Chrystus powszechny

Dróg do Boga jest wiele, a Pośrednik między Nim a ludźmi jeden. Czy da się wierzyć w jedno i w drugie zarazem?

24.03.2019

Czyta się kilka minut

Papież Franciszek z wielkim imamem uniwersytetu Al-Azhar, Abu Zabi, 4 lutego 2019 r. / Fot. Andrew Medichini / AP / East News /
Papież Franciszek z wielkim imamem uniwersytetu Al-Azhar, Abu Zabi, 4 lutego 2019 r. / Fot. Andrew Medichini / AP / East News /

Teologicznie przełomowe stwierdzenie, że „pluralizm i różnorodność religii, koloru skóry, płci, rasy i języka jest chciany przez Boga w Jego mądrości, poprzez którą stworzył on ludzi”, jakie znalazło się w niedawnej wspólnej deklaracji papieża Franciszka i wielkiego imama Al-Azhar, wzbudziło wśród katolików gorącą dyskusję, a często i sprzeciw.

          Wielu przyjęło je jako pozytywny wyraz dojrzewania chrześcijańskiej świadomości. Pojawiło się także mnóstwo głosów wobec niego krytycznych. Tak np. biskupi Kazachstanu podczas wizyty w Rzymie (tzw. ad limina) wyrażali swoje wątpliwości i uzyskali od Franciszka wyjaśnienie, że chodzi tu o Boże przyzwolenie na wielość religii, a nie Jego pozytywne chcenie. Papieskie wyjaśnienie jest zgodne z dotychczasowym stanowiskiem Magisterium, ale jednak sprzeczne z brzmieniem wspomnianej deklaracji.

          Rezerwa wobec deklaracji i – jak widać – wahania samego papieża, jaki sens nadać jej słowom, związane są najpewniej z wątpliwościami, czy tak jednoznaczne uznanie religijnego pluralizmu za Boży zamysł da się pogodzić z chrześcijańską wiarą w Jezusa Chrystusa jako odwieczne Boskie Słowo, pełnię objawienia i jedynego pośrednika między człowiekiem a Bogiem.

Istota idolatrii

Rozważenie tej kwestii warto rozpocząć od lektury fragmentu Listu do Rzymian, w którym św. Paweł poddaje krytyce niewłaściwe, bałwochwalcze formy religijności. Pisze tam: „Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta. To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen” (Rz 1, 18-24).


Czytaj także: Piotr Sikora: Boska różnorodność


          Zauważmy, że św. Paweł najpierw głosi powszechny zasięg objawienia się Boga, którego bóstwo i wiekuista potęga stają się (a przynajmniej mogą się stać) przez Jego dzieła jawne w świadomości każdego człowieka. Dopiero w tym kontekście wskazuje, że są ludzie, którzy, choć posiadają jakąś intuicję Bożego istnienia i natury, zamiast czcić Boga „jako Boga”, tj. takiego, jaki jest, tworzą sobie „idole” – czyli w miejsce Boga prawdziwego, czczą jakieś stworzenie. Właśnie ta zamiana przedmiotu dążenia religijnego – z Boga w jego bóstwie na coś stworzonego – jest punktem krytycznym decydującym o niewłaściwym charakterze religijności.

          Tekst św. Pawła jest najczęściej odbierany jako krytyka religijności pogańskiej jego czasów. Trzeba jednak pamiętać, że krytykowana jest tu nie tyle każda religia, lecz bałwochwalczy charakter pewnych kultów.

Również chrześcijańska religijność może być idolatrią. Jak wskazywał choćby św. Grzegorz z Nyssy, każde pojęcie Boga, także należące do doktryny chrześcijańskiej, może stać się idolem przesłaniającym Boga prawdziwego – a dzieje się tak wówczas, gdy człowiek uzna, iż pojęcie to adekwatnie wyraża Boga i nie musi być w drodze ku Niemu przekroczone. W podobny sposób bałwochwalczego charakteru nabiera każdy skończony element rzeczywistości, jeśli w naszym dążeniu do Boga nie odsyła nas poza siebie. Na chrystocentryzm Nowego Testamentu – a w konsekwencji całego chrześcijaństwa – trzeba spoglądać właśnie w tej perspektywie.

Nie zatrzymuj

          Z jednej strony nie można zaprzeczyć, że przez cały Nowy Testament przewija się myśl o kluczowym miejscu Chrystusa w relacji Boga i człowieka: „nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze mnie” (J 14,6); „nie ma w żadnym innym zbawienia, bo nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12); „nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce Objawić” (Mt 11, 27).

          Możliwy jest jednak taki sposób pojmowania i czczenia Chrystusa, w którym Jego postać stanie się raczej przeszkodą na tej drodze – chrystologia bałwochwalcza. Gdy próbujemy się bowiem odnieść do Chrystusa, najłatwiej skoncentrować się nam na Jego historycznej postaci. Trzeba jednak mieć świadomość, że Jezus z Nazaretu w swojej historycznej egzystencji był – jako prawdziwy człowiek – ograniczony. Miał konkretny (taki, a nie inny) genotyp, należał do konkretnej (tej, a nie innej) kultury, mówił jakimś (tym, a nie innym) językiem. Oznacza to m.in., że Jego nauczanie o Bogu, w którym posługiwał się pojęciami i symbolami zrozumiałymi dla swojego konkretnego otoczenia, ma charakter nimi uwarunkowany.     Dlatego też w tychże ewangeliach (zwłaszcza w najbardziej teologicznie dojrzałej Ewangelii Jana) napotykamy wskazówki i ostrzeżenia, by nie być przywiązanym do historycznej formy egzystencji i obecności Słowa Wcielonego.

          W czwartej Ewangelii Jezus naucza, że objawienie pełni prawdy dokonuje się wraz z posłaniem Ducha: „Gdy zaś przyjdzie Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy” (J 16, 13). Posłanie Ducha wiąże zaś ze swoim uwielbieniem (otoczeniem chwałą) i odejściem: „Duch bowiem jeszcze nie był »dany«, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony” (J 7, 39b). W konsekwencji Jezus podkreśla, wbrew pragnieniom uczniów: „Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę go do was” (J 16, 7).

          Tożsamość uwielbienia i odejścia Jezusa wynika stąd, że uwielbienie Jezusa dokonuje się w momencie śmierci krzyżowej: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeżeli ziarno wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie (psyche), traci je, a kto nienawidzi swego życia (psyche) na tym świecie, zachowa je na życie wieczne” (J 12, 23-25).

          Jezus ściśle wiąże swoje uwielbienie, odejście do Ojca przez śmierć, posłanie Ducha prawdy i pełnię Objawienia. Pełnia Objawienia nie może nastąpić, dopóki trwa historyczna egzystencja Jezusa. Jezus w swojej historycznej egzystencji jest mniejszy od Ojca. Dlatego mówi uczniom, przywiązanym do tego sposobu Jego obecności i obawiającym się Jego śmierci: „Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie” (J 14, 28b). Pełnię Objawienia Ojca może stanowić dopiero egzystencja Chrystusa zmartwychwstałego, Jego obecność w Duchu Świętym.

Wszytko w Nim, On we wszystkim

          Jak zaś rozpoznaje św. Paweł, ta nowa forma egzystencji Chrystusa ma charakter powszechny i bezgraniczny. Bóg wskrzesiwszy Jezusa, „posadził [Go] po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym. I wszystko poddał pod jego stopy, a Jego samego ustanowił głową nad wszystkim dla Kościoła, który jest Jego Ciałem, pełnią tego, który napełnia wszystko we wszystkim” (Ef 1, 20-22). Powszechna obecność Chrystusa łączy Kościół z całością rzeczywistości. Kościół jest Ciałem Chrystusa i Jego Pełnią, ale nie znaczy to, że poza chrześcijaństwem znajdują się tylko „ziarna” Logosu. Przeciwnie – napełnia On wszystko w całości i na wszelki sposób.

          Św. Paweł wyjaśnia tę obecność odwołując się do fundamentalnej greckiej idei arche: tego, co stanowi jedno źródło i zasadę całej różnorodności rzeczy, co jednocześnie przekracza wszystkie poszczególne, różnorodne byty, a także całość zróżnicowanego świata, lecz co zarazem istnieje w całej rzeczywistości i w każdej poszczególnej rzeczy i nadaje rzeczywistości oraz poszczególnym rzeczom tożsamość i sens. Jak czytamy w natchnionym piśmie o umarłym i zmartwychwstałym Chrystusie: „On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim istnieje złączone. I On jest Głową Ciała – Kościoła. On jest Początkiem i Zasadą (arche), Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim” (Kol 1, 15-18).


Czytaj także: Józef Majewski: Dawniej domena diabła, dziś Ducha Świętego


          Autor Listu do Kolosan głosi, że ową poszukiwaną przez Greków arche jest Chrystus. Z jednej więc strony jest On obecny w każdej rzeczy, jako jej najbardziej fundamentalna natura. Z drugiej strony wszelkie rzeczy istnieją w Nim, w Nim są połączone oraz ku Niemu zmierzają. Jeśli tylko popatrzy się dostatecznie głęboko – do samego dna – we wszystkim można dostrzec Chrystusa. Jednocześnie dopiero dostrzeżenie Chrystusa objawia prawdziwy sens każdej rzeczy.

Poznanie, przemiana, misja

          Przemieniona, powszechna obecność Chrystusa wymaga innego sposobu poznawania niż poznanie empiryczne i historyczne: „jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób” (2 Kor 5, 16). Chrześcijaństwo poprzez historyczny związek z Jezusem z Nazaretu ma przewagę nad innymi tradycjami religijnymi w poznaniu Chrystusa według ciała. Jak jednak stwierdza św. Paweł, poznawanie w ten sposób nie jest właściwą drogą ku Bogu.

          Dlatego właśnie ewangelie, jakkolwiek bazują na ziemskim życiu Jezusa, nie przedstawiają nam Jego biografii ani dokładnego zapisu jego słów. Są raczej teologicznymi kompozycjami, które wykorzystują materiał historyczny, aby wprowadzić swoich czytelników w egzystencjalne doświadczenie spotkania z teraz wśród i w nich żyjącym zmartwychwstałym Chrystusem. Z religijnego punktu widzenia liczy się jedynie to egzystencjalne doświadczenie, poznawanie i spotkanie Chrystusa w Jego stanie uwielbionym, a więc w jego powszechnej obecności.

          Najbardziej zaś dostępnym dla każdej i każdego miejscem, w którym boska rzeczywistość wcielonego Logosu, Arche świata, odsłania się przed każdym człowiekiem, jest ona lub on sam: „My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską, odbijającą się w nas jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego coraz bardziej jaśniejąc, zostajemy przemienieni na ten sam obraz” (2 Kor 3, 16-18).

          Co ważne, ów egzystencjalny proces poznawania obecnego w każdej i w każdym Chrystusa prowadzi do przemiany uczestniczącego w nim człowieka, przemiany, której ostatecznym celem jest doskonałe podobieństwo do Pierwowzoru: „Zwlekliście z siebie dawnego człowieka, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu, według obrazu Tego, który go stworzył. A tu już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich Chrystus” (Kol 3, 9-11).

          Przemiana człowieka w Chrystusa wiedzie zaś do relatywizacji każdej ziemskiej, uwarunkowanej tożsamości: etnicznej, kulturowej czy religijnej. Jak mówi Jezus Samarytance pytającej, czy właściwe miejsce kultu jest w Jerozolimie (jak uznają Żydzi), czy na górze Garizim (jak chcą Samarytanie): „Nadchodzi godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w duchu i prawdzie, a takich czcicieli szuka Ojciec. Bóg jest duchem: potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w duchu i prawdzie” (J 3, 23-24).

          Ze względu na społeczny charakter ludzkiej osoby – która może istnieć tylko w relacjach z innymi osobami – prawdziwy „kult w duchu i prawdzie”, prawdziwie przemieniające wewnętrzne poznanie Chrystusa obecnego „wewnątrz” nie ma charakteru czysto indywidualistycznego, lecz rozwija się we wspólnocie. Wspólnoty takie są najczęściej wielopokoleniowe – tworzą tradycje religijne. Pluralizm tychże wspólnot i tradycji ma zaś ostatecznie pozytywną wartość (jest „chciana przez Boga”) ponieważ – właśnie ze względu na ich wielość – budzi świadomość, że żadna poszczególna religia nie jest celem (lecz tylko drogą), żadna nie ujmuje całego bogactwa Boskiej Tajemnicy.

          W tym kontekście warto widzieć miejsce misyjnej natury Kościoła. Fakt, że wielość i różnorodność religii jest czymś pozytywnym, nie oznacza, że powinny one żyć w izolacji od siebie. Przeciwnie, skoro każda jest perspektywicznym i uwarunkowanym ujęciem absolutnej Tajemnicy, to mogą się one wzajemnie inspirować i uzupełniać. Chrześcijanie mają więc do ofiarowania wyznawcom innych religii coś, czego tamte bez chrześcijaństwa nie byłyby w stanie dostrzec (przynajmniej tak wyraźnie). To właśnie jest przedmiotem i motywem chrześcijańskiej działalności ewangelizacyjnej. Z drugiej strony chrześcijanie powinni także pamiętać, iż sami mogą uczyć się wiele od wyznawców innych tradycji religijnych – a ucząc się wzbogacać swoje chrześcijaństwo. Misja ma swoje miejsce w procesie dialogu, w którym każdy z uczestników może dzielić się z innymi swoim doświadczeniem Tego, który napełnia wszystkich na wszelkie sposoby.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Filozof i teolog, publicysta, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, kierownik Katedry Filozofii Współczesnej w Uniwersytecie Ignatianum w Krakowie. Nauczyciel mindfulness, trener umiejętności DBT. Prowadzi też indywidualne sesje dialogu filozoficznego.