Zna zabójcę Andrija: to jego podwładny, który oszalał. Opowieść żony, która walczy o uznanie, że jej mąż poległ na wojnie

Jej męża zabił podwładny w napadzie szaleństwa, a wojsko odmówiło uznania, że to śmierć na wojnie. Posłuchajmy jej opowieści.
z Chmielnickiego (Ukraina)
Czyta się kilka minut
Jana z dziećmi przy grobie męża w miasteczku Stara Sieniawa na Podolu. Tam jej mąż urodził się i dorastał, również tam mieszkają jego rodzice, 28 czerwca 2024 r. // archiwum prywatne
Jana z dziećmi przy grobie męża w miasteczku Stara Sieniawa na Podolu. Tam jej mąż urodził się i dorastał, również tam mieszkają jego rodzice, 28 czerwca 2024 r. // archiwum prywatne

Mam na imię Jana i miałam bardzo dobrego męża. Wzięliśmy ślub w 2016 r. Z początku nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo kocham. Przekonałam się potem. Niebiosa mi go podarowały.

Gdy zaczęła się inwazja, byłam w końcówce ciąży z naszą średnią córką, Dominiką. Mieszkaliśmy w Kamieńcu Podolskim. 23 lutego spacerowaliśmy brzegiem Dniestru z córką Marijką, wtedy trzyletnią. Andrij mówił, żeby o nic się nie martwić. 25 lutego odwiózł mnie do szpitala położniczego. 26 lutego złożył przysięgę, wstąpił do armii. Ale obiecał, że dopóki nie urodzę, nigdzie nie pojedzie.

Poród Jany odbył się poza schronem, wkrótce potem coś eksplodowało

– Razem z personelem i mnóstwem cywilów siedzieliśmy w szpitalnej piwnicy... – Jana urywa, gdy do kanapy, na której siedzimy, podkrada się Dominika. Bezszelestnie jak kociak, w rajstopkach. Szepcze coś konspiracyjnie, wpatruje się w mamę. Oczy ma brązowe, jak rodzice i siostry.

– Poród odbył się na powierzchni. Niedługo potem zawyła syrena. Coś eksplodowało obok szpitala, z drugiej strony budynku wyleciały okna. Lekarka rzuciła się, by mnie zasłonić. Początek pełnoskalowej wojny to był wyjątkowy czas. Ludzie nie myśleli o sobie, ale o tym, jak pomóc drugiemu.

 Jana z mężem Andrijem oraz córkami Marijką i Dominiką, 9 października 2022 r. // archiwum prywatne

Andrij przyjechał na chrzest Dominiki, wyrwał się na chwilę. Kolejny raz zobaczył ją, gdy miała siedem miesięcy. Łącznie widzieli się trzy razy. – Ona go nie pamięta. To najbardziej rani duszę – głos Jany łamie się po raz pierwszy. Schyla głowę, wpatruje się w kubek kawy w zaciśniętych dłoniach. Z trudem mówi: – Był wspaniałym tatą. I kochanym mężem. A Dominika zna go niemal wyłącznie ze zdjęć. Cały czas był na wojnie.

Kuchenne zdjęcie Andrija przewiązane jest czarną tasiemką

Zdjęcie Andrija z naszywką ze słońcem (to herb obwodu chmielnickiego, a w Pierwszej Rzeczypospolitej – województwa podolskiego) i wyrzutnią javelin w ręku wisi nad Janą, obok ikony Świętej Rodziny. Drugie nad kuchennym stołem: on poważny, w schludnym mundurze.

To kuchenne zdjęcie przewiązane jest czarną tasiemką. Nad nim pochylają listki gałązki akacji srebrzystej (potocznie mimozy), wystające z wazonu. Roślinki, która zwiastuje wiosnę. Dla Jany, wraz z życzeniami na Dzień Kobiet, przynieśli je przed chwilą koledzy Andrija. Mimozę, jak każe stary wschodni obyczaj.

Andrij, mąż Jany, z wyrzutnią javelin. 9 września 2023 r. // archiwum prywatne

Jana: – Ostatni raz zobaczyliśmy się we Lwowie. Andrij pojechał tam na szkolenie, a ja skorzystałam z okazji, żeby się z nim zobaczyć i przyjechałam tam z córkami, z Polski. Wtedy przez ponad półtora roku mieszkałyśmy w Krakowie, Andrij nalegał, żebym wyjechała, że będziemy w Polsce bezpieczne. Zostałyśmy tu bardzo dobrze przyjęte. Udało mi się pracować w moim zawodzie, jako logopedka, z ukraińskimi dziećmi.

Wtedy we Lwowie wynajęliśmy mieszkanie na kilka dni. Potem rozjechaliśmy się: ja z córeczkami do Krakowa, a on w okolice Kupiańska. Prosto na zadanie bojowe.

Długo był poza zasięgiem. W tym czasie stwierdziłam, że jestem w ciąży. Jego milczenie ciągnęło się, martwiłam się, płakałam. W końcu, po dziewięciu dniach, połączył się na wideo. Z chłopakami jechali na pojeździe opancerzonym. – Jana, jesteś w ciąży? – zapytał. Przeczuwał to. Gdy przytaknęłam, krzyknął z radości. Chłopaki mu gratulowali.

Andrij poszedł dobrowolnie na wojnę, by chronić żonę i dzieci

– Radość szła w parze z niepewnością. Nie jest lekko żyć z dwójką małych dzieci, a co dopiero z trójką. Wojna trwała, on był na froncie. Wierzył, że musi nas chronić, tam na wschodzie. Nosiłam w sobie nadzieję, że może postanowi wrócić do nas, gdy stwierdzi, że przy trójce dzieci jego pomoc będzie bardzo potrzebna.

Czas mijał. Wysyłałam mu zdjęcia USG i zdjęcia rosnących córek. Jak u Dominiki pojawiały się pierwsze ząbki. Andrij się tym przejmował, tymi wszystkimi drobnymi sprawami. Tak bardzo chciał być przy tym, jak u Dominiki pojawiały się pierwsze mleczne zęby, a u Marijki wypadały.

Czekaliśmy wszyscy na 1 września, miał przyjechać na przepustkę. Miał zaprowadzić Marijkę po raz pierwszy do szkoły. Tyle myślał o dzieciach... Uważam, że właśnie przez to poszedł dobrowolnie na wojnę, żeby chronić mnie i dzieci.

Mąż zginął na froncie, ale nie od rosyjskiej kuli

Zginął w listopadzie 2023 r. Trzy dni po tym, jak dowiedział się, że będzie mieć trzecią córkę. Sam wymyślił dla niej imię: Adelina.

Jana: – Dzwoniłam do jego dowódcy. Nie wierzyłam. Może to nieporozumienie? Nie, usłyszałam, Andrij nie żyje. Szłam ulicą w Krakowie i krzyczałam. Właściwie do tej pory nie wierzę, że to mogło mi się przydarzyć. Uczę się, jak przywyknąć do myśli, że go nie ma. Gdy chowali go w ziemi, wciąż byłam przekonana, że zabił go rosyjski snajper.

– W wojenkomacie, kiedy przyszłam załatwić papiery związane ze zniżką na usługi komunalne, usłyszałam, że nic mi nie przysługuje. Powiedzieli, że mogę odebrać zaświadczenie kombatanckie męża, ale nie mogę się nim posługiwać. Oni już wiedzieli, jak zginął, ja wciąż nie. Żeby mieć status żony poległego, musi on zginąć na pozycji bojowej. Wówczas żonie przysługują wszystkie prawa, w tym do odszkodowania. A Andrij zginął na wojnie, w blindażu, okopowej ziemiance, ale nie od rosyjskiej kuli.

Żołnierz oszalał ze złości i puścił serię

Jana zna zabójcę męża. Zna też jego żonę i dzieci.

– Andrij dowodził ośmioosobową drużyną. Któregoś dnia jeden z jego żołnierzy upił się przed wyjściem na pozycję. Decyzją Andrija nie poszedł, ktoś go zamienił. Za to ten podczas następnej rotacji miał odbyć podwójny dyżur. Wieczorem przyszedł do znajdującej się na tyłach ziemianki. Następnego dnia rano mieli iść na pozycję. Wszyscy kładli się spać, rozmawiali przez telefon z rodzinami. Taki zwyczaj przed wyjściem na „zerówkę”. Bo każde wyjście może być ostatnim. My wymienialiśmy z Andrijem esemesy. Miał niedługo przyjechać. Przesunął przyjazd o tydzień, mówił, że akurat nie może zostawić chłopaków.

Ten żołnierz oszalał ze złości, słysząc, że na „zerówce” ma być osiem dni zamiast czterech. „Wysłałem cię za karę, za alkohol” – uciął Andrij (tak koledzy opowiedzieli potem). Był 20 lat młodszy od tego człowieka. Ten, 52-latek, wpadł w szał, że jakiś młodziak nim dyryguje. Wyszedł z ziemianki, niby zapalić papierosa. Wziął automat, wrócił, puścił serię.

– Zginęło ich trzech. Czwarty, ranny, przeżył. Jeden z chłopaków już spał, inni pisali esemesy z żonami. Andrij i ktoś jeszcze. Wpatrywałam się w te trzy kropeczki, które oznaczały, że mąż pisze wiadomość. Jedna z kul przeszyła mu szyję, druga tułów.

Żołnierze z sąsiedniej ziemianki, gdy usłyszeli serię, przybiegli. Byli pewni, że to atakuje rosyjska grupa dywersyjna. Ujęli zabójcę.

Jana urodziła Adelinę trzy miesiące po śmierci Andrija

– W śledztwie wyszły na jaw dokumenty, wedle których ten człowiek od 10 lat był pod obserwacją psychiatryczną. Do wojska został jednak wzięty, bo był leśniczym i ładnie strzelał. Tak potem usłyszałam. W dokumentacji medycznej była wzmianka, że kiedyś groził bronią żonie i dzieciom. W czasie służby kilka razy atakował kolegów. Raz, gdy wracali z zadania: myślał, że to idą Rosjanie, rzucił w ich stronę granat, niecelnie. Innym razem upił się i zaatakował nożem innego żołnierza. No i ten trzeci raz...

Proces wciąż się toczy, cywilny. – Miał być kontrolowany przez Państwowe Biuro Śledcze, żeby nie było korupcji. Morderca jest krewnym wysoko postawionego urzędnika wojskowego.

– Trzy miesiące po śmierci Andrija urodziłam Adelinę. Gdy wychodziłam ze szpitala, odwiedzili mnie jego koledzy z oddziału. Ci sami, którzy przynieśli mi mimozę, i ci sami, którzy pomagali mi finansowo. Z trójką dzieci, w tym z noworodkiem, nie byłam w stanie podjąć pracy. Pół roku od śmierci Andrija udało nam się dostać pierwszy zasiłek socjalny. Dzięki przyjaciołom męża, nie tylko wojskowym, jakoś dotrwałyśmy z córkami do tego czasu.

Jana nauczyła się płakać tak, by nikt nie widział

– Ciężko jest, gdy Dominika widzi w przedszkolu ojców innych dzieci, jak je odprowadzają. Mówi, że też by tak chciała. „Czy tatuś mnie kocha?” – pyta. Mówię: „Bardzo. Marzył o takiej córeczce”. „To dlaczego nie przyjdzie do przedszkola?”. O ile najstarsza rozumie sytuację, to Dominika jeszcze nie. Myśli, że tata mieszka gdzieś indziej. Początkowo, gdy koledzy Andrija przyjeżdżali i przywozili dzieciom prezenty, mówiłam Dominice, że to od taty. Psycholożka powiedziała, by unikać takich słów.

Czasem się zastanawiam, że trzeba wybiegać myślami naprzód. Przyjąć do wiadomości, że Andrij nie żyje, i planować jakąś przyszłość. Ale częściej myślę, że tracę rozum. Rozrywa mi głowę. Od półtora roku umiem nosić tylko żałobną czerń. Kulę się w sobie na myśl, że wojna może przyjść kiedyś na zachód Ukrainy. Kto mnie wtedy obroni? Ja już męża oddałam.

Mam 33 lata. Nie chcę mówić, że nigdy nie wyjdę za mąż, ale myślę, że tak właśnie będzie. Bo nikt nigdy nie będzie kochał moich dzieci tak jak Andrij. Bo każdego będę z nim porównywać.

Jana z córkami Marijką, Dominiką i Adeliną, 1 maja 2024 r. // archiwum prywatne

Boję się, bo nie mam prawa zachorować. Muszę opiekować się naszą trójką, utrzymać ją. Ostatnim razem, gdy odwiedził nas mój ojciec, wyszłam przed dom. Usiadłam na ławce i ręka sięgnęła bezwiednie po telefon. Zaczęłam wybierać numer Andrija. Dobrą chwilę mi zajęło zrozumienie, że nie odbierze.

Nauczyłam się płakać tak, by nikt nie widział. Bo nie chcę, żeby dzieciństwo córek polegało na patrzeniu, jak mama płacze. Chcę, by rosły, widząc mnie uśmiechniętą. Ale żeby wiedziały też, kim był tata. Ciężko wyjaśnić dzieciom, dlaczego ich ojciec poszedł walczyć za nas wszystkich, a tylu mężczyzn widać na ulicy.

Ukraińskie społeczeństwo, z początku zjednoczone, jest dziś rozdarte

– Po śmierci Andrija wróciłyśmy z Krakowa do Ukrainy. Nie do Kamieńca, lecz do Chmielnickiego, gdzie mieszka moja siostra.

Nie miałam tutaj znajomych. Ludzie z sąsiedztwa mnie unikali. Zadawali sobie pytanie, czemu tu przyjechałam. Czy nie będę donosić na mężczyzn z okolicy w wieku poborowym. Czy nie będę zła na wszystkich, którzy nie poszli na wojnę, która zabrała mi męża.

Kiedyś przyjechał szwagier, też jest w wojsku. Dużo nam pomagał po przeprowadzce. Gdy ludzie zobaczyli, jak na klatkę schodową wchodzi żołnierz w mundurze, uciekali. Myśleli, że to ktoś z Terytorialnego Centrum Rekrutacji [zajmuje się poborem – red.].

Teraz jest już lepiej. Niektórzy współczują. Inni wciąż unikają. Nie chcą być obciążeni cudzym nieszczęściem. Niektórym wstyd, bo Andrij zginął, a ktoś w ich rodzinie chowa się przed poborem.

Mąż znajomej od pół roku nie wychodzi z mieszkania. Nie chodzi do pracy, sklepu, nigdzie. Ona jest w ciąży z trzecim dzieckiem. Gdy urodzi, on jako wielodzietny ojciec będzie zwolniony z poboru. Nasze społeczeństwo, cudownie zjednoczone z początku inwazji, jest rozdarte. Na tych, co walczą i wspierają wojsko, i na tych, co uciekają od tego jak najdalej.

Dlaczego hydraulik zażądał dwa razy więcej

– Rozmawiam z innymi wdowami. Mamy nasze wspólne przestrzenie. One spotykają się na co dzień z poglądem, że jako rodziny poległych muszą tarzać się w pieniądzach otrzymanych w ramach odszkodowania. Suma do podziału między żonę, niepełnoletnie dzieci i rodziców wynosi 15 milionów hrywien. Jeśli śmierć, jaką zginął żołnierz, jest zgodna z pewnymi kryteriami. Spośród wdów, które znam, nie więcej niż jedna trzecia dostała odszkodowanie. A ludzie myślą, że jesteśmy milionerkami.

Sąsiedzi pytali, jakim autem jeżdżę, i dziwili się, gdy odpowiadałam, że nie stać mnie na żadne. Jak to, przecież dostałaś kupę forsy? Pytam wówczas, a czemu wy nie chcecie 15 milionów? To proste. Każdy, kto zechce, może iść na wojnę, zginąć na bojowym zadaniu, a rodzina dostanie 15 milionów.

Ostatnio coś się w domu zepsuło, nie leciała gorąca woda. Wezwałam hydraulika. Przez telefon powiedział, że będzie mnie to kosztować 450 hrywien. Ale gdy przyszedł, zobaczył portret Andrija i zrozumiał, że jestem żoną poległego, po robocie zażądał 800 hrywien. Z takimi sytuacjami spotykają się wszystkie znajome wdowy. Kiedy ktoś się dowiaduje, że ich mąż zginął na wojnie, ceny za usługi zwiększają się dwukrotnie.

Wojna zabiera najlepszych

– Wierzę, że dzieci wyrosną na dobrych ludzi, nie może być inaczej. Bo ich tata był dobrym człowiekiem. Dbał o innych. Poszedł na wojnę tylko dlatego, bo gdzieś zabijano niewinnych ludzi.

Wojna zabiera najlepszych. Zginęła już większość tych, którzy po 24 lutego 2022 r. stali w kolejkach do wojenkomatów. Myślę, że Andrij nie zginąłby taką śmiercią, gdyby teraz tak dramatycznie nie brakowało ludzi na froncie. Nie wystarczało ich już na początku, a tym bardziej teraz. I tym bardziej brakuje ludzi zmotywowanych. Ale jak tu być zmotywowanym, jeśli jest się otoczonym historiami takimi jak moja. Żony, która bez pomocy państwa została z trójką dzieci. Jak iść na wojnę i nie martwić się, co stanie się z rodziną, jeśli zginiesz?

Marijka, Dominika i Adelina są jego przedłużeniem 

– Staram się żyć tym życiem, jakie jest. Bo śmierć jest bliżej nas, niż myślimy. Nie spodziewamy się jej. Andrij też nie chciał umierać. Chciał żyć! Chciał wrócić i być mężem i tatą.

Staram się żyć. Spełniać malutkie marzenia. Nie odkładać nic na później, na jakieś lepsze dni. A co, jeśli one nie przyjdą? Dlatego kupiłam ten dywan, który zawsze chciałam mieć. Co z tego, że dzieci go pobrudzą. Dziś, w Dniu Kobiet, poszłyśmy po nuggetsy z kurczaka, dziewczynki na nie czekały. Każda dostała też po trzy tulipany. Fajnie, jeśli przyjdą kiedyś lepsze dni. Ale jak nie będziemy tworzyć życia teraz, z pięknych momentów, to po co w ogóle takie życie?

Kiedy budzę się, przytulona do dzieci, zbieram w sobie siły, żeby mierzyć się z każdym dniem. Cieszę się, że mam ich troje. Jest z nimi ciężko, ale bez nich życie byłoby w ogóle niemożliwe. Widzę w nich Andrija, każdego dnia. W ich ciemnych oczach, w ich małych zachowaniach. Choćby tak drobnych jak to, że Marijka nie chce myć zębów przed śniadaniem, woli po, tak jak on.

Dzieci są jego przedłużeniem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 14/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Ja już męża oddałam