Dwa wieki temu zachodni kupcy wpędzili Chiny w opiumowy nałóg. Jak z nim walczono?

Misjonarze na własne oczy widzieli spustoszenia, jakie czyniło opium. Niektórzy z nich z przerażeniem odkrywali, że jest ono w Chinach tak mocno kojarzone z chrześcijaństwem, iż w niektórych regionach określa się je jako „Opium Jezusa”.
Czyta się kilka minut
Kobieta z plemienia Hakka paląca opium. Chiny, lata 70. XX w. // Fot. blickwinkel / Alamy / Be&W
Kobieta z plemienia Hakka paląca opium. Chiny, lata 70. XX w. // Fot. blickwinkel / Alamy / Be&W

Dziś, gdy Amerykanie oskarżają Chińczyków o umyślne zalewanie ich fentanylem – narkotykiem, którego komponenty produkowane są w Chinach, a który jest przemycany do USA głównie przez meksykańskie gangi – można odnieść wrażenie, iż historia zatoczyła koło. Oraz że Zachód i Chiny zamieniły się rolami – patrząc w perspektywie historycznej na czasy, gdy wielka część opium była dostarczana do Chin przez kupców z krajów Zachodu.

Opium w syropie dla dzieci

Obskurne palarnie opium, pełne ludzi pogrążonych w pozornym błogostanie, były niegdyś elementem krajobrazu miast nie tylko Azji Wschodniej, ale też XIX-wiecznej Europy i Ameryki. Właśnie za sprawą wszechobecnych palarni pisarze i dziennikarze przedstawiali londyński East End jako „Orient w miniaturze”.

Wiedza o szkodliwości tego narkotyku była mniejsza niż dziś. To sprawiało, że opium stosowano na Zachodzie także jako składnik laudanum, popularnego leku. Jednak opium nie leczyło, a jedynie uśmierzało ból, prowadząc do uzależnienia. Tymczasem dodawano je nawet do popularnych wiktoriańskich syropów dla dzieci, określanych nazwami, które dziś brzmią jak czarny humor: Spokój Matek czy Godfrey’s Cordial (Napój Godfreya).

Uzależnienie od opium nie było więc czymś specyficznym dla Chin – jednak właśnie tam zebrało najbardziej koszmarne żniwo. Jego ofiary można liczyć zapewne w milionach.

„Zagraniczny lek” jako środek płatniczy

Wprawdzie opium zostało zakazane przez cesarza Chin jeszcze w początkach XVIII w., ale wcale nie zniknęło z chińskiego rynku. Skąd się więc tam brało?

Jakkolwiek istniała pewna produkcja narkotyku w kraju, to całkiem zasadnie opium łączono z dostawami z zewnątrz. Stąd też określano go mianem yang yao (zagraniczny lek). W XIX stuleciu większość trafiającego do Chin opium pochodziła bowiem z zagranicy – dostarczana przez Holendrów, Amerykanów, a w największej mierze przez Brytyjczyków.

Brytyjscy kupcy nie chcieli tracić swojego srebra. Nie chcieli go wydawać, by nabywać na terenie Chin herbatę i jedwab, pożądane w olbrzymich ilościach na Wyspach i w ogóle na Zachodzie. A że nie mieli towarów, których pożądaliby Chińczycy, znaleźli środek, który niwelował ich straty w bilansie handlowym: opium.

Narkotyk ten uprawiano zwłaszcza w indyjskiej Malwie i Bengalu (opium stanowiło znaczącą część dochodu brytyjskich Indii), po czym brytyjskie statki transportowały je do Chin. Aż do dwóch wojen opiumowych – jak nazwano konflikt między Wielką Brytanią a Chinami z lat 1839-42 i potem 1856-60 – proceder ten był nielegalny.

Sporadyczne egzekucje chińskich współpracowników handlarzy (w tym skorumpowanych urzędników), a czasem też „zagranicznych opiumowych diabłów” (jak nazywano ich w Chinach) nie były w stanie temu zaradzić.

Wojny opiumowe: przyczyny i skutki

Jak doszło do tego konfliktu? W latach 30. XIX w. cesarz, zaniepokojony szerzącym się uzależnieniem wśród poddanych, postanowił całkowicie wyeliminować handel. Mianował antyopiumowego komisarza w Kantonie: został nim mandaryn Lin Zexu.

Ten wzorowy i ascetyczny urzędnik zabrał się do pracy z gorliwością Eliota Nessa, pogromcy mafii w Chicago: niszczono palarnie i zapasy opium, nałogowców chłostano, przemytników karano. Lin wysłał list do królowej Wiktorii z apelem do jej przyzwoitości, który jednak nie został jej przekazany.

Gdy Lin Zexu nakazał zatopić przejęte 3 mln funtów brytyjskiego opium, handlarze zażądali odszkodowania, a Brytania interweniowała w obronie ich towaru. To doprowadziło do pierwszej wojny opiumowej – toczonej przez największe ówczesne światowe mocarstwo w obronie prawa brytyjskich kupców do sprzedaży narkotyku w Chinach.

W londyńskim parlamencie mówiono, że dodatkową korzyścią wygranej wojny może być ewangelizacja Chin. Irlandczyk John Sydney Taylor komentował to tak: „Zapalono pochodnie nie na ołtarzu Chrystusa, ale na ołtarzu Mamony (...). Chińczycy mieli poznawać chrześcijaństwo w świetle eksplodujących pocisków i przy blasku płonących miast”.

Przewaga była po stronie Brytanii. Chiny przegrały, uświadamiając sobie boleśnie swą słabość, po czym narzucono im pierwszy z upokarzających traktatów nierównoprawnych. Handel opium mógł odtąd kwitnąć – już legalnie.

Zabójca społeczeństwa Chin

Jeden z badaczy napisał, że w Chinach opium było zarówno luksusem i afrodyzjakiem, jak też źródłem utrzymania i „środkiem przeciwbólowym”. Jego palenie polegało na wdychaniu i wydychaniu – zwano to „połykaniem chmury i wydmuchiwaniem mgły”.

Palarnia opium. Chiny, ok 1800 r. // Fot. Science History Images / Alamy / Be&W

W bardziej wyrafinowanej formie paleniu towarzyszyło słuchanie poezji i stosunki seksualne z kurtyzanami. Chiński uczestnik opisywał to tak: „Codziennie (Yulin) malowała się i żądała jednego liang srebra, gdy widziała klienta. Prowadziła go do wewnętrznego pokoju, gdzie były już ustawione lampa i tace. Brała hunańską, pstrokatą bambusową fajkę i kładła się z mężczyzną, którego nigdy wcześniej nie widziała, dzieliła się z nim poduszką po drugiej stronie lampy. Nabierała pastę i zapalała lampę. Żyła z tego biznesu”.

Dla wielu Chinek opium było sposobem na przetrwanie. Używały go, by zarobić na życie, na utrzymanie rodziny. Było to błędne koło: kobiety sprzedawały usługi związane z opium, by utrzymać uzależnionych ojców i mężów.

W końcowym stadium dynastii Qing, na przełomie XIX i XX w., sprzedaż dziewcząt była już praktyką powszechną. Europejscy misjonarze notowali, że biedne rodziny sprzedają nawet 7-letnie córki na prostytutki, by zdobyć środki na opium. Z opium korzystali też najbiedniejsi, najniżej opłacani robotnicy-kulisi: w pracy zachodzili na godzinę do palarni, by na chwilę pozornie się wzmocnić.

Ujmując to najprościej: opium stało się zabójcą społeczeństwa Chin.

Palarnia opium: od rozkoszy do gorzkiego żalu

Amerykański kupiec Osmond Tiffany tak opisywał palarnię: „Zeszliśmy między nich; oto jeden właśnie zaczynał rozpustę, z twarzą zaczerwienioną od podniecenia, błyskającymi oczami, rozpuszczonym językiem i wypowiadając szybkie zdania pełne brawury i obsceniczności. Byli też inni, bezsilni, rozciągnięci jak martwi (...). W słabym świetle, które rzucało mdły blask na postacie tych nieszczęśników, wyglądali tak okropnie jak zmarli z kostnicy”.

Tiffany spróbował opisać też odczucia uzależnionych: „Unosi się nad ziemią, jakby na skrzydłach. Opuściłby swoje skromne stanowisko, swoją uczciwą pracę, swój wygodny dom; byłby wielki. Z łatwością biegnie ścieżkami wyróżnienia; dystansuje rywali; bogactwo i władza czekają na niego, potężni biorą go pod rękę. Jego strój jest wspaniały, jego jedzenie kosztowne, jego dom jest pałacem, a on rozkoszuje się przyjemnościami, o których czytał i uważał dotąd za fikcję. (...) Nie jest już biednym, pokornym i pogardzanym, ale półbogiem”.

Portret mężczyzny z fajką opium, z książki pt. „Rund um die Erde”, napisanej i zilustrowanej przez C.W. Allersa. // Fot. The Print Collector / Be&W

Potem jednak „wszystko znika z jego pola widzenia, a szara, zimna rzeczywistość świtu przebija się przez jego rozgrzany mózg i wie, że wszystko było niczym. (...) Nie potrafi skierować myśli ku swemu powołaniu, nie nadaje się do wysiłku, jego dni mijają w lenistwie i gorzkim żalu”.

Fizjologicznie opium osłabiało funkcje organizmu – upośledzało układ nerwowy i powodowało niezdolność organizmu do wchłaniania pokarmu.

Chrześcijanie przeciwko opium

Imperium Brytyjskie, główny dostawca narkotyku, było krajem, gdzie światopogląd religijny odgrywał (powinien odgrywać) istotną rolę. Wielu urzędników kolonialnych było ludźmi głęboko religijnymi, a około połowy XIX w. trzy czwarte absolwentów Cambridge i Oxfordu wyświęcano na duchownych – co nie było bez wpływu na dyskurs publiczny.

Spośród tych absolwentów rekrutowali się misjonarze, którzy mieli nieść Ewangelię do Chin. I to właśnie ze środowisk chrześcijańskich, m.in. kwakrów i członków innych niekonformistycznych Kościołów, wyszedł najsilniejszy sprzeciw wobec dostarczania Chinom opium.

Pierwsze głosy sprzeciwu w opinii brytyjskiej pojawiały się już wcześnie – i właśnie w związku z religią. Gorliwy protestant Anthony Ashley-Cooper w 1843 r. złożył w Izbie Gmin wniosek o zakaz handlu opium. Ashley przedstawił go, gdyż otrzymał trzy petycje w tej sprawie od towarzystw chrześcijańskich: Komitetu Wesleyańskiego Towarzystwa Misyjnego, Baptystycznego Towarzystwa Misyjnego i Londyńskiego Towarzystwa Misyjnego.

W 1865 r. powołano Misję Wewnętrzną Chin (China Inland Mission). Jej założyciel, pastor James Hudson Taylor, twierdził, że „opium jest w ciągu tygodnia zrobić więcej zła w Chinach, niż misje są w stanie dokonać dobra w ciągu roku”. Sekretarz misji, pastor Benjamin Broomhall pisał książki, w których obnażał zło, jakie niesie opium. Chińska misja przyciągała młodych wolontariuszy, w tym wiele kobiet.

O ile politycy mogli teoretyzować o bilansie handlowym brytyjskich Indii, to misjonarze na własne oczy widzieli spustoszenia, jakie czyniło opium. Niektórzy z nich z przerażeniem odkrywali, że jest ono w Chinach tak mocno kojarzone z chrześcijaństwem, iż w niektórych regionach określa się je jako „Opium Jezusa”. Stąd czasem woleli ukrywać, iż pochodzą z krajów, które zajmują się handlem.

Misjonarze uważali handel opium za haniebny – widzieli w nim „pokarm diabła”. Nałogowcy byli dla nich straceni jako konwertyci, będąc pogardzanymi przez chińskich współobywateli. Zarazem ich los budził współczucie, stąd ponawiali apele o zakaz handlu.

Ponieważ w ruchu antyopiumowym dominowali duchowni, zwolennicy handlu wykpiwali ich działania jako histeryczne rozprawki „o ogniu piekielnym i siarce”. Z kolei sami misjonarze czynili pożyteczną pracę uświadamiającą, lecz ich poglądy były osadzone w epoce: krytykowali europejski handel opium, ale z drugiej strony uważali, że podatność Chińczyków na nałóg wynika stąd, iż są Azjatami i poganami.

W 1874 r. powstało Towarzystwo Zwalczania Handlu Opium, w którego skład wchodzili głównie kwakrzy i członkowie innych Kościołów niekonformistycznych; przewodniczącym został wspomniany lord Ashley-Cooper.

Długa droga do zwycięstwa ruchu antyopiumowego

Praca przeciwników opium nie przyniosła natychmiastowych efektów. Ich rola początkowo polegała na uświadamianiu opinii publicznej, na uwrażliwianiu na problem – pełnili rolę brytyjskiego i amerykańskiego sumienia. Z czasem jednak ich opinie zaczęły wywierać wpływ na zachodnie postrzeganie spraw chińskich. W dużej mierze dzięki misjonarzom-lekarzom zgromadzono też dowody naukowe szkodliwości opium.

Do sukcesów Towarzystwa Zwalczania Handlu Opium można zaliczyć to, że w 1891 r. jego prezes, kwakier Joseph Pease, w Izbie Gmin poprosił, by rząd „nie kontynuował promowania królestwa diabła” przez sprzedaż narkotyku. Wniosek, który uznał handel opium za „moralnie nie do obrony”, poparła większość parlamentu. Nie stał się on prawem, ale doprowadził do zwiększenia zaangażowania duchownych w walkę w z opium.

Towarzystwo doprowadziło też do powołania w 1893 r. Królewskiej Komisji ds. Opium. Zawiodła ona jednak pokładane w niej nadzieje: zajęła się Indiami, a nie Chinami oraz przedstawiła raport, który nie postulował delegalizacji produkcji i handlu, a nawet uznawał używanie opium w umiarkowanych ilościach za nieszkodliwe.

Działaczom antyopiumowym zajęło jeszcze kilkanaście lat, nim udało im się osiągnąć cel. Stało się to w 1906 r. – w chwili, gdy także Chiny przyjęły już zdecydowaną politykę antyopiumową. W tym czasie w Wielkiej Brytanii wybrano nowy parlament, który składał się z wielu członków Kościołów zaangażowanych w walkę z opium. W tym nowym parlamencie złożono wniosek, „aby Izba ta ponownie potwierdziła swoje przekonanie, że indyjsko-chiński handel opium jest moralnie nie do obrony”.

Tym razem wniosek przyjęto jako uchwałę, prawnie wiążącą. Po głosowaniu przeciwnicy handlu opium, szczęśliwi z osiągnięcia celu, o który tak długo walczyli, objęli się i wyszli z holu na ulicę, śpiewając „Gloria in Excelsis”.

Jednemu z największych wojowników krucjaty antyopiumowej z Chińskiej Misji Wewnętrznej, Benjaminowi Broomhallowi, gdy umierał w 1911 r., syn zdążył odczytać informację „Timesa”, że za dwa lata handel opium zostanie zniesiony. W istocie, w 1913 r. Wielka Brytania ostatecznie zakończyła ten proceder.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 34/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Pokarm diabła