Od 6 sierpnia siły ukraińskie z sukcesem prowadzą działania bojowe w obwodzie kurskim. Coś, co początkowo wyglądało jak krótkotrwały rajd na terytorium Rosji, szybko okazało się dobrze zaplanowaną, ambitną, a zarazem bardzo ryzykowną akcją zbrojną.
UKRAIŃCY UZYSKALI efekt zaskoczenia. Rosjanie ewidentnie nie oczekiwali wtargnięcia na dużą skalę i zbagatelizowali zagrożenie, pozostawiając w przygranicznym regionie symboliczne siły. Przy tym dowództwo ukraińskie wybrało obszar ze słabo rozwiniętymi drogami, gdzie trudno o zapewnienie skutecznej logistyki z głębi Rosji. Zbombardowanie zaś w ostatnich dniach kilku mostów na rzece Sejm znacząco utrudni siłom rosyjskim odbijanie utraconego terenu.
Generał Ołeksandr Syrski, głównodowodzący siłami ukraińskimi, twierdzi, że kontrolują już one ponad 1100 km kwadratowych obwodu kurskiego (niezależne szacunki mówią o ok. 700-800 km kwadratowych). Wszystko wskazuje na to, że Ukraińcy będą próbowali utrzymać się tam możliwie jak najdłużej. W ostatnich dniach strony wydają się przechodzić do działań pozycyjnych.
GŁÓWNYM CELEM Kijowa w operacji kurskiej jest zmuszenie Rosjan do przerzucenia tam części sił z frontu donbaskiego. W szczególności chodzi o te odcinki, gdzie Ukraińcy mają największe problemy, czyli obszar na wschód od Pokrowska. Dowództwo rosyjskie rzeczywiście zdecydowało się na zluzowanie swoich wojsk operujących na Ukrainie, przesuwając do obwodu kurskiego ok. 5 tys. żołnierzy, jednak nie z Donbasu, lecz z obwodów zaporoskiego i chersońskiego. Tam zaś sytuacja jest dla sił ukraińskich względnie bezpieczna.
Natomiast Kreml, mimo ewidentnego problemu wizerunkowego wywołanego wtargnięciem i utrzymywaniem się Ukraińców na terytorium rosyjskim, ani myśli o osłabieniu natarcia w Donbasie. Ofensywa rosyjska trwa tam w najlepsze, a Ukraińcy tracą kolejne miejscowości, w tym ostatnio miasto Nju Jork, przed wojną liczące 10 tys. mieszkańców. Sąsiedni, niegdyś 30-tysięczny Torećk, został oskrzydlony z południowego wschodu. Zagrożony jest Pokrowsk (w okresie pokoju 60 tys.). Strona ukraińska prowadzi ewakuację mieszkańców, którzy pozostali w przyfrontowych miejscowościach.
Skuteczne zatrzymanie i ustabilizowanie tego odcinka frontu pozostaje najważniejszym i najtrudniejszym zadaniem Ukraińców. Jest to również niezwykle istotny kontekst ukraińskich działań w obwodzie kurskim, który nie powinien znikać z pola widzenia.
PO PIERWSZYM zaskoczeniu związanym z ofensywą Ukraińców na terytorium Rosji Kreml próbuje zachowywać pokerową minę. Bez wątpienia jest to prestiżowa porażka samego Putina i duży problem dla rosyjskiej propagandy. Musi ona bowiem wyjaśnić własnemu społeczeństwu, że armia rosyjska od dwóch i pół roku nie jest w stanie poradzić sobie z armią ukraińską, która – co gorsza – potrafi zaskoczyć Rosjan i okupować część Rosji.
Rosyjscy propagandziści odwołują się więc do sprawdzonego sposobu: przekonują Rosjan, że operacja w obwodzie kurskim została zaplanowana i jest prowadzona przez USA i Wielką Brytanię z wykorzystaniem m.in. żołnierzy polskich. Społeczeństwo rosyjskie dowiaduje się również, że to próba rewanżu Zachodu za porażkę hitlerowskich Niemiec w bitwie na łuku kurskim w 1943 r. Oczywistym celem tej manipulacji jest zatarcie fatalnego wrażenia, jakie robi wejście sił ukraińskich do Rosji.
PUTIN GROZI też Ukrainie „dostojną odpowiedzią”, co zapewne będzie oznaczać zmasowane ataki rakietowe na cele cywilne – w tym niewykluczone, że również na budynki administracyjne w Kijowie. Demonstracyjnie lojalny wobec Kremla Alaksandr Łukaszenka, który świetnie rozumie, że płynie z rosyjskim dyktatorem w jednej łódce, dopowiada zaś, że Moskwa ma na stole „opcję nuklearną”.
Obaj jednak zdają sobie sprawę, że operacja ukraińska obnażyła słabość wewnętrzną Rosji, co w dłuższym okresie może pociągnąć za sobą poważne implikacje polityczne. Z pewnością to właśnie jest również celem Kijowa – próbować destabilizować sytuację wewnątrzrosyjską, licząc, że coraz więcej przedstawicieli elit i zwykłych Rosjan zacznie zadawać Kremlowi niewygodne pytania.
PAŃSTWA ZACHODU patrzą na działania ukraińskie z widocznym zaskoczeniem, ale życzliwie. Kijów zdaje sobie sprawę, że w kluczowych zachodnich stolicach narasta oczekiwanie na rozpoczęcie negocjacji ukraińsko-rosyjskich, i to raczej wcześniej niż później. Momentem newralgicznym będzie okres po wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych – niezależnie od tego, czy wygra Kamala Harris czy Donald Trump.
Dlatego też Ukraińcy liczą, że utrzymanie przyczółka w obwodzie kurskim oraz skuteczne powstrzymywanie napierających sił rosyjskich w Donbasie wzmocni ich pozycje negocjacyjne. Ale wciąż możliwy jest też znacznie gorszy dla Kijowa scenariusz: gdyby Rosjanie przełamali obronę w Donbasie i kontynuowali zajmowanie kolejnych terenów, a oddziały ukraińskie zostały wyparte z obwodu kurskiego, wówczas misterny, ale ryzykowny plan Kijowa skończyłby się porażką.
UKRAIŃSKA OPERACJA w obwodzie kurskim jest pierwszą dobrą dla Ukrainy wiadomością z frontu od kilkunastu miesięcy. Bez odpowiedzi pozostaje jednak pytanie, czy może to zapowiadać jakikolwiek pozytywny przełom dla Kijowa, czy raczej jest to wyłącznie krótkotrwały sukces. Taki, który służy jako tymczasowe pokrzepienie serc, ale w ostatecznym rachunku nie będzie miał wpływu na wynik wojny.
WOJCIECH KONOŃCZUK jest dyrektorem Ośrodka Studiów Wschodnich.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















