Ukraińcy w obwodzie kurskim: jak na to reagują zwykli Rosjanie, a jak putinowska propaganda?

Eksprezydent Dmitrij Miedwiediew na tle emblematu partii Jedna Rosja łamiącym się głosem przestrzegał Ukrainę i Zachód przed odwetem strony rosyjskiej za napaść. A będzie to odwet srogi: „Nie pozbierają się”.
w cyklu ROSYJSKA RULETKA
Czyta się kilka minut
Ukraińscy żołnierze na opancerzonym pojeździe wojskowym w obwodzie sumskim, w pobliżu granicy z Rosją, 13 sierpnia 2024 r. // Fot. Roman Pilipey / AFP / East News
Ukraińscy żołnierze na opancerzonym pojeździe wojskowym w obwodzie sumskim, w pobliżu granicy z Rosją, 13 sierpnia 2024 r. // Fot. Roman Pilipey / AFP / East News

Od ponad tygodnia terytorium Federacji Rosyjskiej szturmują obce wojska, Ukraińcy zajęli kilkadziesiąt miejscowości w obwodzie kurskim i wbrew zapewnieniom rosyjskiego dowództwa nie zostali stamtąd wyparci. Wkroczenie Sił Zbrojnych Ukrainy na terytorium obwodu kurskiego było zaskoczeniem dla władz Rosji i dla mieszkańców przygranicznych miejscowości. Chaotyczna ewakuacja, popłoch lokalnych władz, bezradność tych, którzy powinni bronić każdej piędzi rosyjskiej ziemi. Już nie tylko gubernator obwodu kurskiego, ale także biełgorodzkiego wzywa ludność do ewakuacji. Putin na naradzie z członkami Rady Bezpieczeństwa i szefami zaatakowanych obwodów nakazuje wyparcie najeźdźcy i zapewnienie bezpieczeństwa granicy państwowej.

Rosyjsko-ukraińskie pogranicze od dawna było niespokojne. Kilkukrotnie dochodziło do rajdów rosyjskich oddziałów ochotniczych walczących po stronie Ukrainy i częstych ostrzałów infrastruktury krytycznej i obiektów związanych z wojskiem. Ale tym razem mamy do czynienia z wejściem na terytorium Rosji regularnej armii ukraińskiej, a nie jednodniowym rajdem stu zagończyków. Jak długo potrwa i jakim rezultatem zakończy się ta ukraińska operacja – pytanie pozostaje otwarte.

Analitycy Ośrodka Studiów Wschodnich są ostrożni w prognozach. W tekście „Kurski problem Kremla” piszą, że wydarzenia w obwodzie kurskim „są przede wszystkim ciosem w budowany przez reżim Putina wizerunek wojny jako skutecznej i bliskiej zwycięstwa oraz prowadzonej wyłącznie na terytorium ukraińskim. Akcja Ukraińców przenosi wojnę – na niespotykaną w tym konflikcie skalę – na terytorium Rosji, co zwiększa jej koszt społeczno-polityczny. 

Na obecnym etapie nie ma jednak podstaw, aby sądzić, że toczące się wydarzenia wywołają poważniejsze zmiany w polityce Moskwy ani że zmienią jej agresywne strategiczne cele w odniesieniu do Ukrainy i Zachodu. Porażka rosyjskich służb specjalnych i Sił Zbrojnych, jaką było dopuszczenie do zajęcia przygranicznych rejonów obwodu kurskiego, może doprowadzić do pojedynczych dymisji w strukturach siłowych i władzach lokalnych, ale raczej nie nastąpią one szybko, żeby nie przyznać się do porażki. 

Operacja da natomiast pretekst do dalszego zacieśnienia blokady informacyjnej w Rosji i wzrostu represji wobec podejrzanych o nielojalność. Pogorszy nastroje społeczne i zwiększy krytyczne nastawienie części społeczeństwa do władz, jednak doraźnie nie będzie zagrażać stabilności reżimu”.

Apele do Putina

Kreml lekceważy nastroje społeczne, które nawet w obliczu przekroczenia „czerwonych linii” i zaatakowania terytorium Rosji nie rozkołysały się. Nie widać (przynajmniej na razie) przejawów masowej frustracji czy niepokoju. W kilku miastach Rosji odbyły się akcje solidarności z mieszkańcami obwodu kurskiego. Polegały one na zapaleniu świec, ułożonych w napis „Kursk. Jesteśmy z wami”. O chęci niesienia pomocy czy deklaracjach przyjmowania pod swój dach ludzi ewakuowanych z przygranicznych miejscowości nie słychać. Każdy śpi pod swoją kołderką i nie chce się nią dzielić.

Profesor Władimir Pastuchow z University College London zauważa: „Niepokoi mnie to, że widzę oszalałych ludzi, którzy czują, że są pozostawieni sami sobie, którym jest po prostu źle, chłodno, głodno, ciężko. Ale jednocześnie nie widzę w ich oczach przejawów myślenia. To, na co ich stać, to apelować: »Towarzyszu Stalin, chcemy wam opowiedzieć o naszych nieszczęściach« (…) W ich mózgach nie powstaje łańcuch przyczynowo-skutkowy. Nawet nie potrafią powiedzieć, że wojna to rzecz fatalna”.

W krótkich migawkach z obwodu kurskiego – oprócz tych czołobitnych apeli zwykłych ludzi do Putina – przeważają gniewnie miotane wyzwiska pod adresem ukraińskich napastników i ich zachodnich patronów. To oni są wszystkiemu winni. Nie Putin, nie wywołana przez niego zbrodnicza wojna.

Na jeszcze jeden ciekawy aspekt społecznej reakcji na wydarzenia w obwodzie kurskim zwraca uwagę dziennikarz i bloger Aleksandr Pluszczew: „Ani władze, ani ludzie w swojej masie nie postrzegają tego jako wkroczenia wroga, raczej traktują to jak klęskę żywiołową. Gdzie oddziały partyzanckie, gdzie masowy akces ochotników do armii, choćby z zaatakowanych terenów? Nic takiego się nie dzieje. Ewakuacja, pomoc humanitarna, tyle. Wkroczenie Sił Zbrojnych Ukrainy to coś w rodzaju powodzi. Dlaczego tak się dzieje? Czy ludzie nie identyfikują się z tą wojną? Nie uważają jej za swoją? A może nie przejawiają inicjatywy bez nakazu naczalstwa? A może uważają, że państwo ma obowiązek ich bronić? Tak powinno być, ale widać, że państwo rosyjskie nie poczuwa się do tego. Nawet jeśli odbije domy tych, którzy zostali ewakuowani, to w taki sposób, że nie zostanie kamień na kamieniu”.

Kremlowska propaganda i memy

Tymczasem w propagandowych programach telewizyjnych i mediach internetowych trwa licytacja, kto jest większym patriotą i kto ma lepszy pomysł na przełamanie impasu.

Naczelny kapłan kremlowskiej propagandy Władimir Sołowjow, imitując wielki gniew, wzywa: „Trzeba przywalić taktyczną bronią jądrową i wypalić do żywego ukronazistów. Dość już tej niewinnej gry wstępnej”. Wtórujący mu dzielnie ekspert Siergiej Michiejew podżega do zaatakowania Zachodu wspierającego Ukrainę, której trzeba odstrzelić głowę (tzn. przywalić w centrum Kijowa). A szefowa propagandowej tuby RT Margarita Simonjan nawołuje wszystkich do żarliwej modlitwy.

Rosyjski propagandysta Siergiej Mardan, prowadzący popularny wideoblog, poczuł się ugodzony w samo serce atakiem Ukraińców. Powiedział, że spodziewano się tam wkroczenia Polaków, ale weszli Ukraińcy (wątek rzekomo obecnych w obwodzie kurskim „polskich najemników” został potem twórczo rozwinięty przez innych Z-blogerów, a uciekająca ludność zaczęła powtarzać te brednie).

Eksprezydent Dmitrij Miedwiediew na tle emblematu partii Jedna Rosja łamiącym się głosem przestrzegał Ukrainę i Zachód przed odwetem strony rosyjskiej za napaść. A będzie to odwet srogi: „Nie pozbierają się”. Miedwiediew celuje w barokowych groźbach pod adresem wrogów Rosji i tak często potrząsa w nich bronią atomową, że już wszyscy na to zobojętnieli.

W mediach społecznościowych nastąpił wysyp memów i żarcików wokół wydarzeń na pograniczu.

Pod mapą dowódca ukraińskiej armii Ołeksandr Syrski rozmawia z oficerem: – A po co nam aż pięćset kilometrów kwadratowych obwodu kurskiego? – pyta Syrski. – Pomidorki posadzimy, panie generale – odpowiada interlokutor.

Putin kiedyś żartem zapytał chłopca: „Gdzie kończą się granice Rosji?”. I sam odpowiedział na to pytanie: „Granice Rosji nigdzie się nie kończą”.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Autor szyderczych memów w mediach społecznościowych wrócił do tej kultowej sceny i sfomułował aktualną odpowiedź na imperialne podrygi Putina: „Granice Rosji kończą się tam, gdzie zaczynają się pozycje wojsk ukraińskich”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”