Wciąż nie wiadomo, ilu żołnierzy Wojska Polskiego zginęło we wrześniu 1939 roku

Choć minęło ponad 80 lat, temat strat poniesionych przez Polskę podczas II wojny światowej, a także miejsc pochówków ofiar wciąż jest otwarty. Dotyczy to także września 1939 r. Czy można jeszcze nadrobić to zaniechanie?
Czyta się kilka minut
Cmentarz w Wysokiej, stan na wiosnę 1940 r.: grupy krzyży stoją na mogiłach zbiorowych polskich żołnierzy, pochowanych po bitwie przez księdza Józefa Sławińskiego, proboszcza z Jordanowa, który sporządził też listę poległych. Ostatni krzyż z prawej to mogiła żołnierza niemieckiego (ekshumowanego później przez Wehrmacht). // Ze zbiorów Piotra Sadowskiego
Cmentarz w Wysokiej, stan na wiosnę 1940 r.: grupy krzyży stoją na mogiłach zbiorowych polskich żołnierzy, pochowanych po bitwie przez księdza Józefa Sławińskiego, proboszcza z Jordanowa, który sporządził też listę poległych. Ostatni krzyż z prawej to mogiła żołnierza niemieckiego (ekshumowanego później przez Wehrmacht). // Ze zbiorów Piotra Sadowskiego

Beskid Niski, okolice wsi Hałbów na południe od Nowego Żmigrodu, poranek 8 września. Wzdłuż drogi i polami, schodząc z gór, wycofują się zmęczeni żołnierze. Pojedynczo i grupami, zmierzają na punkt zborny w Kątach.

Jeden z nich, Jan Chochołek, zapisze po latach: „Kiedy dotarłem na miejsce, gdzie leżeli, zobaczyłem ich porozbieranych, bez butów, z ranami postrzałowymi w piersi. Dwóch leżało w fosie [tj. rowie] przy drodze, po lewej stronie w kierunku Krempnej, a trzeci leżał w krzakach, widać z tego, że uciekał lub po otrzymaniu kuli jeszcze biegł i tam padł (...) byli to żołnierze plutonu ckm, którzy bronili drogi przed Niemcami. (…) Koło jednego leżała legitymacja z napisem Gmina Dębowiec i na nazwisko Kamiński”.

Kilka godzin później minie ich niemiecki oficer. Ten zapisze: „Jest to jednak szczególne uczucie, widzieć pierwszych poległych. Człowiek jest w gruncie rzeczy zadowolony, że to nie są jego towarzysze broni, i zadaje sobie pytanie: za co oni polegli”.

Bohaterowie kampanii wrześniowej

Ci trzej nazywali się Władysław Kamiński, Franciszek Setlak i Izydor Świątek. Należeli do Jasielskiego Batalionu Obrony Narodowej (terytorialnej formacji, złożonej ze starszych rezerwistów i ochotników w wieku przedpoborowym). Walczyli do końca, broniąc drogi do Żmigrodu. I rodzinnych domów, bo pochodzili z Cieklina i Duląbki.

Nie powstrzymali Niemców, ci byli silniejsi. Ale opóźnili ich marsz i osłonili odwrót kolegów. Ze 181 żołnierzy ich kompanii (ochotników, głównie chłopów i rzemieślników z okolicznych wsi) co trzeci odniósł wtedy rany.

Ci trzej spoczęli w rodzinnych grobach na parafialnym cmentarzu w Cieklinie. Ich rodziny miały w pewnym sensie szczęście. Bo do dziś zagadką jest, ilu żołnierzy Wojska Polskiego zginęło i jak się nazywali. Zarówno w tym starciu, jak i w całej kampanii 1939 roku.

Szacunkowe statystyki strat z Września ‘39

Kwestia dokładnej liczby zabitych, rannych i zaginionych żołnierzy Wojska Polskiego w 1939 r. do dziś budzi emocje. Powód: ustalając polskie straty, musimy opierać się na źródłach pośrednich i szacunkach – z uwagi na brak dokumentów.

W odróżnieniu od strat niemieckich, zwykle nie przetrwały bowiem bieżące meldunki o stratach, nie zaczęło też pracy polskie wojskowe grobownictwo (z uwagi na tempo odwrotu i potem przegraną). Tylko częściowo zachowały się materiały Czerwonego Krzyża, który jeszcze w czasie wojny próbował spisać polskie mogiły z 1939 r. i poszukiwał zaginionych.

Pierwsze oficjalne szacunki strat powstały w styczniu 1947 r. – ówczesne Biuro Odszkodowań Wojennych przy rządzie pojałtańskiej Polski podało liczby: 66 300 zabitych, 133 700 rannych i 420 tys. zaginionych. Obejmowały jednak – to ograniczenia narzucone ze względów politycznych – obszar kraju w granicach po 1945 r. i tylko Polaków oraz Żydów.

Nie uwzględniono poległych na ziemiach wschodnich II RP (także np. w walkach z Niemcami pod Lwowem) ani obywateli II RP z mniejszości ukraińskiej, białoruskiej, litewskiej i niemieckiej – gdy ci także służyli w armii II RP. Mimo tego podane wtedy liczby do dziś bywają punktem wyjścia w dyskusjach.

Dodajmy, że szacunkowy charakter mają także dane dotyczące strat ludności cywilnej we wrześniu 1939 r. Obliczenia historyka prof. Czesława Łuczaka wskazują na ok. 200 tys. cywilów, którzy ponieśli śmierć na skutek działań wojennych.

Skąd się bierze zamieszanie z liczbami

Prowadzone później badania doprecyzowywały te liczby, wskazując m.in., że większość zaginionych to jeńcy. Wskazywały też na – niestety wyższe – liczby poległych.

I tak, według wyliczeń historyka prof. Tadeusza Paneckiego miało to być 95-97 tys. zabitych, zmarłych z ran i zaginionych bez wieści – i jest to liczba niewątpliwie bliższa prawdzie niż 66 tys., choć wciąż pozostaje szacunkiem. Do niewoli miało trafić ok. 650 tys. polskich żołnierzy – przy czym ujęto tu tych, którzy na dłużej trafili do obozów.

Podliczono także, że na terenie dzisiejszej Polski znajduje się ponad 70 tys. grobów poległych w kampanii 1939 r. i zmarłych z odniesionych wtedy ran.

Groby żołnierzy polskich i niemieckich, pochowanych po walce obok kościoła kapucynów w Krośnie, wrzesień 1939 r. // Ze zbiorów Krzysztofa Pięciaka

Agresorzy podawali nawet większe liczby jeńców: Niemcy 588 tys., a Sowieci 453 tys. W tych ogromnych liczbach „ukryto” jednak też żołnierzy, którzy zmarli z ran już po wzięciu do niewoli, rezerwistów bez przydziału, policjantów, funkcjonariuszy i pracowników służb mundurowych i urzędów (np. pocztowców – w 1939 r. umundurowanych).

A także cywilów uznanych za współpracowników wojska i osoby uznane przez okupantów za będące zagrożeniem. Wytyczne dowództwa Wehrmachtu mówiły bowiem wprost o internowaniu mężczyzn w wieku poborowym, a część z nich wliczano do ogólnej liczby jeńców. Bywało, że po walce wśród „jeńców” dominowali cywile, zatrzymywani masowo z obawy przez „partyzantami”.

Kolejna grupa poza statystyką to internowani: żołnierze, którzy przekroczyli granice sąsiednich państw, zostali rozbrojeni i osadzeni w obozach internowania.

Prócz Rumunii (gdzie internowano prezydenta Mościckiego, marszałka Rydza-Śmigłego i członków rządu) oraz Węgier (karpacką granicę przeszła m.in. słynna 10. Brygada Kawalerii płk. Maczka i 3. Brygada Górska Strzelców) dotyczyło to też Litwy, Łotwy i Szwecji (tu załogi okrętów, które przedostały się przez Bałtyk). Łącznie blisko 90 tys. osób. Część z nich w kolejnych miesiącach będzie przedzierać się do Francji, do odtwarzanej armii.

Kampania wrześniowa na dawnych ziemiach wschodnich II RP

„Białą plamą” są do dziś straty Wojska Polskiego na terenie ziem wschodnich II RP. Mamy tu tylko niedokładne szacunki: 6-7 tys. poległych i 10 tys. rannych. Po uwzględnieniu zaginionych i zamordowanych przez nacjonalistyczne i komunistyczne bojówki liczba zabitych wzrasta do 17-19 tysięcy. Wielu z nich spoczywa tam, gdzie pochowano ich po śmierci – na cmentarzach i poza nimi, na polach i w lasach, w grobach nieoznakowanych.

Nie ułatwiają ich ustalenia sowieckie dokumenty. Wprawdzie wbrew powszechnemu mniemaniu część z nich jest nadal dostępna – to kserokopie akt z archiwów rosyjskich, białoruskich i ukraińskich, wykonane przez badaczy z Wojskowej Komisji Archiwalnej w latach 90. XX w., dotyczące losów członków polskich formacji na terenie Związku Sowieckiego z okresu 1939-47 (przekazane do Centralnego Archiwum Wojskowego). 

Jednak sowieckie meldunki zwykle zawyżały straty przeciwnika. Co więcej, jak zauważył badacz walk na Kresach w 1939 r. prof. Czesław Grzelak, wobec strat polskich Sowieci byli mało dokładni, zwykle operowali okrągłą liczbą. Tylko niektóre „wycinki” są lepiej udokumentowane – dzięki pracy polskich instytucji, wolontariuszy, harcerzy, społeczników, w tym Polaków żyjących na Ukrainie, a także Wydziału Kresowego IPN.

Badania na Kresach to kropla w morzu

I tak, poszukiwania i ekshumacje prowadzono w rejonie Lwowa (najnowsze – w sierpniu tego roku), a także na Wołyniu i Polesiu, gdzie odnaleziono m.in. zbiorowe mogiły w rejonie Szacka i Mielnik, w tym żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP) i Flotylli Pińskiej rozstrzelanych przez Sowietów. Badania prowadzono też na Białorusi – tu wśród znalezionych byli gen. Stanisław Sołłohub-Dowoyno (zabity przez Sowietów) i żołnierze KOP ze strażnicy „Pohost”.

Nawet badania sondażowe, podczas których nie przeprowadza się ekshumacji, a tylko określa, czy mogiła istnieje i jaki jest jej zasięg, przynoszą rezultaty: na tej podstawie można ocenić, czy informacje o wojennych grobach są wiarygodne, i oszacować liczbę pochowanych.

To jednak wciąż „kropla w morzu” – kompleksowe badanie tych miejsc nie będzie możliwe bez zgody i współpracy władz Ukrainy i Białorusi.

Badania na wschodzie po wielu latach ruszyły ponownie: w sierpniu trwały prace IPN-u w Zboiskach (w 1939 r. była to wieś pod Lwowem, dziś znajduje się w granicach miasta). Odnaleziono tam szczątki co najmniej 31 osób i liczne szczątki luźne, a także elementy wyposażenia. To szansa na nowe wiadomości o walczących tam żołnierzach z 10. Brygady Kawalerii płk. Stanisława Maczka i przebijających się na odsiecz Lwowa żołnierzach gen. Kazimierza Sosnkowskiego.

Dlaczego wielu poległych w 1939 r. to żołnierze nieznani

„Wzrostu średniego, na twarzy pełny, z karabinem z lufą o dwu nóżkach, padł śmiercią bohatera broniąc się do końca” – zapisano w księdze zmarłych wsi Olszówka u stóp Gorców. Autor wpisu, zapewne proboszcz, nie znał nazwiska poległego z 1. pułku piechoty KOP. Jego grób pozostał anonimowy. Żołnierze tego pułku nie otrzymali znaków tożsamości (dziś zwanych „nieśmiertelnikami”).

W teorii miały być one przydzielane wszystkim żołnierzom, a także jednostkom KOP, Straży Granicznej, Policji Państwowej i pracownikom kilku ministerstw. Jednak wykonywano je – wybijając dane na blaszkach – dopiero po postawieniu w stan pogotowia bojowego w części jednostek, a w innych po ogłoszeniu mobilizacji.

Oznaczało to, że ten czasochłonny proces musiano prowadzić w warunkach polowych. W efekcie niektóre oddziały nie otrzymały w ogóle znaków tożsamości. W innych na ich wybicie brakło czasu, a żołnierze w desperacji robili to samodzielnie, ryjąc nożami na blaszce swoje nazwisko.

W takich sytuacjach poległych identyfikowano po tym, co mieli przy sobie: dokumentach, listach, podpisach na mundurach. Wprawdzie rzeczy osobiste zwykle deponowano w PCK, ale część archiwum tej organizacji – już od 1939 r. pracującej nad dokumentacją wojennych strat – spłonęła podczas powstania warszawskiego.

Bywało i tak, że np. przy przebijaniu się z okrążenia żołnierze sami niszczyli swoje dokumenty.

Wszystko to sprawia, że wielu poległych do dziś jest nieznanych. Sporządzone w latach 90. XX w. zestawienia pozwoliły na ustalenie ponad 32 tys. nazwisk. W 1992 r. doprecyzowano, że w 2204 rozpoznanych miejscach pochówku spoczywało łącznie 71 494 poległych i zmarłych żołnierzy, w tym 70 520 na terenie obecnej Polski. Znane były dane mniej niż połowy pochowanych: 30 042 nazwisk. Dla porównania udało się wówczas ustalić dane o 964 pochówkach i 788 nazwiskach poległych na dawnych Kresach.

Zaginione mogiły obrońców Polski

Historia nieznanego żołnierza KOP z Olszówki ma jeszcze jeden aspekt. Jego grób, widoczny „w terenie” ponoć jeszcze w latach 70. XX w., dziś jest już nie do odnalezienia.

Choć ustawa o grobach i cmentarzach wojennych mówi o nienaruszalności mogił i gwarantuje im opiekę państwa, w praktyce w latach PRL-u jej zapisy obchodzono, lokując w miejscach żołnierskich grobów nowe pochówki (na jeszcze większą skalę ten proceder dotknął mogił z okresu I wojny światowej). Inne groby, nawet bez ingerencji „z zewnątrz”, ulegały zapomnieniu i się zacierały.

Mało wiadomo też o mogiłach na terenie obecnej południowo-wschodniej Polski, dotkniętej w latach 40. konfliktem polsko-ukraińskim – a miały tam miejsce zaciekłe walki, toczone przez jednostki Armii „Karpaty” m.in. pod Birczą.

Gdy idzie o mogiły z 1939 r., część z nich mogła zostać zapomniana po ekshumacjach mających miejsce jeszcze podczas wojny. Choć dziś może się to wydać zdumiewające, w 1939 r. nie było rzadkością chowanie obok siebie żołnierzy polskich i niemieckich. Okupanci zorganizowali wtedy akcję ekshumacji swoich żołnierzy na cmentarze zbiorowe, a ciała Polaków zostawiano zwykle w tym samym miejscu.

Niektóre miejsca pochówku zdominowała pamięć o wydarzeniach innych niż kampania 1939 r. – jak położony na uboczu Gorlic cmentarz z II wojny światowej, zdominowany przez upamiętnienie poległych w 1945 r. żołnierzy Armii Czerwonej.

Praca na kolejne lata

Choć od zakończenia II wojny światowej minęło 80 lat, temat strat poniesionych przez Polskę, a także miejsc pochówków pozostaje otwarty – i dotyczy nie tylko ofiar z Wołynia, ale także roku 1939.

Badania regionalne, a także żmudne, dokładne badania źródłowe połączone z krytyczną weryfikacją dokumentacji z lat 90. XX w. wypełniają kolejne luki. Czy jest możliwe zapełnienie ich do końca?

Weźmy przykład: cmentarz wojenny w Wysokiej koło Jordanowa – miejsce pochówku żołnierzy zmotoryzowanej 10. Brygady Kawalerii płk. Maczka i 1. Brygady Górskiej Strzelców [o bitwie, którą stoczyli, zob. tekst „Reduta pod Wysoką” – red.].

Po latach cmentarz ten doczekał się szczegółowego opracowania. Badania archeologiczne, które poprzedziły jego renowację, pozwoliły odpowiedzieć na pytanie, ilu żołnierzy tam pochowano, i pomogły w identyfikacji części z nich. Dziś wiemy, ilu żołnierzy tam spoczywa, i znane są – po wielu latach badań – nazwiska większości z nich.

Wysoka jest jednak przypadkiem wyjątkowym: zachowało się wyjątkowo dużo dokumentów, a w odkrycie szczegółów tej historii zaangażowało się wiele osób i instytucji.

Szansę, aby coś podobnego udało się w skali kraju, utracono – pewnie bezpowrotnie – jeszcze w latach 40. i 50. XX w. Wciąż jednak można starać się ustalić tak wielu poległych, tak wiele nazwisk i grobów, jak tylko to możliwe.

KRZYSZTOF PIĘCIAK jest historykiem, pracuje w Biurze Poszukiwań i Identyfikacji Oddziału IPN w Krakowie. Autor publikacji o historii wojskowości w XX w. i podziemia niepodległościowego. Tekst powstał w oparciu o opracowanie naukowe autorstwa Dawida Golika, Piotra Sadowskiego i Krzysztofa Pięciaka nt. strat Wojska Polskiego, przygotowanego w ramach projektu „Kampania Polska 1939 roku – synteza”, prowadzonego przez Akademię Sztuki Wojennej w Warszawie-Rembertowie.


RAMKA:

Poszukiwania w Zboiskach

Po wielu latach przerwy ruszyły na nowo także poszukiwania żołnierzy Wojska Polskiego na Ukrainie: od 4 do 30 sierpnia 2025 r. trwały prace IPN-u w Zboiskach koło Lwowa. To kontynuacja badań rozpoczętych jesienią 2019 r.: ustalono wówczas lokalizację miejsca pochówku, ale mimo tego i spełnienia wymogów formalnych, strona ukraińska nie wyraziła zgody na ekshumację. Udzielono jej po pięciu latach starań.

Prace ekshumacyjne prowadzone przez IPN we Lwowie-Zboiskach, w miejscu pochowania żołnierzy poległych w obronie Lwowa. Sierpień 2025 r.// Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN

Efekty badań to odnalezienie przez zespół Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN, we współpracy z Towarzystwem „Ukraińska Pamięć”, szczątków co najmniej 31 osób i licznych szczątków luźnych (tj. zniszczonych w wyniku ostrzału artyleryjskiego, jak i naruszonych przez pochówki wtórne) kolejnych kilkudziesięciu ofiar. Znaleziono też elementy mundurów i wyposażenia – wśród nich 11 znaków tożsamości (tzw. nieśmiertelników).

Zboiska to drugie z miejsc na Ukrainie, gdzie w 2025 r. IPN prowadził poszukiwania; pierwszym były Puźniki w obwodzie tarnopolskim, gdzie w kwietniu i maju odnaleziono szczątki ofiar zbrodni dokonanej w lutym 1945 r. przez oddziały UPA.

Planowane są dalsze badania genealogiczne i pobranie materiału porównawczego do badań genetycznych od krewnych poległych w 1939 r. Ich szczątki mają spocząć na cmentarzu w Mościskach pod Lwowem, gdzie są chowani polscy żołnierze odnalezieni na terenie Ukrainy. W planach są też dalsze poszukiwania. IPN cyklicznie składa wnioski o prowadzenie prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych na Ukrainie, obejmujące miejsca pochówku żołnierzy Legionów Polskich, WP, KOP, ofiar NKWD i zbrodni wołyńskiej.

KP

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 37/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Wrześniowe mogiły