List od księdza: Miałem sen. O dobrym, mądrym biskupie. Wszyscy uczestniczyliśmy w jego wyborze

Biskup z mojego snu nie utrzymuje feudalnego, wielkopańskiego prestiżu: przez szaty, insygnia, świtę i oznaki czci, jak pocałunek w rękę. Nie pozwala zwracać się do siebie tytułem „ekscelencja”.
Czyta się kilka minut
Procesja św. Stanisława z Wawelu na Skałkę. Kraków, 12 maja 2019 r. // Fot. Damian Klamka / East News
Procesja św. Stanisława z Wawelu na Skałkę. Kraków, 12 maja 2019 r. // Fot. Damian Klamka / East News

Miałem ostatnio taki sen. Wybieraliśmy biskupa, a właściwie to uczestniczyliśmy w jego wyborze – na ile jest to obecnie możliwe w Kościele katolickim (mój sen nie był aż tak rewolucyjny, ale po przebudzeniu zdałem sobie sprawę, jak rzeczywistość jest odległa od tego, co możliwe). Ponieważ źródłem kryzysu Kościoła w Polsce są przede wszystkim biskupi, nie jest obojętne, kto zostanie mianowany i jak się go wybiera. 

Zaangażowanie świeckich

W moim śnie papieska nominacja nowego biskupa warszawskiego była wypadkową zdania wyrażonego przez wspólnotę wierzących (księży i świeckich) oraz była wyrazem synodalności i demokracji wspólnotowej, różnej od systemów demokratycznych znanych z instytucji obywatelskich. Świeccy, nazywani w kościelnych dokumentach ludem Bożym, odpowiedzialnie uczestniczyli w wydarzeniu przejściowego momentu, w jakim znalazła się diecezja w chwili odejścia poprzedniego biskupa.

Przed nominacją odbyła się publiczna dyskusja w swobodnej atmosferze na temat problemów i wyzwań diecezji oraz kryteriów, które powinien spełniać nowy hierarcha. Zorganizowane zostało ogólnodiecezjalne sympozjum, poświęcone ustaleniu kryteriów dla kandydata na biskupa. Odbyły się także posiedzenia rady kapłańskiej oraz rady duszpasterskiej. Celem tych narad nie było wskazanie konkretnego nazwiska, bo to wciąż należy do papieża, ale wskazanie kierunków, potrzeb, oczekiwań, które są na tyle istotne, że warto je wziąć pod uwagę.

Osobowość biskupa

Wybrany biskup powiedział, że chce być ojcem i bratem dla księży i świeckich w swojej diecezji i że jest gotowy, gdy zajdzie trudna sytuacja, płacić wysoką cenę: poświęcić swoją karierę, pozycję społeczną, dobra materialne.

Od samej konsekracji biskupiej pokazał, że nie jest biurokratą z mitrą na głowie. Że nie należy do kasty klerykalnej, która upodobniła się do lewitów – namaszczonych, ubranych w tuniki, wyniesionych ponad lud – ale chce być aniołem stróżem Kościoła warszawskiego i jest w stanie pomóc ludziom odkryć radość wiary, przyjąć dobro i odrzucić zło.

Poligonem doświadczalnym stał się dla niego czas obecnego kryzysu Kościoła. Kryzysy mają pozytywną cechę: są doskonałym motywatorem, bodźcem, który inspiruje do zmian. Gdyby nie było kryzysów, zarządcy wszelkiego rodzaju pogrążaliby się w słodkiej bezczynności. Kryzysy służą odnowie. Z Kościołem w kryzysie jest jak z sekwojami w pożarze: ogień, który zabija las, jest warunkiem ich naturalnego rozwoju, gdyż otwiera ich szyszki i uwalnia tysiące nasion.

Krytyka czy oskarżenia wobec Kościoła nie są bezpodstawne i nie wynikają z niegodziwości i złych intencji, jak my, księża, skłonni jesteśmy niekiedy myśleć. Mojemu biskupowi ze snu nie zabrakło wglądu w nowe szanse i możliwości oraz nowe zagrożenia ujawnione przez kryzys.

Kreowanie wizji i celów

Istnieją dwa skrajne niebezpieczeństwa: bezkrytyczna akceptacja nowego i bezkrytyczne trzymanie się skostniałej przeszłości. W obu przypadkach pozornie wszystko przebiega normalnie, podczas gdy w rzeczywistości wiara marnieje i się wyczerpuje.

Biskup z mojego snu nie zamknął się w nostalgii za strukturami i obyczajami, które w dzisiejszym świecie już nie funkcjonują. Nie żyje według starego stylu, a więc praktyk podyktowanych przyzwyczajeniem, przestarzałym językiem, myślą pozbawioną energii życiowej. Kiedy pojawiły się nowe perspektywy, udało mu się odważnie stawić im czoło.

Posiada rzadką umiejętność przyjmowania rad, a z drugiej strony – niezależność własnego osądu. Połączył te dwie postawy. Zdaje sobie sprawę, że bez umiejętności lub chęci słuchania prawdopodobieństwo popełnienia fundamentalnego błędu niebezpiecznie wzrasta. Natomiast otwartość na innych jest często blokowana przez emocje i kompleksy, takie jak nadmierna pewność siebie i narcyzm.

Nowy pasterz Warszawy jednakowo sprawnie posługuje się analizą, która jest domeną rzemieślników, i intuicją, która jest atrybutem mistrzów. Oprócz chłodnej analizy posiada „szczyptę szaleństwa”. Psychologowie powiedzieliby, że ma równie wysoko rozwinięte obie półkule mózgu: lewą, która odpowiada za racjonalne rozumowanie, i prawą, odpowiedzialną za emocje i intuicję.

Bywa zarówno pryncypialny, jak i elastyczny, co w niemałej mierze zależy od sytuacji. Zauważa to, co jest faktycznie najważniejsze, posiada zdolność czytania rzeczywistości i jej kreowania. Tak rozumiana kreacja przybiera postać dalekosiężnych wizji i strategii, które są zarazem oryginalne i atrakcyjne.

Ale też wprowadza proste rozwiązania, np. polecił swoim biskupom pomocniczym zamieszkanie na terenie konkretnych parafii i uczestniczenie na co dzień w ich życiu. Będą te parafie zmieniać co trzy lata.

Księża gromadzą się wokół niego, gdyż ma zdolność określania celów, zadań. Lubimy pracować czy działać wokół kogoś, kto ma przejrzystą, jasną wizję. Kto ceni sobie głos innych, potrafi słuchać, szanuje cudze myśli i propozycje, ale jednocześnie ma własne pomysły i jest do nich przekonany. Generuje wizję, misję, strategię, a następnie powoduje, że jego współpracownicy chcą je realizować. Jest mistrzem i „artystą” pastoralnym, a nie miernym aktorem.

Umiejętność słuchania

Nie działa sam. Ma grupę najbliższych współpracowników, którzy są w stanie skutecznie przewodzić innym, realizując przy tym wskazaną przez niego linię działania. Pasterzowanie pozbawione zarządzania jest bezskuteczne i pięknoduchowskie, a zarządzanie pozbawione wizji przywództwa karleje.

Cechuje go mądrość, to znaczy realizm i rzeczowość. Nie jest specjalistą w każdej dziedzinie i nie ma w ręku klucza do wszystkiego. Nie rości sobie prawa do bycia kimś takim. Ma jednak wyczucie całości. Jest przywódcą, to znaczy uwalnia i rozwija ukryte talenty oraz kreatywność księży. 

Zrodziło się we mnie pytanie: ile jest w tym systemie podporządkowania, a ile – swobody i samodzielności? Ale zauważyłem, że jego mistrzostwo polega na umiejętności utrzymania tej delikatnej, dynamicznej równowagi.

Wokół siebie nie utrzymuje feudalnego, wielkopańskiego prestiżu: przez szaty, insygnia, świtę, oznaki czci (pocałunek w rękę, okadzanie), heraldykę. Jego autorytet wynika z tego, że jest on przywódcą duchowym znajdującym się w sytuacji władzy, ale również w braterskiej wspólnocie służby.

Zachował tylko dla historii tytuł „ekscelencji”, który Kościół przyjął, aby w codzienności biskupi doświadczali większej czci. Nie pozwala zwracać się do siebie słownie i na piśmie tytułem „ekscelencja”, który podkreśla wielkość i poczucie władzy. Woli być nazywany ewangelicznym tytułem „ojciec”.

Wyrzekł się bogactwa w rzeczywistości (nie chce zdobywać złota ani srebra, ani miedzi do swego trzosu) i w zewnętrznym wyglądzie, zwłaszcza w sposobie ubierania się. Znaki zewnętrzne powinny być rzeczywiście ewangeliczne. („Idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien!”). Przepych stwarza dystans wobec ludzi.

Człowiek modlitwy

Kiedy myślę o moim biskupie, to mam przed oczyma przede wszystkim człowieka modlącego się. Nie widzę ekscelencji, dobrego lub złego administratora czy dobrego rzecznika szanowanego przez środki masowego przekazu, ale człowieka modlitwy, w której jest zatopiony z przekonaniem, że nie tylko mówi on ludziom o Bogu, ale także Bogu o ludziach, wstawia się u Boga za ludźmi. Są tacy, którzy chcieliby go poprosić: naucz nas się modlić. 

Biskup z mojego snu to człowiek ubogi w duchu. Stara się naprzód o Królestwo i o Jego sprawiedliwość i jest przekonany, że wszystko, co konieczne do życia i ewangelizowania, będzie mu dodane. Jest mu bliski Jezus, który powiedział: „Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzieby głowę mógł oprzeć”.

Stara się żyć zgodnie ze zwyczajnymi standardami wiernych swojej diecezji (na poziomie średnim swoich diecezjan): w odniesieniu do mieszkania, jedzenia i środków komunikacji.

Nie ma osobistych nieruchomości. Daje jałmużnę! Powierzył zarządzanie finansami i sprawami materialnymi diecezji kompetentnym osobom świeckim, by móc poświęcić się wypełnianiu roli apostolskiej i pasterskiej, aby nie zaniedbać misji ewangelizacyjnej, modlitwy i głoszenia słowa Bożego.

Zaiste jest specjalistą od spotkania człowieka z Bogiem. Stał się autorytetem dla mieszkańców Warszawy i całej archidiecezji, pociągającym ich żarliwością wiary i niezłomnością woli ku temu, co naprawdę ważne, prawe i szlachetne.

Mój piękny sen przerwał dźwięk budzika. Rozpoczął się nowy dzień i powiedziałem: „Panie, otwórz wargi moje. A usta moje będą głosić Twoją chwałę”. 

KS. LESZEK SLIPEK (ur. 1953) pochodzi z Legnicy. Na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie uzyskał doktorat z teologii duchowości. Funkcję proboszcza pełni od 1987 r., a od 2001 r. jest proboszczem parafii św. Andrzeja Apostoła na Chłodnej w Warszawie. W „TP” nr 6/2023 opowiadał o zarobkach księży.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”