„Grupa zadaniowa”: świetny serial twórców „Mare z Easttown”

„Grupa zadaniowa” to serial pełen niejednoznacznych bohaterów, ożywających na ekranie za sprawą znakomitych aktorskich kreacji.
Czyta się kilka minut
Kadr z serialu „Grupa zadaniowa”, sezon 1., HBO Max // materiały prasowe
Kadr z serialu „Grupa zadaniowa”, sezon 1., HBO Max // materiały prasowe

Telewizyjny twórca Brad Ingelsby bez wątpienia posiada talent do tworzenia złożonych, mocno doświadczonych przez życie, przytłoczonych codziennością postaci, które – choć ledwo znajdują siłę, by przetrwać kolejny dzień – muszą zmierzyć się z niezwykłą, kryzysową sytuacją. W „Mare z Easttown” (2021) poznaliśmy policjantkę z szeregiem rodzinnych problemów na głowie, coraz bardziej przekonaną, że najlepsze dni życia ma dawno za sobą. 

W nowym serialu tego twórcy, „Grupie zadaniowej” (HBO), bohaterem jest pogrążony w żałobie po zabójstwie żony agent FBI, Tom Brandis. Z powodu ciężkiej sytuacji rodzinnej Tom miesiącami odsunięty był od aktywnej służby. Gdy pojawia się na ekranie, rozstawia stoisko z ulotkami zachwalającymi zalety pracy w Agencji na targach pracy. 

Agencja ma jednak zbyt wiele spraw do rozwiązania i zbyt wiele kadrowych oraz budżetowych ograniczeń, by pozwolić tak doświadczonemu pracownikowi jak Brandis marnować się jako rekruter. Choć mężczyzna ciągle nie doszedł do siebie po rodzinnej tragedii, staje na czele grupy mającej wyjaśnić serię napadów. Ktoś rabuje domy, w których lokalne gangi przechowują utarg z handlu narkotykami.

W „Mare” narrację organizowała figura śledztwa i pytanie „kto zabił”, w „Grupie zadaniowej” od początku wiemy, kto stoi za napadami, a opowieść prowadzona jest równolegle z puntu widzenia „policjantów” i „złodziei”. Podstawową stawką historii jest to, kto okaże się górą.

Problem w tym, że cała historia jest trochę bardziej skomplikowana. To nie tylko walka prawa z bezprawiem, bo w tym meczu biorą udział aż trzy drużyny. Poza tytułową grupą zadaniową i sprawcami napadów jest jeszcze brutalny gang motocyklowy, do którego należy większość okradanych domów. 

Doświadczony, bezwzględny gangster Perry Dorazo niezależnie od FBI prowadzi swoje śledztwo w sprawie napadów, kierowany słuszną intuicją, że sprawcy muszą mieć w gangu wtyczkę.

W poszukiwaniu dobrego życia

Im bliżej finału sezonu, tym bardziej wszystko zmierza do otwartej konfrontacji między gangiem Perry’ego, grupą zadaniową kierowaną przez Toma i liderem ekipy dokonującej napadów, Robbiem Prendergastem – zupełnie jak w finale „Dobrego, złego i brzydkiego” Sergio Leone. Nie mamy wątpliwości, że „złym” jest tu sadystyczny Perry, „dobrym” idealistyczny agent FBI, a przymiotnikiem, jakim określilibyśmy Robbiego, będzie jednak przede wszystkim: „bezradny”.

Robbiemu nic nie wychodzi. Pracuje jako śmieciarz, samotnie próbując wychowywać dwójkę dzieci, z którymi mieszka kątem u wkraczającej w dorosłość bratanicy. Jej ojciec był członkiem gangu Perry’ego, został jednak zamordowany przez dawnych kolegów w zemście za romans, w jaki wdał się z żoną lokalnego lidera grupy, Jasona. Okradając gang wspólnie z dwoma kolegami, Robbie mści się za brata, a jednocześnie próbuje zdobyć środki konieczne do tego, by jego rodzina mogła zacząć życie na nowo. Najlepiej gdzieś daleko, na północy Kanady.

Szybko przekonujemy się, że Robbie, występując przeciw gangowi, wplątał się w sytuację, która całkowicie go przerasta. Jeden z napadów idzie zupełnie inaczej, niż miało to wyglądać: wywiązuje się strzelanina, są ofiary, a świadkiem całego zajścia jest dziecko. Robbie nie ma pojęcia, co zrobić z chłopcem, umieszcza go więc w domu swojej bratanicy. W dodatku zamiast gotówki znajduje wielką paczkę fentanylu, której spieniężenie na terytorium kontrolowanym przez gang nasuwa, jak można się spodziewać, trudności.

Każda kolejna decyzja Robbiego tylko pogarsza jego problemy i sprawia, że pętla coraz ciaśniej zaciska się wokół niego i bliskich. Bohater miota się, przekraczając granice, zza których nie da się już wrócić.

Religia i wiara w odpuszczenie win: ważny kontekst historii 

Twórcy serialu nie potępiają Robbiego, wiele scen sugeruje wręcz, że mimo przestępczej przemocy, w jaką się uwikłał, pozostaje zasadniczo przyzwoitą osobą, niezdolną do sadystycznego okrucieństwa. Nie mamy wątpliwości, że kieruje nim głównie troska o przyszłość rodziny. Aktor Tom Pelphrey doskonale potrafi oddać na ekranie całą złożoność swojej postaci.

Serial pełen jest zresztą podobnie niejednoznacznych bohaterów, ożywających na ekranie za sprawą znakomitych aktorskich kreacji. Mark Ruffalo chyba nigdy nie wyglądał na ekranie na tak zmęczonego życiem i przytłoczonego wiekiem. Tom jest nie tylko wdowcem, niemogącym dojść do siebie po śmierci żony, ale też przybranym ojcem jej zabójcy – chłopaka z problemami psychicznymi, którego małżeństwo adoptowało. A w dodatku byłym katolickim księdzem, który porzucił kapłaństwo. Religia dostarcza istotnego kontekstu dla jego historii i osobistych rozterek. Ruffalo jest jednak w stanie uwiarygodnić i scalić wszystkie elementy biografii swojej postaci, którą ktoś inny łatwo mógłby położyć.

Także Perry odtwarzany przez Jamiego McShane’a ostatecznie okazuje się nie do końca jednoznaczną postacią. Bez wątpienia jest sadystycznym, zawodowym przestępcą, z drugiej strony działa kierując się lojalnością wobec Jasona, którego traktuje jak swojego przybranego syna. Wie, że jeśli problem z napadami nie zostanie szybko rozwiązany, krajowe kierownictwo gangu ukarze za to Jasona – dobrze działająca organizacja przestępcza nie może przecież tolerować w swoich szeregach ludzi niezdolnych utrzymać porządku na własnym terenie.

W niektórych momentach twórcy tak zagłębiają się w zawiłości drugo- i trzecioplanowych postaci, że tracą tempo i utykają na narracyjnych mieliznach. Im bliżej finału, tym żywszy rytm łapie opowieść i tym bardziej całość zbliża się do równowagi między atrakcyjnym dramaturgicznie spektaklem a pogłębionym studium charakterów.

Jak uśmierzyć ból istnienia

Podobnie jak w „Mare z Easttown”, miejscem akcji „Grupy zadaniowej” są odległe peryferie Filadelfii, obszar, gdzie zamożne przedmieścia ustępują miejsca coraz bardziej małomiasteczkowym i wiejskim przestrzeniom. To świat odległy od amerykańskiego snu, jedno z wielu miejsc w Stanach, w którym jego obietnice wydają się kpiną.

W pierwszym odcinku „Mare” tytułowa bohaterka świętuje razem ze swoją szkolną drużyną koszykówki 25. rocznicę zdobycia mistrzostwa stanu. I, jak widzimy w kolejnych odcinkach, nie tylko w życiu Mare, ale także jej lokalnej społeczności ostatni prawdziwy, bezdyskusyjny sukces mógł się wydarzyć ćwierć wieku temu albo i dawniej. 

Chorobą toczącą rodzinną miejscowość Mare jest epidemia opiatów. Rozbijająca rodziny, popychająca uczciwych, na co dzień przestrzegających prawa i zasad współżycia społecznego ludzi do zbrodni. Mare walczy o opiekę nad swoim wnukiem z żoną syna, który pod wpływem choroby psychicznej popełnił samobójstwo. Kobieta ma za sobą historię uzależnienia od heroiny. Zdesperowana policjantka kradnie heroinę przetrzymywaną na komendzie i podrzuca byłej synowej – pakując się w ten sposób wyłącznie w kłopoty.

W „Grupie zadaniowej” także pojawia się wątek opiatów, ale to tylko jedna z chorób toczących świat, w którym rozgrywa się akcja. Widzimy tu Amerykę szarych, zmęczonych mężczyzn, ciężko pracujących na kilku etatach, by utrzymać się na powierzchni. Rodziny zniszczone przez narkotyki, alkohol, zdrady i przemoc. Świat, w którym stare reguły nie działają, a zmiany budzą głównie przerażenie. 

W jednej ze scen lider konkurencyjnego wobec motocyklistów dominikańskiego gangu z Filadelfii mówi z przekąsem swoim konkurentom: mogę mieć lepszy i tańszy towar od was, ale mieszkańcy wiejskich hrabstw i tak nigdy nie kupią narkotyków od kogoś, kto wygląda tak jak moi ludzie. Nawet wykańczając się opiatami, biała amerykańska biedota zachowuje postawę wrogości i nieufności do migrantów. 

Doskonale rozumiemy, czemu tak wielu mieszkańców tej części Stanów łagodzi ból istnienia odurzając się narkotykami albo próbuje wyrwać się z beznadziei dzięki pieniądzom, które można zarobić na ich sprzedaży. Ingelsby jest przy tym bardziej „psychologicznym” niż „socjologicznym” twórcą. Interesują go raczej wewnętrzne zmagania bohaterów niż jakakolwiek społeczna diagnoza. 

„Grupa zadaniowa” nie jest wielką epicką narracją, przedstawiającą pozostawioną z tyłu Amerykę. Serialowi udaje się jednak osadzić bardzo przekonująco wewnętrzny dramat kilku bohaterów w formule atrakcyjnego telewizyjnego widowiska, umieszczając go przy tym w doskonale uchwyconym społecznym tle: w tej części Ameryki, której gniew i desperację cały świat usłyszał przy okazji ostatnich amerykańskich wyborów.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 42/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Dobry, zły i bezradny