Hasło tegorocznej edycji – „Nadzieja radykalna” – nie było pocieszeniem. Raczej pytaniem, co zrobić z życiem po końcu: gdy coś się skończyło, ale świat nadal trwa i trzeba w nim na nowo znaleźć sens. Ideę tę potraktowaliśmy jako punkt wyjścia do rozmowy o tym, jak przetrwać – i jak żyć dalej.

O nadziei mówiono tu na wiele sposobów. Emily St. John Mandel powtarzała, że „przetrwanie to za mało”, bo prawdziwym wyzwaniem po katastrofie jest zachować człowieczeństwo. Noblista Abdulrazak Gurnah mówił, że nie można wrócić „do domu”, bo dawnego domu już nie ma – trzeba go wymyślić od nowa. Auður Ava Ólafsdóttir przekonywała, że nadzieja to czynność, codzienna praktyka: naprawianie, dbanie, troska o rzeczy, które łatwo pominąć. To nie łatwy optymizm, lecz wiara, że sens wciąż jest możliwy – nawet jeśli jeszcze nie umiemy go opisać.
Dla jednych była to nadzieja po katastrofie – dla innych po rozpadzie języka. Yan Ge mówiła o utracie mowy ojczystej i pisaniu po angielsku jako o formie wygnania. Norman Erikson Pasaribu opowiadał o queerowej codzienności w kraju, gdzie nawet codzienne gesty wymagają wielkiej odwagi.
Festiwal Conrada 2025: w poszukiwaniu sił witalnych
Z kolei Kamel Daoud i Carole Martinez mówili o pamięci i o ciele, które odzyskuje swój głos po latach milczenia. Każde z tych spotkań było próbą odpowiedzi na pytanie, jak mówić, kiedy język zawodzi.
Polscy autorzy również mówili o nadziei – Anna Ciarkowska, Zośka Papużanka i Katarzyna Sobczuk rozmawiały o śmierci jako części życia i o odwadze, jaką daje rozmowa z bliskimi o odchodzeniu. Weronika Gogola, Ján Púček i Ziemowit Szczerek szukali ducha Europy Środkowej w „reklamówce pełnej chaosu” – gdzie znaleźć można mnóstwo absurdów, ale też witalnych sił.

Colm Tóibín opowiadał o Irlandii, rozdwojonym życiu emigrantów, ale też o czułym dystansie, bez którego trudno dostrzec istotne szczegóły rzeczywistości. Nawet w tych opowieściach o utracie była nuta lekkości, świadomość, że nadzieja nie wymaga patosu.
Zwieńczeniem Festiwalu była gala Nagrody Conrada, przyznawanej za najlepszy literacki debiut roku. Tym razem zwyciężyła Marta Hermanowicz za powieść „Koniec” (wydawnictwo ArtRage) – opowieść o dziedziczeniu traum, o ciałach i językach, które pamiętają więcej, niż by chciały. Jury i czytelnicy docenili jej odwagę językową i emocjonalną autentyczność. Bohaterka książki, wnuczka sybiraczki, dorasta w domu, gdzie historia wciąż nie daje spokoju – jakby przeszłość była chorobą przekazywaną z pokolenia na pokolenie. „Koniec” to początek nowego języka w polskiej literaturze – mocnego i bezkompromisowego.

Siedemnasta edycja Festiwalu Conrada dobiegła końca, ale rozmowa o literaturze i nadziei trwa dalej. Dziękujemy wszystkim, którzy byli z nami przez ten tydzień – na spotkaniach, w kuluarach i w sieci. Do zobaczenia za rok, na kolejnej odsłonie Festiwalu.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















