Stało się. O ile jeszcze na początku roku niepokój przed nadchodzącą przyszłością mógł wydawać się nieco na wyrost, to teraz strach jest uzasadniony. Amerykanie – wszystko na to wskazuje – nie będą nas bronić przed Rosją. Czy Ukraina może upaść, a Rosja – najechać na Polskę? Strach, że czeka nas wojna, nie wydaje się wcale bez racji. Próba przykrycia go wiarą, że Bóg uratuje nas od nieszczęścia, nie wydaje się zbyt rozumna. Skoro nie ustrzegł pobożnych chrześcijan w Buczy, Mariupolu i Aleppo – dlaczego miałby zachować nas?
W Ewangelii nie znajdziemy obietnicy, że wszystko będzie dobrze, że dobry, boski Ojciec uchroni nas od zła tego świata. Co nie znaczy, że w nauce Mistrza z Nazaretu nie ma wskazówek, jak mądrze przeżywać strach.
Po pierwsze: nie zamykaj oczu na rzeczywistość
Pierwsza wskazówka: Nie uciekać od najtrudniejszej prawdy o rzeczywistości. Jezus mówi wyraźnie: „Jeśli ktoś chce zachować swoje życie (dosł: swoją psyche), straci je” (Łk 9, 24). I nie warto przeskakiwać uwagą od razu na koniec wersetu: „a kto straci swoje życie (psyche) z mego powodu, zachowa je”. Albowiem, zanim pojawi się słowo o nadziei ratunku, najpierw dwukrotnie wspomniana jest strata. A zatem – zachowanie życia nie polega na tym, że nie stanie się nam nic złego. Ratunek ma zupełnie inny charakter, a strata pozostaje rzeczywista.
Próbując zrozumieć, ku czemu Mistrz nas prowadzi, warto posłuchać innych Jego słów: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się, i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się, i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6, 19). Rzeczy tego świata nieuchronnie przemijają – niszczone przez siły natury (rdza i mole), a także przez działanie ludzi (złodzieje). Nasza biologiczna i społeczna egzystencja jest naprawdę i nieuchronnie zagrożona – a więc strach, naturalna emocjonalna reakcja na zagrożenie, jest bardzo często na miejscu.
Ewangeliczna perspektywa spotyka się tu z empirycznym doświadczeniem – jeśli się boimy strachu i próbujemy go uniknąć – on się wzmaga. Sztuka regulacji emocji polega w dużej mierze na zdolności ich świadomego przeżywania, obserwacji, jak narastają i przemijają niczym fala – bez prób tłumienia, a jednocześnie bez „karmienia” lęku rozwijaniem w głowie scenariuszy czekających nas katastrof i nieszczęść.
Po drugie: odkryj to, co naprawdę się liczy
Dlatego właśnie Jezus radzi ludziom pełnym niepokoju o swoją przyszłość: „me merimnate” (por. np. Mt 6, 25) – co po polsku tłumaczymy często „nie troszczcie się”, ale w swojej istocie jest ostrzeżeniem, byśmy nie uwikłali się w chaotyczne pragnienia, dążenia, troski, oczekiwania, napędzane przez rozproszenie uwagi, zwracającej się ku każdej informacji, która pojawia się w polu świadomości. Zamiast takiego rozproszenia, mówi Nauczyciel, potrzeba jednego – koncentracji na Logosie życia, gromadzenia wewnętrznego skarbu. Uważaj, radzi Jezus, gdzie jest twoje serce, twoje najgłębsze pragnienie. Drogą do wolności od strachu jest odkrycie tego, co najważniejsze. Tego, co tak naprawdę się liczy.
Albowiem uratować się można tylko w jeden sposób: tracąc życie dla Niego. Trzeba jednak pamiętać, że nie musi to się wiązać z wyraźną pobożnością lub gorliwą przynależnością religijną. Tak naprawdę istotne jest, by być przy samotnym, nakarmić głodnego, przyjąć tułacza. „Co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili” (por. Mt 25, 34-40).
A zatem we współczesnym kontekście (który zapewne nie różni się od wielu dawnych oraz przyszłych sytuacji), pójść za radą Jezusa znaczy nie uciekać przed świadomością nietrwałości każdej sytuacji „na tym świecie”, ani nie zamykać oczu na własną śmiertelność. Nie tłumić strachu przed nadchodzącą stratą, także tą ostateczną – nieuniknioną śmiercią, własną i bliskich; nie unikać smutku, gdy nadejdzie. Uczyć się przeżywać także te trudne emocje – pozwalając im, by przychodziły i odchodziły w swoim tempie, przyglądając się im ze zrozumieniem i rozpoznając w ten sposób doświadczalnie, że choć trudne i nieprzyjemne, same w sobie nie są dla nas groźne – że potrafimy je znosić.
Po trzecie: nie zajmuj głowy tym, na co nie masz wpływu
Jednocześnie trzeba pamiętać, że silne emocje zawężają i kierunkują nasz sposób percepcji rzeczywistości. Smutnym wyda się ona bardziej ponura, przestraszonym – pokaże się jako groźniejsza. W konsekwencji tak zniekształcona percepcja świata wzmocni przeżywane emocje. Trzeba więc podjąć wysiłek, by – doświadczając emocji – nie dać się w nich zamknąć. Nie karmić ich niepotrzebnie. Na przykład: nie rozpraszać uwagi, poszukując informacji, których znajomość daje poczucie orientacji w świecie, ale których tak naprawdę nie możemy wykorzystać do żadnego pożytecznego i skutecznego działania.
Karmienie się takimi wiadomościami jest jednym z podstawowych źródeł niepotrzebnego stresu. Umysł nasz bowiem ma taką naturę, że gdy dotrze do niego informacja o zagrożeniu, będzie podejmował próby rozwiązania tego egzystencjalnego problemu. Będzie zatem próbował usunąć zagrożenie. W tym celu będzie tworzył scenariusze możliwych katastrof i sposobów ich uniknięcia – wszyscy prawdopodobnie dobrze znamy to zjawisko.
Ono nasila się tym bardziej, im mniej jesteśmy w stanie zrobić w danej sytuacji. Gdy nie możemy rozwiązać problemu – bo ewentualne rozwiązanie leży w mniej lub bardzie odległej przyszłości, albo jest to kwestia, która w ogóle przekracza nasze możliwości – bardzo trudno nam powstrzymać się od prób robienia tego „w głowie”.
Rozsądne jest zatem ograniczenie poszukiwania takich informacji, z którymi nie możemy nic zrobić. Cóż bowiem z tego, że wiemy, co powiedział lub zrobił ten czy inny polityk, albo jakie ustalenia podjęto na takim czy innym spotkaniu „wielkich tego świata” – jeśli wiedza ta nie ma znaczenia dla żadnej z decyzji, które my możemy podjąć w naszym konkretnym życiu?
Tym bardziej że nasze zasoby poznawcze są ograniczone. Zajmowanie umysłu tym, na co nie mamy wpływu, odwraca naszą uwagę od tych aspektów świata, które zależą od naszych działań. W perspektywie zaś, którą rysuje Jezus (i która zgodna jest rezultatami badań współczesnej nauki), nasze szczęście zależy najbardziej od jakości relacji, które budujemy z ludźmi wokół siebie. Tylko miłość może sprawić, by strach nas nie niszczył.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















