Propaganda nie daje rady z obwodem kurskim. Putin musiał wyruszyć w trasę

Putin unika sytuacji, w których mógłby wyglądać jak nieudacznik. A udana operacja wojsk ukraińskich na terytorium Federacji Rosyjskiej to dla niego potężna strata wizerunkowa.
Czyta się kilka minut
Prezydent Władymir Putin na cmentarzu w Biesłanie, 20 sierpnia 2024 r. // Fot. Vladimir Astapkovitch / AFP / East News
Prezydent Władymir Putin na cmentarzu w Biesłanie, 20 sierpnia 2024 r. // Fot. Vladimir Astapkovitch / AFP / East News

Od narady z członkami Rady Bezpieczeństwa i szefami zaatakowanych obwodów 9 sierpnia, gdy Putin nakazał wyparcie najeźdźcy i zapewnienie bezpieczeństwa granicy państwowej, Papa (jak nieoficjalnie nazywa Putina jego obsługa i najbliższe otoczenie)  przestał się tym tematem zajmować. W każdym razie publicznie. Kremlowscy inżynierowie dusz napisali bowiem dla niego scenariusz odwracający uwagę od wydarzeń w obwodzie kurskim.

Putin wizytuje sad

Putin nie wybrał się do obwodu kurskiego, aby wesprzeć ewakuowanych mieszkańców czy porozmawiać z żołnierzami. Nieoczekiwanie odwiedził natomiast kilka republik Kaukazu Północnego (przyjechał tam z Azerbejdżanu, gdzie przebywał z krótką „wizytą przyjaźni”). W Kabardo-Bałkarii zwizytował sady, gdzie mógł przekonać się o znakomitej jakości miejscowych jabłek. 


Sadownictwo to na pewno bardzo ważna dziedzina rolnictwa, ale czy wymaga osobistej uwagi prezydenta, gdy zachodnia granica płonie, a Moskwę atakują ukraińskie drony? Jeśli ten punkt programu mógł się wydawać błahy, to kolejny miał większą wagę gatunkową: Putin udał się do Biesłanu w Osetii Północnej, gdzie w 2004 r. doszło do tragicznego zamachu czeczeńskich terrorystów na szkołę. Prezydent spotkał się z kobietami z komitetu Matki Biesłanu, a także odwiedził szkołę przekształconą w miejsce pamięci i złożył na cmentarzu kwiaty pod pomnikiem-drzewem upamiętniającym ofiary.

Naciągana rocznica ataku na szkołę w Biesłanie

Warto się przez chwilę zatrzymać nad tą dziwną wizytą. I przypomnieć też kilka liczb i okoliczności tragedii w Biesłanie. Uzbrojeni terroryści zajęli szkołę 1 września 2004 r., gdy odbywała się tam uroczystość rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Placówka pełna była ludzi – wraz z uczniami przyszły ich rodziny, łącznie ponad tysiąc osób. Napastnicy wysunęli żądania polityczne, m.in. wycofania wojsk rosyjskich z Czeczenii (trwała druga wojna czeczeńska, którą Kreml wykorzystał do wywindowania rankingu nieznanego szerzej nowego przywódcy – Władimira Putina). 


Propaganda twierdziła, że zakładników jest 350 (w tworzeniu mylnego obrazu wydarzeń brała udział m.in. młoda dziennikarka Margarita Simonjan, która potem zrobiła zawrotną karierę, oraz Dmitrij Pieskow, późniejszy rzecznik Kremla; oboje stali się wybitnymi specjalistami w dziedzinie odwracania kota ogonem i robienia ludziom wody z mózgu). 


Gdy do Biesłanu zmierzał przywódca walczącej z Rosją separatystycznej Republiki Iczkerii Asłan Maschadow, by podjąć rozmowy z terrorystami, Putin wydał rozkaz rozpoczęcia szturmu. Jak twierdzą eksperci, źle przygotowanego, który pociągnął za sobą wiele ofiar. Ale Putinowi chodziło o to, aby nie dać Maschadowowi możliwości zaistnienia. Do dziś nie zbadano uczciwie okoliczności szturmu. Zginęły 334 osoby, w tym 186 dzieci. Putin wykorzystał tragedię w Biesłanie do... zreformowania systemu wyłaniania gubernatorów (zlikwidowano wybory).

Co naprawdę powiedział Putin w Osetii Północnej? 

Dwudziesta rocznica dramatu w Biesłanie przypada w pierwszych dniach września. Czemu Putin nie zaplanował przyjazdu za dwa tygodnie? Czemu przyjechał akurat teraz? To niezrozumiałe. Zwłaszcza że do tej pory nie był zbyt pilny w odwiedzaniu miejsca tragedii – w samej szkole nie był wcześniej nigdy, do Biesłanu przyjechał dzień po szturmie (głównie po to, aby zatrzeć ślady niepowodzeń służb), a w 2008 r. pojawił się jedynie na cmentarzu, gdzie spoczywają ofiary. 


I właśnie wizyta na tej nekropolii znalazła się w centrum zainteresowania mediów również teraz – Putin podczas składania wiązanki kwiatów pod pomnikiem ukląkł i pokłonił się. Na takie gesty nie zdobywał się nigdy. Być może pomiary rankingu popularności Putina spadają, doradcy obliczyli, że pokorny pokłon może się spodobać. Ale uważni komentatorzy zwrócili uwagę, że nachylając się nad płytą pomnika, Putin jedynie nieudolnie naśladował ceremonialne całowanie i dotykanie czołem ikon, co wyglądało nieszczerze i sztucznie. A na dodatek „czołem dotykał nie płyty, a swojego bukietu – sterylnego, sprawdzonego. Wiązanka temu właśnie służyła, aby mógł ją podłożyć i w ten sposób imitować pokłon i dotyk. Bo on się brzydzi dotykania takich rzeczy. I boi się” – napisał dziennikarz Siergiej Parchomienko. 


Odbyło się też zadziwiające spotkanie z trzema przedstawicielkami Matek Biesłanu, od lat domagających się bezowocnie m.in. wyjaśnienia okoliczności tragedii i ukarania winnych. Putin zrobił kobietom wykład: powiązał czeczeńskich terrorystów ze współczesnymi neonazistami, jak nazwał tych, którzy weszli na rosyjskie terytorium od strony Ukrainy. „To ci sami wrogowie i ta sama walka, którą wygramy”. Ta próba sklejenia czeczeńskiego terroryzmu sprzed dwudziestu lat z wojną na Ukrainie jest jednym z najbardziej niedorzecznych konceptów propagandowych. Ale przecież wypaczanie pojęć jest znakiem firmowym wodza – jego słowa to prawda objawiona, niepodlegająca dyskusji. 

„Putin chce podkreślić, że istnieje analogia pomiędzy wydarzeniami w Biesłanie a stanem »operacji antyterrorystycznej«, ogłoszonym przez Kreml w obwodzie kurskim. To dwie zupełnie różne sytuacje, ale Putinowi to nie przeszkadza – mówi politolog Aleksandr Morozow z Uniwersytetu Karola w Pradze. – Zgodnie z doktryną bezpieczeństwa narodowego wtargnięcie wojsk innego kraju na terytorium Rosji to jedno, a zwalczanie rodzimych powstańców na własnym terytorium to drugie. Wizytą w Biesłanie Putin daje do zrozumienia swojej biurokracji, że to, co dzieje się w obwodzie kurskim, potrwa długo. Operacja antyterrorystyczna Putina na Kaukazie (druga wojna czeczeńska) trwała osiem lat."

Cynizm prezydenta Federacji Rosyjskiej


Wróćmy jeszcze do spotkania z matkami Biesłanu. Opublikowane na stronie internetowej Kremla nagranie trwa niespełna pięć minut. To nieskładna wypowiedź Putina, który cały czas pokasłuje, chrząka w piąstkę, wodzi wzrokiem po ścianach. Ani razu nie spogląda siedzącym naprzeciw kobietom w oczy.

 
W relacji brakuje fragmentu spotkania, gdy zostały dopuszczone do głosu matki zabitych dzieci. Przypomniały, że Putin w 2005 r. obiecał im wszechstronne śledztwo i „całą prawdę”. Putin był zdumiewająco otwarty – wyznał, że nie ma pojęcia, dlaczego postępowanie utknęło w martwym punkcie. Rodziny zainteresowane wyjaśnieniem okoliczności tragedii odesłał do szefa Komitetu Śledczego, Aleksandra Bastrykina. Powiedzieć, że to cynizm, to nic nie powiedzieć. Czynności śledcze od samego początku były sterowane z Kremla i nastawione na zatarcie śladów haniebnych błędów władz.

Czeczeni z TikToka potrzebni Putinowi


Wisienką na kaukaskim torcie był krótki pobyt Putina w Groznym. Uściskom i wiwatom nie było końca. Putin zachowywał się skromnie, wręcz uniżenie. „Wszyscy jesteśmy piechurami” – wyszeptał, patrząc w oczy Ramzana Kadyrowa. Kadyrow wiele lat temu zadeklarował, że jest piechurem Putina, gotowym wypełnić każdy jego rozkaz. Teraz ta deklaracja nabrała nowego sensu, bo Putin potrzebuje realnego wsparcia ze strony czeczeńskich batalionów w obwodzie kurskim. Na razie te bataliony świetnie się prezentują na TikToku (są w mediach społecznościowych nazywane szyderczo „wojskami TokTok) – dowódca batalionu „Achmat” Apti Ałaudinow regularnie nagrywa filmiki mające świadczyć o żelaznym duchu bojowym jego żołnierzy. 


Tymczasem gdy ukraińskie jednostki wjechały na teren obwodu kurskiego, Czeczeni – jak powiedział Ałaudinow – „rozminęli się” z Ukraińcami, ale nadal trwają na pozycjach przy granicy. Ałaudinow często pojawia się też w telewizji i opowiada dyrdymałki o tym, jak świetnie radzą sobie jego podwładni w zwalczaniu wroga: jeszcze chwila, a sytuacja zostanie opanowana.


Putin najwidoczniej nie polega na słowach Ałaudinowa, kierowanych do szerokiej publiczności, i dlatego zrobił pokazówkę w Czeczenii z udziałem wszystkich najważniejszych czeczeńskich dygnitarzy, odebrał od nich odnowioną przysięgę wierności, ucałował Koran i wyjechał pokrzepiony. Czy Czeczeni wyjdą z TikToka i pójdą w bój za Putina?
 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”