Szeregowiec Rajana: ochotniczka w hidżabie walczy o wolną Ukrainę

W cywilu była instruktorką tajskiego boksu. Na wojnę chciała iść dobrze przygotowana. Ukończyła specjalne kursy i zamieniła bokserski sprzęt na konsolę do sterowania dronem, a jej hidżab zmienił kolor na ciemnozielony, militarny.
z obwodu donieckiego
Czyta się kilka minut
Rajana z granatnikiem RPG-7 na poligonie w obwodzie donieckim, lipiec 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk
Rajana z granatnikiem RPG-7 na poligonie w obwodzie donieckim, lipiec 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Jej imię oznacza wrota do nieba. Przyjęła je wraz z islamem już w dorosłym życiu. Spotykamy się w obwodzie donieckim, w kwaterze czeczeńskiego batalionu, gdzie od pewnego czasu służy. Rajana jest nie tylko jedyną bojowniczką w tej jednostce – w całym ukraińskim wojsku trudno byłoby znaleźć drugą operatorkę dronów noszącą hidżab. Muzułmanki wprawdzie w nim służą, ale głównie pochodzenia krymsko-tatarskiego, więc zwyczajowo nie zakrywają chustą głowy.

Muzułmański batalion

– W Odessie, gdzie się urodziłam i mieszkam, jest bardzo duża społeczność muzułmańska, zgromadzona wokół dwóch dużych meczetów i mnóstwa mniejszych. Chociaż wielu muzułmanów, po rozpoczęciu pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę, wyjechało za granicę.

Ukraina to kraj wielokulturowy, zamieszkany przez przedstawicieli różnych narodowości. I tolerancyjny – przynajmniej z punktu widzenia Rajany.

– Może to po prostu mój szczęśliwy traf? Bo ja, w każdym razie, nigdy nie spotkałam się z wrogością i od nikogo nie usłyszałam złego słowa w związku z tym, że noszę hidżab. Jest raczej na odwrót: biorąc pod uwagę mój słowiański wygląd, wzbudza on pozytywne zainteresowanie. Zdarza się, że ludzie na ulicy podchodzą i pytają.

Rajana zaczyna swoją opowieść, gdy żołnierze po modlitwie opuszczają pomieszczenie, a my siadamy pod jednym z zabarykadowanych okien. Jeśli chodzi o religię, batalion jest niemal jednorodny, w całości złożony z muzułmanów. Rozmawiamy 16 lipca, czyli dziesiątego dnia muharram – pierwszego miesiąca w muzułmańskim kalendarzu. Dla wyznawców islamu to dzień święta Aszura, ustanowionego na pamiątkę męczeńskiej śmierci wnuka Mahometa. Cały batalion, aż do zmroku, przestrzega postu, nie pijąc nawet wody.

– Nie przejęłam przecież wyznania po rodzicach – mówi. – Moi rodzice byli prawosławni, ale niezbyt religijni. Wierzyli w jakąś siłę wyższą, ale to wszystko. Nie zaprowadzili mnie nigdy do cerkwi, nie obchodziliśmy świąt. Dlatego, gdy przyjęłam islam, była to przemyślana i wyłącznie moja decyzja. Nie chodziło też o wyjście za mąż za muzułmanina. Po prostu, w kręgach moich znajomych było dużo wyznawców islamu. Może nie wszyscy byli szczególnie gorliwi, każdy ma jakieś ułomności, ale i tak każdego dnia pięć razy odmawiali modlitwę. Zainteresowałam się, zaczęłam czytać. Głowę zakryłam zaraz po zostaniu muzułmanką, bez żadnego wahania. Są osoby, zwłaszcza kobiety, które po konwersji obawiają się reakcji społeczeństwa, rodziny. Wiadomo, że propaganda łączy islam z terroryzmem. Świadomość, czym naprawdę jest ta religia, wciąż jest bardzo niska. Dlatego rozumiem obawy muzułmanek przed hidżabem. Niektóre dziewczyny decyzję o założeniu chusty odkładają w czasie, zaczynają np. od noszenia bandany.

Rajana z dronem zwiadowczym Matrice na poligonie w obwodzie donieckim, lipiec 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Operatorka drona

Kiedy tylko zaczęła się wojna, Rajana pomyślała o wstąpieniu do wojska. Ale chciała rozpocząć służbę dobrze przygotowana. W pierwszym roku pełnoskalowego konfliktu poszła na kursy przygotowujące do profesji medyka bojowego, zdobyła kilka certyfikatów. Szybko jednak zrozumiała, że to nie dla niej. W końcu wzięła udział w kilkutygodniowym szkoleniu operatorów dronów FPV (First Person View) – uderzeniowych dronów kamikadze, które dziś na froncie odgrywają znaczącą rolę. Ich cena (od dwustu dolarów) jest kilkukrotnie niższa od konwencjonalnych pocisków artyleryjskich, a przewyższają je w precyzji.

W szkoleniach uczestniczyli sami mężczyźni, którzy obawiali się, że gdy zostaną zmobilizowani, trafią do piechoty. Wiadomo – piechurów nigdy dość. A to przecież służba na pierwszej linii, odznaczająca się największą śmiertelnością. Certyfikat operatora drona zapewniał im ochronę przed wysłaniem do „strefy zero”.

– Wiedziałam, że jako kobiecie będzie mi dużo ciężej odnaleźć się w armii – mówi dalej Rajana. – Tym bardziej jako muzułmance. Dlatego zdecydowałam się zawczasu nabyć jakąś profesję, żeby wystartować już z wyższego pułapu. Umieć coś, a nie przychodzić z pustymi rękami. Oczywiście, poza zdobywaniem nowych umiejętności, musiałam po drodze zająć się także innymi, domowymi sprawami. Jestem po rozwodzie, trzeba było znaleźć opiekę dla mojego dziecka. Przeszłam długą drogę, by trafić w końcu do tego miejsca, do braci. Dzięki woli Allaha.

Rajana, operatorka drona FPV, na poligonie w obwodzie donieckim, lipiec 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Ochotniczka na wojnie

Bracia to żołnierze Czeczeńskiego Batalionu Szejka Mansura, złożonego w sporej mierze z weteranów wojen czeczeńskich. To ostatnia w Ukrainie bojowa jednostka ochotnicza (nie licząc wolontariuszy-medyków), czyli niezwiązana kontraktem z regularną armią, a przez to utrzymująca się na własną rękę, tylko dzięki pomocy wolontariuszy i sponsorów. Jeśli chodzi o zaopatrzenie w amunicję, bojownicy czeczeńscy mogą liczyć tylko na samych siebie – zdobywają ją na Rosjanach lub przerabiają otrzymane od żołnierzy regularnego wojska stare pociski do katiuszy Grad, tzw. sto dwudziestki, najczęściej pochodzenia pakistańskiego. Także wyrzutnię, zamontowaną na pace masywnej terenówki, zdobyli na przeciwniku. A dokładnie – zmontowali ją, z pomocą wolontariuszy, z prowadnic po spalonym rosyjskim Gradzie i innych części, zebranych na polu bitwy.

– Trafiłam do jednostki przez wspólnych znajomych. Charakter batalionu jest dla mnie bardzo ważny. Po pierwsze, jest mi łatwiej, jako muzułmance, funkcjonować wśród braci w wierze. Po drugie zaś, jestem ochotnikiem. Nie chcę brać pieniędzy za walkę o wolność własnego kraju. Nie wiem, jak wyglądałaby moja służba w regularnej armii, ale tutaj, alhamdulillah, bracia przyjęli mnie jak siostrę. I czuję się bardzo dobrze.

Pytam, czy czuje się silną kobietą.

– Bardzo – odpowiada. – Wojna, zamiast mnie złamać, zrobiła mnie jeszcze silniejszą.

Po czym dodaje ze śmiechem: – Mam na imię Rajana, ale czasem budzi się we mnie Ryan. Byłam taka już od dzieciństwa, można wręcz powiedzieć, że dorastałam jak chłopiec. W cywilu byłam instruktorką tajskiego boksu. Dlatego gdy przyszła wojna, wiedziałam od razu, że i w tym żywiole się odnajdę. Człowiek jest w stanie przywyknąć do wszystkiego. Choć gdy pierwszy raz przyjechałam tutaj, do bazy, nie było łatwo. Zwłaszcza w nocy. Bez przerwy słychać było pobliskie wybuchy.

Zamieniła bokserski sprzęt na konsolę do sterowania dronem, a jej hidżab zmienił kolor na ciemnozielony, militarny (w cywilu najchętniej nosiła czarny). Nie porzuciła natomiast zamiłowania do jazdy na motorze – dociera tak na poligon, wraz z drugim batalionowym operatorem dronów. Na telefonie pokazuje mi zdjęcie swojego białego motocykla, którym śmiga po Odessie, gdy tylko nadarzy się okazja, by odwiedzić dom.

Żołnierze Czeczeńskiego Batalionu Szejka Mansura z wyrzutnią rakiet Grad zdobytą na przeciwniku, obwód doniecki, lipiec 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Porządki w batalionie

Obecność Rajany w batalionie sprawiła, że wojskowa baza zaczęła przypominać prawdziwy, przytulny dom. Dziewczyna ma nieugięty charakter. Nie potrzebowała wiele czasu, by zagonić chłopaków do porządków. Już na drugi dzień po jej przyjeździe kuchnia – niekwestionowane serce bazy, gdzie przy dużym stole każdy wypija codziennie przynajmniej kilka szklanek czarnej herbaty, nabrała przyjemniejszej powierzchowności. W czasie mojego pobytu w bazie było podobnie. Abdullah został wysłany po zakupy, Sierhij oddelegowany do zdrapywania brudu z kuchenki, ktoś inny napełniał wiadra wodą (z kranu przez większość dnia nic nie leci, zwłaszcza w przyfrontowej okolicy obwodu donieckiego), ja dostałam do ręki wiadro z mopem, a Rajana zajęła się myciem szafek, stojąc na stołku i kołysząc się rytmicznie, jakby w jej duszy stale rozbrzmiewała jakaś wesoła melodia. Któregoś dnia, wracając z poligonu, Bóg wie skąd wytrzasnęła wiertarkę i od ręki naprawiła piwniczne drzwi, które skrzypiały jak upiór, ilekroć ktoś ich dotknął. Sama piwnica, służąca za magazyn, również nie uniknęła gruntownych porządków.

– Wszyscy bracia są dla mnie autorytetem – mówi, gdy pytam o jej wzorce, szukając źródła zdecydowanego charakteru, który przeczy wszystkim stereotypom o kobietach zniewolonych hidżabem. – A przede wszystkim Muslim, nasz dowódca.

Muslim Czeberłojewski, amir (dowódca) Czeczeńskiego Batalionu Szejka Mansura w bazie w obwodzie donieckim, lipiec 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Muslim Czeberłojewski, dowódca (czyli amir) Czeczeńskiego Batalionu Szejka Mansura, uczestnik obu wojen czeczeńskich, to człowiek legenda. Nie tylko dla Rajany jest wzorem do naśladowania. Próżno by szukać innego dowódcy otaczanego przez żołnierzy takim szacunkiem. Białobrody, o kamiennej twarzy, na której rzadko kiedy gości uśmiech, jest bezsprzecznie jedyną osobą, która potrafi utrzymać w garści charakterną zgraję swoich podkomendnych.

Trening w hidżabie

Na jednym z nagrań opublikowanych na swoich profilach w mediach społecznościowych Rajana, w długiej szacie i furczącym z pędu za jej głową hidżabem, okłada gołymi pięściami treningowy worek. Półobrót, kolejny cios, szeroki uśmiech, a na koniec palec wskazujący w górę, na znak, że „nie ma Boga prócz Allaha”. W tle muzyka do lezginki, szalonego w tempie tradycyjnego tańca kaukaskiego. A pod spodem słowa: „Mojemu synkowi mówili: Nie masz taty. Na co on odpowiedział: Ale za to mam taką matkę, że wasi ojcowie mogą się schować”.

Tekst powstał dzięki wsparciu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 33/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Szeregowiec Rajana