Od „Strefy gangsterów” po „Gangi Londynu”, czyli życie po Brexicie

Ronan Bennett przez lata pisał o szachach dla brytyjskiego „Guardiana”. Jego serial „Strefa gangsterów” ogląda się jak krwawą... partię szachów.
Czyta się kilka minut
Helen Mirren i Pierce Brosnan w serialu "Strefa gangsterów", 2025 r. // Sky ShowTime / materiały prasowe
Helen Mirren i Pierce Brosnan w serialu "Strefa gangsterów", 2025 r. // Sky ShowTime / materiały prasowe

W serialu Guya Ritchiego „Dżentelmeni” (Netflix) młody brytyjski arystokrata, Eddie Horniman, książę Halstead, obejmujący po śmierci ojca pieczę nad rodzinnym majątkiem, dowiaduje się, że od lat utrzymywał on finansową płynność tylko dzięki kryjącej się na rodowych gruntach plantacji marihuany, którą prowadził wspólnie z potężnym gangsterem. Eddie chce się początkowo wycofać z przestępczego biznesu, szybko jednak odkrywa, że sam ma do niego autentyczny talent.

Może dlatego, że młody książę, jako zawodowy wojskowy, wie, jak posługiwać się zorganizowaną przemocą, a może (jak mówi mu jeden z konkurentów, pragnący odkupić rodzinną posiadłość Halsteadów), to kwestia dziedzictwa. Przecież brytyjscy arystokraci byli pierwszymi wielkimi gangsterami – obrabowali kiedyś cały świat. Teraz ich potomkowie czerpią z tego profity w swoich rezydencjach.

„Strefa gangsterów” – sztuka zemsty i zdrady, wprost z Szekspira

Obraz gangstera jako współczesnego barona – w „Dżentelmenach” rozgrywany głównie w komediowym tonie – wraca w serialu Ronana Bennetta „Strefa gangsterów” (dostępny na SkyShowtime), w którym Ritchie wyreżyserował pierwsze dwa odcinki. 

Historia wojny dwóch gangsterskich rodzin walczących o kontrolę nad przestępczym półświatkiem Londynu przedstawiona jest tak, jak historia walki dwóch wielkich rodów o koronę albo pozycję najpotężniejszego feudała w królestwie. Nasuwają się wręcz skojarzenia z tym, jak Szekspir w swoich kronikach królewskich przedstawiał walkę Yorków i Lancasterów o angielską koronę.

W centrum serialowej narracji znajduje się przestępcza rodzina Harriganów. Na jej czele stoi senior rodu, Conrad. Irlandczyk, który dzięki kombinacji bezwzględności, sprytu, strategicznego myślenia i nieprzewidywalności doszedł na sam szczyt przestępczej hierarchii. Dziś mieszka w pięknej rezydencji w Cotswolds i nosi się jak angielski właściciel ziemski. Akcent zdradza jednak pochodzenie, a tweedowe marynarki nie są w stanie ukryć brutalności, okrucieństwa, skłonności do wybuchów agresji.

Conrad ma przy tym lata młodości dawno za sobą. Im więcej dowiadujemy się o tej postaci, tym bardziej przypomina ona starego króla, który przytłoczony czasem, traci kontrolę na królestwem i swoją rodziną. Choć być może nigdy nie kontrolował swojej małżonki, Meave. W gangsterskiej tragedii odgrywa ona rolę Lady Macbeth, nie tylko pchając Harriganów do krwawej wojny z konkurującą z nią o kontrolę nad Londynem rodziną Stevensonów, ale także nastawiając poszczególnych członków własnej rodziny przeciw sobie.

Obsesja Harriganów na punkcie zdrady i lojalności okazuje się często większym zagrożeniem dla bohaterów serialu niż działania konkurencyjnego gangu. Tak jak w „Kronikach królewskich” Szekspira konflikt w rodzie Yorków – na czele z morderczymi planami Ryszarda III wobec własnych bratanków – był równie, jeśli nie bardziej krwawy od walki, jaką ta gałąź dynastii Plantagenetów toczyła z Lancasterami.

Harriganowie nie potrzebują zresztą wielu zachęt Meave, by rzucić się sobie do gardeł. Rodzinny klan pełen jest wewnętrznych konfliktów, tajemnic, trupów w szafie, mrocznych sekretów, niewypowiedzianych krzywd z przeszłości. Najstarszy syn jest nieudacznikiem, „idiotą w rodzinie” bezskutecznie walczącym o uznanie rodziny. Nieślubna córka Conrada, Seraphina, jest znienawidzona przez swoją macochę. 

Przemoc Harriganów kieruje się nie tylko na zewnątrz, ale i do wewnątrz – każdy, kto wychował się pod wpływem rodziny, został w jakiś sposób skrzywdzony i wykrzywiony. Dzieci Conrada, widząc słabość i starość ojca, zaczynają układać przyszłość, w której to jedno z nich kieruje rodzinnym przestępczym imperium.

Przewodnikiem po tym świecie jest Harry De Souza. Formalnie „konsultant ds. bezpieczeństwa” biznesów Harriganów, faktycznie fixer rodziny – ktoś, kto usuwa wszelkie możliwe kłopoty, jakie muszą pojawić się, gdy działa się w tej branży co rodzina Conrada. Harry, niewątpliwie utalentowany fachowiec, nie obserwuje biernie, jak Harriganowie robią wszystko, co w ich mocy, by rozszarpać się na strzępy, ale sam włącza się do gry o przyszłość rodziny. 

Sprzymierza się z Kevinem, drugim synem Conrada, z którym jako bardzo młody człowiek wspólnie odsiadywał wyrok. Choć Kevin wydaje się na pierwszy rzut oka naturalnym kandydatem do sukcesji, to kryje cały bagaż traum z przeszłości, niewpływających dobrze na jego zdolności do trzeźwego myślenia i racjonalnego działania.

Od „Strefy gangsterów” po „Dzień Szakala” – parada aktorów

„Strefa gangsterów” oferuje krwawe widowisko pełne okrucieństwa, sensacji, zwrotów akcji. Nie każde scenariuszowe rozwiązanie w pełni przekonuje, czasem trzeba wykonać trochę pracy nad zawieszeniem niewiary. Przemoc i makabra, jakimi epatuje produkcja, czasem wyglądają jak droga na skróty. Ale jednocześnie twórcom udało się zbudować jedno z najbardziej fascynujących telewizyjnych widowisk w tym roku – w napięciu oglądamy każdy odcinek, nie mogąc oderwać się od ekranu.

Ronan Bennett przez lata pisał o szachach dla brytyjskiego „Guardiana” i jego serial ogląda się jak fascynującą, krwawą partię szachów, gdzie na szachownicy toczy się jak najbardziej realna walka prawdziwych ludzi.

Jako showrunner Bennett ma bardzo sprawną rękę do tworzenia podobnie wciągających produkcji – co udowodnił w pokazywanej na przełomie zeszłego i obecnego roku, także dostępnej na platformie SkyShowtime, swojej uwspółcześnionej wersji „Dnia Szakala”, bardzo luźno odnoszącej się do słynnej powieści Fredericka Forsythe’a. Tytułowy zawodowy zabójca poluje w nim nie na generała de Gaulle’a, ale informatycznego geniusza, którego nowa aplikacja zagraża interesom globalnej elity finansowej.

Mimo wszystkich wątpliwych punktów scenariusza – jeszcze liczniejszych niż w „Strefie gangsterów” – serial można było pochłonąć w napięciu za jednym posiedzeniem. Widowisko udało się przy tym połączyć z wielowymiarowymi portretami bohaterów, na czele z tytułowym Szakalem, w absolutnie rewelacyjnej kreacji Eddiego Redmayne’a.

Mimo wielu godzin spędzonych z bohaterem, wszystkich tropów, jakie na jego temat zostawia serial, do końca pozostaje on dla nas tajemnicą, fascynującą zagadką. Nie potrafimy powiedzieć, co tak naprawdę go motywuje i napędza, przeskok jakiej wewnętrznej sprężyny sprawił, że zmienił się on w doskonałego w swoich fachu zabójcę.

„Strefa gangsterów” pełna jest podobnie złożonych postaci, wymykających się stereotypom i łatkom, jakie chcieliby im przykleić widzowie. Wciela się w nich grono najlepszych brytyjskich i irlandzkich aktorów. O „Strefie” często się pisze jako serialu Toma Hardy’ego odtwarzającego postać Harry’ego.

Hardy – na tle rozedrganych Harriganów spokojny jak skała, zdolny szeptem wymusić posłuszeństwo i zastraszyć najmniej strachliwą osobę – jest tu bez wątpienia w swoim aktorskim żywiole, nie tworzy jednak na ekranie niczego nowego, czego nie widzielibyśmy w jego poprzednich kreacjach.

Znacznie bardziej zaskakujący jest Pierce Brosnan jako Conrad. Aktor znany głównie jako James Bond z przełomu wieków ma ostatnio bardzo dobrą passę, był świetny jako kochający władzę i luksus, uwodzący w swoim zdemoralizowaniu szef brytyjskiego wywiadu elektronicznego w „Szpiegach” Stevena Soderbergha

W „Strefie gangsterów” ma czas, by stworzyć być może najbardziej skomplikowaną, psychologicznie zniuansowaną i magnetyzującą kreację w całej swojej karierze. Podobnie złożona jest rola Paddy’ego Considine’a jako Kevina – ale do możliwości tego aktora równie dobrze sprawdzającego się w roli Brytyjczyków z klasy pracującej co króla Viserysa Targeryana w „Rodzie smoka” nikogo nie trzeba przekonywać.

Helen Mirren jak Meave tworzy brawurową rolę, czasem na granicy karykaturalnego przerysowania, ale zawsze zatrzymując się po jej właściwej stronie, podobnie jak Geoff Bell jako główny konkurent Harriganów, Richie Stevenson. Świetne są nawet role na trzecim planie, zwłaszcza Toby Jones jako ścigający rodzinę Conrada policyjny weteran, sam kryjący niejeden sekret.

Sope Dirisu (w śodku) w trzecim sezonie serialu "Gangi Londynu", 2025 r. // Fot. Sophie Mutevelian / Canal+ / materiały prasowe

„Gangi Londynu”, czyli skąd się wzięła przestępcza stolica świata

Biznes Harriganów zagrożony jest przy tym przez „przestępczą globalizację”. Richie i jego rodzina rosną w siłę dzięki współpracy z meksykańskimi kartelami, serialowy Londyn jest miejscem, gdzie krzyżują się strumienie brudnych pieniędzy i przestępczych interesów z całego świata.

Obraz Londynu jako „przestępczej stolicy świata” jeszcze mocniej wybrzmiewa w słabszym od produkcji Bennetta, ale też fascynującym serialu „Gangi Londynu” Garetha Evansa i Matta Flannery’ego (trzeci sezon pokazuje właśnie w Polsce Canal+). Pierwszy sezon zaczyna się w momencie, gdy śmierć pochodzącego z Irlandii gangstera Finna Wallace’a powoduje bezkrólewie w sercu londyńskiego półświatka. O władzę nad nim zaczynają rywalizować konkurujące ze sobą gangi, w tym ten prowadzony przez syna Finna, Seana.

Gangi, tworzone głównie według etnicznego klucza, reprezentują różne ludy kiedyś skolonizowane przez Brytyjczyków – są Irlandczycy, czarni z Karaibów i Afryki, przybysze z Pakistanu – które dziś składają „rewizytę” dawnemu imperium i rzucają się do walki o kontrolę nad jego przestępczym podziemiem. W tej walce uczestniczą też – niejako przy okazji – przedstawiciele wszystkich nacji szukających lepszego życia w brytyjskiej stolicy, od Albańczyków z dawnego komunistycznego wschodu po Kurdów, którzy handlując w Londynie heroiną, próbują sfinansować walkę o swoje własne państwo na Bliskim Wschodzie.

Wojnę wszystkich tych gangów obserwujemy z punktu widzenia Elliotta – policjanta działającego pod przykryciem w organizacji przestępczej Wallace’ów, który szybko przekonuje się, że uwikłał się w znacznie bardziej skomplikowaną intrygę, niż kiedykolwiek był na to gotowy. W „Gangach Londynu” próżno szukać tak świetnie skonstruowanych postaci jak w „Strefie gangsterów”, scenariusz ma też znacznie więcej słabości, ale Evans i Flannery doskonale radzą sobie z tworzeniem fascynującego telewizyjnego widowiska z ciekawymi obserwacjami społecznymi w tle.

W „Gangach Londynu” przestępcze podziemie splecione jest ze światem finansowej elity, a podziemna gospodarka – z wielkimi finansami. Za gangsterami ostrzeliwującymi się na ulicach stoją tajemniczy „inwestorzy”, którzy choć na co dzień spędzają czas raczej na posiedzeniach prestiżowych rad nadzorczych niż wśród osób z wyrokami, to potrafią być jeszcze bardziej niebezpieczni w obronie swoich interesów niż zawodowi przestępcy. Pieniądze działającego między Londynem a Pakistanem narkotykowego barona finansują kampanię wyborczą jego syna, walczącego o stanowisko burmistrza brytyjskiej stolicy.

Państwo, jak pokazuje je serial, okazuje się całkowicie bezradne wobec przechodzących przez Londyn przepływów mniej lub bardziej brudnych pieniędzy, narkotyków, broni, mas ludzkich i towarzyszącej temu wszystkiemu przemocy.

Gangsterskie seriale, czyli spóźnione pożytki z brexitu

Obraz państwa bezradnego wobec podstawowych problemów ze względu na niekompetencję i korupcję swoich elit, bezsilności kryjącej się za fasadą szacownych instytucji, powraca ciągle w brytyjskiej produkcji telewizyjnej ostatnich lat. Obecny jest w „Gangach Londynu”, w obu wspomnianych produkcjach Bennetta – autora znanego z bardzo wyraźnego lewicowego zaangażowania, w młodości, w latach 70. nieprawomocnie skazanego za udział w terrorystycznej aktywności IRA – czy w „Kulawych koniach”, świetnej adaptacji serii powieści szpiegowskich Micka Herrona.

W tej ostatniej produkcji (można ją obejrzeć na Apple Tv) brytyjskie państwo jest tak niekompetentne, że samo stwarza dla siebie największe zagrożenia.

Podobne obrazy nie biorą się znikąd, twórcy seriali podążają tu za społecznymi nastrojami. Za poczuciem, że kraj jest w kryzysie co najmniej od 2008 r., że politycy wszystkich możliwych opcji nie są w stanie poradzić sobie z trapiącymi go problemami. Przestępczość czy migracja wymykają się spod kontroli, a rozwiązania, które miały stanowić remedium na brytyjskie problemy – z brexitem na czele – tylko pogorszyły sytuację.

Brexit i inne decyzje, jakie podjęli Brytyjczycy i reprezentujący ich politycy, pewnie nie obronią się przed trybunałem historii. Jak to jednak często bywa, z ciężkiej politycznej i społecznej sytuacji powstaje czasami znakomita popkultura.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 35/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Tragedie gangsterskie