Jadąc z miasta Sumy w stronę rosyjskiej granicy i dalej do powiatowego miasteczka Sudża, można by pomyśleć, że walki, których śladami podążamy, zaczęły się jeszcze po ukraińskiej stronie.
Wioseczki ukraińskie, te położone w pasie granicznym, mijanym teraz przez rozpędzone terenówki i pojazdy opancerzone, wyglądają jak zmiecione z powierzchni ziemi. Zajęte przez Rosjan w pierwszych dniach pełnoskalowej wojny, zostały wprawdzie po kilku miesiącach oswobodzone, jednak, inaczej niż w miejscowościach pod Kijowem, przywrócenie nad tym regionem ukraińskiej kontroli nie przyniosło spokoju.
Pozostało sąsiedztwo rosyjskiej granicy – i wystrzeliwane zza niej dowolne rodzaje pocisków, przed którymi na tak krótkim dystansie nie da się nijak uciec. W ostatnim czasie ich liczba zwiększyła się do nawet kilkudziesięciu bomb kierowanych, które w ciągu doby spadają na ukraiński obwód sumski. Upadek takiej bomby, zwiastowany ponurym szumem, zamienia typowy ukraiński dom wiejski z białej cegły w wielką dziurę.

– DWA LATA TEMU dokładnie tutaj stał spalony czołg. Dawno już go stąd odciągnęli – Muslim, siedzący na przednim siedzeniu terenówki, ogląda pobocza i wspomina.
Razem z siedzącym za kierownicą Khalidem, Muslim należy do czeczeńskiego batalionu imienia Szejka Mansura, walczącego po stronie Ukrainy. Zimą-wiosną 2022 r. jednostka brała udział w obronie Kijowa, a potem przez jakiś czas operowała właśnie tutaj, pod granicą rosyjską – w obwodzie sumskim.
Rozpoczęta 6 sierpnia ofensywa sił ukraińskich na terytorium Rosji ponownie ściągnęła ich jednostkę w ten rejon. O ile dla Ukraińców wkroczenie do Rosji ma, poza skutkami operacyjnymi i politycznymi, znaczenie w podniesieniu morale, to dla Czeczenów zdaje się być jeszcze ważniejsze. Na wojnie z Rosją Muslim jest od 30 lat. Siwobrody i przeorany ranami, weteran obu wojen czeczeńskich, zmuszony został przez Rosję do opuszczenia ojczystej krainy kilkanaście lat temu. Khalid, młodszy, narwany i energiczny, o typowym kaukaskim temperamencie, urodził się już na emigracji, z dala od Czeczenii.
– JESZCZE KILKA METRÓW – gorączkuje się Khalid, gdy terenówka wjeżdża w cień uszkodzonych bramek granicznych.
– Czy jesteśmy już w Rosji? – pyta retorycznie Muslim, popatrując z uśmieszkiem na młodszego towarzysza.
– Jesteśmy! Stary, jesteśmy w Rosji! Apti Alaudinow, szykuj się! – woła Khalid. Przywołuje nazwisko dowódcy oddziałów „Achmat” – uchodzących za elitę jednostek złożonych z wiernych Kremlowi czeczeńskich żołnierzy. Znanych z obecności w obwodzie kurskim głównie dzięki licznym zdjęciom, które przedstawiają wziętych w niewolę kadyrowców. Zdjęcia pojawiły się w sieci na początku ukraińskiej operacji. Zaskoczona jej tempem, część żołnierzy „Achmata” nie zdołała uciec spod Sudży przed Ukraińcami.

PRZEJŚCIE GRANICZNE wygląda tak, jakby przeszedł przez nie huragan. Nie inaczej wszystko, co znajduje się za nim. Teren wzdłuż asfaltu upstrzony jest spalonymi pojazdami pancernymi, czołgami i zwykłymi samochodami. Rosyjskimi i ukraińskimi. Te drugie rozpoznawalne są po bielejącym się na nich trójkącie – to znak rozpoznawczy operacji kurskiej. Choć ofensywa, będąca dla Rosjan zaskoczeniem, uchodzi za sukces Ukrainy, szybko z obwodu kurskiego zaczęły napływać informacje o wysokich ukraińskich stratach w technice.
MIASTECZKO SUDŻA leży w odległości ok. 8 km od granicy z Ukrainą. To największa do tej pory miejscowość zdobyta przez Ukraińców. Według komunikatów sztabowych pod ich kontrolą jest obszar ponad tysiąca kilometrów kwadratowych.
Widać, że Rosjanie uciekali stąd szybko. Wiele budynków nie zostało naruszonych w znaczny sposób. Zniszczenia powstałe podczas walk są dosyć powierzchowne. Te większe mogą pochodzić od rosyjskich bomb kierowanych, zrzucanych już po tym, jak Ukraińcy zajęli miasto. Jeżeli się tu utrzymają, z dużym prawdopodobieństwem lotnicze bombardowania, od dłuższego czasu kluczowy element rosyjskiej taktyki, nasilą się.
NAJWIĘCEJ MÓWIĄ zniszczenia dokonane przez żołnierzy ukraińskich już po zajęciu Sudży. Stojący przed podziurawionym domem kultury pomnik Lenina najpierw pozbawiono głowy, następnie został zupełnie zgruchotany. Na cokole podtrzymującym jego kikut podpis przekreślono czarnym sprejem i zastąpiono słowem pidar (to najczęściej używane określenie Rosjan).
Błyskawiczny proces dekomunizacji Sudży odbył się na każdym szczeblu i z najwyższą pieczołowitością. Począwszy od pomnika, a skończywszy na zamazanych sprejem sowieckich jeszcze symbolach. Tych można znaleźć niespodziewanie dużo we wszystkich właściwie placówkach publicznych.

Jak na miejscowość położoną wciąż na linii walk, Sudża jest cicha. Główny kierunek ukraińskiego natarcia znajduje się już ponad 20 km na północ od miasta. Zaś szara strefa, o wciąż nierozstrzygniętym statusie, tego dnia leży wciąż na wschodnich obrzeżach Sudży. Co jakiś czas nad naszymi głowami rozlega się seria wystrzałów artyleryjskich. Muslim zadziera głowę, próbując dostrzec na niebie drona, rosyjskiego lub ukraińskiego.
SUDŻA CUCHNIE padliną. Na drodze prowadzącej w stronę frontu oczy łzawią, gdy przez uchylone okna auta wiatr przynosi fetor rozkładających się w upale krowich trucheł. Nienaturalnie powykręcane, leżą na asfalcie. Na wjeździe do miasta, obok rozbitych aut osobowych – rosyjskich i ukraińskich, tych z symbolem trójkąta (osobowe auto to częsty środek transportu ukraińskiej piechoty) – rozkładają się martwe zwierzęta domowe. Ludzkie ciała zostały szybko zebrane, te zwierzęce gniją powoli. Przejechane koty, ogłuszone eksplozjami ptactwo.
Po mieście kręci się opuszczone stado baranów, w cieniu jednego z budynków administracyjnych kryje się kilka indyków. Muslim długo wpatruje się w nie, stojąc nieruchomo przed terenówką. – Im chce się bardzo pić – stwierdza po chwili, a Khalid sięga za siedzenie po butelkę z resztką wody. Wylewa ją przed ptakami, tłumacząc im, żeby się napiły choć trochę, bo upał okropny.
ROSYJSKIM MIESZKAŃCOM Sudży, którzy nie uciekli wraz z wycofującym się wojskiem rosyjskim, poświęcono wiele uwagi. Już w kilka dni po zajęciu miasta powołana została ukraińska administracja wojskowa. Ma dbać o potrzeby nielicznych cywilów. Ci, jakby oszołomieni, korzystając z relatywnego spokoju wyszli z piwnic swoich domów i po prostu zabierają się za próbę powrotu do dawnego życia. Jakby mimo obecności ukraińskich żołnierzy.
W dół ulicy pędzi szkolny autobus z wysprejowanym napisem „wojskowa komendantura”. Szukając drogi do centrum, Khalid zatrzymuje się kilkukrotnie przy idących poboczem babuszkach. Choć narwany, umie być czarujący. Pięknym rosyjskim pyta o drogę. Babcie odpowiadają równie uprzejmie i dalej prowadzą swoje rowery. Najwyraźniej wracają z punktu, gdzie wydawana jest woda pitna. Wyglądają identycznie jak ukraińskie babuszki w przyfrontowych miasteczkach i wsiach, które odmówiły opuszczenia rodzinnej miejscowości. Z tak samo zamotanymi chustkami na głowach, idą wzdłuż tak samo pokiereszowanych ścian.
PYTAM KHALIDA o jego odczucia. – Chociaż Muslim się ze mnie śmieje, to i tak powiem: uważam to za historyczny moment. W ciągu ostatnich 10 lat, odkąd istnieje nasz batalion, zbliżaliśmy się tylko do granicy „Kacapetii”, jak mówimy o Rosji, nigdy jej nie przekraczaliśmy. Zimą byliśmy pod granicą obwodu biełgorodzkiego. I wreszcie, wreszcie się udało, co za radość w duszy!
Zza jego pleców dobiega dobroduszny śmiech. Khalid kontynuuje: – Najważniejsze, żeby teraz ukraiński rząd nie ustępował, nie godził się na żaden rozejm. To pozwoli tylko wzmocnić się Rosji, uzupełnić rezerwy. Pamiętamy, jak przebiegało to w czasie wojen czeczeńskich: daliśmy im wiarę, a oni zdradziecko to wykorzystali. Dlatego teraz należy ich dobić. I trzeba pomocy Europy.
Przekroczenie granicy Federacji Rosyjskiej przez czeczeńskich bojowników zbiegło się w czasie z wizytą Putina w Czeczenii – pierwszą od 2011 r. Wspomniany przez Khalida rozejm rosyjsko-czeczeński, zawarty w Chasawjurcie w 1996 r. i zerwany przez Rosję trzy lata później, jest często przywoływany w dyskusji przez przeciwników rozmów.
OPERACJA KURSKA i zdobyte terytorium rosyjskie w razie ewentualnych negocjacji miałyby być kartą przetargową Kijowa. A także manewrem odmieniającym obraz Ukrainy w oczach zachodnich partnerów, pokazującym ją jako wciąż zdolną do kontrataku.
Inny prawdopodobny cel to odciągnięcie sił rosyjskich z obwodu donieckiego, gdzie te cały czas z powodzeniem idą naprzód, każdego dnia zajmując kolejne kilometry. W ciągu tylko kilku tygodni padło miasto Nju Jork i znajdujące się wokół niej pozycje, bronione jeszcze od 2014 r. Największe postępy Rosjanie notują na odcinku pokrowskim, gdzie od czasu zajęcia w lutym Awdijiwki przemieścili się o kilkadziesiąt kilometrów w głąb Ukrainy, w kierunku dwóch sąsiadujących ze sobą dużych miast, Pokrowska i Myrnohradu.
To drugie jest w odległości ok. 5 km od rosyjskich pozycji, w zasięgu artylerii i małych dronów kamikadze. Tak samo jak strategiczne drogi prowadzące z Pokrowska do Konstantynówki i do drugiego z kluczowych węzłów obrony po stronie ukraińskiej: aglomeracji Kramatorska i Słowiańska.
WBREW NADZIEJOM ukraińskich strategów, z chwilą rozpoczęcia operacji kurskiej rosyjska ofensywa w obwodzie donieckim jak dotąd wcale nie osłabła. Przeciwnie: Rosjanie nie wypuszczają Donbasu z rąk i napierają coraz mocniej.
Jurij Butusow, znany ukraiński dziennikarz, który niemal przez cały czas relacjonuje z frontu przebieg wojny, w czwartek 22 sierpnia napisał, że jest coraz bardziej zaniepokojony tą sytuacją. Butusow wyraził przekonanie, że „nawet pięćdziesiąt takich miasteczek jak Sudża nie jest wartych jednego Pokrowska”. Jego upadek, dowodził dziennikarz, może doprowadzić do zajęcia przez armię rosyjską całego obwodu donieckiego – i dać jej dobrą pozycję wyjściową do natarcia na kolejny obwód, dniepropietrowski.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















