Reklama

Chrystus powszechny

Chrystus powszechny

24.03.2019
Czyta się kilka minut
Dróg do Boga jest wiele, a Pośrednik między Nim a ludźmi jeden. Czy da się wierzyć w jedno i w drugie zarazem?
Papież Franciszek z wielkim imamem uniwersytetu Al-Azhar, Abu Zabi, 4 lutego 2019 r. / Fot. Andrew Medichini / AP / East News
Papież Franciszek z wielkim imamem uniwersytetu Al-Azhar, Abu Zabi, 4 lutego 2019 r. / Fot. Andrew Medichini / AP / East News
T

Teologicznie przełomowe stwierdzenie, że „pluralizm i różnorodność religii, koloru skóry, płci, rasy i języka jest chciany przez Boga w Jego mądrości, poprzez którą stworzył on ludzi”, jakie znalazło się w niedawnej wspólnej deklaracji papieża Franciszka i wielkiego imama Al-Azhar, wzbudziło wśród katolików gorącą dyskusję, a często i sprzeciw.

          Wielu przyjęło je jako pozytywny wyraz dojrzewania chrześcijańskiej świadomości. Pojawiło się także mnóstwo głosów wobec niego krytycznych. Tak np. biskupi Kazachstanu podczas wizyty w Rzymie (tzw. ad limina) wyrażali swoje wątpliwości i uzyskali od Franciszka wyjaśnienie, że chodzi tu o Boże przyzwolenie na wielość religii, a nie Jego pozytywne chcenie. Papieskie wyjaśnienie jest zgodne z dotychczasowym stanowiskiem Magisterium, ale jednak sprzeczne z brzmieniem wspomnianej deklaracji.

          Rezerwa wobec deklaracji i – jak widać – wahania samego papieża, jaki sens nadać jej słowom, związane są najpewniej z wątpliwościami, czy tak jednoznaczne uznanie religijnego pluralizmu za Boży zamysł da się pogodzić z chrześcijańską wiarą w Jezusa Chrystusa jako odwieczne Boskie Słowo, pełnię objawienia i jedynego pośrednika między człowiekiem a Bogiem.

Istota idolatrii

Rozważenie tej kwestii warto rozpocząć od lektury fragmentu Listu do Rzymian, w którym św. Paweł poddaje krytyce niewłaściwe, bałwochwalcze formy religijności. Pisze tam: „Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta. To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen” (Rz 1, 18-24).


Czytaj także: Piotr Sikora: Boska różnorodność


          Zauważmy, że św. Paweł najpierw głosi powszechny zasięg objawienia się Boga, którego bóstwo i wiekuista potęga stają się (a przynajmniej mogą się stać) przez Jego dzieła jawne w świadomości każdego człowieka. Dopiero w tym kontekście wskazuje, że są ludzie, którzy, choć posiadają jakąś intuicję Bożego istnienia i natury, zamiast czcić Boga „jako Boga”, tj. takiego, jaki jest, tworzą sobie „idole” – czyli w miejsce Boga prawdziwego, czczą jakieś stworzenie. Właśnie ta zamiana przedmiotu dążenia religijnego – z Boga w jego bóstwie na coś stworzonego – jest punktem krytycznym decydującym o niewłaściwym charakterze religijności.

          Tekst św. Pawła jest najczęściej odbierany jako krytyka religijności pogańskiej jego czasów. Trzeba jednak pamiętać, że krytykowana jest tu nie tyle każda religia, lecz bałwochwalczy charakter pewnych kultów.

Również chrześcijańska religijność może być idolatrią. Jak wskazywał choćby św. Grzegorz z Nyssy, każde pojęcie Boga, także należące do doktryny chrześcijańskiej, może stać się idolem przesłaniającym Boga prawdziwego – a dzieje się tak wówczas, gdy człowiek uzna, iż pojęcie to adekwatnie wyraża Boga i nie musi być w drodze ku Niemu przekroczone. W podobny sposób bałwochwalczego charakteru nabiera każdy skończony element rzeczywistości, jeśli w naszym dążeniu do Boga nie odsyła nas poza siebie. Na chrystocentryzm Nowego Testamentu – a w konsekwencji całego chrześcijaństwa – trzeba spoglądać właśnie w tej perspektywie.

Nie zatrzymuj

          Z jednej strony nie można zaprzeczyć, że przez cały Nowy Testament przewija się myśl o kluczowym miejscu Chrystusa w relacji Boga i człowieka: „nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze mnie” (J 14,6); „nie ma w żadnym innym zbawienia, bo nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12); „nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce Objawić” (Mt 11, 27).

          Możliwy jest jednak taki sposób pojmowania i czczenia Chrystusa, w którym Jego postać stanie się raczej przeszkodą na tej drodze – chrystologia bałwochwalcza. Gdy próbujemy się bowiem odnieść do Chrystusa, najłatwiej skoncentrować się nam na Jego historycznej postaci. Trzeba jednak mieć świadomość, że Jezus z Nazaretu w swojej historycznej egzystencji był – jako prawdziwy człowiek – ograniczony. Miał konkretny (taki, a nie inny) genotyp, należał do konkretnej (tej, a nie innej) kultury, mówił jakimś (tym, a nie innym) językiem. Oznacza to m.in., że Jego nauczanie o Bogu, w którym posługiwał się pojęciami i symbolami zrozumiałymi dla swojego konkretnego otoczenia, ma charakter nimi uwarunkowany.     Dlatego też w tychże ewangeliach (zwłaszcza w najbardziej teologicznie dojrzałej Ewangelii Jana) napotykamy wskazówki i ostrzeżenia, by nie być przywiązanym do historycznej formy egzystencji i obecności Słowa Wcielonego.

          W czwartej Ewangelii Jezus naucza, że objawienie pełni prawdy dokonuje się wraz z posłaniem Ducha: „Gdy zaś przyjdzie Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy” (J 16, 13). Posłanie Ducha wiąże zaś ze swoim uwielbieniem (otoczeniem chwałą) i odejściem: „Duch bowiem jeszcze nie był »dany«, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony” (J 7, 39b). W konsekwencji Jezus podkreśla, wbrew pragnieniom uczniów: „Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę go do was” (J 16, 7).

          Tożsamość uwielbienia i odejścia Jezusa wynika stąd, że uwielbienie Jezusa dokonuje się w momencie śmierci krzyżowej: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeżeli ziarno wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie (psyche), traci je, a kto nienawidzi swego życia (psyche) na tym świecie, zachowa je na życie wieczne” (J 12, 23-25).

          Jezus ściśle wiąże swoje uwielbienie, odejście do Ojca przez śmierć, posłanie Ducha prawdy i pełnię Objawienia. Pełnia Objawienia nie może nastąpić, dopóki trwa historyczna egzystencja Jezusa. Jezus w swojej historycznej egzystencji jest mniejszy od Ojca. Dlatego mówi uczniom, przywiązanym do tego sposobu Jego obecności i obawiającym się Jego śmierci: „Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie” (J 14, 28b). Pełnię Objawienia Ojca może stanowić dopiero egzystencja Chrystusa zmartwychwstałego, Jego obecność w Duchu Świętym.

Wszytko w Nim, On we wszystkim

          Jak zaś rozpoznaje św. Paweł, ta nowa forma egzystencji Chrystusa ma charakter powszechny i bezgraniczny. Bóg wskrzesiwszy Jezusa, „posadził [Go] po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym. I wszystko poddał pod jego stopy, a Jego samego ustanowił głową nad wszystkim dla Kościoła, który jest Jego Ciałem, pełnią tego, który napełnia wszystko we wszystkim” (Ef 1, 20-22). Powszechna obecność Chrystusa łączy Kościół z całością rzeczywistości. Kościół jest Ciałem Chrystusa i Jego Pełnią, ale nie znaczy to, że poza chrześcijaństwem znajdują się tylko „ziarna” Logosu. Przeciwnie – napełnia On wszystko w całości i na wszelki sposób.

          Św. Paweł wyjaśnia tę obecność odwołując się do fundamentalnej greckiej idei arche: tego, co stanowi jedno źródło i zasadę całej różnorodności rzeczy, co jednocześnie przekracza wszystkie poszczególne, różnorodne byty, a także całość zróżnicowanego świata, lecz co zarazem istnieje w całej rzeczywistości i w każdej poszczególnej rzeczy i nadaje rzeczywistości oraz poszczególnym rzeczom tożsamość i sens. Jak czytamy w natchnionym piśmie o umarłym i zmartwychwstałym Chrystusie: „On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim istnieje złączone. I On jest Głową Ciała – Kościoła. On jest Początkiem i Zasadą (arche), Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim” (Kol 1, 15-18).


Czytaj także: Józef Majewski: Dawniej domena diabła, dziś Ducha Świętego


          Autor Listu do Kolosan głosi, że ową poszukiwaną przez Greków arche jest Chrystus. Z jednej więc strony jest On obecny w każdej rzeczy, jako jej najbardziej fundamentalna natura. Z drugiej strony wszelkie rzeczy istnieją w Nim, w Nim są połączone oraz ku Niemu zmierzają. Jeśli tylko popatrzy się dostatecznie głęboko – do samego dna – we wszystkim można dostrzec Chrystusa. Jednocześnie dopiero dostrzeżenie Chrystusa objawia prawdziwy sens każdej rzeczy.

Poznanie, przemiana, misja

          Przemieniona, powszechna obecność Chrystusa wymaga innego sposobu poznawania niż poznanie empiryczne i historyczne: „jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób” (2 Kor 5, 16). Chrześcijaństwo poprzez historyczny związek z Jezusem z Nazaretu ma przewagę nad innymi tradycjami religijnymi w poznaniu Chrystusa według ciała. Jak jednak stwierdza św. Paweł, poznawanie w ten sposób nie jest właściwą drogą ku Bogu.

          Dlatego właśnie ewangelie, jakkolwiek bazują na ziemskim życiu Jezusa, nie przedstawiają nam Jego biografii ani dokładnego zapisu jego słów. Są raczej teologicznymi kompozycjami, które wykorzystują materiał historyczny, aby wprowadzić swoich czytelników w egzystencjalne doświadczenie spotkania z teraz wśród i w nich żyjącym zmartwychwstałym Chrystusem. Z religijnego punktu widzenia liczy się jedynie to egzystencjalne doświadczenie, poznawanie i spotkanie Chrystusa w Jego stanie uwielbionym, a więc w jego powszechnej obecności.

          Najbardziej zaś dostępnym dla każdej i każdego miejscem, w którym boska rzeczywistość wcielonego Logosu, Arche świata, odsłania się przed każdym człowiekiem, jest ona lub on sam: „My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską, odbijającą się w nas jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego coraz bardziej jaśniejąc, zostajemy przemienieni na ten sam obraz” (2 Kor 3, 16-18).

          Co ważne, ów egzystencjalny proces poznawania obecnego w każdej i w każdym Chrystusa prowadzi do przemiany uczestniczącego w nim człowieka, przemiany, której ostatecznym celem jest doskonałe podobieństwo do Pierwowzoru: „Zwlekliście z siebie dawnego człowieka, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu, według obrazu Tego, który go stworzył. A tu już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich Chrystus” (Kol 3, 9-11).

          Przemiana człowieka w Chrystusa wiedzie zaś do relatywizacji każdej ziemskiej, uwarunkowanej tożsamości: etnicznej, kulturowej czy religijnej. Jak mówi Jezus Samarytance pytającej, czy właściwe miejsce kultu jest w Jerozolimie (jak uznają Żydzi), czy na górze Garizim (jak chcą Samarytanie): „Nadchodzi godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w duchu i prawdzie, a takich czcicieli szuka Ojciec. Bóg jest duchem: potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w duchu i prawdzie” (J 3, 23-24).

          Ze względu na społeczny charakter ludzkiej osoby – która może istnieć tylko w relacjach z innymi osobami – prawdziwy „kult w duchu i prawdzie”, prawdziwie przemieniające wewnętrzne poznanie Chrystusa obecnego „wewnątrz” nie ma charakteru czysto indywidualistycznego, lecz rozwija się we wspólnocie. Wspólnoty takie są najczęściej wielopokoleniowe – tworzą tradycje religijne. Pluralizm tychże wspólnot i tradycji ma zaś ostatecznie pozytywną wartość (jest „chciana przez Boga”) ponieważ – właśnie ze względu na ich wielość – budzi świadomość, że żadna poszczególna religia nie jest celem (lecz tylko drogą), żadna nie ujmuje całego bogactwa Boskiej Tajemnicy.

          W tym kontekście warto widzieć miejsce misyjnej natury Kościoła. Fakt, że wielość i różnorodność religii jest czymś pozytywnym, nie oznacza, że powinny one żyć w izolacji od siebie. Przeciwnie, skoro każda jest perspektywicznym i uwarunkowanym ujęciem absolutnej Tajemnicy, to mogą się one wzajemnie inspirować i uzupełniać. Chrześcijanie mają więc do ofiarowania wyznawcom innych religii coś, czego tamte bez chrześcijaństwa nie byłyby w stanie dostrzec (przynajmniej tak wyraźnie). To właśnie jest przedmiotem i motywem chrześcijańskiej działalności ewangelizacyjnej. Z drugiej strony chrześcijanie powinni także pamiętać, iż sami mogą uczyć się wiele od wyznawców innych tradycji religijnych – a ucząc się wzbogacać swoje chrześcijaństwo. Misja ma swoje miejsce w procesie dialogu, w którym każdy z uczestników może dzielić się z innymi swoim doświadczeniem Tego, który napełnia wszystkich na wszelkie sposoby.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolog i filozof, publicysta, bloger, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, adiunkt w Katedrze Filozofii Boga i Religii w Akademii Ignatianum w Krakowie. Członek Krakowskiej Grupy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

kościół katolicki przez wieki tak intensywnie starał się przekonywać cały świat i próbował udowadniać na różne sposoby tezę o swej absolutnej wyjątkowości i eksluzywności w reprezentowaniu i kontakcie z PB, że chyba sami biskupi w tę bajkę najbardziej uwierzyli - teraz myślę prędzej się ten kościół rozleci, niż pogodzi z utratą boskiego monopolu... [btw, ja nie będę sprawdzał jak to teraz leci w KKK, ale dobrze pamiętam, jak nam ten humbug katechetka i księża na religii do głów wpychali - na szczęście u nas dość dużo ewangelików, więc trudno było przełknąć bez refleksji hasła typu: "tylko w kościele katolickim..." itepe, i to chyba wielu z nas uratowało przed kompletnym otumanieniem i fanatycznym zaślepieniem

... ale dlaczego w tym katolickim tygodniku nie ma wzmianki na temat Marszów dla Życia, Narodowego Dnia Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką... Piszemy prawdę czy wybieramy tylko tematy "poprawne"politycznie ?

i jeszcze jeden event podrzucę, też jak Pański w 100% p r a w d z i w y - poproszę o relację z cieszyńskiego Parkrun'u - wszak bierze w nim udział ok. 60% katolików [statystycznie] ☝

https://wiadomosci.ox.pl/cieszyn-262-bieg-parkrun,56842

Odpowiedź na postawione pytanie jest chyba jasna i oczywista: 'Tygodnik Powszechny' nie chce brać udziału w hucpiarstwie populistycznej prawicy, która - jeśli tylko go obłapi - nawet z diamentu, jakim byli nieliczni w sumie Polacy ratujący żydowskich współobywateli, zrobi toksyczny szlam na użytek swojej brudnej propagandy.

...ale chętnie bierze udział w hucpiarstwie populistycznej lewicy na ten temat. Jeśli to byli tylko nieliczni Polacy ratujący żydowskich współobywateli to niech Pan zapozna się z listą "Sprawiedliwych wśród Narodów świata" i przytoczy kontekst w jakim kraju były najcięższe sankcje za taką pomoc. Czarne owce są w każdym narodzie , także wśród Żydów ale o tym z lektury "TP" też się nie dowiemy. Szkoda, że takie polemiki podejmujemy pod artykułem o całkiem innej treści ale "TP" nie zauważa niewygodnych dla jego opcji politycznej wydarzeń.

"TP" jest tygodnikiem, publikuje w Internecie w miarę rzadko i liczba jego artykułów jest ograniczona. Prawdziwy festiwal ideologicznego wykrzywienia obrazu znajdzie pan za to np. na katolicko-populistycznym "Gościu Niedzielnym", który na swoich łamach codziennie publikuje całą masę skrzętnie dobranych wiadomości i "wiadomości" (o cenzurze szerzącej spustoszenie na forum tego portalu szkoda w ogóle mówić; na jego tle "TP" to prawdziwa oaza wolności słowa). Zatem niech mi pan łaskawie oszczędzi opowieści o unikaniu niewygodnych faktów przez "TP". Zresztą gdyby nawet "TP" zająknął się na dany temat, to chyba nie oczekuje pan, że zrobiłby z tego propagandową laurkę dla narodu polskiego pod prawicowo-populistyczne dyktando? Naród, który miał w swoich granicach najwięcej Żydów w okupowanej Europie, siłą rzeczy będzie miał najwięcej ludzi tychże Żydów ratujących - choćby nawet liczba przyzwoitych i heroicznych postaw nie wybijała się w danym społeczeństwie bardziej niż w innych. Czarne owce są w każdym narodzie, ale nie w każdym okupowanym narodzie zarówno ratowani, jak i ratujący, musieli się tak obawiać zasadniczej masy społeczeństwa przesyconego antysemityzmem. I nie każdy naród dzisiaj doznaje nacjonalistycznej fiksacji i gloryfikacji swojej czarno-białej przeszłości, jakie zajadle próbuje nam wszystkim serwować populistyczna prawica w Polsce.

Cały powyższy tekst uważam za karkołomną próbę zjedzenia ciastka i jednocześnie zatrzymania tego ciasta za pazuchą. Zapytuję autora wprost: czy uważa, że jego bóg chce, aby wszyscy ludzie stali się za swojego życia członkami kościoła katolickiego, czy też uważa raczej, że odpowiada temuż bogu, aby część ludzkości wierzyła w inne bóstwa i inne przekazy na ich temat?

te żałosne, jak nie idiotyczne, próby tłumaczenia, uzasadniania, domyślania się, interpretowania rzekomo boskich planów i zamiarów

Bo jest to świadectwo Wiary Chrystusowej-"zrelatywizowanej" i "indyferentnej" wobec przywileju Depozytu Objawienia i Wiedzy Uczonego w Piśmie, ale w intuicji Opoki jaką jest Chrystus Ukrzyżowany i nic ponad to...Solus Christus-Jezu ma radości. Świadectwo Ducha poprzez życie, w którym jest Narodzenie, Krzyż i Zmartwychwstanie Syna. Tą "teologię" może lepiej jest przedstawić w muzycznej ekspresji, jak w intelektualnym dyskursie, bo to może najlepsze wezwanie, by nasze życie zaowocowało Ofiarą Syna Bożego. Wtedy naszym udziałem będzie i Poznanie i Życie jako owoce z tego samego Drzewa, z którego sięga Matka Ewa i pod którym stoi Matka Maria jako rodzące Człowieka i Kościół w synowskiej jedności z Ojcem Przed-wiecznym. I w tym usynowieniu osiągniemy spójność pneumy, psyche i hipostazy, czyli życie wieczne. https://www.youtube.com/watch?v=Gm8bKN9P9wY

„Chrześcijanie mają więc do ofiarowania wyznawcom innych religii coś, czego tamte bez chrześcijaństwa nie byłyby w stanie dostrzec” Pada w tekście wiele zacnych cytatów, rzucanych na taśmę i pokrętnych myśli. Przyznaję się, doczytałem do końca znużony tymi mądrościami, ale też z refleksją - jaki jest sens tak nas ogłupiać. Załęże się, że w taki sposób na własną religię nie patrzą muzułmanie, ich religia rozprzestrzenia się samoistnie, być może zasługa to niekombinowania przy Koranie. Zastanówmy się więc uczciwie, cóż takiego mają do zaoferowania chrześcijanie innym wyznaniom. Pominę aspekt teologiczny, bo nie sadzę aby nas odbierano w świecie oceniając jakość naszych dogmatów. Wydaje mi się, że raczej oceniają nas z perspektywy naszego bogactwa budowanego poprzez wyzysk i upadlanie innych, hipokryzje naszych duchownych i polityków, terroryzm gospodarczy i militarny. Patrząc też na nas z historycznej perspektywy bratobójczych wojen, eksterminacji całych nacji. Co tu dużo kombinować, nie ma drugiej takiej religii, która w skutek różnic interpretacji własnych świętych tekstów, na ołtarzach ignorancji złożyła by tak obfity dar z ludzkiego życia i cierpienia.Pierwszy raz spotykam się ze stwierdzeniem, że ewangelizacja polega na szukaniu dialogu z innymi religiami, może jakieś przykłady.

Panie Piotrze,dziękuję za ten tekst.Jak zwykle w przypadku Pana publikacji jest on dla mnie jak otwarcie okna - poszerzenie perspektywy,wpuszczenie świeżego powietrza,wyjście poza ciasne i ograniczone spojrzenie na chrześcijaństwo.Pozdrawiam:)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]