Jaki sens mają dziś słowa: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”?

Uznanie własnej kruchości nie jest kapitulacją, lecz bramą do wolności i zjednoczenia z boską Rzeczywistością. Posypując głowy popiołem, warto spojrzeć na siebie jak na „boski pył”.
Czyta się kilka minut
Islandia, lipiec 2025 r. // Fot. Sergey Blotskiy / Alamy / Be&W
Islandia, lipiec 2025 r. // Fot. Sergey Blotskiy / Alamy / Be&W

Prochem jesteś i w proch się obrócisz” – ta tradycyjna formuła towarzysząca obrzędowi posypania głów popiołem na rozpoczęcie Wielkiego Postu nie jest współcześnie zbyt ceniona. Wielu woli jej liturgiczną alternatywę: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Lecz próba zastąpienia pierwszej tą drugą kryje w sobie fundamentalny paradoks.

Czym jest biblijna metanoia i kairos? Nowe spojrzenie

Formuła „nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” jest drugim zdaniem wypowiedzianym przez Jezusa, jakie zanotował autor, pod imieniem Marka, w najstarszej, przekazanej nam wersji jego księgi. Poprzedzające je pierwsze słowa mistrza z Nazaretu brzmią zaś: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boga”. Tak to brzmi w tłumaczeniu na język polski, ale by zrozumieć zawarty w tych słowach sens, warto sięgnąć do starogreckiego oryginału – kilka wyrazów ewangelicznego wezwania Jezusa ma szczególne znaczenie, które ginie w przekładzie. 

„Czas się wypełnił” (Peplērōtai ho kairos): znamienne, że Jezus nie używa słowa „chronos”, lecz „kairos”. Autor i pierwsi czytelnicy ewangelii widzieli tu fundamentalną różnicę. Chronos to czas, jaki po prostu płynie, który można mierzyć sypiącym się piaskiem w klepsydrze, albo ruchem wskazówek zegara.

Kairos to moment krytyczny, odpowiednia chwila, sposobność, okazja. Kairos nie płynie, ale się zdarza. Starożytni przedstawiali go w postaci chłopca z grzywką z przodu, a łysego z tyłu głowy: można go chwycić tylko, gdy pojawia się przed nami, gdy nas minie – bezpowrotnie się wymyka.

 „Peplērōtai ho kairos” znaczy zatem, że teraz właśnie w pełni urzeczywistnia się ów moment, otwiera okazja, sposobność. A jest to sposobność święta, ponieważ tuż tuż, blisko, na wyciągnięcie ręki (ēngiken) obecna jest boska Rzeczywistość – królestwo, panowanie Boga (hē basileia tou Theou). Sposobność tę jednak trzeba rozpoznać i chwycić w momencie, gdy się uobecnia. Nie przeoczyć – bo umknie.

Uruchamianie odtwarzacza...

W tym właśnie momencie potrzebna jest przemiana umysłu, do której wzywa Jezus, a za nim druga popielcowa formuła: „metanoeite kai pisteuete en tō euangeliō”. Zwróćmy uwagę na pierwsze słowo tego zdania. Zwykle tłumaczone jako „nawracajcie się” ma dwa człony: „meta” – który oznacza przemianę, oraz „noeite” – które oznacza myślenie. Przekładem lepszym niż „nawracajcie się” byłoby więc „przemieniajcie swój umysł, myślenie, poznawcze nastawienie wobec rzeczywistości”. 

Pułapka ego: trwały, ale fałszywy obraz nas samych

Mentalna przemiana pozwala zaś uświadomić sobie, że dobrą nowiną (euangelion), o którą chodzi w popielcowym wezwaniu, jest właśnie to, iż prochem jestem i w proch się obrócę. 

Umysł nieprzemieniony, powszedni – można by powiedzieć – dostrzega tutaj zagrożenie. Usiłuje bowiem, niemal od czasu dzieciństwa, lepić trwały obraz siebie samego: imię, nazwisko; określony zestaw cech – ciała, charakteru, umysłu; pewna liczba społecznych ról, najczęściej uszeregowanych od centralnych do mniej ważnych; konkretna wersja historii życia (w domyśle: ta jedynie prawdziwa); spis tego, co lubię, i tego, czego nie lubię.

Umysł bardzo chciałby ukończyć dzieło, przedstawić się światu: oto ja (precyzyjnie odróżniona/y od tego, co mną nie jest), oto zakres tego, co moje (i co – dobrze by było – mogłoby się zwiększać, ale już pomniejszać – najlepiej nie).

Umysł nieprzemieniony, usiłując ulepić trwały obraz siebie, goni jednak za złudzeniem. Nawet imię i nazwisko nie są niepowtarzalne; co dopiero cechy, role, upodobania. Co więcej – cokolwiek umysł by ulepił, jest bardzo nietrwałe, a jeszcze bardziej nietrwały jest stopnień, w którym ów obraz przypomina rzeczywistość, jakiej ma być obrazem.

Dlatego właśnie potrzebna jest przemiana umysłu. Niektórym zdarza się nagle, jak grom z nieba, najczęściej jednak dochodzi do niej przez cierpliwe ćwiczenie. Trzeba złapać swój umysł „przy pracy” – dostrzec jak najwyraźniej proces samo-lepienia: zobaczyć, jak i z czego układa coś, co chce przedstawić jako siebie.

Jak ćwiczyć umysł? Nowe spojrzenie na strumień świadomości 

Co do tego potrzebne? Przyda się sporo ciszy. Zatrzymanie ciała. Zakotwiczenie uwagi w jego ciężarze, w oddechu, być może (niektórym jest to pomocne, innym nie) w zmysłowej świadomości otoczenia: w zapachu i temperaturze powietrza, w dźwiękach, w łagodnym spojrzeniu, które nie koncentruje się zbytnio na niczym, a zauważa również to, co na samym obrzeżu pola widzenia.

Gdy jesteśmy tak zakotwiczeni, możemy cicho obserwować wszystko, co się pojawia w polu świadomości. Kto nabierze pewnej wprawy, zobaczy, jak wiele pojawia się tam bodźców, obrazów, słów, zdań, fragmentów większych narracji.

Zobaczy także, jak bardzo ów strumień jest różnorodny, jak wiele w nim przypadkowości, w jak dziwny sposób jedne jego elementy wzbudzają inne, jak bardzo treści pochodzące (jak się wydaje) z umysłu, zależą od zdarzeń na zewnątrz ciała – tych, które dzieją się w jego bezpośrednim otoczeniu, i tych, które przypominają się nam w wyniku rozmaitych skojarzeń.

Metanoeite” nabiera w tym kontekście dodatkowego znaczenia. Przedrostek „meta” odnosi się bowiem w grece nie tylko do przemiany, lecz także do tego, co „poza” lub „ponad”. „Metanoeite” może więc znaczyć coś w rodzaju: doświadczcie działania umysłu spoza lub sponad niego – jakby z metapoziomu. Gdy tak uświadomicie sobie sposób jego (umysłu) pracy, zdołacie dostrzec, jak bardzo przypadkowe są rezultaty jego wysiłków tworzenia trwałego podmiotu „ja”; jak bardzo wszystko to jest zależne od otoczenia, od którego „ja” miałoby się, jakoby, oddzielać.

Natura pyłu: gdzie są granice między ciałem, myślami a światem zewnętrznym

Wszystko jak proch, niczym pył. Proch bowiem to luźne cząsteczki, które jeśli gromadzą się w jakieś odrębne kształty – to tylko na chwilę, rozwiewane byle podmuchem, by w innym miejscu utworzyć kształt inny, lecz przecież złożony z tych samych (podobnych?) cząsteczek.

Czy nie jest tak z moim ciałem? Niby solidne, to, a nie inne, oddzielone skórą od świata. Lecz przecież jego pierwiastki, atomy, elektrony i kwarki takie same jak w drzewie, pod którego cieniem odpoczywam, w asfalcie, po którym idę, w rzodkiewce, którą jem, w herbacie, którą piję, w powietrzu, którym oddycham. Takie same? Te same – raz tutaj, raz tam.

I nie tylko materia – lecz także (przemieniony umysł poza umysłem to widzi) emocje, wszystkie treści myślenia. Jak wchłaniam i wydalam pokarm, podobnie wchłaniam i wydalam to, co nazywam myślami (a ich treścią przecież też jest to, co zjem na obiad, kiedy nadejdzie wiosna i skóra poczuje ciepło, i czy ząb znowu nie zacznie mnie boleć).

Cechy mojego ciała zależą od genów, otoczenia, pokarmu. Podobnie i mój osobisty charakter: spokojny jestem, gdy sprawy idą po mojej myśli, drażliwy, gdy spada ciśnienie; myślę słowami, które usłyszałem od innych; moje poglądy ukształtowane przez przekaz rodzinny, książki, panią od niemieckiego i speców od reklamy.

Z chwili na chwilę wszystko się zmienia. Przemiana materii, wymiana cząsteczek. Nowa zmarszczka, kolejny siwy włos. Wspomnienie znikło, inne zmieniło treść. Lubiłem kawę z mlekiem, teraz wyłącznie czarną. Oczekiwanie stało się rozczarowaniem, a inne satysfakcją – najpierw intensywną, aż chciałem krzyknąć, teraz ją czuję jakby przez mgłę.

Wdech i wydech, wdech i wydech... Oddech przejrzyście ujawnia naturę całego procesu: jednocześnie mój, własny, lecz przecież nieposiadający granicy, czerpiąc powietrze z przestrzeni wokół, oddając powietrze w przestrzeń wokół (nie potrafię stwierdzić, gdzie to powietrze staje się moje i gdzie moje być przestaje). Wdech i wydech, wdech i wydech – każdy niby taki sam, a przecież każdy nieco inny. Z chwili na chwilę, każdy wdech pierwszy, każdy wydech ostatni.     

Jesteś prochem – dobra nowina o braku przywiązania

Dlaczego jednak, można by zapytać, ma to być dobra nowina? Cóż nam z tego, żeśmy tylko kupką prochu posiadającą ten, a nie inny kształt tylko na chwilę, w zależności od wszystkiego, co wokół się dzieje.

Tu wskazówką może być inna wypowiedź Jezusa, tym razem z Ewangelii Jana: „ho philōn tēn psychēn autou apollyei autēn kai ho misōn tēn psychēn autou en tō kosmō toutō eis zōēn aiōnion phylaxei autēn” (J 12, 25) – „lgnący do swojej duszy, straci ją, a gardzący swoją duszą na tym świecie, znajdzie ją w życiu wiecznym”. Znowu ważne są słowa oryginału: „philōn”, nie „agapōn” – a zatem miłość w sensie pragnienia, przywiązania, lgnięcia. „Misōn” zaś może oznaczać nie tylko nienawiść (jak stoi w większości przekładów), lecz także wzgardę, lekceważenie. A chodzi o lgnięcie lub lekceważenie swojej „psyche” na tym świecie – czyli określonej, tej, a nie innej formy naszego empirycznego istnienia.

Przywiązanie do niej powoduje cierpienie, gdyż ona jest prochem, przemija. Brak przywiązania pozwala jednak uświadomić sobie, że gdyby nasza psyche miała tożsamość trwale określoną granicą od tego, co nami nie jest, bylibyśmy oddzieleni również od boskiego, wiecznego Życia (zōē aiōnios), które dzieje się wszędzie wokół.

Skoro zaś jesteśmy prochem – tym samym pyłem, który krąży wszędzie, nie ma także granicy między nami a Boskim Logosem, który – niczym pył – wszystko całkowicie napełnia (por. Ef 1, 23). A zatem przemieniaj swoją świadomość i zaufaj dobrej nowinie: z prochu powstałeś, prochem jesteś i w proch się obrócisz.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 08/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Boski pył