Kalevala, narodowy epos Finów, wywodzi świat z jajka. Dawno temu, zanim dziewicza bogini powietrza Ilmatar urodziła pierwszego człowieka, pozwoliła przysiąść na swoim kolanie krążącej nad morzami kaczce. Nie jest jasne, czy był to złotooki gągoł, rudogłowa głowienka, czy może inna z kaczek nurkujących z rodzaju Anthya. Fińskie słowo sotka może oznaczać każdą z nich.
Sotka złożyła sześć jaj złotych i jedno żelazne, po czym rozpoczęła wysiadywanie. Po trzech dniach Ilmatar poczuła, że ogrzewane jajka parzą, nie wytrzymała, poruszyła kolanem i zrzuciła je do wody. Z rozbitych skorupek powstała ziemia i nieboskłon, z żółtka słońce, z białka księżyc, z tego, co pozostało – gwiazdy. Z resztek jaja żelaznego powstały chmury.
Z Kalevalą współbrzmią mity Dogonów w Afryce Zachodniej, ludów polinezyjskich czy chińska opowieść o Pangu, rogatym olbrzymie, który zbudził się w jaju i z odwiecznych skał wykuł dłutem nasz świat. Zawieszone w nicości czy zanurzone w pierwotnych wodach, to w nim rodzi się impuls, wypowiedziane zostają słowa, które dają początek światu, jaki znamy.
Fińska legenda milczy na temat pochodzenia kaczki.
Paradoks Plutarcha, czyli pytania o porządek wszechrzeczy
Narzuca się pytanie, co było pierwsze: jajko czy ptak? Odwieczny paradoks, podjęty dwa tysiące lat temu przez Plutarcha, prowadzi do pytania o początek wszechrzeczy, o pierwsze tchnienie i pierwszego poruszyciela. O tym, że nie straciło całkiem swojej mocy, świadczy chyba historia, która obiegła gazety dwa lata temu.
Rzecz się działa na wyspie Celebes. Niejaki Kadir Markus odwiedził znajomego, by oddać mu dług. Mężczyźni wypili po kielichu, rozochocony gość tak zarzucił gospodarza serią podobnych zagadek, że doprowadził go do furii. Widząc, że sytuacja wymyka się spod kontroli, Kadir próbował uciec, ale kompan dogonił go na rowerze i zadźgał nożem.
Jak na paradoks odpowiada nauka? Na odczepnego można stwierdzić, że najstarsze, pokryte skorupką jaja dinozaurów pochodzą sprzed setek milionów lat. Kura domowa jako gatunek liczy sobie ledwie ok. 10 tysięcy lat. Sądzi się, że pierwsze musiało być jajko, które zniósł ptak niebędący jeszcze kurą. Zarodek zawierał jednak mutację, która dała początek nowemu gatunkowi. Jajo było pierwsze, to z niego wykluła się kura.

W pierwszym odruchu jajo kojarzy nam się z ptakami, choć podobne struktury wytwarzają również inne organizmy: płazy, gady, ryby, owady, pajęczaki i stekowce, takie jak dziobaki czy kolczatki. Pewnie dlatego, że większość z nas je kurze jaja. Udomowione ptactwo pojawiło się w ludzkich zagrodach kilka tysięcy lat temu, ale przez wieki rabowaliśmy (i rabujemy) też gniazda dzikich ptaków. Na wiele sposobów, co dokumentuje choćby malarstwo niderlandzkie.
Złodzieje gniazd spadają z drzew
Typowy rabunek prezentuje Pieter Bruegel obrazem „Złodziej gniazd”. Przedstawia on wieśniaka, który z poufałym uśmieszkiem wskazuje chłopca wykradającego pisklęta z gniazda na drzewie. To równocześnie moment przed katastrofą, bo widzimy już spadającą z głowy czapkę, a w ślad za nią za chwilę na ziemię zleci złodziej.
Obraz ilustruje niderlandzkie przysłowie: „Ten, kto wie, gdzie jest gniazdo, ten wie; ten, kto okrada, ten je ma”. Tymczasem wieśniak-moralizator zdaje się nie zauważać, że sam zaraz wejdzie do strumienia.
Inną, mniej oczywistą metodę zobaczymy na płótnie Hendricka Avercampa „Pejzaż zimowy z łyżwiarzami”, zresztą jawnie nawiązującym do „Pejzażu zimowego z łyżwiarzami i pułapką na ptaki” Bruegla.
Na ścianie jednego z budynków widzimy gliniane dzbanki z długą szyjką, zawieszone zupełnie jak dzisiejsze skrzynki lęgowe. Miały one przyciągać do gniazdowania szpaki. Kiedy komuś z domowników przyszła ochota na jajka albo podrośnięte pisklęta, po prostu otwierał specjalne drzwiczki w naczyniu i sięgał do środka. Kilkaset lat temu gulasz czy potrawka ze szpaka były zwyczajnym daniem kuchni niderlandzkiej.
Żółtko zamienia się w jajko na fabrycznej taśmie
Już w XVII w. lekarz i anatom William Harvey wyraził przypuszczenie, że „omne vivum ex ovo”, czyli „wszelkie życie pochodzi z jaja”. W kolejnych dekadach i stuleciach dowiedziono ponad wątpliwość, że złożone organizmy przechodzą cykl rozwojowy, a nie (jak twierdził Arystoteles) wyradzają się z materii: myszy nie wychodzą same z brudnego siana, a muchy z gnijącego mięsa.
Kolejne pokolenia u większości zwierząt powstają z połączenia komórek rozrodczych samców i samic, tego jednak Harvey nie mógł jeszcze wiedzieć. Proces zapłodnienia na poziomie komórkowym zaobserwowano i opisano zaledwie niecałe 150 lat temu.
Do powstania kurzego jajka nie potrzeba jednak zapłodnienia. Jego żółtko to pojedyncza komórka jajowa, która wydostaje się z przypominających kiść winogron pęcherzyków jajowych. Kilka z nich dojrzewa, największy pęka i uwalnia żółtko.
Zamieni się w jajko na drodze procesu przypominającego zmechanizowaną pracę fabryczną.
Wpierw jajko zaczyna przesuwać się w jajowodzie jak po taśmie produkcyjnej, a wyspecjalizowane gruczoły dodają kolejne komponenty.
Żółtko zostaje otoczone białkiem, a następnie osłonięte powłoką z dwóch błonek – pergaminowej i podskorupkowej. Na końcu wytwarzana jest skorupka zbudowana z węglanu wapnia, o twardej, wytrzymałej, ale przepuszczalnej strukturze. Przez pory do środka przenika tlen, na zewnątrz przedostaje się dwutlenek węgla, wytwarzany przez rozwijający się zarodek. Na końcu jeszcze pigmentacja, czyli barwienie jaj.
Struktury różnią się gęstością, w dużym stopniu składają się z wody, która ma zostać później wykorzystana przez zarodek. Od żółtka odchodzą dwa pasma białka, chalazy, których rolą jest amortyzowanie wstrząsów kuli żółtkowej i utrzymywanie jej w centralnym położeniu niezależnie od tego, jak potoczy się jajko. Ruchy perystaltyczne przesuwają jajo w jajowodzie, obracając je wokół osi i wygładzając nierówności. Cały proces zamyka się w jednej dobie.
Co się dzieje wewnątrz skorupki
Na tępym biegunie jajka, tam, gdzie porów jest najwięcej, znajduje się komora powietrzna, która powiększa się wraz z wysychaniem i zużywaniem wody przez zarodek. Rośnie razem z nim. Z tego zbiornika skorzysta wykluwające się pisklę. Pierwszy wdech zaczerpnie właśnie powietrzem zmagazynowanym pod skorupką. Popiskiwanie piskląt w jajku sygnalizuje, że rozpoczyna się proces klucia, kiedy młody ptak stara się o własnych siłach wydobyć na zewnątrz.
To nie zawsze się udaje, zdarza się, że pisklę umiera w jajku. Znalazłem kiedyś resztki po takim dramacie w majestatycznej górskiej buczynie, która chroniła się przed drwalami i harwesterami na stromym zboczu. Wokół rosły potężne, wiekowe drzewa. To była podpowiedź, że całkowicie rozwinięte pisklę przyklejone do białej skorupki mogło być małym siniakiem, płochliwym gołębiem zakładającym gniazda w dziuplach.
Przypominało w każdym razie tak dobrze nam znane pisklęta gołębi. Była wczesna wiosna, moje znalezisko przeleżało tu wiele miesięcy. Na bukach pękały pączki, może zwłoki zostały wyrzucone z dziupli w ramach wiosennych porządków przez jej tegorocznego gospodarza?
Poza pisklęciem nic więcej się już w skorupce nie mieściło. Zarodek stopniowo zużywa wszelkie zgromadzone w środku zasoby, zdany jest wyłącznie na nie, rozwija się przecież poza organizmem matki. Jajka wymagają jednak opieki, stałego, równomiernego ogrzewania i regularnego obracania, tak by zarodek nie przykleił się do ściany skorupki. Kaczki wyrywają sobie z piersi pióra, by przykryć jaja i dodatkowo je dogrzać.
Choć składanie trwa przez szereg dni, pisklęta klują się zwykle równocześnie, dlatego mogą różnić się wielkością. Resztki skorupek dzikich ptaków są wynoszone z gniazda przez rodziców albo zjadane. Ze względów bezpieczeństwa – pozostałości mogłyby być sygnałem dla drapieżników, że gdzieś w pobliżu znajdują się pisklęta. W przyrodzie niewiele się marnuje, zjedzenie skorupki przywraca wapń do organizmu samicy.
Cztery kształty jajek, a każde można zniuansować
Jako forma jajko jest ideałem, który unika oczywistej symetrii kuli. Ucieleśnieniem eleganckiej prostoty.
Constantin Brâncuși przez kilkanaście lat tworzył rzeźby, które przypominały jajka – ludzkie, uśpione głowy jakby wsparte na poduszce. Miały subtelnie zaznaczone rysy, delikatne nosy, przymknięte oczy, włosy, powierzchnia była jednak przede wszystkim gładka, dokładnie wypolerowana, nawiązująca do biologicznego źródła inspiracji. W 1924 r. Brâncuși tworzy „Początek świata”, rzeźbę radykalną w swojej prostocie, przedstawia ona bowiem brązowe jajo.
Czy jest coś doskonalszego i zarazem bardziej pierwotnego? Nie wszystkie jajka wyglądają jak te najlepiej nam znane, kurze, choć i one, w zależności od rasy kur mogą się różnić znacząco. W książce „Jaja i gniazda ptaków” Jana Hanzáka znajdziemy prosty podział na cztery możliwe kształty: eliptyczne, owalne, spiczasto-owalne i stożkowate.

Można sprawę zniuansować albo skomplikować, w zależności od perspektywy, bo Jerzy Gotzman i Bolesław Jabłoński w klasycznych „Gniazdach naszych ptaków” wyróżniają aż 10 typów, wśród nich np. „gruszkowate silnie wydłużone o zaostrzonym biegunie” (z nielicznych pozycji jajkoznawczych warto wymienić jeszcze szacowną, wydaną w 1862 r. „Oologię ptaków polskich” z opisami Władysława Taczanowskiego i ilustracjami Konstantego Tyzenhauza).
Przyrodnicze pisanki, aż w ptaku zabraknie farby
A kolory? Odpowiadają za nie jedynie dwa barwniki: protoporfiryna daje odcienie brązu i czerwieni, biliwerdyna zaś barwy niebieskie i zielone. Niektóre jajka zawierają oba, i to proporcje decydują, że jak w przypadku kosa na jasnoniebieskiej skorupce widzimy gęste ciemnordzawe nakrapianie. Jaja wielu ptaków gniazdujących na gałęziach drzew i krzewów mogą mieć żywe barwy.
Nie ma to jednak większego znaczenia, ponieważ są ukryte w koszyku z gałązek albo pod wysiadującą samicą. Jaja gatunków gniazdujących w dziuplach są najczęściej białe.
Nieszczególnie wtapiają się w otoczenie jaja ptaków żyjących w koloniach – zabezpiecza je hałaśliwa i dobrze działająca sieć sąsiedzkiej samoobrony.
Problemem może być raczej pomylenie własnych jaj z sąsiedzkimi. Żyjące w skupiskach liczących tysiące osobników nurzyki gniazdują na urwistych morskich klifach. Ich jaja mają charakterystyczny, zaostrzony kształt i ozdabia je unikalny układ ciemnych esów floresów przypominających nieznaną kooperację Brâncușiego i Jacksona Pollocka. Wzór ten uważa się za podpis samicy.

Skorupki mogą zmieniać kolor nawet w obrębie jednego zniesienia. Jaja składane później mogą być bledsze, mniej wysycone, zupełnie jakby w ptaku zaczynało brakować farby.
Czasami na barwę wpływają czynniki zewnętrzne. Tak ma się sprawa w przypadku perkoza dwuczubego, który składa jasne, kremowe jaja. Kiedy troskliwy rodzic opuszcza gniazdo, w obawie przed drapieżnikami przykrywa swoje przyszłe dzieci roślinami wodnymi. Z czasem kolor skorupki staje się brązowo-zielonkawy.
Barwy maskujące mają jaja składane na ziemi. Kremowo-szare skowronka jest gęsto nakrapiane brązowymi plamkami. To wysiadywane przez czajkę jest oliwkowe, grubo nakrapiane i proporcjonalnie znacznie większe. Kamuflaż jednak często nie wystarczy, jajka są pożerane przez patrolujące pola lisy, których liczebność wzrosła nienaturalnie dzięki szczepionkom przeciwko wściekliźnie. Populacja czajki spadła o 80 proc. Skowronków też jest coraz mniej.
Od pół grama do półtora kilograma
Choć czajka i skowronek mogą gniazdować na tej samej łące czy polu, mają zupełnie różne strategie przetrwania. Jajko czajki jest większe, ponieważ musi dostarczyć pisklęciu więcej substancji odżywczych. Młode czajki to zagniazdowniki, wykluwają się pokryte puchem, z otwartymi oczami i mogą od razu opuścić gniazdo na piechotę. Skowronki przychodzą na świat nagie, ślepe i bezbronne.
Zagniazdowniki składają zwykle więcej jaj, ich młode, mimo że bardziej samodzielne, na początku zostają dłużej pod opieką rodziców. Zwykle też takie gatunki odbywają tylko jeden lęg w roku, należą do nich choćby ptaki z rzędu grzebiących (np. kuropatwy) i blaszkodziobych (do których należą łabędzie). Gniazdowniki z kolei, do których należą wróblowe (jak skowronek) czy gołębiowate, mogą mieć więcej niż jedno zniesienie w sezonie.
Wielkość jaja zależy oczywiście od wielkości ptaka – te składane przez strusie ważą przeszło półtora kilograma, podczas gdy jajeczka (nie sposób nazwać ich inaczej) najmniejszych kolibrów poniżej pół grama. Jeżeli jednak porównamy rozmiary samic obu gatunków, okaże się, że jajo kolibra jest proporcjonalnie większe.
Kolekcjonerzy jajek schodzą do podziemia
Piękne i fascynujące, były również przedmiotem pożądania. Eksplozja popularności zbiorów oologicznych przypadła na wiek XIX. Szczególną ekscytację budziły jaja ptaków najrzadszych.
W 1844 r. na zamówienie prywatnego kolekcjonera zabito ostatnie dwa osobniki alki olbrzymiej, ale jedyne jajko należące do pary zostało zbite przez jednego z islandzkich rybaków, którzy realizowali zamówienie. W kompulsywne zbieractwo zaangażowane były osoby prominentne i niesłychanie bogate, jak Lionel Walter Rothschild, którego kolekcja stanowi dużą część dzisiejszych zbiorów Muzeum Historii Naturalnej w Londynie, liczących ponad milion jaj.
Wydaje się, że najwięcej zbieraczy żyje w Wielkiej Brytanii, znanej również z największej rzeszy miłośników ptaków. Dzisiejsi kolekcjonerzy działają jednak w podziemiu, w 1954 i 1981 r. pojawiły się bowiem przepisy zabraniające wykradania lęgów dzikich ptaków. W 2024 r. w kraju przeprowadzono serię nalotów na prywatne mieszkania, podczas których przejęto 6 tysięcy jaj. Szacuje się, że nielegalny handel zbiorami przyrodniczymi jest warty 23 miliardy dolarów rocznie.
Grzywną lub krótkotrwałą odsiadką nie da się odstraszyć najbardziej zapamiętałych złodziei, więc wielu zbieraczy to recydywiści. W 2005 r. jeden z nich zabił się, spadając z czterdziestometrowego modrzewia, na którym wypatrzył gniazdo rzadkiego ptaka.
Stanisław Łubieński jest pisarzem, edukatorem przyrodniczym i ornitologiem amatorem. Opublikował m.in. „Dwanaście srok za ogon”, „Książkę o śmieciach” i „Drugie życie Czarnego Kota” (2025).
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















