W słoneczny dzień z jej brzegu widać wyraźnie kontury wieżowców w Xiamen, chińskim mieście portowym. Przez lornetkę można dostrzec nawet plażowych sportowców, a w czasie odpływu – zbieraczy owoców morza.
Turyści lubią pozować do zdjęć na tutejszej plaży, wśród resztek umocnień polowych sprzed ponad dwóch pokoleń. Jednak stare opuszczone bunkry i wystające z piasku stalowe pręty, które miały zatrzymać chiński desant, są nie tylko świadectwem burzliwej historii Kinmen – wysepki w archipelagu należącym do Tajwanu, a położonej przy brzegu ChRL.
Dziś znów kojarzą się z zagrożeniem, które czyha po drugiej stronie Cieśniny Tajwańskiej.
METODA PEKINU | W oddali, na wybrzeżu po chińskiej stronie cieśniny, wznosi się potężny czerwony napis: „Jeden kraj, dwa systemy”. Przypomina o planach, jakie Pekin ma wobec Tajwanu i należących do niego wysp.
Prezydent Xi Jinping regularnie deklaruje nieuchronność „zjednoczenia Chin”. To nic nowego: Pekin dąży do zajęcia Tajwanu od 1949 r., kiedy to po przegranej z komunistami wojnie domowej politycy i wojskowi Kuomintangu (KMT) ewakuowali się na Tajwan i tam ufortyfikowali. Najchętniej Xi dokonałby tego, jak mówi, pokojowo, ale nigdy nie wykluczył użycia siły. Położenie Kinmen – pięć kilometrów od Chin i prawie dwieście od głównej wyspy Tajwanu – sprawia zaś, że wysepka odgrywa kluczową rolę w chińskiej misji „przyłączenia Tajwanu do macierzy”.
Władze Chin wykorzystują Kinmen i resztę peryferyjnych wysepek, aby testować strategię „zjednoczenia Chin”. Stosują starą metodę „kija” i „marchewki”. „Marchewka” ma przekonać o korzyściach płynących ze współpracy z Pekinem, „kij” zaś – pokazać konsekwencje oporu.
– W przypadku Kinmen metoda ta działa całkiem skutecznie – mówi mi prof. Jinho Kim, politolog z Academia Sinica, głównej instytucji badawczej Tajwanu.

POCISKI I POP | Uderzenia „kija” Kinmen odczuwał już wiele razy. Od 1949 r. do późnych lat 70. XX w. wyspa była regularnie ostrzeliwana przez komunistów. Część pocisków miała niszczyć strategiczne obiekty, a część zawierała ulotki propagandowe. Obiecywały lepsze życie pod rządami Pekinu i nawoływały tajwańskich żołnierzy do dezercji.
– Byłam wtedy nastolatką i w szkole kazano nam oddawać zebrane pociski z ulotkami. Kiedyś po kryjomu przeczytałam taką ulotkę, bo bardzo mnie zaciekawiło, jak wygląda życie na kontynencie – wspomina 80-letnia Chien-Ting. Od tamtego czasu w kontynentalnych Chinach Chien-Ting była ponad 20 razy – podróże, w obie strony, są dziś możliwe.
Wtedy pociski leciały także w drugą stronę. I artyleryjskie, i propagandowe. W wojnie psychologicznej Tajwan wykorzystywał nietypową broń: Teresę Teng, ikonę tajwańskiego popu lat 70., niezwykle popularną także na kontynencie.
Z wysokiego na 10 metrów głośnika, ustawionego na brzegu Kinmen, regularnie puszczano jej przeboje. Z nadzieją, że ciepły głos piosenkarki dotrze do mieszkańców komunistycznych Chin i odmieni ich sympatie.
Jej piosenka „Słodki jak miód” nadawana jest zresztą w radiu po dziś dzień:
Słodki uśmiech, jakże słodki
Gdzie to było?
Gdzie spotkałam cię?
Ach, we śnie
To ciebie spotkałam we śnie
PRZY ŚWIECZCE | Najtrudniejszym momentem w XX-wiecznej historii Kinmen był rok 1958, gdy w ciągu 44 dni Armia Ludowo-Wyzwoleńcza wystrzeliła na wyspę blisko pół miliona pocisków, wywołując tzw. drugi kryzys w Cieśninie Tajwańskiej. USA, które w odpowiedzi skierowały tam swoją flotę, znalazły się o krok od konfliktu z Pekinem.
W związku z zagrożeniem na Kinmen ogłoszono wtedy stan wojenny, który zniesiono dopiero w 1992 r. – pięć lat później niż na głównej wyspie Tajwanu, gdzie Kuomintang przez blisko 40 lat rządził twardą ręką.
Do 1992 r. Kinmen żył więc pod bezpośrednią administracją wojska, co wiązało się z uciążliwymi restrykcjami. Egzekwowali je rygorystycznie żołnierze, których było wtedy na wyspie więcej niż cywili. Ten czas nadal jest żywy w pamięci starszych mieszkańców.
– Oficerowie, którzy stacjonowali u nas w domu, nie pozwalali nam wieczorami zapalać światła, żeby wróg nas nie dostrzegł. Z bratem musieliśmy grać w madżonga [popularna gra – red.] przy jednej świeczce. Gdy pod koniec lat 90. pojechałem pierwszy raz do Tajpej, nie mogłem się nadziwić, jak rozświetlone nocą jest to miasto! – opowiada mi 75-letni Chin-lung, siedząc w bujanym fotelu na dziedzińcu urokliwego domu, typowego dla kinmeńskiej architektury końca XIX w.
Dziś pozostałości tamtych czasów – bunkry, schrony, tunele – są głównie atrakcją turystyczną. W sklepach z pamiątkami można kupić noże i tasaki wykonane z chińskich pocisków. To specjalność Kinmen. Dobrze ilustruje pragmatyzm i umiejętność adaptacji jej mieszkańców.
PROM NA WYSPĘ | Po dekadach ostrzału, który nie zmiękczył Kinmen, Pekin zaczął machać przed oczyma mieszkańców wysepki „marchewką” – w postaci strumienia turystów i pieniędzy. A wyspa szybko się zmieniła: z izolowanej fortecy w cel krótkich wypadów krajoznawczych dla entuzjastów historii i miłośników morskich rarytasów.
Stało się to możliwe na początku XXI w., gdy w ramach normalizacji stosunków gospodarczych między ChRL a Tajwanem otwarto połączenia lotnicze i morskie. Dziś między Tajpej a Pekinem latają średnio trzy samoloty dziennie.
Między Xiamen a Kinmen kursuje zaś prom, który dowozi pasażerów na miejsce w pół godziny. W 2019 r. wyspę odwiedziło 2,5 mln turystów, z czego 40 proc. przybyło z ChRL.
– Turyści jak turyści, ci z kontynentu szybko przyjeżdżali i szybko wyjeżdżali. Ale dużo kupowali. Szczególnie lubili wódkę Kaoliang. Brali po parę butelek, dla siebie i znajomych – mówi mi właścicielka sklepu bezcłowego.
CENA NIEZALEŻNOŚCI | Sklep jest pustawy, klientów brak. W ciągu ostatnich lat liczba turystów przybywających z Chin na Kinmen spadła dramatycznie, podobnie jak na całym Tajwanie. W 2023 r. na wysepkę przybyło 700 tys. gości, z czego tylko 5 proc. to Chińczycy z ChRL.
To skutek decyzji Pekinu z 2019 r. o wstrzymaniu indywidualnych wyjazdów turystów na Tajwan. Władze Chin sygnalizują w ten sposób swoje niezadowolenie z polityki prezydentki Tsai Ing-wen, która rządziła Tajwanem od 2016 r. do maja tego roku. Jej ugrupowanie, Demokratyczna Partia Postępu (DPP), podkreśla niezależną od Chin i demokratyczną tożsamość Tajwanu.
– Od kiedy rządzi DPP, jest coraz gorzej. Wiele hoteli i kafejek zbankrutowało. Nikt nie wie, kiedy to się zmieni. Dobrze, że chociaż odwiedza nas coraz więcej tajwańskich turystów – mówi pracowniczka agencji turystycznej.
Ona w styczniowych wyborach prezydenckich zagłosowała na kandydata Kuomintangu, który opowiada się za zbliżeniem z Chinami. Podobnie głosowało 61 proc. mieszkańców Kinmen (w skali całego Tajwanu było to ok. 33 proc.).
Lai Ching-te, nowy prezydent i partyjny kolega Tsai, w przemówieniu inauguracyjnym z 20 maja wyraził nadzieję na wznowienie ruchu turystycznego. Ale Pekin, który nazywa go „niebezpiecznym separatystą o konfrontacyjnej mentalności”, raczej nie ma na to ochoty.
Jednak właściciele sklepów bezcłowych w kinmeńskim porcie Shuitou, do którego przypływają promy z Xiamen, mają nadzieję, iż turyści z kontynentu wrócą. Mimo pustek jest tu głośno – trwa budowa nowego terminalu pasażerskiego, który ma zostać otwarty w 2025 r.
MOST NIEZGODY | Temat Kinmen rozpalił tajwańską debatę przed ostatnimi wyborami: prezydenccy kandydaci poróżnili się w sprawie idei budowy mostu z Kinmen do Xiamen i ustanowienia strefy ekonomicznej, która miałaby przyciągnąć chińskie inwestycje.
Przeciwnicy projektu – raczej młodsi i zwykle po studiach na głównej wyspie Tajwanu (bardziej sceptycznej wobec Chin niż Kinmen) – sądzą, że to „zatruta marchewka”. Obawiają się, że projekt byłby zagrożeniem dla wyspy i całego Tajwanu. Ścisła integracja ekonomiczna dałaby Pekinowi narzędzie nacisku na polityków i mieszkańców, a most umożliwiłby chińskiej armii szybszy przerzut wojsk, gdyby Pekin zdecydował się na inwazję.
– Teraz nie boję się inwazji, ale jeśli Chiny zbudują most, ryzyko ataku będzie większe – uważa 33-letnia Mei-Ling, która pracuje w Tajpej i przyjechała na Kinmen, by odwiedzić rodziców.
Słychać głosy, że wyspiarze zbyt lekko traktują problem nadmiernego uzależnienia od Chin. Przytacza się kwestię rurociągu, który od pięciu lat dostarcza na Kinmen wodę pitną z prowincji Fujian (do niej należy Xiamen). Zanim go zbudowano, władze wyspy zobowiązały się, że do 2031 r. trzy czwarte zapotrzebowania na wodę zaspokoją zasoby lokalne. Dziś z Fujian pochodzi już 60 proc. zużywanej wody. Co, jeśli Pekin zakręci kurek?
Z kolei zwolennicy mostu utrzymują, że jego budowa pozwoli wyspie się wzbogacić, zwłaszcza jeśli jej koszty pokryją Chiny. Dla części mieszkańców byłoby to też ułatwienie w życiu codziennym: ok. 60 proc. z nich ma na kontynencie rodzinę, a wielu nieruchomości. W weekendy niejeden Kinmeńczyk wsiada na prom, by zrobić taniej zakupy w Xiamen i korzystać z uroków nowoczesnego miasta.
– Z Kinmen obserwowaliśmy, jak w ciągu ostatnich 40 lat rozwinął się drugi brzeg. Jeszcze niedawno trudno było tam cokolwiek dostrzec. Dziś Xiamen wygląda jak Manhattan. Dlaczego mielibyśmy sprzeciwiać się zbliżeniu z Chinami, gdzie tak poprawił się poziom życia? – pyta 60-letni pan Hung.
SROGIE GROŹBY | Teraz, za rządów Xi Jinpinga, Pekin coraz częściej sięga znów po „kij”. 23 maja, trzy dni po zaprzysiężeniu Lai Ching-te, chińska armia rozpoczęła ćwiczenia wojskowe wokół Tajwanu, w tym w pobliżu Kinmen, symulując blokadę wyspy. Pekin określił ćwiczenia jako „surową karę dla separatystycznych sił na Tajwanie” i „srogie ostrzeżenie dla zewnętrznych aktorów przed ingerencją i prowokacją”.
– Głównym celem ćwiczeń wojskowych jest demonstracja dominacji w Cieśninie Tajwańskiej i testowanie gotowości wojskowej swoich sił. A zaczynając ćwiczenia zaraz po inauguracji nowego prezydenta, Pekin chce pokazać elektoratowi Tajwanu i społeczności międzynarodowej, że osoba Lai ma negatywny wpływ na pokój w cieśninie – ocenia prof. Jinho Kim.
Zamiast pełnoskalowej inwazji na Tajwan czy blokady morskiej, Chiny mogą jednak ułatwić sobie zadanie i najpierw ograniczyć się do ataku na Kinmen lub inne wysepki leżące blisko kontynentu. Z punktu widzenia Pekinu Kinmen ma wiele zalet: jest mała, leży blisko kontynentu, a jej mieszkańcy są dość przyjaźni Chinom. Niektórzy twierdzą, że obyłoby się bez wystrzału.
– Zajęcie Kinmen pozwoliłoby Pekinowi przetestować reakcję Waszyngtonu przed dalszą inwazją. Stany Zjednoczone zostałyby wtedy postawione w trudnej sytuacji: wejść w konflikt zbrojny z Chinami z powodu peryferyjnej wysepki czy postawić pod znakiem zapytania ich zasadniczą gotowość do obrony Tajwanu? Pekin kalkuluje, że taki dylemat mógłby podzielić i osłabić przeciwnika – uważa prof. Kim.
BĘDZIE POWTÓRKA? | Tymczasem mieszkańcy wyspy, obserwujący od paru lat pogarszanie się relacji między Chinami a Tajwanem, boją się powtórki z historii.
– Konflikt w cieśninie byłby katastrofą. Na Kinmen dobrze poczuliśmy, czym jest horror wojny, więc rozumiemy wartość pokoju dużo lepiej niż ci, którzy rządzą nami z Tajpej. Nie chcemy znowu stać się mięsem armatnim – mówi pan Hung.
„Kij” przynosi efekty. Wraz ze wzrostem obaw, że chińskie ćwiczenia wojskowe mogą wkrótce wymknąć się spod kontroli, na Kinmen popularność zyskuje propozycja „demilitaryzacji wyspy”, której deklarowanym celem jest promocja „pokoju między dwoma brzegami cieśniny”. Zakłada ona wycofanie z wysepki wszystkich żołnierzy tajwańskich. Teraz i tak jest ich niewielu: ze 120 tysięcy w trakcie najgorętszego okresu zimnej wojny (wobec 90 tys. cywilnych mieszkańców) dziś na wyspie zostały ich trzy tysiące.
– Jeżeli żołnierze opuszczą Kinmen, to nie będzie powodu, dla którego Chiny miałyby dokonać inwazji. Chińczycy sami z siebie przecież nie zabiją własnych kuzynów – uważa pan Hung. Jednocześnie twierdzi, że nie miałby nic przeciwko, aby wyspa została przyłączona do ChRL, gdzie mieszka jego brat.
– Jeżeli tak by się stało, to Kinmen może wreszcie dogoniłby Xiamen – dodaje po chwili z gorzkim uśmiechem.
Lepiej byłoby jednak nie testować, na ile powszechna jest to opinia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















