Czego się spodziewasz w najbliższej przyszłości – w nadchodzących dniach, miesiącach, w rozpoczętym właśnie roku 2025? Czy patrzysz z nadzieją, widzisz szanse, nowe możliwości? Czy raczej dominują u ciebie niepokój, obawy, lęk, przewidujesz osobiste i zawodowe trudności, społeczne konflikty i zdarzenia, które będą zagrażać jakości i stabilności życia twojego i twoich bliskich?
Źródła niepokoju są ewolucyjne
Powszechniejsza jest raczej ta druga postawa. Widać to w noworocznych memach, szeroko udostępnianych w różnych przestrzeniach internetu. Słychać w rozmowach toczonych w realu i w sieci, czy to w wąskim gronie znajomych, czy w publicznych komentarzach.
Zapewne wydarzenia ostatnich kilku lat – pandemia, inwazja Rosji na Ukrainę, inflacja, zachowanie ludzi posiadających władzę – mogą uzasadniać taką postawę. Co powiedzielibyśmy jednak, gdybyśmy żyli w czasach cesarza-szaleńca Kaliguli? Albo gdy upadał Rzym? Albo gdy kończyła się dżuma, wybiwszy niemal połowę populacji Europy? Albo i dziś, gdybyśmy byli mieszkańcami Sudanu Południowego, Jemenu, Tybetu?
Problem z naszym niepokojem i obawą o przyszłość leży głębiej niż w przygodnych okolicznościach naszej egzystencji. Można powiedzieć: jego źródła leżą w tak głębokiej przeszłości naszego gatunku, że jego zakres jest uniwersalny. Umysł człowieka wykształcił szczególną wrażliwość na zagrożenia, także te wyobrażone, by umożliwić mu przeżycie. A skoro jest to cecha uniwersalna, to jedynie uniwersalna mądrość może pozwolić na sformułowanie wskazówki, jak się zmierzyć z powszechnym nie tylko dzisiaj niepokojem. Posłuchajmy.
Ewangelia odpowiada na lęk
„Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się, i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się, i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. (…) Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się (me merimnate) o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną godzinę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się najpierw o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy” (Mt 6, 19-21. 25-34).
Czytając ten tekst, warto zwrócić uwagę na znaczenie kluczowych słów. „Nie troszczcie się” – me merimnate. Merimnao pochodzi od merizō – dzielić na części. Chodzi tu zatem o troski, niepokoje, które dzielą, rozpraszają duszę przez zaangażowania w wiele różnych chęci, przywiązań, oczekiwań. Chodzi o rozproszenie uwagi, przebywanie umysłem w wielu miejscach naraz, gdzie indziej – nie tutaj, w przyszłości – nie teraz.
Co ciekawe, w Ewangelii Łukasza te same rady Jezusa poprzedzone są opowieścią o bogaczu, któremu obrodziły plony. Zaczął martwić się i – nie mogąc zasnąć – rozmyślał, że musi powiększyć spichrze, aby to, co zgromadził, nie zmarnowało się, lecz umożliwiło mu korzystanie z zebranych zasobów. Bóg jednak zwraca się do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?” (Łk 12, 20). Dlaczego bogacz okazał się głupcem? Gdyż tak naprawdę nic nie przygotował. Wszystko bowiem – zarówno burzenie zbyt małych spichlerzy, jak i budowanie większych, nowych, a także cieszenie się życiem – dzieje się jedynie w jego niemogącej zasnąć głowie.
Strata jest nieuchronna. Jak na to reagować?
Co równie ważne, w Ewangelii Mateusza Jezus poprzedza ostrzeżenie przed rozpraszaniem się i pogrążaniem w niespokojnych myślach o przyszłości jasnym stwierdzeniem nietrwałości dóbr tego świata, które niszczone są zarówno przez czynniki naturalne (mole i rdzę), jak i społeczne (złodziei). A zatem uwolnienie się od rozpraszających, niespokojnych myśli o przyszłości wcale nie wynika z uzasadnionego poczucia bezpieczeństwa, uzyskanego przez zapewnienie sobie stabilnej sytuacji materialnej. To niemożliwe, utrata dóbr materialnych jest nieuchronna. Dlatego wzorem, na który Mistrz kieruje uwagę swoich słuchaczy, są kwiaty, które dziś są, a jutro spłoną w piecu. Albo ptaki, których żywot – jak doskonale wiedzieli starożytni, żyjący znacznie bliżej przyrody niż my dzisiaj – często jest niepewny, a zawsze krótki.
Jezusowe słowa nie są zatem pocieszeniem: nie martwcie się o przyszłość, bo Bóg cudownie sprawi, iż wszystkie wasze pragnienia materialnego dobrobytu zostaną spełnione. To nie tak. Kluczowe jest znaczenie rady, by starać się najpierw o królestwo i jego sprawiedliwość – to w jego świetle ujawnia się sens zapewnienia, że wszystko inne będzie nam dodane.
Nowa interpretacja opowieści o Marcie i Marii
Sens tego starania widać w dwóch innych historiach. Pierwsza – to spotkanie w domu Marty i Marii. Jak czytamy, Marta zajmowała się i martwiła wieloma sprawami, podczas gdy Maria była całkowicie skoncentrowana na słuchaniu Jezusa. Gdy Marta poprosiła Mistrza, by skłonił jej siostrę do pomocy, odpowiedział: „Marto, Marto, troszczysz się (merimnas) i niepokoisz (thorybazē) o wiele, a potrzeba jednego – dobrą część wybrała Maria i nie zostanie jej to zabrane” (Łk 10, 41-42).
Znamienny jest zakres znaczeniowy kluczowych słów tego fragmentu Ewangelii. Zajmowanie się Marty rozmaitymi sprawami określone zostało czasownikiem perispao, który znaczy nie tylko niepokój, ale także odciąganie od czegoś. Pokrewny mu rzeczownik perispasmos oznacza rzecz, sprawę, która nas odciąga i jest przeszkodą. W odpowiedzi Jezusa pojawia się znany już z poprzedniej wypowiedzi czasownik merimnao oraz drugi, thorybazē, który mówi nie tyle o niepokoju, ile o zaalarmowaniu umysłu hałaśliwymi bodźcami (od thorubos pochodzą też takie słowa jak zgiełk czy hałas).
W tej ewangelicznej historii widzimy zatem przeciwstawienie dwóch postaw umysłu. Jedna – to pójście za tym, co odciąga nas od najważniejszego, rozproszenie skutkujące niespokojnym pobudzeniem wieloma bodźcami. Druga – kontemplacyjne skupienie uwagi na jednym i najważniejszym, tym, co dzieje się właśnie tutaj i teraz.
Inną stronę „starania o królestwo i jego sprawiedliwość” ujmuje przypowieść o gospodarzu, który powierzył swój majątek trzem sługom i wyjechał daleko (por. Mt 25, 14-30). Dwoje sług puściło w obieg otrzymane talenty, trzeci „poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana” (Mt 25, 18), a zrobił tak, bo się bał. Jak się historia skończyła, zapewne pamiętamy: gospodarz wrócił i od dwóch pierwszych sług dostał majątek pomnożony, zaś od trzeciego – tylko to, co mu powierzył. Dwóch pierwszych pochwalił, trzeciego wyrzucił.
I znów widzimy przeciwstawienie dwóch postaw: tej, która przewiduje możliwość straty, niepowodzenia, i jest z tego powodu sparaliżowana lękiem, oraz drugiej, która koncentruje się na tym, co może być wykonane tu i teraz, angażuje się w to w pełni, nie przejmując się, czy to przyniesie pozytywne efekty, czy może spełni się ryzyko, zawsze realne, niepowodzenia i straty (zauważmy, że słudzy, którzy zainwestowali powierzone im talenty, wcale nie mieli gwarancji, że uda się im osiągnąć to, co – jak się okazało – osiągnęli).
Zostaw wszystkie rozproszenia i niepokoje!
Umysł ludzki zawsze będzie miał tendencję do wybiegania w przyszłość, snucia mniej lub bardziej niepokojących scenariuszy, co złego może się zdarzyć. Nie zwalczymy tej tendencji ani przez tłumienie niespokojnych myśli, ani przez próbę uzyskania pewności, że na tym zmiennym świecie, gdzie wszystko jest nietrwałe, będzie dobrze i bezpiecznie. Rada uniwersalnej mądrości (którą możemy wyczytać z Ewangelii) jest inna: zostaw wszystkie niespokojne rozproszenia samym sobie i przekieruj uwagę na wieczne Słowo, które cicho brzmi w miejscu i czasie, w którym żyjesz, i które pokazuje ci, co wartościowego możesz zrobić właśnie tutaj i właśnie teraz. Rozpoznawszy zaś, co przed tobą, zaangażuj się w pełni w robienie właśnie tego – bez przywiązania, a zatem i bez obawy o to, co za jakiś czas twoje zaangażowanie przyniesie. Nie walcz ze swoim niespokojnym umysłem, ale po prostu staraj się o jedno, o królestwo – boskie panowanie. Ono właśnie się dzieje.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















