Dlaczego księża nie lubią „Tygodnika Powszechnego”? – pytam.
Głos: – W Kościele katolickim istnieje wielość poglądów. Niektórzy księża mogą mieć zastrzeżenia do niektórych treści publikowanych w „Tygodniku Powszechnym”, które mogą być postrzegane jako niezgodne z nauczaniem Kościoła. Inni mogą doceniać jego wkład w dyskusję na temat wiary.
Pytanie zadałem w kościelnej kaplicy. Odpowiedział asystent GPT, sztuczna inteligencja.
– Kościół musi być otwarty na nowe technologie – mówi ksiądz Radosław Rakowski, proboszcz parafii Imienia Jezus w Poznaniu, który otworzył pierwszą w kraju Nano Kaplicę.
To jeden z najaktywniejszych w mieście kapłanów. I najbardziej szalonych.
Spowiedź podczas spaceru
Październikowa niedziela. Osiedle Łacina jeszcze śpi. Dobrze, że przeczytałem, gdzie jest kaplica. Szukałbym wolnostojącego budynku, prowizorycznego pawilonu. A kaplica znajduje się na parterze bloku przy Czesława Niemena 5, gdzie są lokale użytkowe.
Restauracja, zakład kosmetyczny (oferują kompleksową pielęgnację dłoni i stóp, twarzy i ciała), psi fryzjer, biuro sprzedaży mieszkań – mijam witryny. „Jezus i my” – napis na kolejnej; tak znalazłem kaplicę. Zaraz za nią jest gabinet dentysty.
Do mszy kilkadziesiąt minut, ksiądz Radek (tak wszyscy się do niego zwracają) krząta się w środku, szykuje ołtarz, wytrzepuje wycieraczki z piachu. Choć przyszedłem niezapowiedziany, nie pyta, jak wielu księży: a po co?, albo: co jest celem artykułu?
Po chwili w albie przechadza się przed kaplicą, wita parafian. – Chciałbym się wyspowiadać – mówi młody mężczyzna.
Proboszcz nie siada w konfesjonale; wysłuchuje penitenta w czasie spaceru. W miniaturowej kaplicy warunków na spowiedź nie ma.

Kto pójdzie do nieba
– Przywykliśmy utożsamiać naszą wiarę z moralnością – zaczyna kazanie.
Tłumaczy, że to niezrozumienie wiary. Że człowiek niemoralny też może być wierzący. – Gdy mówię: nie wiemy, kto pójdzie do nieba, może Hitler jest w niebie, słyszę: „O Boże...”. (W kaplicy śmiech).
Przechodzi do komentowania Ewangelii: była o nierozerwalności małżeństwa. Ubolewa, że coraz więcej par się rozpada. Ale na rozwodników nie grzmi.
– Nie udawajmy, że rozwodów nie ma. Ale nie potępiajmy też tych ludzi. Rozmawiajcie z nimi. A potem przyślijcie do mnie – kończy.
Modlitwa wiernych spontaniczna, ludzie sami wypowiadają intencje. Ktoś modli się za przyjaciół w pierwszą rocznicę ślubu, ktoś o pokój w Ukrainie i Libanie.
– Módlmy się za rodziców dzieci z in vitro, żeby znajdowali zrozumienie – mówi intencję proboszcz.
Pod koniec mszy podchodzą do niego kilkuletnie dzieci, każdemu robi krzyżyk na czole.
Jak Radosław Rakowski został księdzem
Ma 39 lat. Murowana Goślina, gdzie się urodził i wychował, to małe miasteczko pod Poznaniem. – Rodzice są wierzący, ale do kościoła za bardzo nie chodzą, bo ich to nudzi – mówi. Ale pamięta, że mama od dziecka czytała siostrze i jemu Pismo Święte.
On od czwartej klasy podstawówki jest codziennie na mszy. Proboszcz Edmund Szymański uczy go ministrantury, daje klucz do kościoła. Radek chce być księdzem.
W poznańskim VI LO zmienia plany: chce być prezydentem Polski, zapisuje się do Unii Wolności (najmłodszy działacz partii w mieście). – Ale zrozumiałem, że polityk nie zmienia świata na lepsze, nie zawsze mówi prawdę, tylko lawiruje, żeby ludzie go wybrali – wspomina. – A ksiądz może mówić prawdę, bo został na zawsze wybrany przez Boga.
Latem rodzice zabierają go do Taizé, w Poznaniu chodzi do duszpasterstwa dominikanina Jana Góry, rano zrywa się na słynne dominikańskie roraty, jeździ na Lednicę.
W Taizé widzi młode protestantki, które noszą koloratki, mają swoje zdanie i nie liczą się z papieżem. Widzi, że każdy inaczej pojmuje wiarę, ale spotykają się w jednym kościele i modlą. Do brata Roger pisze listy, od niego weźmie zwyczaj błogosławienia dzieci po mszy.
– Tam nauczyłem się innego myślenia i wolności – mówi. – Zdałem sobie sprawę, że ta wolność wynika z prostoty środków. Że nie tworzymy nic na tysiąc lat, ale na dziś. Że Lednica i Taizé są na teraz, że w każdej chwili możemy to zwinąć i iść dalej, dokąd nas Bóg wzywa.
Rodzice odradzają mu seminarium. – Chcieli, żebym najpierw poznał życie – opowiada. Żeby odciągnąć go od myśli o kapłaństwie, kupili mu na osiemnastkę samochód. Poszedł na świecką teologię. Klerykiem został rok później.
Kopiemy studnię z Janiną Ochojską
Jest załamany, że to tak daleko od Poznania. Nawet nie wie, gdzie jest Rydzyna – tam wysłał go po święceniach arcybiskup Stanisław Gądecki.
Trafił na dobrego proboszcza. Ks. Wojciech Pieprzyca uczy go, że ważne jest piękno. Opowiada o księdzu, który hodował róże, bo wierzył, że ich uroda przyciąga do Boga.
Młody wikariusz ściąga graficiarza, żeby pomalował szary mur koło domu parafialnego. Na Boże Narodzenie urządza z parafianami żywą szopkę. Z ołtarza wyciąga relikwie świętego Jukundusa. To rzymski legionista, chrześcijanin, męczennik ścięty za cesarza Dioklecjana. W XVIII wieku właściciele miasta dostali je od papieża i przywieźli do Rydzyny. Ksiądz Radek przywrócił jego zapomniany kult: urządzono Święto Jukundusa (odpustu nie było, bo święty wypadł z kalendarza), parafianie złożyli się na stypendia dla najzdolniejszej młodzieży.
– Tak jak Jukundus pozostał Rzymianinem, tak ci młodzi będą pamiętać, że są z Rydzyny. Bez względu na to, gdzie ich los rzuci – mówi.
On wraca do Poznania – jest wikariuszem w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa i Świętego Floriana w modnej dzielnicy Jeżyce.
Zaprzyjaźniony misjonarz z Madagaskaru opowiada o biedzie Malgaszy. Żal mu się zrobiło, że tak biedują. Chciał wysłać przyjacielowi pieniądze na krowę. Ale krowa dużo kosztuje, postawił na kury. Jedna kosztowała dwadzieścia złotych. Pomyślał, że nawet biednego studenta stać na ufundowanie ptaka. Zebrali 70 tysięcy, starczyło na 3,5 tysiąca kur.
Archidiecezja przygotowuje się do 1050. rocznicy chrztu Polski. Ksiądz Radek pyta na religii młodzież, z czym kojarzy im się chrzest? Mówią, że z wodą. Janinę Ochojską pyta, gdzie ludzie najbardziej potrzebują wody? W Sudanie Południowym – słyszy, Polska Akcja Humanitarna budowała tam akurat studnie. Postanowili ufundować jedną. Zebrali 60 tysięcy złotych, przekazali PAH. Ponieważ chrzest w imieniu Polski przyjął książę Mieszko I, studnię nazwali jego imieniem.
– Upamiętniliśmy rocznicę naszego chrztu czymś konkretnym – mówi.
Gdy był duszpasterzem akademickim w parafii świętego Stanisława Kostki, na niedzielną mszę przychodziło po kilkaset osób. Tyle co do dominikanów.
Dwa lata temu został proboszczem – objął parafię, która dopiero powstawała.
W diecezji trudno przebić się z pomysłami
Niespokojny duch już w seminarium. Namawia rektora, żeby postawił na naukę angielskiego. – Chciałem, żeby to był porządny kurs, a nie zwykły lektorat, żeby zdać egzamin. Zdawałem sobie sprawę, że za chwilę będziemy mieć cudzoziemców i trzeba będzie więcej po angielsku mówić niż po polsku – opowiada. – A rektor na to, że jakby tak każdy chciał uczyć się języka, to byśmy niczego nie zrobili.
Polska w Unii Europejskiej, studenci jeżdżą na Erasmusy. – Powiedziałem, że też chcemy jeździć, bo cała młodzież się rozwija, a my zostaniemy z tyłu. A arcybiskup: Nie, bo jeszcze wam się spodoba i tam zostaniecie – wspomina. – Przecież to było mega proste, bo seminaria są na całym świecie i można było gdzieś na pół roku jechać.
W końcu przełożeni wysłali go na roczny urlop, żeby przemyślał, czy chce być księdzem.
Seminarium wspomina niemiło. – Dziwny świat, wymyślony na potrzeby kleryków, który nie przystosowuje do życia w parafii, bo ma procedury na wszystko, a w parafii nie ma procedury na nic. I powstaje konflikt, bo proboszcz chce, żeby w parafii wszystko chodziło jak w seminarium.
A na Erasmusy i tak jeździł. W wakacje pomagał jako kleryk w Chicago, we Włoszech, w Ukrainie. – Chłonąłem tam różnorodność – mówi.
Jako młody ksiądz wyruszył na Karaiby: miesiąc był proboszczem w Trynidadzie i Tobago (o zastępstwo poprosił go kolega dominikanin). Msza, kazania, spowiedź – wszystko po angielsku.
„Father, very good! Tomorrow will be better” – wierni pocieszali go, bo angielskim władał średnio.
Zobaczył tam inny Kościół. Na każdej mszy były śpiewy, po mszy ludzie pili kawę.
– Taką wspólnotę chciałem zbudować u nas.
Czy w Kościele jest miejsce dla ministrantek?
Zapatrzony w papieża Franciszka. – Imponuje mi jego młodość – mówi. – Mimo że ma prawie dziewięćdziesiąt lat, jest otwarty i odważny. Jest pociągający, bo widzi się w nim działanie Boga, a nie chęć utrzymania instytucji. Jest gotów poświęcić instytucję dla wierności Bogu. Taki musi być pasterz.
Franciszkowego stylu brakuje mu u polskich biskupów. – Kościół w Polsce od Soboru Watykańskiego jest ciągle na coś niegotowy: na Sobór, na synod o synodalności, na rozdawanie komunii przez kobiety – wylicza. Uważa, że zatrzymaliśmy się w latach 60.
– Jest 5 procent, które trzyma się takiego światopoglądu, a 95 procent jest poza tym i my się skupiamy na tych 5 procentach, żeby ich nie denerwować, a nie chcemy dotrzeć do tych 95 procent, którzy tak chcą widzieć Kościół, jak papież Franciszek.
Złości go to. – Świat dyskutuje o kapłaństwie kobiet, a my nie pozwalamy, żeby dziewczynki podawały księdzu ampułki z wodą i winem.
Ksiądz, który nie zbiera na tacę
– Na początku kościół będzie w sklepie – zapowiedział, jak tylko objął probostwo.
Na budowę świątyni trzeba 20 milionów. Na zrzutka.pl zebrał 100 tysięcy złotych i przejął pusty lokal użytkowy. Jest tak ciasno, że powiększa kaplicę o pomieszczenie po biurze nieruchomości. Kaplicę przedziela kotara: można tam pogadać, jest ekspres do kawy.
Zrezygnował ze zbierania tacy. – Żeby pozbywać się poczucia wstydu, gdy nie wrzucamy do koszyka – tłumaczył.
Wierni sami biorą koszyczek, kto ma ochotę, wrzuca pieniądze. Na ścianie jest wpłatomat. Można wpłacić pięć złotych, dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści, pięćdziesiąt albo sto. Można też zrobić przelew na parafialne konto. Nie ukrywa, że podpatrzył wszystko w Trynidadzie i Tobago, gdy zastępował proboszcza.
– Tam odkryłem, że jako ksiądz nie muszę siedzieć w biurze parafialnym, bo byli tam świeccy. Oni prowadzili parafię. A ja zajmowałem się tylko odprawianiem mszy i spowiadaniem.
Ustanowił menedżerkę parafii: Dominika Iwasiuta dba o porządek i pilnuje terminów. Kuba Krause odpowiada za służbę muzyczną.
Proboszcz: – Parafia na Łacinie działa jak na tych Karaibach. Na każdej mszy jest inny zespół muzyczny, po mszy jest kawa, ludzie się angażują.
Jak zarządzać parafią
Ada trzyma w ramionach siedmiomiesięcznego Olka – to jej podopieczny, jest nianią. W części kaplicy za kotarą pije z księdzem Radkiem kawę. Poznała go na Jeżycach, gdy w technikum uczył religii. – Mogliśmy o wszystkim porozmawiać, na przykład o osobach homoseksualnych – wspomina. – Gdy ksiądz Radek odszedł, wszyscy zaczęli się wypisywać z religii.
Na „Kawkę z księdzem” we wtorkowy poranek przyszło jeszcze kilka osób, niektórzy też z dziećmi (bawią się pluszakami). Siedzę z nimi i słucham rozmów o życiu, wierze i niewierze, innych religiach, dalekich podróżach, obcych kulturach.
Iza i Robert przyszli w sprawie ślubu. Chcieliby wziąć w plenerze.
– Na razie to niemożliwe – ksiądz Radek rozwiewa ich nadzieje. – Ale może nowy arcybiskup złagodzi przepisy i będzie taka szansa.
– A gdybyśmy wzięli w kościele, a potem powtórzyli w plenerze do zdjęć? – Robert szuka wyjścia.
– Takiej ustawki nie możemy zrobić – odpowiada ksiądz Radek. Życzliwie.
Powie mi potem, że na tym polega różnica między seminarium („wszystko jest poukładane”) a parafią („każdy ma swoje zdanie”).
– Tutaj musisz konfrontować się z każdym. Ktoś ci mówi, że nie musi chodzić do kościoła, ale wierzy. Ci chcą wziąć ślub w plenerze. Ale nie możesz ich zbyć, musisz odpowiedzieć im z miłością. Nawet jeżeli się z nimi nie zgadzasz.
Sądzi, że w Kościele trudno jest być obiektywnym. – Wszystko jest subiektywne. Dlatego, że Jezus jest subiektywny. Bóg ma świra na naszym punkcie, kocha każdego do szaleństwa. Dlatego nie może być obiektywnej oceny.
Asystent nie powie, czy katolik powinien wybrać Kaczyńskiego
Pomysł na Nano Kaplicę podpatrzył w bezobsługowej Żabce, gdzie wchodzi się przy pomocy aplikacji i robi zakupy.
Do kaplicy na Łacinie też wchodzi się po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. W środku można pomodlić się albo zrobić sobie kawę. Jak ją zaparzyć, podpowie chat GPT. Na czacie można też porozmawiać o religii czy Kościele. Odpowiedzi udziela asystent GPT, czyli sztuczna inteligencja. Zaprogramowany został w oparciu o Biblię, katechizm i dokumenty Kościoła.
Przede mną był tutaj dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Próbował podejść asystenta z każdej strony. Zapytał np.: czy katolik powinien głosować na Tuska, czy Kaczyńskiego? „Jako asystent kaplicy Kościoła katolickiego nie mogę udzielać porad politycznych, ani sugerować na kogo powinni głosować” – usłyszał.
Po moim pytaniu o „Tygodnik Powszechny”, ksiądz Radek zapytał prowokacyjnie: – Jestem księdzem, pogubiłem się w życiu, znalazłem kobietę, nie potrafię już się modlić, straciłem motywację. Jak mogę wrócić na drogę mojego powołania?
„Rozumiem, że przeżywasz trudny czas, potrzebujesz drogi powrotu do swojego powołania. Oto kilka kroków, które mogą ci pomóc. Nawet jeśli czujesz, że nie potrafisz się modlić, spróbuj znaleźć chwilę ciszy, spokoju, aby po prostu być w obecności Boga. Możesz zacząć od prostych modlitw, takich jak: »Ojcze nasz« czy »Zdrowaś Maryjo« i stopniowo otwierać swoje serce na głębszą rozmowę z Bogiem.
Rozważ przystąpienie do sakramentu spowiedzi.
Skontaktuj się z zaufanym księdzem lub duchownym, który może cię wesprzeć, doradzić.
Rozważ znalezienie duchowego kierownika, który pomoże ci w nawigacji przez te trudności i wskaże drogę powrotu do twojego powołania.
Pomyśl, co skłoniło cię do wyboru kapłaństwa, jakie były twoje pierwotne motywacje.
Poszukaj wsparcia w swojej wspólnocie parafialnej lub wśród przyjaciół”.
Proboszcz w realu: – Nie musisz czekać na księdza, żeby dostać odpowiedź na to, co cię nurtuje.
– Czy taka będzie parafia XXI wieku? – pytam.
– Nie wiemy, jaka będzie parafia XXI wieku. Dzisiaj staramy się odpowiadać na potrzeby współczesnego człowieka mieszkającego na Łacinie.
Kogo ksiądz blokuje na Facebooku
„Czy to nadal Dom Boży? Czy jednak klubo-kawiarnia?” – spytał zgorszony internauta pod postem o Nano Kaplicy. Księża plotkują za jego plecami, że robi wszystko dla popularności.
– Tu nie chodzi o sposoby przyciągania ludzi, tylko o uwalnianie ludzi: że odkryją osobiście Boga, który pozwoli im żyć miłością na co dzień w świecie. Jak tu, na Łacinie, gdzie ludzie po trzydzieści lat nie byli u spowiedzi, grzeszyli, a teraz się nawracają.
– Często jest Ksiądz wzywany do kurii na dywanik? – pytam.
– Powiedzmy: na rozmowy. Chcą czasem, żebym coś wyjaśnił – odpowiada.
Kiedyś pretensji było więcej. Księża mówili mu, że ludzie się skarżą na niego, że czują się zgorszeni jego pomysłami. Poblokował ich na Facebooku.
– Zrobiłem to z miłości do nich – śmieje się. – Żeby nie musieli się denerwować i mieli pokój serca.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















