Na cztery lata przed II wojną światową włoski kler żarliwie poparł atak Mussoliniego na Etiopię. Papież, choć był mu przeciwny, milczał

Ofiarą tej agresji padł drugi (po Armenii) najstarszy chrześcijański kraj świata. Mimo to znacząca część włoskiego duchowieństwa – od najniższych do najwyższych w hierarchii – uległa nacjonalistycznym fantazjom Mussoliniego i dostrzegła w niej nową wyprawę krzyżową.
Czyta się kilka minut
Włoscy żołnierze przystępują do komunii, Włoska Afryka Wschodnia, 1940 r. // AP / East News
Włoscy żołnierze przystępują do komunii, Włoska Afryka Wschodnia, 1940 r. // AP / East News

Uciekinier z własnego kraju, etiopski cesarz Haile Selassie występujący przed Ligą Narodów, poprzedniczką ONZ, mówił gorzko: „Dziś to my, jutro przyjdzie kolej na was”. Istotnie: historia pokazała, że włoska agresja na Etiopię z lat 1935-36 i następnie jej okupacja stanowiły preludium do II wojny światowej.

Była to typowa wojna zaborcza w celu zdobycia terytoriów i korzyści politycznych. Jednak znacząca część włoskiego duchowieństwa dostrzegła w niej nową wyprawę krzyżową.

CHRZEŚCIJAŃSKI KRAJ | Tym, którzy odwoływali się do idei krucjat, najwyraźniej nie przeszkadzało, iż od połowy wieku IV Etiopia była chrześcijańska (choć niezależna od Rzymu). W etiopskich klasztorach przechowały się żydowskie i wczesnochrześcijańskie rękopisy, których daremnie byłoby szukać gdziekolwiek indziej. Od wieków etiopscy mnisi rezydowali w Bazylice Grobu w Jerozolimie. Etiopskie chrześcijaństwo cechował silny kult Marii i świętych, a także aniołów.

Jako państwo odcięte od świata chrześcijańskiego przez sąsiednie kraje islamskie, Etiopia pozostawała w niemal zupełnej izolacji aż do XVI w. Wtedy to jej zmagania z islamskim podbojem wsparli Portugalczycy. W ówczesnych walkach wziął udział – i poległ – Cristóvão da Gama (syn Vasco, słynnego odkrywcy). Portugalczycy przyczynili się do zwycięstwa Etiopczyków. Później jezuickie próby narzucenia Etiopii rzymskiego katolicyzmu zakończyły się fiaskiem.

BIBLIJNA ARMIA | Agresja Mussoliniego z 1935 r. nie była pierwszą wojną w historii obu państw. W końcu XIX w. Włosi, którzy w Afryce mieli tylko dwie kolonie, sąsiadujące z Etiopią (Somali Włoskie i Erytreę), podjęli próbę jej podbicia. Jednak w bitwie pod Aduą w 1896 r. doznali upokarzającej klęski, zadanej jej przez armię cesarza Menelika II.

Religia odegrała w tym konflikcie znaczącą rolę po stronie Etiopczyków. W bitwie pod Aduą żołnierzom towarzyszyli duchowni Etiopskiego Kościoła Ortodoksyjnego z tabotami – panelami ołtarzowymi, nawiązującymi do Arki Przymierza i tablic z Dekalogiem.

Taboty zabierano na wojny, by zapewnić zwycięstwo, zaś Adua to najsłynniejsza bitwa z ich udziałem. Cesarzowa Tāytu nakazała niesienie tabotów Maryi i Syjonu, a Menelik zabrał tabot św. Jerzego. Wojsko etiopskie przypominało biblijne armie Izraela, którym towarzyszyła Arka Przymierza, albo krzyżowców niosących drewno z krzyża Chrystusa.

Adua stała się później wdzięcznym tematem dla etiopskich artystów: podkreślali pomoc nadprzyrodzoną dla swych wojsk, a święty Jerzy przedstawiany był jako towarzysz armii Menelika II. Po bitwie cesarz zbudował katedrę jego imienia w stołecznej Addis Abebie.

Ówczesny papież Leon XIII – skonfliktowany z państwem włoskim – nie wsparł tej agresji, a Kościół rzymskokatolicki wręcz odciął się od imperialnych planów Włoch. Watykan pomagał tylko negocjować uwolnienie włoskich jeńców.

PAPIEŻ I CESARZ | Dzięki wspomnianemu zwycięstwu aż do roku 1935 Etiopia była wyjątkiem na mapie Afryki: krajem, który skutecznie obronił się przed kolonizacją europejską. Zarazem przedwojenne relacje między Piusem XI (pełnił urząd w latach 1922-39) a władcą Etiopii, cesarzem Haile Selassie, były bardzo dobre.

Jeszcze za poprzedniego papieża, w 1919 r. otworzono w Watykanie Collegio Etiopico. Pius XI przeniósł je do nowego budynku, w głębi ogrodów watykańskich. W młodości Haile Selassie wychowywany był przez francuskiego kapucyna, później biskupa André Jarosseau, który założył w kraju ośrodek dla trędowatych i seminarium. Za sprawą jego działalności w Etiopii pojawiło się 232 katolickich duchownych. Przyszły cesarz był w 1924 r. życzliwie przyjęty przez papieża, który modlił się za kraj i jego władców. Pięć lat później delegacja papieska odwiedziła Etiopię.

Już jako cesarz Haile Selassie pozwolił na działalność katolickich misjonarzy i wsparł budowę katolickiej katedry w Addis Abebie.

Plakat przedstawiający Piusa XI i Benita Mussoliniego, wykorzystywany na okładkach czasopism, 1931 r. // Fot. Leonard de Selva / East News

NIE DRAŻNIĆ DUCE | Jednak przywódca faszystowskich Włoch, Benito Mussolini, któremu marzyło się nowe rzymskie imperium, nie zapomniał o klęsce spod Adui. Zamierzał podbić Etiopię i w 1935 r. skorzystał z pretekstu do wywołania wojny.

Kilka lat wcześniej duce uregulował stosunki między państwem włoskim a Watykanem, zawierając kompromisowe traktaty laterańskie. Choć więc w świetle źródeł nie ma wątpliwości, że Pius XI nie chciał, by doszło do agresji na Etiopię, zależało mu też, by nie naruszać poprawnych relacji z Mussolinim.

Przed inwazją papież zdobył się tylko na nieoficjalny sprzeciw: w mowie do Kongresu Pielęgniarek Katolickich 27 sierpnia 1935 r., nie wymieniając Etiopii z nazwy, wspomniał o niesprawiedliwej wojnie, którą nazwał czymś „przekraczającym wyobraźnię”, „monstrualnym i straszliwym”. Zirytowało to faszystów i wzbudziło lęk u watykańskich urzędników. Oficjalna wersja przemówienia, opublikowana w watykańskiej gazecie „L'Osservatore Romano”, została złagodzona tak, by nie drażniła duce.

Przez moment papież zamierzał jeszcze napisać do Mussoliniego, by poniechał ataku. Nie doszło do tego, za to Watykan wysłał list do brytyjskiego króla Jerzego V z prośbą, by pomógł zapobiec inwazji. Skończyło się to fiaskiem. Pius XI nie zdecydował się już więcej zabierać głosu w tej sprawie. 13 września 1935 r. sekretarz stanu Eugenio Pacelli (przyszły Pius XII) zapewnił za to Mussoliniego, że papież nie będzie stał na drodze jego ataku na Etiopię.

PAPIEŻ MILCZY | Gdy więc w październiku 1936 r. wojna stała się faktem, z Watykanu nie rozległ się ani potępiający głos, ani choćby nawoływanie do pokoju. Ponieważ w wielu innych kwestiach Pius XI wypowiadał się chętnie i dobitnie, jego milczenie sprawiało wrażenie akceptacji. Słowa potępienia nie wybrzmiały nawet, gdy Włosi użyli gazów bojowych i zmasakrowali duchownych oraz pielgrzymów w sanktuarium Debre Libanos. Budziło to konsternację. Jedna z lewicowych gazet pytała, czy na tronie św. Piotra nie zasiada aby Poncjusz Piłat.

Ze źródeł wiemy, że papież chciał wspomnieć o nadziejach na pokój w swojej mowie planowanej na grudzień. W akcie zaskakującego asekuranctwa postanowił jednak wcześniej zapytać Mussoliniego o zgodę na wyrażenie takiego życzenia. W jego imieniu Pacelli zwrócił się do włoskiego ambasadora przy Stolicy Apostolskiej – i usłyszał, że życzenie rozejmu będzie negatywnie przyjęte przez rząd. Sekretarz stanu zapewnił więc ambasadora, że temat nie zostanie poruszony. Istotnie, podczas Bożego Narodzenia papież nie wspomniał wcale o Etiopii ani o nadziejach na pokój.

Do Piusa XI dochodziły listy oburzonych agresją chrześcijan z różnych miejsc świata. Np. arcybiskup Paryża Jean Verdier oświadczył, że jedyną wojną sprawiedliwą jest wojna obronna, a atak na Etiopię nie spełnia tego kryterium.

WŁOSKA KRUCJATA | Inaczej wyglądało to we Włoszech. Tu większość kleru, od najniższych do najwyższych w hierarchii, uległa nacjonalistycznym fantazjom Mussoliniego i wsparła go z ogromnym entuzjazmem.

Historycy, jak Lucia Ceci czy Ian Campbell, przytaczają dziesiątki przykładów. Jedno z głównych pism katolickich przedstawiało Etiopczyków jako barbarzyńców, którym należało nieść cywilizację i chrześcijaństwo (sic!). Jezuickie pismo „La Civiltà Cattolica” określało ich mianem heretyków i schizmatyków. Arcybiskup Tarentu mówił: „Zwycięstwo Włoch otworzyłoby Etiopię, kraj niewiernych i schizmatyków, na ekspansję wiary katolickiej; dlatego wojnę przeciw Etiopii należy uważać za wojnę świętą, za krucjatę”.

Kardynał Alfredo Schuster, arcybiskup Mediolanu, który postrzegał w tamtym okresie Mussoliniego jako sojusznika Kościoła, podczas mszy w katedrze przedstawił agresję na Etiopię jako krucjatę, podczas której Włosi mają zanieść krzyż do Afryki. Jego słowa transmitowano w radiu; francuski kardynał Baudrillart nazwał go wtedy zaprzysięgłym faszystą.

„PIJANE I SZALONE” | Niektórzy włoscy duchowni wręcz sakralizowali wojnę – wyprzedzając w tej gorliwości zwykłych katolików, nie zawsze aż tak entuzjastycznych. Drukowano pocztówki ukazujące Jezusa i Matkę Boską, jak prowadzą włoskich żołnierzy. Ci ostatni otrzymywali modlitewnik, we wstępie którego rektor katolickiej uczelni w Mediolanie, franciszkanin Agostino Gemelli, zwracał się do odbiorcy: „Idź tam gotowy na wszystko, gdzie posyła cię Ojczyzna i gdzie wzywa cię Bóg (...). Ufaj, nawet jeśli Bóg żąda od ciebie poświęcenia życia”.

Księża błogosławili wojska i okręty. Błogosławili obrączki ofiarowywane przez włoskie kobiety na wojenny wysiłek. Gdy Liga Narodów nałożyła sankcje na Włochy, większość duchownych potępiła je jako niemoralne. Atak na Etiopię zaczęto przedstawiać – podobnie jak robi dziś Kreml – jako wojnę obronną.

Współpracownik papieża, późniejszy kardynał Domenico Tardini, określił zachowanie włoskich duchowych z tego czasu jako „podburzające do wojny, pijane i szalone”. Narodowej egzaltacji poddał się nawet przez chwilę antyfaszystowski arcybiskup Elia Dalla Costa – ten, który opowiadał się później przeciw ustawom rasowym i ratował florenckich Żydów.

„WŁOSI ICH ZABILI” | Jak na tę świętokradczą wręcz postawę reagował Pius XI? Opierając się na relacjach świadków, mamy prawo wierzyć, iż był zirytowany mową Schustera i prowojennym entuzjazmem włoskiego kleru. Jednak papież nie zdecydował się przerwać milczenia. Polski dyplomata Jan Szembek oceniał, że Pius XI osobiście niechętny wojnie, powstrzymuje się od jej krytyki, by utrzymać wsparcie dla Kościoła we włoskim społeczeństwie.

Skonsternowani katolicy spoza Włoch próbowali jakoś wyjaśnić to milczenie. Arcybiskup Westminsteru Arthur Hinsley podjął próbę obrony papieża, przedstawiając go jako starego (miał prawie 80 lat) i bezsilnego człowieka, który nie mógł zapobiec wojnie. Jednak nie oczekiwano, by papież wojnie zapobiegł, a jedynie zajął wobec niej stanowisko.

Do tego nie doszło – nawet wtedy, gdy armia włoska dokonywała egzekucji cywilów, niszczyła kościoły i mordowała duchownych. Jeden z muzułmańskich świadków wspominał: „Którejś niedzieli widziałem, jak kilku białych włoskich żołnierzy wchodziło do etiopskiego kościoła i biło w dzwony. Szesnastu starszych mężczyzn myślało, że nadszedł czas na modlitwę, ale zanim zdążyli wejść do świątyni, Włosi ich zabili. (...) Nie mogłem powstrzymać łez, ale Włosi się śmiali. Zwłoki przez dwa dni leżały na schodach kościoła”.

„SZCZĘŚLIWY TRIUMF” | Etiopscy duchowni wspierali ruch oporu. Abune Petros, biskup, którego okupanci stracili w lipcu 1936 r., przed egzekucją miał wypowiedzieć słowa, które na tle lękliwego milczenia papieża brzmią tragiczną bezpośredniością: „Moi rodacy, nie wierzcie faszystom, którzy mówią wam, że patrioci to bandyci. Patrioci to ludzie, którzy walczą, aby uwolnić nas od terroru faszyzmu. Bandyci to żołnierze, którzy stoją przede mną i przed wami, którzy przybyli z daleka, terroryzują i brutalnie okupują słaby i spokojny kraj: naszą Etiopię. Bóg daje ludziom Etiopii siłę, aby stawiali opór i nigdy nie ugięli się przed armią faszystowską i jej przemocą. Kraj etiopski nie powinien nigdy zaakceptować rozkazów armii inwazyjnej”.

Wcześniej, 7 maja 1936 r., Włochy obwieściły zajęcie Etiopii. Jako drugie państwo (po III Rzeszy) Watykan uznał króla Włoch za władcę Etiopii. W kościołach Włoch biły dzwony. W tym momencie papież przerwał milczenie, mówiąc o „szczęśliwym triumfie dokonanym przez wielkich i dobrych ludzi na rzecz pokoju”. Nawet jeśli przyjąć najbardziej pozytywną interpretację, że przez szczęśliwy triumf papież rozumiał tylko pokój, który rzekomo nastał (w istocie walki trwały), to zginęło kilkaset tysięcy Etiopczyków, a działania włoskiej armii wskazywały na wszystko, tylko nie na „dobrych ludzi”.

Słowa papieża wywołały kolejną konsternację w świecie chrześcijańskim. Jeden z anglikańskich biskupów mówił: „W imię Chrystusa musimy jak najwyraźniej odciąć się od takich słów, aby nie pomyślano, że lekceważymy przymierza i podziwiamy zwycięskiego tyrana”.

PÓŹNIEJ | Włoska okupacja trwała pięć lat. W 1941 r. brytyjska ofensywa wyparła wojska włoskie z Etiopii, a Haile Selassie, sprzymierzony z aliantami, wrócił z wygnania.

Pius XI, zanim zmarł w lutym 1939 r., porzucił neutralne stanowisko i odciął się od Mussoliniego i faszyzmu; tak samo uczynił kardynał Schuster i inni. Papież odżegnał się od duce, gdy zaczął on naśladować niemiecki narodowy socjalizm i wprowadził ustawy rasowe. To zasługuje na uznanie. Jednak wcześniej, gdy w Etiopii wcielano w życie inne ustawy rasowe, papież nie wykazał się równie pryncypialną postawą.

A co najważniejsze: jego politycznie skalkulowane milczenie umożliwiło włoskim duchownym poparcie zbrodniczej wojny. Toczonej przeciw drugiemu (po Armenii) najstarszemu chrześcijańskiemu krajowi świata.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 36/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Milczenie Piusa XI