Premiera drugiego sezonu „1670”. Czy Jan Paweł to swój chłop?

Siłą serialu „1670” jest to, że naśmiewa się nie tylko z postaci, które dziś skojarzylibyśmy z konserwatywną prawicą, ale także z takich bohaterek jak „lewicująca” Aniela.
Czyta się kilka minut
Bartłomiej Topa jako Jan Paweł Adamczewski w drugim sezonie serialu „1670”, reż. Maciej Buchwald, Kordian Kądziela // Fot. Robert Pałka / Netflix / materiały prasowe
Bartłomiej Topa jako Jan Paweł Adamczewski w drugim sezonie serialu „1670”, reż. Maciej Buchwald, Kordian Kądziela // Fot. Robert Pałka / Netflix / materiały prasowe

Po pierwszym sezonie serial „1670” stał się niewątpliwym popkulturowym fenomenem. Na łamach opiniotwórczych tytułów przetoczyła się poważna dyskusja wokół produkcji, a publicyści niekoniecznie zajmujący się na co dzień serialami, pisząc o „1670”, spierali się o sarmatyzm, pamięć Rzeczypospolitej szlacheckiej, stosunek współczesnych Polaków do historii, wreszcie – o zwrot ludowy w podejściu do wspólnej przeszłości, który mocno wpłynął na to, jak na ekranie przedstawiona została Adamczycha i kształtujące jej społeczny świat relacje między panami a chłopami. Krytycy mówili o serialu jako dowodzie na renesans polskiej komedii, która zwłaszcza w serialach faktycznie ma dobry okres, bo obok „1670” pojawiła się „Emigracja XD” i „Edukacja XD” oraz polska wersja „The Office”.

Co ważniejsze, recepcja serialu rozlała się poza publicystykę opinii. Sceny i dialogi z „1670” przeniknęły do powszechnej wyobraźni i codziennej komunikacji Polaków. Jan Paweł Adamczewski stał się memem, pojawiającym się w internetowych sporach – użytecznym zwłaszcza wtedy, gdy trzeba złośliwie skomentować kolejne narzekania lobby pracodawców na „roszczeniowych pracowników” albo „boomerskie mądrości” brzmiące jak żenujący anachronizm.

Dawno żadna polska komedia nie miała tak głęboko przenikającej do codziennej kultury recepcji, być może żadna od czasu komedii Olafa Lubaszenki z przełomu wieków, takich jak „Poranek kojota” i „Chłopaki nie płaczą”, które jako źródło memów i powiedzonek szczególnie upodobał sobie jeden z liderów Konfederacji i jego liczni, silnie aktywni w mediach społecznościowych fani.

Przystępując do pracy nad drugim sezonem, twórcy serialu (scenariusz: Jakub Rużyłło, reżyseria: Maciej Buchwald, Kordian Kądziela) mieli więc z jednej strony ułatwione zadanie – serial już miał grupę fanów czekających na więcej – a z drugiej wysoko postawioną poprzeczkę oczekiwań. Jak udało się im je spełnić?

Drugi sezon „1670”: przychodzi wiedźmin do Adamczychy...

Z całą pewnością drugi sezon nie będzie takim wydarzeniem kulturalnym jak pierwszy, nie jest już bowiem nowością i zaskoczeniem. Nie uruchomi tak intensywnych polemik i sprzecznych interpretacji. Tym bardziej że w warstwie „ideowej” nie dodaje wiele do tego, co zostało pokazane w sezonie pierwszym.

Nowa odsłona historii Adamczewskich jest jednak niewątpliwie udaną komedią. Aktorzy grają swoje, trzymając poziom pierwszego sezonu, a świat Adamczychy został przedstawiony na ekranie z wielką starannością. Trudno znaleźć polski serial komediowy tak wizualnie dopracowany – od kostiumów, przez zanurzone w światłocieniach zdjęcia, po reżyserię lubującą się w kadrach skomponowanych z zamiłowaniem do barokowego nadmiaru.

Pierwszy sezon realizował znaną z „The Office” formułę komicznego mockumentu (serialu stylizowanego na dokument), co sygnalizowały przede wszystkim wypowiedzi postaci wprost do kamery. Tu ten zabieg pojawia się na tyle rzadko, że można powiedzieć, iż twórcy w zasadzie porzucają tę formułę. Próbują za to wielu innych.

Kolejne odcinki biorą na parodystyczny warsztat różne filmowe i telewizyjne konwencje: od musicalu, przez film gangsterski, po matrymonialny reality show. W jednym z odcinków wchodzimy w klimaty fantasy, pojawiają się wiedźmy, rusałki, a nawet wiedźmin. Jego obecność w świecie Adamczychy można czytać tyleż jako intertekstualny żart, co jako deklarację twórców: patrzcie, Jan Paweł Adamczewski tak mocno zakorzenił się w polskiej wyobraźni, że może spotkać się z samym wiedźminem, naszym najważniejszym popkulturowym produktem eksportowym!

Efekty tych zabaw z konwencjami są różne. Wątek, w którym pomocnik kowala nagle wpada w sytuację rodem z „Breaking Bad”, jest naprawdę zabawny, a epizod fantasy, nawet jeśli poszczególne żarty mogły być lepiej napisane, urzeka plastyczną i inscenizacyjną urodą. Jednocześnie można odnieść wrażenie, że nowa odsłona komedii ma znacznie mniej polemiczny i zaangażowany w spory o historię charakter niż pierwsza. Wątek relacji między panami a chłopami, wpisanego w folwark wyzysku i marnotrawstwa czy zacofania tonącego w błocie sarmackiego świata trochę odsuwa się na dalszy plan. 

Humor w drugim sezonie jest znacznie mniej „polityczny”, ma bardziej sytuacyjny charakter. Czasem idzie przy tym w dość grube żarty z puszczania gazów i innych fizjologicznych czynności. Komedia, ubierając się w historyczny kostium, bardziej bierze na cel noszące go postaci niż kształtujący je świat.

Czy Jan Paweł to boomer, a Aniela głosowałaby na Razem?

Co nie znaczy, że brakuje politycznych i społecznych odniesień. Scenarzysta serialu Jakub Rużyłło wybrał jako tytuł i czas rok 1670 ze względu na to, że przeciętny odbiorca nie kojarzy z nim żadnego ważnego wydarzenia historycznego – żadnej ważnej bitwy, rokoszu, decyzji Sejmu, wyboru nowego monarchy. 1670 znaczy po prostu „dawno temu, gdzieś w sarmackiej Polsce”.

A przy tym serial od początku nie pozostawiał wątpliwości, że rok 1670 jest nam współczesny. Produkcja śmiała się tyleż z historii, co ze współczesnej Polski. Jan Paweł Adamczewski zadziałał tak doskonale jako postać, bo równie dobrze jako właściciela folwarku można było go sobie wyobrazić jako szefa małego biznesu w powiatowym mieście, zatrudniającego pracowników na umowę zlecenie, której w żadnym wypadku nie można pogodzić z charakterem wykonywanej pracy, a do tego ciągle narzekającego na rzekomo rujnujące go podatki, składki ZUS i nadmierne regulacje.

Także w drugim sezonie znajdziemy odniesienia do współczesnej Polski. Bogdan dochodzi do poważnego majątku, inwestując pieniądze w stragan z odzieżą patriotyczną sprzedawaną pod znakiem „Szwed is Bad”. Mamy wybory na głowę szlacheckiej gminy, z budzącą emocję debatą, w której kandydaci wyciągają sobie wzajemnie swoje słabostki. 

W jednym z odcinków jedziemy do Krakowa na wieczór kawalerski, gdzie odwiedzamy lokal z siedemnastowiecznym escape roomem i karaoke – naprawdę warto docenić pracę, jaka została włożona w stworzenie wszystkich dowcipnych scenograficznych rozwiązań widocznych na ekranie tylko przez chwilę.

Filip Zaręba, Martyna Byczkowska i Michał Sikorski w drugim sezon serialu „1670”, reż. Maciej Buchwald, 2025 r. // Fot. Robert Pałka / Netflix / Materiały prasowe

Drugi sezon zabiera zresztą bohaterów znacznie dalej niż do Krakowa, bo aż do Turcji, na siedemnastowieczne all inclusive. Co staje się okazją do żartów z Polaków objadających się przy szwedzkim stole, naszego zamiłowania do kebaba na cienkim cieście z mieszanym sosem, parawanów na plaży i kradzieży ręczników w kurortach. 

Nie są to najlepsze momenty serialu, ale gdy zaczyna on wyglądać jak lista rytualnych skarg przedstawiciela klasy średniej na własnych rodaków, za których trzeba się wstydzić na wakacjach, wymowa odcinka zmienia się, a postacią, której najbardziej się obrywa, okazuje się Aniela – z jej wstydem za rodzinę, nieudanymi próbami zbliżenia się do „normalnych ludzi” z Turcji i wyjścia poza bańkę własnego przywileju.

Bo siłą „1670” jest to, że naśmiewa się nie tylko z postaci, które dziś skojarzylibyśmy z konserwatywną prawicą (jak Bogdan) czy boomerów tkwiących mentalnie w swoim podejściu do rynku, przedsiębiorczości i praw pracowniczych w latach 90. (jak Jan Paweł Adamczewski), ale także z takich bohaterek jak Aniela. Córka Adamczewskich we współczesnych czasach studiowałaby pewnie kulturoznawstwo, brała udział w czarnych protestach i najpewniej głosowałaby na Partię Razem. I choć w serialu to ona często jest jedynym w rodzinie Adamczewskim głosem rozsądku, niejednokrotnie śmiejemy się też z jej naiwności.

„1670” jako wspólnie opowiadana rodzinna historia

Wątek Anieli jest zresztą w drugim sezonie kluczowy. Chodzi nie tylko o jej zakazaną, romantyczną relację z pomocnikiem kowala, litewskim chłopem Maciejem, ale także związki z własną rodziną i dziedzictwem, którego materialnym wyrazem jest folwark. Aniela staje przed wątpliwością, co zrobić z tym dziedzictwem – odciąć się od niego? A może pracować z zastaną rzeczywistością? Czy poświęcać się, by zmieniać ojcowiznę, czy podążać za własnymi pragnieniami? Te całkiem poważne pytania o stosunek do rodzinnego i narodowego dziedzictwa, patriotyzm, wielką i małą ojczyznę wybrzmiewają zwłaszcza w ostatnim odcinku.

Ale jak na komedię przystało, w nowym sezonie dominuje śmiech. Śmiejemy się tu tyleż z sarmacji i sarmatów, co wspólnie z sarmatami. Wbrew części głosów z prawicy – choć także tam można znaleźć pozytywną recepcję serialu – „1670” nie buduje wcale czarnej legendy Rzeczypospolitej szlacheckiej. Sarmatyzm pokazuje nie tyle jako historyczną traumę, ale jako coś, na co cały naród – i ten z chłopów, i ten z panów – może spojrzeć z ironicznym dystansem. A nawet wspólnie opowiadaną rodzinną historię, która – nawet jeśli nie stawia rodziny w najlepszym świetle – to jednocześnie integruje ją za każdym razem, gdy jest opowiadana i pamiętana.

Jak pokazuje jedna z najciekawszych scen drugiego sezonu, być może cała nasza tożsamość – narodowa, historyczna, rodzinna, osobista – jest tylko iluzją, zmyśleniem. Ale bez niej nie jesteśmy w stanie funkcjonować. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Szwed is bad