Zesłanie Ducha Świętego. Jak zmienić swoje religijne przyzwyczajenia?

W Zesłanie Ducha Świętego warto celebrować wolność od potrzeby, by zawsze było tak samo, i cieszyć się otwartością na nieustannie zmienną, nieuchwytną rzeczywistość – bo takim się staje Bóg i takimi nas tworzy.
Czyta się kilka minut
Windsurfing na Baltyku. Ustka, 2011 r. // Fot. Andrzej Artur Mroczek / Fotonova / East News
Windsurfing na Baltyku. Ustka, 2011 r. // Fot. Andrzej Artur Mroczek / Fotonova / East News

Wiele znaków na niebie i ziemi, liczne nagłówki w internetowych portalach i wpisy w mediach społecznościowych rozpowszechniają wieść: oto nadchodzi koniec świata, jaki znamy. Zmienia się radykalnie układ sił w światowej polityce, znikają granice tego, co nie przystoi ludziom kandydującym na najważniejsze państwowe urzędy, zaciera się różnica między świadomą osobą a sztucznym narzędziem pozbawionym inteligencji (i woli).

Jednocześnie ujawnia się wyraźniej nasza głęboko zakorzeniona potrzeba stabilizacji, bezpiecznego zadomowienia się w tym, co znane, oswojone. Potrzeba, by to, co ważne, nie przemijało i nie zaskakiwało nas jutro (albo już za chwilę) nagłą zmianą. Zapewne dlatego w naszych płynnych, ponowoczesnych czasach można zauważyć wzrost popularności ruchów konserwatywnych, które często odwołują się do tradycji religijnych: tych miejsc w kulturze, które sięgają korzeniami nie tylko w głąb historii, lecz dalej – w sferę boską, absolutną, a więc (mamy nadzieję) niezmienną.

Gdzie należy czcić Boga

A jednak uroczystość Zesłania Ducha Świętego, kończąca w liturgii katolickiej okres wielkanocny, pokazuje, że w chrześcijaństwie płynie bardzo głęboki nurt, który podmywa obraz religii jako zabezpieczenia potrzeby niezmienności, trwałej tożsamości i bezpieczeństwa zapewnianego przez stałe struktury. Natchnionym znakiem, który wskazuje na Źródło tego nurtu, jest m.in. Ewangelia Jana.

Przypomnijmy sobie zapisaną w czwartym rozdziale tej księgi historię spotkania Jezusa i kobiety z Samarii. Początkiem rozmowy jest wyrażona w upalne południe prośba Jezusa o wodę ze studni – prośba, która choć na naturalnym poziomie zrozumiała i uzasadniona, przekracza utrwalone w tradycji granice religijnej tożsamości rozmówców: „Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, o wodę?” – pyta kobieta, a ewangelista wyjaśnia: „Żydzi i Samarytanie unikają bowiem wzajemnych kontaktów” (J 4, 9). Lecz rozmowa toczy się dalej. W pewnym momencie Jezus daje znać, że zna historię życia („miałaś pięciu mężów”) i najgłębsze pragnienie Samarytanki. Ona wówczas odkrywa w sobie napięcie pomiędzy przejętymi z tradycji granicami tożsamości a bezpośrednim doświadczeniem: „Rzekła do Niego kobieta: »Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi sprawowali kult na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy sprawować kult«” (J 4, 19-20).

Wyrażenie przez kobietę odkrytej w sobie sprzeczności prowokuje Jezusa do kluczowej odpowiedzi: „Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu/wietrze/oddechu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest Duchem/wiatrem/oddechem: potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu/wietrze/oddechu i prawdzie” (J 4, 21-24).

Jezus mówi tu wyraźnie nie tylko o końcu zewnętrznego kultu – czy to w świątyni jerozolimskiej, czy na górze Garizim. Wskazuje też jedyne „miejsce” (które w istocie nie ma żadnej konkretnej „lokalizacji”), w którym można właściwe czcić Boga, oraz najgłębszy powód, dla którego nie warto przywiązywać się do zewnętrznych form religii – skoro Bóg jest Duchem/wiatrem/oddechem, nie da się zamknąć Go/Jej w strukturach, rytuałach, doktrynach – w niczym, co określone i ustalone.

Naturą Boga jest nieuchwytność i zmienność

Podobny motyw dominuje w innej zapisanej w Ewangelii Jana historii – w rozmowie Jezusa z faryzeuszem Nikodemem. Symboliczne znaczenie ma już to, że Nikodem przyszedł do Jezusa w nocy: objawienie, którego doznał podczas rozmowy z Mistrzem z Nazaretu, dokonuje się w ciemności, rozbija dotychczasową precyzyjnie poukładaną wiedzę szanowanego nauczyciela Izraela, wprowadzając go w zamian w tajemnicę, którą wyrażają paradoksy i wieloznaczne metafory (bo właśnie takim językiem posługuje się jego nocny rozmówca): „Rzekł do niego Jezus: »Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie/z góry, nie może ujrzeć królestwa Bożego«. Nikodem powiedział do Niego: »Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?«. Jezus odpowiedział: »Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha/wiatru/oddechu, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha/wiatru/oddechu narodziło, jest duchem/wiatrem/oddechem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie/z góry narodzić. Duch/wiatr/oddech wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha/wiatru/oddechu«” (J 3, 3-8).

Nie powinno nas dziwić widoczne w rozmowie zdezorientowanie Nikodema. Słowa Jezusa mają konotacje jednocześnie bardzo materialne (stąd pomysł faryzeusza, że Nazarejczykowi chodzi dosłownie o ponowne fizyczne narodziny) i głęboko metafizyczne. Ale nie chodzi tylko o wieloznaczność sformułowań – podstawowym źródeł dezorientacji jest prawda, na którą wskazuje Jezus: iż naturą boskiej rzeczywistości jest nieuchwytność i zmienność oraz że w religijnym zaangażowaniu chodzi o porzucenie tego, co znane, stałe, namacalne, uchwytne (co wyraża pojęcie „ciało”) i odrodzenie się na nowo/z góry, tj. z Ducha/wiatru/oddechu. Kto przeżył takie narodziny, sam posiada tę „powietrzną” naturę, która daje mu/jej wolność, zdolność wymykania się przewidywaniom, manipulacjom, ograniczeniom.

Życie taką swobodą wymaga jednak zgody na niepewność i zmienność swojej egzystencji, uwolnienia się od potrzeby oparcia się na jasno określonych i trwałych pewnikach. Ducha/wiatru/oddechu można doświadczyć („szum jego słyszysz”), ale nie da się zatrzymać, złapać, określić „skąd pochodzi i dokąd zmierza”. Jest to doświadczenie nieuchwytnej i zmiennej tajemnicy.

Chrześcijaństwo nie szuka stałości

Ewangelia Jana wyraźnie pokazuje, że proces uwalniania się z potrzeby wiązania swojej wiary z tym, co uchwytne i namacalne, obejmuje również relację do samego Jezusa. W swojej ostatniej mowie, skierowanej do uczniów przed aresztowaniem, Jezus wyjaśnia najbliższym sens mających nastąpić dramatycznych wydarzeń. Znajdujemy w niej znamienny fragment, w którym Mistrz mówi: „Teraz zaś idę do Tego, który Mnie posłał, a nikt z was nie pyta Mnie: »Dokąd idziesz?«. Ale ponieważ to wam powiedziałem, smutek napełnił wam serce. Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was, bym odszedł. Gdybym bowiem nie odszedł, Pocieszyciel/Paraklet nie przyjdzie do was. A jeżeli pójdę, poślę Go do was. (...) Gdy zaś przyjdzie On, Duch/wiatr/oddech Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy” (J 16, 5-7. 13).

Jezus zapowiada najbliższym swoją nadchodzącą śmierć na krzyżu, kilkukrotnie podkreślając, że jest to Jego „przejście do Ojca”. Z perspektywy uczniów jest to jednak utrata relacji z Jezusem, jaką mieli dotąd – czyli możliwości widzenia Go, słuchania Jego nauki, przebywania w Jego fizycznej obecności. Perspektywa tej straty smuci ich, a smutek przesłania im rzeczywistą naturę procesu, w którym uczestniczą. Nie pytają Jezusa „dokąd idziesz”, czyli ich umysły nie są skierowane ku temu, co najistotniejsze. Dlatego Jezus próbuje na różne sposoby otworzyć im oczy, przebudzić ich ducha.

W cytowanym wyżej fragmencie mówi, że Jego odejście do Ojca, czyli zniknięcie namacalnej, uchwytnej obecności będzie dla uczniów pożyteczne, gdyż ono jest koniecznym warunkiem przyjścia Parakleta – tj. Ducha/wiatru/oddechu Prawdy. Znów ujawnia się konieczna struktura procesu człowieczego otwierania się na boską rzeczywistość: naturalna ludzka potrzeba posiadania uchwytnej postaci celu religijnego dążenia musi zostać przezwyciężona, wygaszona, trzeba się zgodzić na to, że wszystko, co rozpoznawalne, zrozumiałe, przemija, że niezmienność zewnętrznej postaci kultu pokaże swoją prawdziwą naturę złudzenia stałości. Gdy to złudzenie zostanie rozproszone, człowiekowi pokaże się za sprawą Parakleta prawdziwa natura rzeczywistości – iż u swego Źródła jest duchem/wiatrem/oddechem, tym, czego działania można doświadczyć (jak doświadcza się siły wichury), lecz czego nie da się złapać, pojąć, zatrzymać.

Poznaj siebie i Boga. Ale się do tego nie przywiązuj

Ten sam wątek znajdziemy w kluczowej wielkanocnej historii z Janowej ewangelii. Oto Maria Magdalena stoi nad grobem bez ciała Jezusa i płacze. Zjawiają się boscy posłańcy i pytają: „Czemu płaczesz?” (por. J 20, 13). Maria musi uświadomić sobie przyczynę swego smutku – czyli co jest dla niej ważne. Postępując w samopoznaniu, spostrzega „stojącego Jezusa” (J 20, 14), nie rozpoznając Jego tożsamości. Słyszy kolejne pytanie (tym razem pyta sam Jezus), sięgające jeszcze głębiej niż poprzednie: „Niewiasto, czemu płaczesz, kogo szukasz?” (J 20, 15). Uświadamiając sobie nie tylko przyczynę smutku, lecz także cel swojego dążenia, Maria zwraca się ku Jezusowi, a On wypowiada jej imię – czyli przypomina prawdziwą tożsamość. Wówczas Maria rozpoznaje Mistrza – ale teraz próbuje Go zatrzymać, zachować relację, jaką miała z Nim przed Jego śmiercią. Spotyka się natychmiast z ostrzeżeniem: „Nie chwytaj Mnie” (J 20, 17)

W historii tej rozpoznajemy głębiej, na czym polega prawdziwa cześć „w duchu i prawdzie”. Trzeba zgodzić się na nawet bolesne samopoznanie, konfrontację ze swoim smutkiem (i jego źródłem), z prawdą o swoich pragnieniach, a także (to wyraźniej widać było w historii Samarytanki) z niejednokrotnie krętą ścieżką swojego życia. W trakcie procesu poznawania samej/samego siebie przed poznającą/poznającym ujawnia się rzeczywistość Boga. Ostatecznie jednak i ją trzeba puścić, uwolnić się od potrzeby jasnego i wyraźnego poznania, określenia, gdzie jest, a gdzie jej nie ma, zgodzić się, że będzie ona nas nieść i tworzyć (albowiem z niej się rodzimy), ale jako nieuchwytna tajemnica.

W niepewności i lęku nie jesteś sam

Warto zauważyć, że teksty ewangeliczne odnoszą się zarówno do religijnego doświadczenia wspólnotowego (jak choćby w przypadku pytań Samarytanki) – jak i ściśle osobistej, wewnętrznej drogi wiary (jak ma to miejsce w przypadku Nikodema czy Marii Magdaleny). Dlatego ewangeliczne przesłanie może być wskazówką dla nas dzisiaj.

Czyż bowiem współczesna sytuacja społeczna nie jest naznaczona narastającym stopniem niepewności, szybko następujących zmian? Banałem stało się już mówienie o postępującej sekularyzacji, czyli utracie znaczenia tradycyjnych form religijności i doktrynalnych formuł. Coraz powszechniejsze staje się też poczucie niepewności co do stabilności ważnych dla naszego życia struktur społecznych (zarówno tych najmniejszych, jak rodzina, jak i tych wielkich, jak kształt naszego państwa i jego pozycja w świecie).

Być może najbardziej boli nas i niepokoi niepewność co do naszej sytuacji w sferach tak „przyziemnych” jak rynek pracy, polityka, sytuacja mieszkaniowa. Być może z obawą zauważamy zmiany w najważniejszych dla nas międzyludzkich relacjach – w małżeństwie, w przyjaźniach. Być może chodzi o utratę wiarygodności ważnych dla nas religijnych instytucji, o trudność dawania wiary doktrynom i symbolom, którymi nasiąkliśmy od dzieciństwa. Być może boimy się opuścić dotychczasowe religijne doświadczenie ostatecznego sensu.

Niepewność w tych sferach rodzi wiele lęku. Nic dziwnego – potrzeba bezpieczeństwa i trwałości jest jedną z najbardziej podstawowych ludzkich potrzeb, niezależnie od tego, czy dotyczy sfery społecznej, bliskich więzi czy najgłębszego osobistego doświadczenia. Nasz lęk jest zrozumiały. Warto zatem nie walczyć z nim wprost, lecz zwrócić uwagę na Dobrą Nowinę – iż w niezwykle trudnej psychologicznie sytuacji, gdy tracimy takie poczucie stabilności i bezpieczeństwa, nie jesteśmy sami. Może to być okazja do odkrycia, iż najbardziej podstawowe Źródło naszego bytu i tożsamości jest Duchem, czyli wiatrem, oddechem: energią i zmianą.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 23/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Duch, wiatr i oddech