W drugiej połowie sierpnia spora grupa turystów zgromadziła się przed bramą szkockiego zamku Balmoral, by zobaczyć uroczyste powitanie króla Karola III. Maszerowali żołnierze w kiltach, dudziarze grali, był nawet niewielki kuc szetlandzki należący do Królewskiego Pułku Szkocji. Król pogłaskał konika o wdzięcznym imieniu Kapral Cruachan IV, pogawędził chwilę z zebranymi i udał się do swojej rezydencji, gdzie podobnie jak kiedyś jego matka królowa Elżbieta II, co roku spędza koniec lata.
Niemal co roku król Karol przyjeżdża też do Rumunii, gdzie choć na kilka dni zatrzymuje się w jednej ze swoich rumuńskich posiadłości. Są one jednak tak różne od szkockiego zamku w stylu baronialnym, jak tylko można sobie wyobrazić. Otoczenie też jest inne, a i pobyt króla zwykle bardziej dyskretny.
Drogowskaz na kraju wsi wskazuje „Dom Króla”
Viscri w Transylwanii uważana jest za jedną z najlepiej zachowanych wsi saskich w tym regionie. Sasi, osadnicy głównie z terenów obecnych Niemiec, przybyli tu w XII i XIII wieku. Po niemiecku wieś nazywa się więc Deutsch-Weißkirch, czyli Biały Kościół. Viscri to jej skrócona, rumuńska nazwa.
Kościół rzeczywiście jest biały, podobnie jak otaczające go warowne mury, za którymi chronili się kiedyś mieszkańcy w czasie zagrożenia najazdami. Nie tylko kościół, ale i cała Viscri jest wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. To właśnie tam król Karol III kupił w 2006 r. – wtedy jeszcze jako książę Walii – swój pierwszy rumuński dom.
Ze względu na kolor nazywany jest Domem Niebieskim, ale kiedy wjeżdżamy do wsi okazuje się, że budynków w charakterystycznym kolorze ultramaryny lub jasno błękitnym nie brakuje – tak tradycyjnie malowane są budynki nie tylko w Viscri, ale i w całym regionie. Który należy do króla? Wszystkie wyglądają dość niepozornie. Wątpliwości rozwiewa drewniany drogowskaz ustawiony przy parkingu na obrzeżach wsi i kierujący do głównych atrakcji: „Warowny kościół”, „Dom Króla”, „Centrum wsi”.
Główna ulica przecinająca wieś to właściwie szeroka, gruntowa droga. Wzdłuż niej ciągną się charakterystyczne dla tutejszych saskich wsi domy z szeroką, przysadzistą ścianą szczytową, wysokim poddaszem, dachem pokrytym dachówką i zamykaną bramą prowadzącą na podwórze.
Drewniane okiennice chronią wnętrze przed upałem. Na trawnikach wzdłuż drogi panoszą się kury i gęsi, przed domami przysiedli mieszkańcy. Do jednego z budynków – niebieskiego z zielonym okiennicami, numer 163 – co chwila ktoś wchodzi i wychodzi. To właśnie Dom Króla.
W królewskim ogrodzie dzieci uczą się uprawiać warzywa
Podwórze za bramą przynosi chwilę wytchnienia w letnie, gorące popołudnie. Ściany domu porasta winorośl, w drewnianych donicach czerwienią się pelargonie. Jest sielsko, anielsko, spokojnie. Jedynie kilka tablic informacyjnych opisujących historię właściciela przypomina, że nie jest on zwykłym domownikiem.

Na samym początku rumuńskiej przygody książę Karol zatrzymywał się w tym domu. Z czasem kupił większy w wiosce Valea Zălanului – w tamtym można teraz nawet przenocować w okresie, gdy stoi pusty. Zaś pierwszy dom, ten w Viscri, został kilka lat temu zamieniony w dom otwarty – dzięki temu można zajrzeć do środka i zobaczyć, jak wyglądało dawne saskie gospodarstwo domowe. Są tam też organizowane warsztaty artystyczne i rzemieślnicze oraz wystawy.
W odnowionym budynku dawnej stodoły pokazywane są botaniczne ilustracje z „The Transylvania Florilegium”, które król Karol zamówił u ponad 30 artystów z całego świata.
W zbiorze znalazło się ponad 100 roślin z rumuńskich łąk – to i tak drobna ich cząstka, bo kwitnących polnych kwiatów jest tam aż 1200. Zdaniem botanika dr. Johna Akeroyda, który nadzorował kilkuletni projekt, są to już ostatnie nizinne łąki kwietne w Europie.
„To otwiera nam drogę do ochrony bioróżnorodności, a książę jest jedną z niewielu osób, które dostrzegły, jak ważny jest ten obszar” – tłumaczył w mediach.
Karol III od dawna znany jest z głębokiego zainteresowania ogrodnictwem, ekologią i środowiskiem.
Za stodołą urządzono niewielki ogród warzywny – zajmują się nim dzieci z wioski. To kolejny z projektów prowadzonych w Domu Króla – dzieci uczą się, jak uprawiać rośliny, a przy okazji też punktualności, konsekwentnej pracy i cierpliwości. W ubiegłym roku mali ogrodnicy pojechali w nagrodę na wycieczkę do jednego ze szkockich „domów” króla – posiadłości Dumfries House.
Rumuński dom brytyjskiego króla odwiedziło w tym roku 75 tys. osób
– To tylko jeden z przykładów projektu społecznego, który był możliwy dzięki dochodom generowanym przez Dom – podkreśla Raluca Grigore, zarządzająca Domem Króla, z którą jakiś czas później kontaktuję się i pytam o relacje Dom–wieś. – Fundusze przeznaczane są również na utrzymanie czystości na ulicach wioski oraz na zakup i konserwację wiklinowych koszy rozstawionych po wiosce – to alternatywa dla koszy na śmieci – które pomagają zachować urok Viscri.
Wiosną wzdłuż ulic posadzono ponad 100 sadzonek gruszy tradycyjnych odmian, by wioska wyglądała jak kiedyś. Są i inne plany, jak nowe ławki dla mieszkańców i turystów. – Członkowie naszego zespołu pochodzą częściowo z Viscri i okolicznych wiosek. Wszyscy są głęboko zaangażowani w życie lokalnej społeczności – podkreśla Grigore.
Od chwili jego otwarcia dla odwiedzających w 2022 r., do Domu Króla przyjechało z Rumunii i z innych krajów już ponad 75 tysięcy osób. Zwiedzają, a przy okazji zostawiają pieniądze w sklepiku w Domu Króla – można tam kupić piękną miejscową ceramikę, książki, ale też dżemy czy słoiczek miodu, który choć nazwano Highgrove, tak jak nazywa się ulubiona rezydencja króla w Anglii, to pochodzi od pszczół jak najbardziej transylwańskich, zbierających nektar z głogu. Większość zysków jest inwestowana w lokalne projekty.
Na popularności wioski korzysta część mieszkańców, którzy wynajmują kwatery i prowadzą restauracje. Sprzedają wełniane skarpety, ceramikę i sery. Wszystko prowadzone dyskretnie, jak na wioskę UNESCO przystało. Nie ma krzykliwych reklam i szyldów.
Związki Karola III z Rumunią
Książę Walii po raz pierwszy przyjechał do Rumunii w 1998 r. Po wizycie w Sybin poprosił, by pokazać mu jedną z saskich wiosek ze słynnymi warownymi kościołami.
Ufortyfikowane kościoły i przycupnięte przy nich wioski w Transylwanii przetrwały czas średniowiecznych wojen i najazdów, ale w latach 80. XX w. pojawiło się dla nich śmiertelne zagrożenie – rumuński dyktator Nicolae Ceaușescu w ramach akcji „systematyzacji miast i wsi” postanowił je wyburzyć.
Gdy wieści o tym dotarły do księcia Karola, nie potrafił przejść nad tym do porządku dziennego i wyraził swe oburzenie publicznie. „Trudno milczeć, gdy tradycje chłopskie i historyczne budynki innego europejskiego społeczeństwa są burzone, by zrobić miejsce dla (…) pseudonowoczesności” – stwierdził. Był kwiecień 1989 r. Za parę miesięcy rządy Ceaușescu upadły. Wsiom znów udało się przetrwać.
Przemiany ustrojowe przyniosły jednak nowe niebezpieczeństwo – potomkowie dawnych Sasów masowo wyjeżdżali do Niemiec. Saskie wioski opustoszały, warowne kościoły i tradycyjna zabudowa niszczały. Książę jednak o nich nie zapomniał i zapewne dlatego, gdy przyjechał do Sybin, pojechał też do pobliskiej wsi Moșna.
To, co książę Karol zobaczył podczas tamtej pierwszej wizyty – unikalną architekturę, ale też nienaruszony naturalny krajobraz – musiało zrobić na nim olbrzymie wrażenie, bo od tamtej pory wraca do Rumunii niemal co roku. Żeby pokazać, że dawne wioski są cenne i warte zachowania, postanowił kupić w jednej z nich swój dom.
Wspiera też i współpracuje z rumuńskimi organizacjami i fundacjami, starającymi się zachować tradycyjne rzemiosło, zrównoważone rolnictwo i sposób życia, który jak często się podkreśla, miał się nie zmienić od stuleci. W pewien sposób król odnalazł w Rumunii coś, co jego rodzinna Anglia już utraciła – naturalny krajobraz z całym bogactwem flory, fauny i tradycji.
Jak ujął to John Akeroyd w swojej książce „The Historic Countryside of the Saxon Villages of Southern Transylvania”: „Tak wyglądała wieś za życia (…) Szekspira i Chaucera setki lat wcześniej”.

Na marginesie – Karol III ma też i rodzinne związki z Rumunią. Spokrewniony jest nawet z niesławnym Władem III Palownikiem, będącym inspiracją dla postaci Draculi. Praprababką cioteczną Karola była rumuńska królowa Maria – urodzona w 1875 r. w Kent, brytyjska arystokratka, która poślubiła króla Rumunii Ferdynanda I i zakochała się w tym kraju, jego tradycjach i kulturze.
Zrównoważona turystyka w Transylwanii
Jedną z fundacji, której książę Karol udzielał swego wsparcia, jest MET Mihai Eminescu Trust. Stara się ona od ponad dwudziestu lat łączyć ochronę lokalnego dziedzictwa z ożywieniem transylwańskich wiosek, w tym właśnie Viscri.
Jednym z jej głównych projektów jest koncept „Cała Wioska” – chodzi w nim o dostosowanie projektów do potrzeb lokalnych społeczności i o zachęcenie ich do działania. Ostatecznie to przecież ludzie decydują o tym, że wioska pozostaje miejscem żywym i autentycznym, a nie staje się skansenem.
„Pusty dom, nawet najpiękniej odnowiony, będzie martwy” – uważa szefowa fundacji, pochodząca z Viscri Caroline Fernolend.
MET podkreśla znaczenie zrównoważonej turystyki, w tym odpowiedzialnej turystyki kulturowej, która opiera się na wykorzystaniu lokalnych produktów i gastronomii.
Nadmierna turystyka nie jest jeszcze problemem Viscri, ale biorąc pod uwagę, że w dwustu domach mieszka tam jedynie kilkaset osób, a już przyjeżdża kilkadziesiąt tysięcy zwiedzających rocznie, może się to łatwo zmienić.
– Pomimo rosnącego zainteresowania, Viscri pozostaje małą, tętniącą życiem wioską, w której wciąż pielęgnowany jest tradycyjny sposób życia. Turystyka przyniosła nowe możliwości dla lokalnej społeczności i przyciągnęła młodych ludzi z miast, jednak należy ją starannie równoważyć z zachowaniem autentyczności wioski – uważa Raluca Grigore i podaje przykłady: zbudowano duży parking dla turystów na obrzeżach wioski i jednocześnie ograniczono dostęp dla samochodów i autobusów turystycznych do centrum wsi (ruch samochodowy na progu ich domów był dużym problemem dla mieszkańców).
Podkreśla: – Myślę, że to właśnie ta równowaga między ochroną dziedzictwa, życiem społecznym i odpowiedzialną turystyką nadaje Viscri jej nieprzemijający urok i może służyć jako przykład dobrych praktyk dla innych wiosek.
Król w cieniu Sasów
Jest już późne popołudnie, gdy docieram do warownego kościoła w Viscri. Nadal jest bardzo gorąco, ale otaczające wejście do niego kolorowe rabaty pełne kwiatów wydają się odporne na upał. Wewnątrz murów dawni mieszkańcy zbudowali pomieszczenia mieszkalne i gospodarcze. To tam mogli przeczekać kolejny najazd wrogów.
Pachnie drewnem, drobinki pyłu unoszą się w prześwietlonym słońcem powietrzu, czas wydaje się płynąć wolniej. Wnętrze kościoła jest proste i jasne, i niewiele się zapewne zmieniło. Razem z otaczającymi ją murami świątynia jest przykładem nie tylko znakomitych umiejętności dawnych saskich budowniczych, ale też ich odwagi i woli przetrwania.
Bo osiedli na niespokojnej, mało zaludnionej ziemi, zbudowali na niej swe domy, stworzyli własny samowystarczalny świat. I mieli swój kościół, który dawał im poczucie bezpieczeństwa i który chyba nigdy nie został zdobyty.
– Urok Viscri bierze się od Sasów, którzy ponad siedem wieków temu wybrali to niezwykłe miejsce, kładąc podwaliny pod dzisiejszą wioskę. Dobrze zachowane zabytkowe domy zawdzięczają wiele poświęceniu tych, którzy ich strzegli, w tym królowi Karolowi III – podkreśla Raluca Grigore.
Król był wielokrotnie pytany, co przyciąga go do Rumunii. Mówił o rozległych krajobrazach, bezcennej bioróżnorodność i pradawnych lasach. O kulturze, sztuce, zrównoważonym rolnictwie, bogactwie natury. Kiedyś powiedział też jednak o czymś jeszcze – o ponadczasowości.
„Ten krajobraz jest niemal jak z bajek, które czytało się w dzieciństwie” – mówił.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















