Przetrwanie to za mało. VI dzień Festiwalu Conrada

Ostatni dzień Festiwalu Conrada upłynął pod znakiem pytań o nadzieję po katastrofie – o to, jak ocaleć jako wspólnota, jak odzyskać głos i jak pozostać człowiekiem, gdy świat się kończy.
Czyta się kilka minut
Spotkanie z Abdulrazakiem Gurnahem. Kraków, 25 października 2025 r. // Fot. Alicja Rzepa / materiały prasowe Festiwalu Conrada
Spotkanie z Abdulrazakiem Gurnahem. Kraków, 25 października 2025 r. // Fot. Alicja Rzepa / materiały prasowe Festiwalu Conrada

Spotkanie „Nie mamy wyboru, musimy iść dalej” było rozmową o kryzysie jako stałym elemencie ludzkiego doświadczenia. Bartłomiej Dobroczyński mówił, że żyjemy w epoce, w której wspólne narracje – religia, polityka, wiara w postęp – przestały działać. Nadal się nimi posługujemy, ale są już martwe, jak zombie. W efekcie tracimy poczucie sensu i wspólnoty, zostaje tylko samotność i lęk. 

Odwołując się do „Radykalnej nadziei” Jonathana Leara, Dobroczyński przekonywał, że tak jak plemię Wron musiało wymyślić siebie od nowa, tak i my stoimy dziś przed podobnym zadaniem. Stary porządek się wyczerpał, nowy jeszcze nie powstał. Nadzieja, mówił, nie jest optymizmem, lecz decyzją, by trwać razem – bo tylko „my”, nie „ja”, może nadać światu sens.

Wieczór poświęcony literaturze francuskojęzycznej rozpoczął się od dwóch spotkań, które w różny sposób mówiły o tym samym: o odzyskiwaniu głosu i pamięci.

Pierwsza część – z Carole Martinez – zaczęła się od oficjalnego ogłoszenia polskiego wyboru Nagrody Goncourtów, która towarzyszy Festiwalowi od lat. Martinez opowiadała o swojej najnowszej powieści jako o historii snu i ciała. Mówiła o dzieciach, które śnią jeden wspólny sen, a dorośli zaczynają się go bać. O macierzyństwie, które jest jednocześnie czułe i brutalne. O kobiecym doświadczeniu, które w literaturze zbyt długo było opisywane z zewnątrz, bez potu, krwi, bólu i zapachu. Dla niej pisanie jest formą odzyskiwania języka dla własnego ciała.

Druga część – z Kamelem Daoudem – przesunęła nas bardziej w stronę polityki. Daoud mówił o „Hurysce” jako książce napisanej przeciwko milczeniu. Akcja wyrasta z algierskiej wojny domowej, ale problem jest szerszy: co się dzieje ze wspólnotą, która odmawia sobie prawa do opowieści o własnej traumie? Bohaterka Daouda traci głos w dosłownym sensie – ma wycięty język – ale nie traci prawa do mówienia. Autor podkreślał, że literatura nie jest deklaracją polityczną dla kamer. Ona robi coś bardziej ryzykownego: przywraca pamięć tym, których oficjalna historia wolałaby nie słyszeć.

Później na scenie pojawił się Abdulrazak Gurnah, laureat Literackiej Nagrody Nobla. To już siódmy noblista goszczący w Krakowie! Rozmowę z Grzegorzem Jankowiczem szybko wypełniły tematy, które od lat kształtują jego prozę – migracja, kolonializm, wygnanie. 

Gurnah mówił, że po katastrofie – na przykład wojnie – nie da się wrócić do dawnego świata, bo „dom” nie zawsze przyjmuje z powrotem. W jego książkach bohaterowie są zawieszeni między Afryką a Europą, przeszłością a teraźniejszością, między językiem opresji a próbą opowiedzenia siebie własnymi słowami. Powrót nie daje ukojenia, lecz kolejne pęknięcia.

Gurnah nie wierzy, że książki naprawią świat, ale są w stanie zrobić coś innego – przywrócić głos tym, których historia uciszyła. I to nie jako gest polityczny, lecz jako akt głęboko osobisty. Sam zaczął pisać po wyjeździe z Zanzibaru, najpierw tylko dla siebie – żeby nadać formę temu, co zbyt trudne, by wypowiedzieć na głos. Z tych notatek narodziły się jego powieści. 

W rozmowie pojawiło się pojęcie „życia po życiu”: co zrobić, gdy to dawne już nie istnieje, a nowe jeszcze się nie ułożyło. Dla Gurnaha „przetrwać” to za mało – chodzi o odzyskanie sprawczości, prawa do własnej wersji zdarzeń. I właśnie tym jest jego literatura – próbą ocalenia pamięci, która zwykle znika razem z najsłabszymi.

Ostatnią gościnią jest Emily St. John Mandel. Olga Drenda zaczęła od pytania do niej o „dar prorokowania”. Mandel wzruszyła ramionami: to nie proroctwo, tylko uważność. Nazywa to „rozpoznawaniem wzoru” – obserwujesz coś we wczesnej fazie, przesuwasz w czasie i patrzysz, co z tego wyniknie. 

Tak powstała „Stacja Jedenaście”, z pandemią niszczącą globalny porządek (powieść wydana krótko przed tą pandemią, której doświadczyliśmy wszyscy). Autorka mówiła, że nie przewidziała przyszłości, tylko powtarzalność – bo każda katastrofa jest w pewnym sensie powtórzeniem poprzedniej.

Najważniejsze zdanie wieczoru wracało jak refren: „przetrwanie to za mało”. U Mandel apokalipsa nie jest widowiskowa, tylko uporczywa. Świat się kończy, ale zęby dzieci nadal trzeba myć, spodnie nadal trzeba uprać, a ktoś wciąż chce grać Szekspira w objazdowym teatrze. Sztuka nie jest luksusem – jest sposobem, by wciąż być człowiekiem. Mandel przywołała obrazy ludzi, którzy w zbombardowanych miastach wynoszą książki z ruin i zakładają podziemne biblioteki. „To nas upewnia, że żyjemy” – powiedziała.

Na koniec została nadzieja – nie ta łatwa, „będzie dobrze”, ale pytanie: kim chcesz być, kiedy zgaśnie światło? Mandel mówiła, że to pytanie wraca w jej książkach od lat. Bo nie wystarczy przetrwać biologicznie. Trzeba ocaleć jako ktoś, kto potrafi pozostać lojalny, czuły i solidarny. I to właśnie jest dla niej prawdziwa stawka końca świata.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”