W Sudży czas stanął 6 sierpnia. Na tej dacie zatrzymał się czerwony znacznik na kalendarzu, który wydał Zarząd Federalnej Służby Bezpieczeństwa w obwodzie kurskim. Kalendarz wisi w domu przy ulicy Komsomolskiej, przecznicy Lenina – jednej z głównych ulic miasteczka.
W zatęchłym powietrzu czuć rozgardiasz nagłej ucieczki. Rozwleczone ubrania, niepozmywane gary. Nadgryziona drożdżówka na blacie kuchennym, teraz pokryta bujną pleśnią. Wszystkie opuszczone pomieszczenia, czy tu, czy w Ukrainie, jednoczy odór zepsutej żywności w pozbawionych prądu lodówkach. Prąd i bieżąca woda padły 6 sierpnia.
Ukraińska operacja w obwodzie kurskim: czy było warto?
Tego dnia zaczęła się ukraińska ofensywa na terytorium Rosji. Od początku miała swoich sceptyków: argumentowali, że wojska użyte w tej operacji byłyby bardziej potrzebne do odpierania Rosjan w obwodzie donieckim. Tam właśnie upadł Wuhłedar, bo jego obrońcy nie otrzymali posiłków.
Dziś, po dwóch miesiącach, po stronie ukraińskiej opadła już zupełnie euforia, jaką zaraz po 6 sierpnia wywołał sam fakt, iż wojna prowadzona jest także na terytorium wroga. Coraz częściej można usłyszeć pytanie: czy było warto?
Zwłaszcza że operacja kurska, w pierwszych dniach manewrowa i spektakularna, dziś przybrała charakter pozycyjny. Jak wszędzie. Strony się zaryły w ziemi, a kierunek ten stał się jednym z wielu „zwykłych” odcinków frontu.
Tymczasem w obwodzie donieckim Ukraińcy utracili nie tylko Wuhłedar – w ciągu ostatnich dwóch miesięcy musieli oddać łącznie kilkaset kilometrów kwadratowych ziemi, wróg podszedł pod Pokrowsk, Myrnohrad, Sełydowe, Kurachowe. Jaki sens trzymać kilkadziesiąt tysięcy ludzi w obwodzie kurskim, gdy tracimy miasta i wsie – mówią sceptycy.

Wojna dronów w Sudży
A Sudża, nieświadoma tych kontrowersji, wciąż jest pod ukraińską kontrolą. Choć, ściśle rzecz biorąc, prawdziwą kontrolę nad nią mają rosyjskie drony FPV: drony-kamikadze używane na masową skalę, tanie i szybkie.
O ostatniej z tych cech świadczą wraki aut, którym nie udało się przed nimi uciec. Przybywa ich tu codziennie. Zaryte w pobocze, noszą ślady krwi lub pożaru. Te, które należą do armii ukraińskiej, poznać łatwo: na burtach mają namalowany trójkąt, znak rozpoznawczy operacji kurskiej. Zdobi czołgi, bojowe wozy piechoty, a także zwykłe pikapy czy kombiaki – ten główny środek transportu ukraińskiej piechoty zmotoryzowanej.
– Każdy ma nadzieję, że ucieknie. Każdy ma nadzieję, że trafi w kogoś innego – mruczy pod nosem Idris, jeden z czeczeńskich ochotników, którzy operują na tym odcinku, gdy wieczorem pędzimy asfaltem między przejściem granicznym a Sudżą.
Urządzenie walki radioelektronicznej to pożądane wyposażenie każdego pojazdu wojskowego – ma neutralizować drony
Idris pochyla się nad kierownicą, zerka na inne wojskowe auta. Te, które pędzą szybciej od nas, i te, które stoją na poboczu, już wypalone. – Ten jest dosyć świeży – komentuje. – Mijałem go zaraz po tym, jak w niego uderzyli. Jak wracałem tą samą drogą, tego samego dnia, ktoś zdążył go już wyszabrować.
Idris ma w aucie REB-a, ale się boi: – Nie wiem, co Rosjanie wymyślili, ale nic się nie ima ich dronów. Wiele z tych trafionych aut miało na dachu REB-y, a i tak szlag je trafił.
Urządzenie REB to w dobie „wojny dronów” obowiązkowe (w wersji idealnej) wyposażenie wojskowego pojazdu: czy to czołg, czy busik. Pożądane przez wszystkich, o które jednak starać trzeba się samemu. Albo przez rodzinę czy wolontariuszy. To zagłuszarka sygnału między dronem a jego operatorem, wykorzystująca falę elektromagnetyczną (polski odpowiednik tego skrótu to WRE: środki walki radioelektronicznej). Jednak zagłuszarka nie zawsze jest skuteczna – nie pomoże, jeśli operatorowi drona uda się znaleźć wolną, niezakłóconą częstotliwość.
Prócz REB-a na drona pomagać ma coś jeszcze: prędkość, tak aby jechać szybciej, niż leci dron FPV. Niektórzy twierdzą, że, bagatela, 200 km/h to byłaby prędkość już bezpieczna. Ale żeby ją rozwinąć, potrzebna jest dobra droga, bez dziur.

– Wańka jestem – przedstawia się starszy mężczyzna w ogródku (prawie wszyscy, którzy zostali, są starsi wiekiem). – Jest źle, ale cóż robić, żona przykuta do łóżka. Potrzeba czterech ludzi, żeby ją gdziekolwiek przenieść. Nie było jak uciec. Teraz drugi miesiąc bez chleba w sklepie i bez bieżącej wody. I bez papierosów.
– W centrum działa wojskowa komendantura, tam dają wam wszystko – przekonuje go Abu, ochotnik z Turkmenistanu walczący po stronie Ukrainy.
– Nawet nie wiem… Chcieliśmy wyjechać. Szóstego, o dziewiątej rano, powiedzieli, że przyjadą po nas wieczorem. A potem, jak zaczęli bombardować..
– Kto zaczął? – dopytuje Abu.
– Nie wiem.
– A ja wiem. Ruskie.
– Dobry masz ten automat – Wańka uchyla się od tematu i przygląda się broni, którą trzyma Abu.
– Tak, rosyjskiej produkcji. Widzicie? Rosja robi wszystko. Wszystko związane z wojną.
– No ładnie. Idziecie już? Choć pomidorów sobie weźcie – Iwan gestem głowy wskazuje grządkę za plecami. – Papierosów nie macie? Wasi żołnierze zawsze się ze mną dzielą.
– Straszyli nas wcześniej tymi Ukraińcami – dodaje. – Ci na tych, tamci na tamtych. Gadali w telewizji. Już nie rozumiem, kto na kogo napada. Ale o waszych chłopakach złego słowa nie powiem. Dali mi chleba i sucharów.

Rosjanie pod okupacją ukraińską: „Już nie rozumiem, kto na kogo napada”
Przed 6 sierpnia Sudża miała ponad 6 tys. mieszkańców. Dziś jej ulice to głównie: stada porzuconych psów, pędzący na złamanie karku ukraińscy żołnierze, a także nieliczni pozostali rosyjscy mieszkańcy. Ci ostatni niespiesznie pchają swoje rowery i wózki. Im nie grożą rosyjskie drony. Ale bomby lotnicze, które codziennie spadają w okolicy i nie mają celności drona – już tak.
Rosjanie z Sudży czują się porzuceni, pozostawieni swojemu losowi
Miejscowi twierdzą, że w Sudży połowę domów zamieszkiwali ludzie z organów: straży granicznej, FSB, policji. 6 sierpnia mieli zrzucić mundury i w cywilnych ubraniach opuścić miasteczko. Właśnie to budzi największą chyba frustrację wśród cywilów, którzy czują się pozostawieni sami sobie.
– Pouciekali stąd jak szczury. Obrywamy my, a wojnę rozkręcił Putin. Razem z tym waszym Zełeńskim – odgraża się dziarsko Natalia, opatulona chustką babuszka. – Czemu nie chcą zrobić dla nas korytarza?
– Babciu, słychać drona, gdzie można się u was schować? – przerywa raptownie Abu.
Wciskamy się pod blaszany daszek na podwórzu. Natalia nie ucieka. Niespokojnym wzrokiem wodzi po niebie.

Idzie wojenna zima. Rosjanie kopią ziemniaki, ocieplają domy, czym się da
Cóż robić w Sudży? Lepiej się nie wychylać. Olga, jedna z niewielu młodych, znudzona towarzystwem emerytów, przesiaduje na plastikowym krześle przed budynkiem ukraińskiej komendantury. Twarz wystawia do słońca.
– To nie jest dobre życie. Codziennie bombardowania. Dziś o czwartej w nocy tak zdrowo rąbnęło, że życie po raz kolejny przeleciało mi przed oczami. Wszyscy pobiegliśmy do piwnicy. Każdego dnia coraz straszniej tu siedzieć. Jeszcze ten pożar… Baliśmy się, że ogień dopełznie do nas – wzdryga się na wspomnienie.
Tej nocy w śródmieściu naprawdę bardzo płonęło, łuna zdawała się zastępować niedziałające oświetlenie uliczne.
Olga: – Wszyscy się boją. I czekają na ewakuację. Albo w głąb obwodu kurskiego, albo gdziekolwiek. Ale nikt nie chce zająć się utworzeniem dla nas korytarza. Porzucili nas. W najbliższych miesiącach nie ma szans na żadną zmianę, to już nam dano do zrozumienia.
– Zbliża się zima – rzucam.
Olga: – Zbliża się. Ludzie kopią ziemniaki, ocieplają domy, czym się da. Szukają w sklepach ciepłych rzeczy. Komu wybiło okna, ten stara się coś w nie wstawić. Nikt nie myślał o tym wcześniej. Wojna była obok. Czuliśmy to, słuchaliśmy wiadomości. Ale kto sądził, że przyjdzie do nas.
Olga chce na Ukrainę. Obraziła się na Rosję Putina
– Dziewczyny, gdzie po lekarstwa? – zagaduje nas starsza kobieta w walonkach.
– Zapytajcie u chłopaków – Olga wskazuje komendanturę. Po czym dodaje: – Z ukraińskimi żołnierzami wpadam porozmawiać. Zawsze zrobią mi herbatę, pośmiejemy się. Fajne chłopaki, po sąsiedzku. Wcześniej, przed szóstym sierpnia, po mieście włóczyli się Czeczeńcy Kadyrowa. Stali na granicy. Upijali się, rozbijali autami, napastowali siedemnastoletnią dziewczynę.
Artykuł 49. Konwencji Genewskiej zabrania przymusowych przesiedleń cywilów z terenów okupowanych. Jednak ewakuacja z terenu okupowanego jest wręcz wskazana przez Konwencję, jeśli wymaga tego bezpieczeństwo cywilów. Sudżę trudno uznać za miejsce dla nich bezpieczne.
Olga: – Zapisałam się na ewakuację do obwodu sumskiego i czekam. Czemu chcę na Ukrainę? Chcę tam zamieszkać, bo na Rosję się bardzo obraziłam. Putin mówi, że w Sudży nikogo nie ma. Dziś żołnierze przekazali nam podawaną przez Rosję informację, że Ukraińcy trzymają nas tu w piwnicach jak zakładników. Pokazali mi screenshota z rosyjskich mediów. A nam niczego nie brakuje, jest i chleb, i kiełbasa była, i wszystko.
Wielu miejscowych czeka na powrót rosyjskiej armii
Olga wspomina, jak to przed wojną często jeździła do Ukrainy. Jak zresztą wszyscy mieszkańcy pogranicza. – Z obu stron – wyjaśnia. – Ukraińcy też przyjeżdżali do nas.
Olga: – Chcę tam pojechać. Jak dotąd udało się stąd wyjechać jednej dziewczynie z Odessy i jednej z Charkowa, ale one miały ukraińskie paszporty. Czekam na ewakuację i status uchodźcy.
Olga twierdzi, że wielu miejscowych też czeka, ale nie tak jak ona, lecz na powrót armii rosyjskiej: – Czekają na „naszych”. Ilu? Myślę, że połowa. Rozmawiam z nimi, pytam, czy wiedzą, kto nas ostrzeliwuje? Czy wiedzą, kto nas porzucił i nie przejmuje się tym, żeby zaproponować jakiś korytarz humanitarny?
Siedem portretów Lenina
Zmierzcha. Sudża idzie wcześnie spać. Bo co robić na zimnych już ulicach, które za kilka godzin będą ciemne jak smoła – dziś nic nie spłonie.
Idziemy przez plac Sowiecki, przez ulice Krasnoarmiejską i Róży Luksemburg. Mijamy porzucone resztki życia dawnego lokatora. Może oficera FSB, który powiesił ten kalendarz?
Odprowadzają nas spojrzenia siedmiu Leninów. Siedem jego portretów wisi w garażu opuszczonego domu. Ten mieszkaniec, może również funkcjonariusz rosyjskich organów, miał chyba naturę kolekcjonera.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















