich 300 żołnierzy.
W swoim zapatrzeniu w tekst biblijny Wingate rozważał nawet użycie podstępu, jakim posłużył się Gedeon przeciw Midianitom: wykorzystanie dźwięku trąb, by przerazić Arabów. Nie powiodło się to jednak z racji na sprzeciw żydowskich przywódców religijnych, aby użyć szofarów, zaś trąbki angielskie nie okazały się dość efektowne.
Karabin, Biblia i słownik hebrajski
Historycy nie są zgodni co do metod Wingate’a – niektórzy oskarżają go, że na zabójstwa dokonywane przez Arabów na osadnikach żydowskich odpowiadał środkami równie bezwzględnymi.
Zapamiętano go jednak głównie jako tego, który swoją taktyką zmienił przebieg walk w Palestynie. Dzięki temu stał się bohaterem dla pierwszego pokolenia izraelskich wojskowych. Niektórzy z nich, jak Mosze Dajan, byli zresztą członkami Oddziałów Nocnych i twierdzili, że cała późniejsza taktyka armii Izraela polegała na inwencjach Wingate’a.
Nic dziwnego, że jego ekscentryczna postać uległa mitologizacji, tym łatwiejszej, że jego życie dostarczało barwnych detali, w których pojawiały się motywy biblijne (nawet kupioną żonie małpkę nazwał imieniem Batszeby, żony króla Dawida). Jeden z uczestników tych walk wspominał, że Wingate wieczorami uczył się hebrajskiego. Ponoć znał na pamięć techniczne detale biblijnych potyczek. Pewien bojownik Hagany, tajnej żydowskiej organizacji wojskowej, opisywał go jako człowieka, który nosił ze sobą karabin, Biblię i słownik hebrajski.
Wspierający powstanie państwa żydowskiego i niesubordynowany, Wingate stał się problemem dla zwierzchników, co zaowocowało odesłaniem go z Palestyny. Jego dowódca raportował, że choć jest on dobrym żołnierzem, przekłada interes Żydów nad interes Brytanii.

Bohater z dzieciństwa Ariela Szarona
Podczas II wojny światowej Wingate walczył z Włochami w Etiopii, gdzie stworzył oddziały o nazwie Siły Gedeona. Zanim w 1944 r. zginął w katastrofie lotniczej, zdążył stworzyć też oddziały walczące skutecznie z Japończykami w dżunglach Birmy. W dalekiej Azji pozostał chrześcijańskim syjonistą. Przed śmiercią pisał do żony z Birmy, cytując psalm: „Jeruzalem, jeśli zapomnę o tobie, niech uschnie moja prawica!”.
O jego śmierci pisała prasa brytyjska i żydowska, a także polska, przedstawiając go jako znakomitego dowódcę i „samotnego rycerza” w świecie nowoczesnej wojny. Jego żona Lorna kontynuowała pasję męża i gdy w ONZ miało odbyć się głosowanie nad podziałem Mandatu Palestyny, napisała do cesarza Etiopii Hajle Syllasjego, powołując się na jego dług wobec jej męża, aby wsparł powstanie Izraela. Etiopia ostatecznie wstrzymała się od głosu, co okazało się wystarczającym wsparciem.
Ben Gurion powiedział o nim, że gdyby Wingate żył, byłby naturalnym dowódcą armii Izraela podczas wojny w 1948 r. Generał i premier Ariel Szaron przyznał zaś, że Wingate był jego bohaterem z dzieciństwa, i że zaczytywał się o jego wyczynach w Abisynii i Birmie.
Uhonorowani przez Izrael
Patterson i Wingate doszli do wsparcia syjonizmu przez chrześcijaństwo i biblijne proroctwa. Dziś obaj są honorowani w Izraelu.
W 2014 r. prochy Pattersona przeniesiono z Kalifornii do Izraela, gdzie spoczęły na cmentarzu w Awichajil, osadzie założonej przez weteranów Legionu Żydowskiego. Na pogrzebie premier Netanjahu mówił: „Nigdy w historii Żydów nie było wśród nas chrześcijańskiego przyjaciela o takim zrozumieniu i oddaniu”. Także Wingate pamiętany jest z biblijnym patosem, że „w latach krwi w Palestynie (...) zawarł przymierze krwi z obrońcami Izraela”.
Dziś dzieje chrześcijańskich syjonistów piszą się nadal – za ich współczesne wcielenie można uznać środowiska ewangelikalne w USA, które odgrywają dużą rolę, gdy idzie o niemal bezwarunkowe wsparcie Stanów dla polityki Izraela. Ale to już osobna historia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















