Włoskie smaki na Boże Narodzenie. Kilka nieoczywistych przepisów

Rzadko ulegam namowom, żeby pokazać coś świątecznego z kuchni włoskiej. Ale przecież i tam, i w paru innych krajach, napotkamy pewne bardzo skojarzone z tymi świętami dania, które warto sobie zapisać w kajecie i zreplikować kiedy indziej.
Czyta się kilka minut
Tradycyjne włoskie ciasto "pannettone" // Fot. Adobe Stock
Tradycyjne włoskie ciasto "pannettone" // Fot. Adobe Stock

Będą to raczej rzeczy, które oni gdzieś tam za górami jadają zasadniczo w Boże Narodzenie, bo wiadomo, że wigilia ma taką rangę duchową, rytualną i biesiadną tylko u nas. We właściwe święto, kiedy już post nie obowiązuje, różne tradycje przewidują posiłki obfite, sycące, nieraz dania pracochłonne i ze szlachetnych składników. 

Boże Narodzenie od kuchni

Nie jestem rygorystycznym wykonawcą wszystkich nakazów kulinarnej tradycji – o jej raczej krótkim i zmiennym trwaniu piszę w felietonie, który znajdziecie we wspaniałym numerze świątecznym – ale wiem, że w tych dniach rzadko szukamy „nowych pomysłów”. Robimy prawie wszystko na pamięć, jak zawsze, jak Pan Bóg i babcia przykazali, łącząc w garnkach i brytfankach przekazy różnych rodzin z różnych regionów, jakie składają się na nasz bagaż genetyczny i kulturowy. 

Chyba że nagle się w rodzinie pojawi nowa osoba szczególnej kulinarnej troski – bo np. jest weganką albo szkodzi jej gluten. Ale te wyjątkowe sytuacje, które wymuszają znalezienie „wyjścia awaryjnego”, mają poświęcone sobie rozliczne fora, strony i receptury.

Mam wielką słabość do brytyjskiej tradycji jadania pieczonego indyka (lub wołowiny) z sosami w towarzystwie pieczonych warzyw najczęściej upieczonych razem z mięsem. Stanowczo za mało, moim zdaniem, pieczemy w zimie warzyw – a to jest świetny sposób, żeby nie tylko ogrzać mieszkanie, ale wydusić z np. ziemniaków, marchwi, selera więcej przyjemnego smaku i faktury, także dzięki temu, że pieczenie odbywa się w towarzystwie tłuszczu – np. oliwy – i rozmaitych przypraw. 

Wyciągając brukselkę lub kalafiora z wody, kiedy mogliśmy je upiec, zachowujemy się jak ci, którzy patrzą na pejzaż przez mętną szybę, zamiast otworzyć szeroko okno. Bierzmy przykład z Brytyjczyków niekoniecznie w Boże Narodzenie, ale przez resztę zimy. 

Włoska zupa nie tylko na święta

Z rozmaitych posiłków obecnych w różnych plebejskich tradycjach regionów składających się na umowne Włochy (bo w kuchni taki kraj, jak wiecie, nie istnieje) prawie nic mi nie zostało z wyjątkiem jednej jedynej zupy, jaką jada się w Rzymie. To taka wariacja na temat rosołu z lanymi kluskami. Jednak obecność dużej ilości tartego sera (w Rzymie dają oczywiście pecorino, ale można go zastąpić łagodniejszym parmezanem czy grana padano albo litewskim dziugasem) zmienia kompletnie charakter tego dania.

To nie jest już taka babcina zdrowa zupka dla przeziębionego wnuczka. Piękna nazwa – stracciatella, czyli „potrawa postrzępiona” – znana jest wam zapewne z lodów z drobinkami czekolady – być może zostały tak nazwane przez skojarzenie wizualne, obiecuję kiedyś to zbadać. 

Bożonarodzeniowe ciasta i ciasteczka

W najnowszym newsletterze znajdziecie także przepis na proste, ale niezawodne pierniczki, choć wiem, że prawie każdy i każda potrafi je robić po swojemu. Mój przepis może być o tyle godny polecenia, że przetestowały to setki, ale naprawdę setki dzieci z różnych szkół warszawskich.

No i na koniec „coś w podobie keksu”, mocno bakaliowe ciasto drożdżowe, które zawsze na moim stole przypomina mi, skąd (częściowo) mój ród. Bo choć jestem ciałem i duszą obecny od zawsze w Polsce, którą kocham i szanuję, to jednak w mej głowie szumi też wiatr schodzący doliną rzeki Brenta z Alp, prosto na palladiański most w miasteczku Bassano. 

Życzę wam ciepłych, spokojnych, sytych świąt, a jeśli pojawi się w ich trakcie tęsknota za daleką osobą czy miejscem, to niech was wypełni nadzieja, że tę odległość da się wkrótce pokonać. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”