„Nie czuję się armatnim mięsem”: ukraiński więzień, który zgłosił się na front

W ukraińskiej armii służy kilka tysięcy byłych więźniów: na wojnę zgłosili się na ochotnika. Co ich motywuje? Oto historia jednego z nich.
z obwodu donieckiego (Ukraina)
Czyta się kilka minut
Szkolenie żołnierzy batalionu „Szkwał”, złożonego z byłych więźniów; gdzieś w obwodzie donieckim. Jesień 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk
Szkolenie żołnierzy batalionu „Szkwał”, złożonego z byłych więźniów; gdzieś w obwodzie donieckim. Jesień 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Mam pseudonim „Fil”, jestem z rocznika 1997. Pseudo nosiłem, zanim trafiłem do wojska. Tak wołali na mnie na dzielnicy.

Gdy 24 lutego 2022 r. zaczęła się inwazja, chciałem walczyć. Ale nie mogłem zostawić żony z synkiem. Nie wtedy. Nasz Maksym urodził się kilkanaście dni wcześniej, 6 lutego.

Wcześniej dobrze zarabiałem, życie się układało. Ale przyszła wojna, straciłem pracę. Przeprowadziliśmy się do teściów. To był ciężki czas, męczyło mnie życie na cudzym. W końcu żona pojechała do Polski, tam bezpiecznie, a ja do Kijowa, żeby zarobić.

Miesiąc piłem, narozrabiałem. Dostałem sześć lat

Od jej wyjazdu zaczęły się problemy. Kłóciliśmy się dużo przez telefon. Ona zazdrosna i ja zazdrosny. W końcu uznaliśmy, że się rozwodzimy. Jak na złość chwilę po tym opublikowała swoje zdjęcie z jakimś typem. Przybiło mnie to. Zacząłem pić. Miesiąc piłem, narozrabiałem w markecie z artykułu 185. Posadzili mnie na sześć lat. Przesiedziałem siedem miesięcy, aż pojawiła się możliwość zaciągnięcia się.

Przychodzili do nas ludzie z różnych brygad. Wahałem się. Możliwości było wiele. Czekałem na 3. Szturmową, ma opinię jednej z najlepszych. Ale nie doczekałem się. Trafiłem na 28. Brygadę. Najpierw była wojskowa komisja lekarska, która zwykle stwierdza przydatność do służby. Po komisji sąd, a potem słynna Desna, ośrodek szkoleniowy.

Desna jak to Desna, bardziej wychowuje w dyscyplinie, niż uczy czegoś przydatnego. Wojaczki nauczyłem się dopiero od instruktorów w brygadzie, w batalionie „Szkwał”, w całości złożonym z byłych więźniów. Nauczyłem się robić wszystko machinalnie. To ratuje życie, bo gdy wali w twoją stronę wszystko, z czego da się strzelać, nie możesz być sparaliżowany przez strach. Działasz według automatyzmów.

Ale i doza strachu jest potrzebna. Znałem dwóch takich, byli zbyt pewni siebie. Niech będzie im dane królestwo niebieskie. Za bardzo się wychylili.

"Fil", rocznik 1997. Jesień 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk

W moim oddziale nie ma nikogo z ulicznej łapanki

Dziś w nocy wróciłem z pozycji. Na naszym odcinku daliśmy Rosjanom wciry. Naprawdę konkretny rezultat. W dwa dni odbiliśmy dwie ulice. Stracili 40 ludzi. Co do przeciwnika: duża część Rosjan to więźniowie. Ale to my jesteśmy już prawdziwymi eks-więźniami. Zresztą nie używamy tego słowa. Teraz jesteśmy w Zbrojnych Siłach Ukrainy.

Podoba mi się, że jestem w oddziale w całości złożonym z chłopaków, którzy wiedzą, gdzie i po co przyszli. Nie ma tu nikogo z ulicznej łapanki urządzanej przez komisje uzupełnień. Z kimś, kto nie trafił do wojska dobrowolnie, nie poszedłbym na szturm.

W naszym batalionie wszyscy są zmotywowani. Pokazaliśmy, na co nas stać. Trudno to powiedzieć o rosyjskich zekach [od zakljuczjonnyj, zamknięty; tak w więziennym żargonie określa się osadzonych – red.]. Oni nie wiedzą, po cholerę są tutaj. Jednorazowi żołnierze, jednorazowo rzuceni do szturmu. Rozmawiałem z tymi, których wzięliśmy do niewoli.

Głupio zginął. Wojna to nie strzelanka online

Dwa dni temu zginął u nas chłopak, który siedział przedtem w więzieniu na okupowanym terytorium. Niech mu będzie dane królestwo niebieskie. Mówił, że gdy Rosjanie zajęli ten teren, rozstrzelali połowę więźniów. Dużej części z pozostałych udało się uciec. On też uciekł. Trafił na naszych z obrony terytorialnej. Prosił ich: zabierzcie mnie, chcę walczyć, chcę wrócić i powyrzynać tych, którzy nas rozstrzeliwali! O tak, chłopak miał motywację. I udowodnił to na pierwszym zadaniu, sam położył paru kacapów! Głupio zginął. Zbyt się odprężył, zbyt rwał do przodu. Wojna to nie strzelanka online.

Śmierć brata z oddziału to najcięższe z doświadczeń. Zdążyłem pożegnać kilku. Ostatni to Roma. Byliśmy w jednej drużynie. Na zadaniu zaszła nam w plecy czwórka Rosjan, wbiegli do piwnicy. Nasi operatorzy dronów nakierowali na nich naszą drużynę. Nieźle się natrudziliśmy, by znaleźć ich w zgliszczach, które kiedyś były wioską. Wrzuciliśmy im do piwnicy granaty. Ich dowódcę rozsmarowaliśmy na ścianie piwnicy, a trzej się poddali.

Dostałem rozkaz, żeby ich odeskortować. Pozostali z naszej grupy, w tym Roma, mieli zostać i się ukryć. Nie zdążyli. Nie wiem, czy to los, czy co innego. Roma miał najlepszą kamizelkę, ze wszystkimi bajerami. Nie uchroniła go.

Więzienie degraduje. Dla mnie to była męka

Artykuł 115. kodeksu karnego – morderstwo z premedytacją. Nie wiem, czy tam na górze zastanawiają się nad przyjmowaniem do wojska także tych, co siedzą z artykułu 115. Sądzę, że byliby z nich zmotywowani żołnierze. Ci ludzie siedzą za naprawdę ciężkie przewinienia. Dla nich byłaby to okazja, aby odpokutować. Dać sobie szansę.

Więzienie degraduje. Dla mnie to była męka. W zamknięciu niszczejesz. Zaczynasz przypominać wściekłego psa. Więzienie nie przystosuje cię do powrotu do społeczeństwa, przeciwnie: wyjdziesz i będziesz znów zajmować się tym samym gównem.

Widzę wielką motywację u chłopaków, żeby wyrwać się z tego. Połowa z siedmiuset osadzonych w „Martusiwce” – Boryspolskiej Kolonii nr 119, gdzie siedziałem – wnioskowała o dołączenie do armii. Ja sam myślę, żeby zostać tu na długo.

Jeśli przeżyjemy, czeka nas przyszłość

Jest coś, co powiedziałbym każdemu z więźniów, który się waha, czy się zgłosić: kurwa, chłopaki, jeśli pójdziecie walczyć, znów poczujecie się ludźmi! Jeśli przeżyjecie – bo to nie takie proste – ale jeśli przeżyjecie, czeka was jakaś przyszłość.

Są brygady, które chłodno odnoszą się do byłych więźniów. Bywa ciężko. Poginęło już tylu z nas. U nas, dzięki Bogu, wszystko zajebiście. Nie taki czort straszny, jakim go malują. I udało nam się z dowództwem. Może to jest najważniejsze: dowództwo. Dobra, jak chcecie, chłopaki, to chodźcie do nas, do 28. Brygady. Tu nie rzucają ludzi na szturmy jak jakimś armatnim mięsem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Nie czuję się mięsem